Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zobaczyć to coś

Różczka, Grabowska, Wesołowski, Braciak. To właśnie ich bohaterki tego materiału wskazały w odpowiednim momencie. W Ameryce mówi się o nich "casting director" (reżyser obsady) i umieszcza w napisach początkowych filmu. U nas bywa z tym jeszcze różnie.

Różni je temperament, sposób bycia czy podejście do pracy. Łączy niechęć do mówienia o sobie, miłość do filmu i to, że od nich zaczęła się niejedna aktorska kariera. Ewa Brodzka jest energiczną filigranową szatynką, świetnie się z nią rozmawia. To ona wpadła na pomysł, by Magda Kumorek, która zaszyła się w swoim domu pod Wrocławiem, zagrała główną rolę w "Przepisie na życie".

Reklama

- Była w ciąży i ze względu na to opóźniliśmy zdjęcia do ostatniego momentu.Magda ma takie światełko w sobie. Sercem jest się za nią - mówi. To Ewa Brodzka przekonywała do tego, by Grażyna Szapołowska zagrała Telimenę w "Panu Tadeuszu" Andrzeja Wajdy. Miała też swój udział w tym, jak wygląda obsada do "Joanny" Feliksa Falka oraz "Tataraku" i "Katynia" Wajdy.

Magdalena Szwarcbart jest drobiazgowa, przywiązuje wagę do każdego słowa. Racjonalna, ciepła i skromna. Takie wrażenie sprawia przy pierwszym spotkaniu. Podczas drugiej rozmowy częściej się uśmiecha. Pracowała przy wszystkich filmach Wojciecha Smarzowskiego. Od "Wesela" po przygotowywane właśnie "7 dni" (tytuł roboczy "Drogówka"). Ma na koncie również casting do "1920. Bitwa Warszawska" Jerzego Hoffmana, "Persona non grata" Krzysztofa Zanussiego, "Wenecji" Jana Jakuba Kolskiego.

O Violetcie Buhl krąży wśród aktorów powiedzenie: "Dzwoniła Buhl (czyt. bul)? Ból, że nie dzwoniła". Kiedyś była drugim reżyserem, na początku lat 90. zajęła się castingami. Mówi się o niej, że jest legendą filmu polskiego. Ona tego nie lubi. Jest osobą aktywną, ma doskonałą pamięć. Wie nawet, dokąd który aktor wyjechał za granicę, który ma problemy i nie może grać.

To ona zaproponowała Mariana Dziędziela do "Gier ulicznych" Krzysztofa Krauzego. Od roli w tym filmie zaczęło się drugie zawodowe życie tego aktora. Buhl bezwzględnie ocenia artystów, rynek filmowy i szkoły teatralne, gdzie... prowadzi warsztaty dla studentów. - Moje zajęcia w Krakowie i Wrocławiu nazywam: "Co ze zrobić, jak wykopią mnie z tych cieplarnianych warunków na uczelni?" - mówi.

Była pierwszą osobą, która uparła się, by przy nazwisku reżysera obsady w napisach końcowych nie było: "współpraca reżyserska", tylko "casting". "Śluby panieńskie" i "Przedwiośnie" Filipa Bajona, "Enen" Feliksa Falka, "Kryminalni" to tylko kilka z kilkudziesięciu tytułów, które można znaleźć w CV Violetty Buhl.

Aktorzy nie mówią o niej inaczej jak "Małgosia". Małgorzatę Adamską lubi się od razu. Żywiołowa, konkretna, radykalna w swoich opiniach brunetka w dżinsach i luźnej koszuli. - Mój zawód uczy przede wszystkim wielkiego otwarcia na człowieka - oznajmia. Dzięki niej zobaczyliśmy m.in. w "Oficerze" młodego jeszcze Borysa Szyca. - Przejrzałam cały rocznik, ale od początku czułam, że to TEN - wspomina. Z Szycem spotkała się wiele razy, ostatnio organizując casting do "Kreta" Rafaela Lewandowskiego. W oparciu o jej sugestie Marcin Wrona obsadził serial "Ratownicy" i film "Chrzest", Małgorzata Szumowska "33 sceny z życia", a Wojciech Smarzowski "BrzydUlę". Adamska odpowiadała też za casting polskich aktorów w filmie "Karol. Człowiek, który został papieżem" Giacoma Battiato.

Akurat ta dziewczyna nic nie zagra

Co musi mieć w sobie aktor, by zwrócić uwagę reżysera obsady? Osobowość. - Bardzo często na pierwszy rzut oka widzę, że młody adept, który wszedł na zdjęcia próbne, nic nie zagra. To kwestia intuicji. Talent czuje się od razu. Aktor musi być jak magnes, czy - jak się mówi w slangu filmowców - przechodzić przez ekran. Podczas castingu albo nie można oderwać od niego oczu, albo rozmawia się z kolegą.

Casting jest po to, żeby kandydat do roli pokazał, że potrafi współpracować. Że umie coś zaproponować. Jeśli widzi tylko słówka spisane na kartce i nic więcej, to znaczy, że nic z tej roli nie rozumie. Nie wystarczy opanowanie tekstu na pamięć. - Kiedy wiem, że aktor nie wypadł dobrze, był nadekspresyjny, miał tremę czy po prostu brakuje mu talentu, mówię, że trzeba bardziej się postarać, że umiejętności są niewystarczające - opowiada Ewa Brodzka.

- Nie informuję wprost, czy zdjęcia próbne poszły dobrze, czy nie - dodaje Violetta Buhl. - Wystarczy, że używając odpowiedniej intonacji, powiem: "Dziękuję". Aktorzy wiedzą, co się za tym kryje. - Trzeba z nimi postępować delikatnie - twierdzi Adamska. - To ludzie wrażliwi, którzy sprawdzają się przez całe życie. A kiedy telefon nie dzwoni, pojawia się ogromna frustracja. Dlatego podczas castingu staram się poświęcać artyście maksimum uwagi. Niech przez 15 minut czuje się ważny.

Reżyserki obsady pracę zaczynają od przeczytania scenariusza. A potem uruchamiają wyobraźnię. Muszą bowiem stworzyć w myślach świat, który nie istnieje. - Dobudowuję relację między bohaterami, ich przeszłość, czyli również to, czego potem nie widzimy na ekranie - mówi Ewa Brodzka. Magdalena Szwarcbart czyta scenariusz obrazami.

Potem szuka wśród aktorów tych, którzy będą najlepiej służyć opowiedzianej w scenariuszu historii. - I dadzą bohaterom więcej, niż zostało to napisane - dopowiada. - A do tego niezbędne są nie tylko talent, ale i bagaż doświadczeń, liczba przeczytanych książek czy ilość wysłuchanej muzyki. Bywa też tak, że reżyser castingu zapozna się ze scenariuszem i nikt nie przychodzi mu do głowy. - Jeżeli mam problem z obsadzeniem roli, to znaczy, że jest źle napisana. Ale jeśli na pierwszy rzut oka może ją zagrać każdy, muszę wymyślić aktora, który doda postaci cechy charakterystyczne - mówi Buhl.

Reżyser obsady powinien także zadbać o to, by kochankowie do siebie pasowali, a główne bohaterki nie były podobne. Najgorzej, gdy ruszają zdjęcia próbne w parach i okazuje się, że między odtwórcami głównych ról nie ma chemii, nie pasują do siebie. - I wszystko zaczyna się od początku - wzdycha Ewa Brodzka.

Najbliższymi współpracownikami dla osób odpowiedzialnych za casting są reżyserzy. To związki na lata. - Liczy się podobna optyka, wrażliwość. Jeśli na pierwszym spotkaniu po przeczytaniu scenariusza rzucamy te same nazwiska, to wiadomo, że współpraca będzie się układać - mówi Małgorzata Adamska. - Wiemy, kto ma jaki gust i aktorów o jakiej wrażliwości będzie potrzebował - dodaje Ewa Brodzka.

- Wojciech Smarzowski lubi pracować ze sprawdzoną ekipą. Ale on też umie i chce słuchać. A ja, jeśli jestem przekonana do jakiegoś aktora, walczę o niego - wyznaje Magdalena Szwarcbart.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje