Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zrobię w tym roku

Tym razem nie odłożą postanowień do szuflady "na potem". Otylia Jędrzejczak, Hanna Śleszyńska, Magda Mołek i Elżbieta Zapendowska w nowym roku chcą działać stanowczo. Wielka podróż, kariera w obcej dziedzinie, ekstremalne przeżycie? Oczywiście. Chcieć to móc.

Polecę, bo chcę

Magda Mołek, dziennikarka, prezenterka

Reklama

Pierwszy raz składam publicznie deklarację: w nowym roku ukończę kurs pilotowania samolotów. Spróbuję zdobyć licencję. Jeszcze niedawno sama uznałabym to za żart. Kilka lat temu zaczęłam bać się latania. Raz dostałam propozycję przeprowadzenia wywiadu na drugim końcu świata - odmówiłam. Koleżanki skrzykiwały się na weekend do Rzymu - zostałam w Warszawie. Statystyki i logiczne tłumaczenie, że samolot to najbezpieczniejszy środek lokomocji, do mnie nie przemawiały. Im częściej latałam, tym bardziej się bałam.

Aż do sierpnia 2009 roku. Leciałam prowadzić festiwal sopocki. W hali odlotów zaskoczenie: czułam się swobodnie, nie bałam się. A przecież do tej pory największe przerażenie budziło we mnie czekanie! W samolocie - nadal bez tremy. Żartowałam, oglądałam chmury. Wydarzył się cud, strach wyparował. I zamienił się w radość z latania.

Ta radość była tak inspirująca, że postanowiłam: poznam byłego wroga od podszewki. Przyjrzę mu się z kabiny pilota. Na kurs pójdę wiosną, bo chcę mieć frajdę: słonecznie, zielono, ciepło. Na razie uczę się teorii. W internecie szukam ciekawych stron o lataniu, filmów. Dowiaduję się, jakie prawa fizyki pozwalają ogromnej maszynie unieść się tysiące metrów nad ziemią. Jak działają skrzydła?

Myślę, że największą radość sprawia pilotowanie małego samolotu, którym można wykonać ewolucje, kręcić beczki. Super! Też tak chcę. Samoloty mnie pociągają, bo to wciąż jeszcze męskie terytorium. Mieszkam w okolicy, gdzie samoloty podchodzą do lądowania. Coraz częściej, planując wolny weekend, myślę: wkrótce będę jeździć na lotnisko! Jasne, to kosztowna pasja, ale przecież nie trzeba mieć swojego samolotu: można trenować na wynajętych awionetkach.

Kiedyś miałam taką teorię: gdyby Bóg chciał, żeby człowiek latał, wyposażyłby go w skrzydła. Teraz myślę inaczej: Bóg dał człowiekowi rozum, który pozwolił mu wynaleźć samolot. Muszę z tego skorzystać. I to w tym roku!

Wypłynąć na scenie

Otylia Jędrzejczak, pływaczka, mistrzyni Europy i świata

Po raz pierwszy moje noworoczne postanowienie nie jest związane ze sportem. Chciałabym... zostać aktorką. Jako dziewczynka uwielbiałam film "Arabela", na balu przebierałam się za księżniczkę. Kusi mnie kamera, kupuję wszystkie nowe filmy. Dwa lata temu zapisałam się nawet na kurs aktorstwa, ale po czterech lekcjach odpuściłam. Oczywiście musiałam wyjechać na zgrupowanie. Nie mówię, że chcę rzucić pływanie i nagle zostać gwiazdą telewizji. Aktorstwo pomoże mi zapanować nad emocjami. Jestem z natury wrażliwa, impulsywna, wszystko po mnie widać. A przecież czasem lepiej być twardzielką, ukryć słabości. Nie zawsze potrafię zapanować nad łzami, mimiką. Kiedy na igrzyskach w Pekinie zdobyłam czwarte miejsce, powtarzałam w myślach przed konferencją: „Nie rozpłaczę się, nie rozpłaczę...”. Jakoś się udało. Ale dziesięć minut później, w pokoju hotelowym ryczałam jak dziecko.

Biorąc udział w "Tańcu z gwiazdami", poznałam wielu aktorów. Patrzyłam, jak aktorstwo pomaga im w tańcu i poza nim, jak chowają złe emocje. Nawet gdy mylili kroki, nadrabiali miną, filmowym uśmiechem. Tym się różnili od reszty. Tego brakowało mnie: i w tańcu, i w sporcie. Postanowiłam, że też się tego nauczę.

Treningi na basenie wciąż sprawiają mi frajdę, ale kariera sportowa nie trwa wiecznie. Myślę, że moja jeszcze jakieś cztery lata. Może zacznę pracować w programach sportowych? Albo dostanę małą rolę w serialu, kto wie? To nie jest marzenie ściętej głowy. Dzięki kolegom z "Tańca..." poznałam aktora teatru Roma, Marcina Mrozińskiego. Okazało się, że to właśnie on śpiewa moją ukochaną piosenkę "O to cię proszę" z musicalu "Upiór w operze". Wpadliśmy na pomysł, by w grudniu wystąpić w duecie dla znajomych podczas moich urodzin. Umówiliśmy się, że Marcin zostanie moim nauczycielem aktorstwa. Już się cieszę, bo mamy odgrywać scenki i czytać scenariusze. A za dwa lata igrzyska. Spróbuję zagrać olimpijski spokój.

Na następnej stronie przeczytasz o marzeniach Hanny Śleszyńskiej i Elżbiety Zapendowskiej.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje