Domagalik i Seweryn
- Jestem wzruszającym się zbyt często realistą - mówi Andrzej Seweryn.
Andrzej Seweryn: Chciałbym panią uprzedzić, że mimo pozorów nie jestem łatwym rozmówcą. Jeśli więc będę się zwijał, kręcił…
Małgorzata Domagalik: Proszę mi zaufać. Z Andrzejem Żuławskim też dałam sobie radę.
- O, z Andrzejem Żuławskim to nie jest trudne.
Nie?
- Nie. Dopuszcza go pani do głosu i ma z głowy.
Rozmawialiśmy…
- Niestety nie czytałem.
Cykl rozmów, w którym się spotykamy, to „Mistrz i Małgorzata”.
- Ja – mistrz?
Grał pan już Mistrza w „Mistrzu i Małgorzacie” Bułhakowa. Podobno jak zwykle nieźle.
- Myślałem, że pani powie: „Jak zwykle nago”.
Źle zapytałam?
- Nie, ale kiedyś nawet zwracano mi uwagę, że zbyt często…
…Pan się rozbiera?
- Tak… w filmach, w teatrze czy Teatrze Telewizji. Było np. takie piękne przedstawienie „W domu z powrotem” według „Żołnierskiej zapłaty” Faulknera wyreżyserowane przez Janusza Warmińskiego.
Pan profesjonalista, więc nago czy też nie…
- Otóż to. I rzeczywiście biegaliśmy tam nago po łąkach z Joasią Jędryką. To jest zresztą dzisiaj bardzo ciekawy temat, ostatnio wielu artystów uznało, iż jedna ze sfer, jakie należy poznać, ujawnić, objawić, to ciało, i niekoniecznie jego piękno, tylko wprost przeciwnie.
„Takim mnie, Panie Boże, stworzyłeś…”?
- Taki jestem, taka jestem, taki jest świat.
Z biegiem lat, z biegiem dni…
- Pani mówi o osobie, która się rozbiera, a ja o ludziach, którzy to powodują. Niekiedy daje to bardzo ciekawe rezultaty – w malarstwie, fotografii. Ale to, powiedzmy sobie, nie jest moja pasja.
Tak czy inaczej nagość i tzw. sceny łóżkowe wychodzą panu bardzo naturalnie, patrz: „Różyczka” Jana Kidawy-Błońskiego.
- Jeśli takie zadanie, postawione mi przez reżysera, mam do wypełnienia i jeśli rozumiem jego sens, to nie widzę powodu, żeby tego nie wykonać. A czy dbam o to, żeby brzuch nie był zbyt wielki albo żeby mi z boku nie zwisały jakieś fałdy? Tak, wolę, żeby nie zwisały. Żeby ten brzuch nie był zbyt wielki.
Dieta?
- Nie, nie. Ja żadnej diety nie stosuję. Kiedyś przestrzegałem, teraz mniej. Wydaje mi się, że to się spala podczas pracy, napięć itd.
Panie Andrzeju, jest pan trochę nie z tego świata z tą swoją misyjnością…
Czasami rzeczywiście życie to potwierdza.
Pan jest w zawodzie już…?
- Od 1968 roku, wtedy ukończyłem studia.
Czterdzieści trzy lata. Czy dorosłość, dojrzewanie, przemijanie oznaczają także zmianę myślenia o zawodzie?
- Niby to nieuniknione, ale przypominam sobie tego młodego człowieka, którym byłem na początku mojej drogi artystycznej i który chciał zmieniać świat, bronić ojczyzny przed okupantem…
…siedział w kryminale…
- No nie, aż tak to nie.
Ale siedział pan.
- Nie za to, że grałem. I dzisiaj te myśli sprzed lat wydają mi się bliskie. Świat się zmienił, ale wartości, o które warto się bić, pozostały takie same. Otóż wiele rozmów z ludźmi, z przyjaciółmi, z dziennikarzami, przekonuje mnie, że to nie jest tak, iż sztuka nie ma żadnego znaczenia i nie wpływa na historię.
Tym samym na nasze losy…
- Tak. W stopniu większym lub mniejszym – na przykład „Dziady” z 1968 roku. Oczywiście byłbym naiwny, gdybym powiedział: „Kazimierz Dejmek robiąc »Dziady«, spowodował wydarzenia marcowe”. Wiadomo przecież, że tu chodziło o walkę w sferach rządzących. Natomiast pomyślałem sobie o pokoleniu tworzącym Solidarność, które później doszło do władzy, kierowało, częściowo nadal kieruje naszym krajem. Otóż trudno byłoby zaprzeczyć, że to pokolenie, jak by tego nie formułować, mniej lub bardziej zostało ukształtowane również poprzez sztukę lat 70. i 80.
Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu PANI - już w sprzedaży!
Artykuł pochodzi z kategorii: Mistrz i Małgorzata
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Mieliśmy - mamy w sumie - bilety na koncert Top Trendy... więcej













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia