Domagalik i Daniec
Proszę mnie nie prowokować, bo zaraz zwariuję.
Małgorzata Domagalik: Zauważyłam, że mamy takie same inicjały.
Marcin Daniec: Rzeczywiście. Ale zanim odpowiem na jakiekolwiek pytanie, to powiem, że trzeba kogoś bardzo szanować i lubić, aby poświęcić cały dzień, kiedy są wakacje, na jazdę pociągiem. Teraz nawet intercity są drugoligowe – a ja jadę do tej fajnej pani MD.
Doceniam, chociaż sama miło wspominam czasy, kiedy co tydzień jeździłam do Krakowa 2 godziny 37 min. Zawsze można było coś przeczytać i napisać.
- Genialne, to był najlepszy pociąg świata! Samochodem do Warszawy jeździli tylko szpanerzy albo ci, którzy kupili auto wczoraj. Teraz pociąg jedzie prawie godzinę dłużej i już przestali za to przepraszać…
Już siadam, bo znowu pan wstał. To dobre wychowanie to dzięki mamie?
- Tak. Myśmy się wychowywali bez ojca i wszystko, co umiem, to dzięki Niej. Ojciec postanowił, że nie będzie funkcjonował z nami. Widziałem go dwa albo trzy razy w życiu.
To dla mężczyzny ciężar, który niesie przez całe życie?
- Teraz już nie. Ale kiedy miałem kilkanaście lat, bardzo przeżywałem, że Robert potrafił rozkręcić rower i skręcić go z powrotem, pomóc matce i wymienić każde gniazdko, a ja byłem neptkiem. W dorosłym życiu odremontowałem chyba dwadzieścia mieszkań. Teraz potrafię zamontować każdy karnisz, zatynkować każde pęknięcie, wybudować ścianę i antresolę. Nie ma co ukrywać, że w psychice dorosłego mężczyzny na zawsze pozostaje obrazek, jak tato znika na horyzoncie. Pamiętam jedyną awanturę, jaką mi zrobił, kiedy na wycieczce zgubiłem płaszcz mojej siostry.
Ojciec żyje?
- Oboje rodzice nie żyją, ale odejście mojej największej fanki na świecie…
…mamy?
- …to był cios tak nieprawdopodobny, że choć minęło 16 lat – moja Haneczka wczoraj miała imieniny – ja ciągle się modlę o spokój jej duszy, bo całym swoim życiem na to zasłużyła. Nigdy nie naśmiewałem się w kabarecie ze śmierci, a po odejściu mamusi tym bardziej nie będę miał odwagi jednym słowem zażartować. W najsmutniejszych chwilach życia, ale i w najradośniejszych, zawsze pojawia się pytanie, dlaczego Jej tu nie ma. Robiłem wszystko, żeby czuła się królową i żeby była ze mnie dumna.
Że ma takiego syna…
- Ona była dumna. Pytałem ją tysiące razy: „Czy ty gdzieś wychodzisz?”, bo tak elegancko się ubierała. „Muszę się starać, bo mój syn występuje w telewizji”, odpowiadała. To niewiarygodne.
Samotna mama albo robi z syna maminsynka, albo stuprocentowego mężczyznę.
- Myślę, że mamusia wiedziała, jak to zrównoważyć, żeby nie zrobił się ze mnie maminsynek. Dodam jeszcze, że musiałem w domu rąbać drewno, nosić węgiel.
Stąd ta tężyzna?
- Tak. Ćwiczyliśmy z chłopakami w siłowni – byłem instruktorem kolegów. Kazałem każdemu kupić zeszycik i zapisywaliśmy rekordy: kto dalej pchnie kulą, kto dalej rzuci dyskiem, oszczepem. Biegaliśmy do lasku i z powrotem. Stoper i taśmę pożyczyła nam pani od WF-u.
Od początku był pan fighterem.
- No tak.
Ojciec byłby dumny…
- Myślę, że tak, bo był szalenie dowcipnym człowiekiem, grał na kilku instrumentach. Jak pomyślę, że teraz grałbym na fortepianie, gitarze i perkusji, to aż się boję, co moi koledzy z kabaretu by pomyśleli. Odnosiłem sukcesy na przekór jemu. Tylko że on nie miał w nich udziału. Za to moja mamusia… Jak zobaczyłem po jej śmierci wycinki z gazet o mnie, to zrozumiałem, że była moją prawdziwą fanką, dlatego tak ją nazwałem. Wszystko było przewiązane taką fajną kokardą.
Złe recenzje też kolekcjonowała?
- Kiedy otrzymując Telekamerę, postanowiłem podziękować mojej mamusi, żonie i córce – bo one wiedzą najlepiej, ile godzin pracy, ciężkiej harówy mnie to kosztowało – złośliwi mówili: „A ty się tylko bawisz”. Ludzie myślą: zagra półtorej godziny i ma święty spokój. I potem przeczytałem: „Daniec dziękował rodzinie do siódmego pokolenia wstecz”. Było mi przykro. Jak złym człowiekiem trzeba być, żeby coś takiego napisać?
Może jest pan za delikatny jak na tę branżę. Na przykład jako jeden z nielicznych znanych mi mężczyzn mówi Pan: „mamusia”.
- Co więcej, ostrzegam, że w autoryzacji wszystkie „matki” i „mamy” zostaną skreślone. Koledzy dokuczali mi od piątego roku życia przez podstawówkę, wojsko do dzisiaj. Mówię: „mamusia”, piszą: „matka”, bo mam 54 lata i powinienem mówić: „matka”. Nigdy w życiu nie powiedziałem: „moja stara”.
Co mama u pana ganiła?
- Na pewno było jej bardzo przykro, kiedy złapała mnie z papierosem. Pierwszy raz w życiu zapaliłem, gdy miałem 17 lat. Mamusia przyszła mi powiedzieć, że trzyma kciuki, to było na trzy minuty przed występem. Zobaczyła, że palę. Tego spojrzenia nigdy nie zapomnę. Była oburzona, nienawidziła mnie – ona, kobieta, która paliła 40 papierosów dziennie, którą przyłapywałem na tym, że papieros palił się w kuchni, w pokoju, na tarasie. Nie podobało się jej, że chłopak, który pływa 70 metrów pod wodą, kilka kilometrów wpław, studiuje na AWF-ie, zdobywa bramki (czasami cztery w jednym meczu), może sięgać po papierosy.
Znam takich, którzy uważają, że generalnie nie wypada lubić Dańca.
- To się jakoś uspokoiło. Już nie pisze dziennikarka: „Obraża ludzi, a oni ciągle na niego przychodzą”. Tak sobie myślałem: ile będzie miała cierpliwości. Bardziej mnie mogło wkurzyć jeszcze tylko, jakby ktoś napisał: „Daniec sodówkarz”. To są dwie moje słabości. Jeżeli recenzentka uważa, że obrażam ludzi, to znaczy, że nigdy w życiu nie była na moim recitalu.
Całą rozmowę przeczytasz w najnowszym numerze magazynu PANI - już w sprzedaży!
Artykuł pochodzi z kategorii: Mistrz i Małgorzata
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Witam Panie, wysłałam do Fundacji zajmującej się... więcej
Reklama
Wasze komentarze (2)
-
09.09.2011 (20:07)Nie trawię tego typu dowcipów, a raczej dowcipasów . Jednakże stosunek do rodzicielki godzien pochwały.
-
07.09.2011 (12:40)
-













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia