Żołnierka bez karabinu
Wiara bez dewocji
– Poznałam ją wiele lat temu, kiedy jako młoda dziewczyna z głową pełną ideałów zgłosiłam się do pracy w domu Wspólnoty w Bulowicach w Beskidzie Żywieckim. Spojrzała na mnie i nie była pewna, czy sobie poradzę – opowiada Renata Trzeszczak (dziś sama prowadzi dom przy Łopuszańskiej w Warszawie, zajmuje się młodzieżą). Pamiętam, że zaczęłyśmy od sadzenia pomidorów.
Siostra Małgorzata to osoba niezwykle mądra, intelektualistka, ale zna się na wielu praktycznych rzeczach, zwłaszcza na remontach. Uczyła mnie życia, krok po kroku. Jak również tego, że wybierając taki los, nie stajemy się świętymi męczennikami, że ważna jest pogoda ducha. Ja jednak po siedmiu latach pracy z ludźmi chorymi, nieszczęśliwymi i cierpiącymi miałam kryzys. Puściły mi nerwy, trzęsłam się jak galareta. W jednej chwili chciałam wszystko rzucić, poszłam pożegnać się z siostrą. Nie prawiła mi żadnych kazań, nie przekonywała, że wszystko załatwi modlitwa, tylko ugotowała obiad, a potem kazała mi się położyć i wyspać. Sama usiadła w nogach łóżka, po prostu była obecna. Najbardziej cenię w niej człowieczeństwo, to, że można na nią liczyć o każdej porze dnia i nocy – dodaje Renata Trzeszczak.
Siostra Małgorzata odbiera na zmianę dwa telefony, stacjonarny i komórkę. Często dzwonią kobiety maltretowane przez mężów, pytają, co robić. Siostra nie pochwala rozwodów, jednak jej zdaniem są sytuacje, w których to jedyny sposób na ocalenie godności. Pomaga nie tylko ofiarom przemocy domowej przejść przez rozwodowe procedury i stanąć na nogi, ale również bezdomnym, którzy znaleźli się na dnie i nikt już ich nie chce.
– Trafiają do nas same trudne przypadki – tłumaczy. – Załatwiamy ludziom dokumenty, wozimy ich do lekarzy albo do ośrodków odwykowych. Tak jak ostatnio Dawidka. 23-letni narkoman po raz piętnasty poszedł na odwyk. Czy taka walka o człowieka ma sens? Życie mnie nauczyło, że zawsze jest szansa, że za dwudziestym razem coś zaskoczy i pomoc poskutkuje – mówi Małgorzata Chmielewska.
– Jest silniejsza od nas wszystkich, nigdy nie traci głowy – opowiada o niej Renata Trzeszczak. – Myślę, że nie urodziła się z cechami żelaznego dowódcy – dodaje Andrzej Chmielewski. – Przejmuje kontrolę nad sytuacją, bo nie znajduje się nikt inny, kto chciałby wziąć na siebie taką odpowiedzialność. Sam jestem przedsiębiorcą, czasem myślę, jak daleko mogłaby zajść, gdyby wybrała karierę w biznesie. Siostra Małgorzata przekonuje, że jej zalety potrafią być wadami. Sprawdza wszystkie możliwości, nie odpuszcza. Bywa męcząca dla urzędników. Umie powiedzieć „dość”, gdy zderza się z absurdem.
Nieskończona cierpliwość? To dla niej raczej objaw słabości. Wciąż o coś walczy. „Taka nasza żołnierka bez karabinu”, napisała o niej jedna z internautek.
Na wojnie z wiatrakami
– Najbardziej nie lubię cynizmu, bezduszności, cwaniactwa – wylicza siostra Małgorzata. – I kłamstwa. Psuje relacje międzyludzkie. Jej największy wróg to „biurokratyczny faszyzm”. – Urzędnicy zmuszają nas teraz do wejścia w nowy system. Mają powstać ogólnodostępne bazy danych dotyczące bezdomnych. Ze zdjęciem, nazwiskiem i dokładnym opisem historii życia.
Nie możemy na to pozwolić. Mamy pomagać w zerwaniu z przeszłością, a nie stygmatyzować. W dodatku słyszymy, że oni nie muszą nic o tym wiedzieć, że powinniśmy udostępnić te dane za ich plecami. Nieprzyzwoity pomysł.
Siostra Chmielewska wyznaje, że nieraz czuje się jak Don Kichot walczący z wiatrakami. A co, jeśli zabraknie jej sił? Na szczęście ma swoich wychowanków. To oni przejmują stery we Wspólnocie i powołanej przez nią fundacji. Wierzy, że ziarno, które zasiała, nie zmarnieje. Odbiera kolejny telefon. Dopiero teraz zwracam uwagę na jej charakterystyczny niski głos. Wzbudza zaufanie, są w nim siła, pewność i coś, co pozwala zachować godność. To ważne, bo często przemawia w imieniu tych, którzy zazwyczaj milczą – ludzi biednych, skrzywdzonych.
– Mogłoby się wydawać, że nie ma sensu tak siedzieć z bezdomnymi w jakiejś wiosce, gdzie wrony zawracają – mówi siostra Małgorzata. – A jednak pani do mnie przyjechała, tak jak przyjeżdża tu wiele osób: gości, dziennikarzy, wolontariuszy. Chcą spotkać inny świat, niepodzielony na biednych i bogatych. Świat, w którym wszyscy razem siadamy do stołu.
Magda Rozmarynowska
PANI 05/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: W świecie kobiet
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (88)
-
15.06.2010 (09:43)Przepraszam wszystkich zwolenników i przeciwników Chrystusa, ale to, co i jak piszecie dowodzi temu tylko, że nie znacie ani Chrystusa, ani Kościoła i nigdy nie poznaliście żadnego chrześcijanina. Niech się nie ośmiesza ten, kto pisze gdzie jest i czego potrzebuje Jezus, wskazując drogę innym, samemu nic nie widząc. Najlepszy jest ,,Gość"", który pisze, że ,,nie ma żadnego diabla, ani rozgrzeszenia'' , a sąd ostateczny to proces w którym będziemy musieli sami ocenić swoje życie, a nad wszystkim będzie czuwał tajemniczy twór zwany ego i to jest nasz dar od Pana. - Od jakiego Pana ?
-
14.06.2010 (04:43)Nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać, gdy półanalfabeci piszą tu w liście: "przeczytałem Biblię" i dalej snuje wyjątkowo głupie, ale jak to u 95% ateistów JEDNAKOWE, do bólu banalne konstatacje. A inna mądrala bredzi o "kościele" - z błędem -bo kościół pisany małą literą to budynek. Cóż, umysłowe (ateizm) i fizyczne (podłość) chamstwo ma swoje prawa - a najważniejszym z nich jest skrajny prymitywizm umysłowy i uczuciowy. PS Chciałbym doczekać choć RAZ dyskusji w internecie o sprawach Kościoła i wiary, na którą NIE zostaną dopuszczeni ateiści, sekciarze, pryszczate chamusie i inni dewianci!
-
-
13.06.2010 (23:59)szkoda ,ze nawet taki artykul ludzie potrafia odebrac wrogo , -lelag- matka i zona- taka w was nienawisc -tylko zadajcie sobie pytanie do czego lub kogo-dla mnie jasna sprawa- do samych siebie- tragedia- dlatego ,ze polacy tacy sa- niedobrzy i zawistni- mozna tylko rozpaczac-mowia ,ze na polaka nie mozna liczyc -zgadzam sie z malymi wyjatkami- do tych wyjatkow nalezy s. Malgorzata-jeszcze jedno - wstydze sie za takich ludzi jak ci ktorzy pisza ponizej - jakze obrazliwe-nawet nie wiecie jak to sie czyta-ale zaistnieliscie tylko na chwile-na szczescie tylko na malutka chwile-
-
13.06.2010 (23:43)duchowosc nie nalezy do zadnego kosciola i wyznania duchowosc jest wlasnym doznaniem i dazeniem nie znajdziesz tego inaczej jak wglad w siebie ..nie ma zadnego diabla jest tylko nasze myslenie i to robimy wobec Jezusa nie ma zadnego rozgrzeszenia jestes tylko ty i zadnego sedziego procz twojego ego nie ma nic sad ostateczny to to co oczym psycholodzy mowia ego ego ci nie da szansy zadnej bo twoje zycie jak film jest zapisane bedziesz musial ocenic sie sam to wlasnie jest dar dar od Pana a ludzi nie sluchaj Jezus nie sluchal uczniow pokazał
-
13.06.2010 (23:36)














Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia