Przejdź na stronę główną Interia.pl

W imię siostry

Mówi o sobie, że jest jak Filifionka z "Muminków" - wierzy w katastrofę. Ale kiedy Kazimiera Szczuka patrzy wstecz, widzi powody do radości.

Mam duże mieszkanie na Ochocie i dwa koty. Nie zapraszam do siebie, bo u mnie bałagan. Może spotkamy się w pobliskiej kawiarence? - proponuje Kazimiera Szczuka. A potem spóźnia się pół godziny. W końcu dzwonię. "Tak, wiem, przepraszam", mówi głos w słuchawce z charakterystycznym "r". "Utknęłam w kolejce na poczcie. Dziś ostatni dzień składania PIT-ów. Boże, czemu ja wszystko zostawiam na ostatnią chwilę? Widać nie ja jedna, tutaj są tłumy, ale już zbliżam się do okienka".

Reklama

W końcu jest. Na podłodze stawia wielką torbę wypchaną książkami i papierami. Obok ląduje woreczek z kocią karmą. Te atrybuty jakoś nie pasują do jej dyskretnej elegancji. - Mamy rozmawiać o ostatnich dwudziestu latach, zacznijmy od damskich torebek - zagajam. - Co się zmieniło?

- Kobiety z moich roczników noszą mnóstwo rzeczy ze sobą i niczego nie mogą znaleźć. Ciągle grzebią w wielkich worach, nerwowo poszukując kluczy albo długopisu. Od czasu do czasu wysypują ich zawartość i robią porządek. To cecha pokoleniowa - tłumaczy Kazia, która bardzo szybko zaproponowała przejście na ty. - Mam wrażenie, że te młodsze są bardziej zdygitalizowane. W torebce mają iPoda, a w nim wszystko, co potrzeba. Wiedzą od razu, co wyrzucić. Ja wciąż gromadzę jakieś kwity z pralni, paragony i różne śmieci. Obsesyjnie sprawdzam, czy mam przy sobie telefon. Jak do tej pory po 1989 roku niczego nie zgubiłam, ale czuję, że czyha to na mnie jako metafora raptownej utraty kontaktu z nową rzeczywistością. Z wszelką elektroniką jestem raczej na bakier, taki ze mnie relikt epoki przejściowej.

Przez chwilę przygląda się mojej komórce: - Słuchaj, ty masz taką samą jak ja. Co zrobić, żeby zobaczyć całą wizytówkę, żeby się numer nie chował?

Gotowanie i pisanie

Przed Kazią pojawia się wyciskany sok pomarańczowy i mikroskopijnej wielkości ciasteczko owsiane. Jest orędowniczką zdrowej żywności. - Lubię gotować i traktuję to jako działanie twórcze. Znam się jako tako na kuchni pięciu przemian, choć podchodzę do tego raczej rozrywkowo. Na przykład odczytuję karmionym osobom, jak to im się podnosi "chi" nerek i tak dalej. Wszyscy kiwają głowami z wielką powagą.

Świadomość tego, co się je i dbałość o zdrowie to jej zdaniem kolejna zdobycz naszych czasów, wcześniej była tylko kawa. I papierosy. - Pod tym względem Kazia mnie zaskoczyła - mówi jej przyjaciółka Magdalena Środa, filozofka. - Dawniej wpadało się do niej na rozmowy przy samym winie, a teraz przygotowuje specjalne potrawy. Od jakiegoś czasu próbuję skopiować danie jej przepisu: seler z marchewką i pietruszką gotowany na parze. Pyszny.

- Jak mam coś większego napisać, to najpierw muszę sobie coś ugotować - opowiada Kazia. - Na przykład kaszę jaglaną z pestkami dyni. Wspaniale to opisała moja przyjaciółka Agnieszka Drotkiewicz, pisarka młodego pokolenia. Pierwszego dnia, my, "dziewczyny od liter", jemy swoją zdrową jaglankę z upodobaniem, drugiego z mniejszym, a trzeciego odstawiamy gdzieś na bok. Potem przychodzi taki etap w pisaniu, kiedy obgryza się starą bułę.

O swoim pisaniu Szczuka nie chce rozmawiać. - Denerwuje mnie ten temat. Pracuję teraz nad trzema książkami - tą pisaną od dawna, o Matce Polce, nowym wydaniem "Milczenia owieczek", a także nad tym, co uzbierało się przez kilka lat: recenzjami, artykułami i felietonami. Dobrze sobie zapamiętałam zdanie Manueli Gretkowskiej, że pisanie jest jak stryczek, gilotyna albo długotrwała odsiadka. Czeka jak wyrok, a zwiać nie można, bo wtedy jest jeszcze gorzej. Na szczęście po pewnym czasie przychodzi zadowolenie. Ale nigdy na zamówienie. Zaobserwowałam pewną prawidłowość - z wiekiem pisze mi się coraz gorzej, ale wychodzą z tego coraz lepsze rzeczy.

Lubi pisać, gdy często ćwiczy jogę. Praktykuje ją od kilkunastu lat, tyle że dość nieregularnie. - Na co dzień, podczas roku akademickiego, pochłania mnie to, co stale powtarza profesor Janion - przygotowywanie się. "Muszę się przygotować do…", to taka mantra, którą przejęli jej uczniowie. Ja na przykład do zajęć ze studentami reżyserii warszawskiej Akademii Teatralnej. Albo do wykładu na Gender Studies (nauka o płci w kulturze) w Instytucie Badań Literackich. Najchętniej i najczęściej po prostu czytam książki, o których mam mówić albo pisać. Leżę wtedy w łóżku z kotami i jestem szczęśliwa.

Bałagan mój wróg

Kazimiera Szczuka nie lubi, jak ktoś mówi, że jest krytykiem literackim. "Jestem krytyczką", poprawia. W telewizji prowadziła literackie spory: w "Dobrych książkach" z Witoldem Beresiem i Tomaszem Łubieńskim oraz w "Pegazie". Od pięciu lat występuje z profesorem Krzysztofem Kłosińskim w programie "Wydanie drugie poprawione".

W dzieciństwie odkryła, że za pomocą lektur może się przenosić w inny świat, że literatura to podróż bez granic, dająca poczucie wolności. A to było bardzo ważne dla kogoś, kto naukę w liceum rozpoczął po wybuchu stanu wojennego. O fascynacjach literackich mogłaby mówić godzinami. Wiele inspiracji zawdzięcza prof. Marii Janion. Właśnie na jej seminarium ćwiczyła się w niezależnym myśleniu, w reagowaniu na wszelką nieprawdę. Już wtedy była mistrzynią ciętej riposty.

Niedawno kilka tysięcy książek pani profesor wylądowało u Kazi w piwnicy. - Był taki moment, że w mieszkanku Marii Janion nagromadziło się tyle tomów, że nie mogła się swobodnie poruszać. Mam więcej miejsca, zaproponowałam, żeby część zbiorów przeniosła do mnie. Wszystko zostało skatalogowane, poukładane na półkach w absolutnym porządku. Kazia przyznaje, że w jej własnych książkach i papierach panuje jednak chaos. - Żaden inspirujący twórczy nieład, raczej grzęzawisko - nazywa rzecz po imieniu. - Tylko dokumentów nauczyłam się pilnować. Urząd skarbowy tak mnie wytresował, ale mam parę skandalicznych tajemnic, jeśli chodzi o gubienie papierów i niepanowanie nad nimi. Bałagan jest jak atakujące wojska, ciągle muszę z nim walczyć. To mnie dosyć wyczerpuje.

Manify i debaty

- Nie założyłam własnej rodziny, ale mogę powiedzieć, że mam wiele rodzin, grup przyjaciół, bliskich mi ludzi. Brakuje mi tego "autyzmu", który jest potrzebny naukowcom - wyznaje Kazimiera Szczuka. - Zawsze gdzieś coś się dzieje, gdzie ja chcę być. Lubię uczestniczyć, rozmawiać, bo zawsze okazuje się, że jedni drugich znają i te ludzkie historie nieoczekiwanie się zazębiają. Jak u Jane Austen czy Elizy Orzeszkowej. To taki wir towarzyski i ja ten wir bardzo lubię. Chętnie bywam wśród ludzi. Poznaję ze sobą różne grupy kobiet, a potem obserwuję, jak to owocuje wymianą doświadczeń i współpracą.

Podczas protestu pielęgniarek i położnych Kazia działała w białym miasteczku. Tam też zaprzyjaźniła się z Dorotą Gardias, przewodniczącą związku zawodowego pielęgniarek. I ta relacja trwa do dziś jak wiele innych przyjaźni. Magdalena Środa wspomina: - Kazia prowadziła jakiś program telewizyjny i któryś z jej gości nawalił, zadzwoniła do mnie. Powiedziała: "Pomóż, siostro". Hasło "siostra" stało się dla mnie ważne. To znaczy, że nie pytając o nic, spieszymy sobie nawzajem z pomocą. Wspieramy się. Jest nas dużo, coraz więcej…

Magdalena Środa nie może przeboleć, że teleturniej "Najsłabsze ogniwo" zrobił z Kazi taką harpię. - Potrafi być uszczypliwa, ale nigdy wobec przyjaciół. W rzeczywistości jest niezwykle ciepła, delikatna i dobra. Obie wpadamy w szał, gdy spotykamy się z jakąś dyskryminacją. Mamy podobny rodzaj wrażliwości na krzywdę.

Siostry chodzą na manify. - Tam zawsze jest dużo teatru ulicznego, sporo się przy tym wygłupiamy - relacjonuje Środa. - A Kazia ma talent aktorski. Ostatnio wystąpiła w roli plemnika.

- Ona uwielbia inscenizacje, potrafi się przeobrazić w kogo zechce - potwierdza Katarzyna Kwiatkowska, która w "Szymon Majewski Show" parodiowała Kazię. Poznały się w tym programie. - Trochę się bałam, jak na mnie zareaguje - opowiada aktorka. - Ale ona ma duży dystans do siebie i fantastyczne poczucie humoru. Byłam ciekawa, jaka jest, wcześniej czytałam jej książkę "Milczenie owieczek". Wkrótce się okazało, że to moja bratnia dusza. Razem z Partią Zielonych były w Rospudzie. - Mieszkańcy Augustowa przyszli wygarnąć ekologom, że są mordercami - wspomina Kwiatkowska. - Wzięli mnie za Kazię. "Pani Kazimiero", mówili, "tak nie można". Dopiero po chwili zorientowali się, że ta prawdziwa stoi obok. Zapanowała konsternacja.

W Internecie można znaleźć filmik sprzed lat, na którym drobna Kazia w tłumie demonstrantów protestuje przed Ministerstwem Edukacji Narodowej przeciwko zarządzeniom Romana Giertycha. Podchodzi do niej młody facet. Zaczepia wulgarnie, wygłasza chamskie teksty. Kazia odwraca się i wymierza mu celny cios w szczękę. Do dziś się cieszy, że wyszedł jej ten prawy sierpowy.

To był wyraźny sygnał kierowany do mężczyzn. "Kobiety już się nauczyły bronić, a te, które jeszcze tego nie potrafią, wkrótce się nauczą".

Magda Rozmarynowska

Przeczytaj drugą część artykułu

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama