~ewaJak czytam (...) to mi sie plakac chce...ja polecam, zebys zastanowil sie co piszesz tu - (...) - fuj Dziewczyna w Twoim wieku - to kwiat itd Jestes piekna i napwno odnajdziesz swoja osobe - pomimo tego ze obecnie jestes w dolku - mam corke starsza od Ciebie i wiem ze bedzie wszystko OK - nikt nie jest brzydki - kazdy ma urok w sobie jeden ma na zewnatrz a drugi wewnatrz - ja wole ten drugi...Powodzenia
Teraz się zacznie!
Maria: za głosem
Osiem lat temu. Maria ma 45 lat, jest szefową i wychodzi drugi raz za mąż. Ślub wśród przyjaciół, kwiaty, szampan, nagle w tle odzywa się przejmująca muzyka. Ave Maria gra na skrzypcach jej syn. – Pomyślałam: sama nie mogłam marzyć o wykształceniu muzycznym, jak cudownie, że udało się synowi – opowiada Maria Sarna.
Dawno temu śpiewała. Na festiwalu w Opolu doszła do głównego konkursu. – Podobno miałam talent – mówi z lekkim żalem. Zabrakło czasu, by go szlifować. Praca, praca, kariera w kolejnych korporacjach wciąga i wysysa. Wtedy nie wiedziała, jak bezwzględnie. Niedługo po ślubie wzywa ją szef. Wychodzi... już bez pracy. Nawet nie zdążyła się rozpłakać. W firmie nie ma dla niej miejsca. A Maria jest w trudnym wieku. Za młoda na emeryturę, a na nową karierę zbyt późno.
Własny biznes? Ryzykowny, ale nie było wyjścia. Miała wiedzę, kontakty, założyła z koleżanką firmę. Po dwóch latach trzeba było ją zamknąć. Utrzymanie domu wziął na siebie mąż. I nawet nie protestował, gdy któregoś wieczoru Maria powiedziała, że będzie śpiewać.
Aria zamiast prozaku
Mieszkanie Haliny Popkowskiej na Saskiej Kępie. Kiedyś Maria wzięła u pani profesor kilka lekcji. Wtedy chodziło o muzykę popularną. Dzisiaj wraca z innym pomysłem. – Nie miałam pracy, tkwiłam w czarnej dziurze. Przyszło mi do głowy, żeby robić wreszcie coś, co kocham. Profesor zdziwiona: śpiew operowy? No tak. Bardzo się bałam. Ale zaśpiewałam. Umówiłyśmy się na następne spotkanie – opowiada Maria.
Przez sześć lat będzie brała lekcje u maestry. Pięć razy w tygodniu. Potem dojdą zajęcia z pianistami i solistami z Akademii Muzycznej. Prywatne studia wokalne. Pieniądze? – Duże, ale mąż uwierzył, że moje wykształcenie to inwestycja, nie kaprys. I że lepiej wydawać na lekcje śpiewu niż na tabletki antydepresyjne. „Wielkie postępy, naprawdę. Szkoda, że tak późno...”, usłyszałam po którejś z lekcji. Miałam poczucie straconego czasu i chęć, żeby go nadrobić. Nie zrobię kariery, nie będzie dużych honorariów, ale może być poczucie sensu. Bezcenne – twierdzi.
Kiedyś przy kolacji robi test wśród znajomych: „Podajcie słowo, które najlepiej mnie charakteryzuje. – Entuzjazm”, słyszy. OK, tego się trzyma. Rezygnacja z życia krótko po pięćdziesiątce to tak, jakby wylała na podłogę pół butelki szampana.
Aż ściany wibrują
Ślub przystojnego blondyna i ślicznej brunetki. Nagle w tle przejmujący głos. Ave Maria Schuberta. Śpiewa Maria Sarna, sopran. Dla syna. – Odważyłam się na pierwszy publiczny występ po dwóch miesiącach od pierwszych lekcji. Wielki stres: czy jednak nie za późno zaczynam?
Pamiętam, jak zadzwoniłam do Warszawskiej Opery Kameralnej. Zaproponowałam: może mogłabym śpiewać w chórze? Ale tam... ściana. Usłyszałam: ile pani ma lat? Mówię ile. Na to kobieta w słuchawce: „I pani chce u nas startować? Zgoda, ale pod warunkiem, że na przesłuchaniu zaśpiewa pani arię Królowej Nocy z Czarodziejskiego fletu Mozarta. To bardzo trudna partia dla śpiewaków z dużym stażem”. Powiedziała to z pełną premedytacją. Więcej nie zadzwoniłam.
Jej dom w podwarszawskiej Podkowie Leśnej. Z okna słychać wokalne wprawki. I wycie psów. – Mam pięć. Nie wszystkie znoszą dobrze moje „treningi” – żartuje Maria. – Dobrze, że nie mieszkam w bloku, sąsiedzi też mogliby nie wytrzymać. A tu jeden nawet przywozi do ogrodu swojego starszego ojca, który mi sekunduje. W Podkowie mieszka wielu znanych muzyków, może jesienią zrobimy koncert.
Występuje dużo. Ale nie od razu tak było. – Musiałam się pokazać. Korzystałam z każdej okazji: ślub, przyjęcie rodzinne... Rozeszła się wieść, że istnieję. Uwierzyłam w siebie. Dziś Maria koncertuje w Iwaszkiewiczowskim Stawisku, na koncertach świątecznych, galach. Mimo to kiedy przyjaciółka prosi o występ na urodzinach – nie odmówi. Najważniejsze: śpiewać. Arie operowe, pieśni Chopina, Karłowicza.
– Repertuar wybieram sama. Nie jestem nigdzie na etacie, więc czuję się wolna. Przydaje się też moje doświadczenie w biznesie. Patrzę na życie praktycznie, bez egzaltacji. Mój śpiew to także towar, trzeba umieć go sprzedać.
Jestem zajęta, śpiewam
Skoro mam nowy zawód, muszę być „zawodowcem” – tak sobie postanowiła. Żadnej amatorszczyzny, półśrodków. Dobry makijaż, fryzury, stroje. To też inwestycja, ale konieczna. Najbardziej lubi suknię w kolorze butelkowej zieleni z gorsetowym stanikiem, rozszerzaną na dole. Na uroczyste koncerty idealna. W szafie są też koktajlowe sukienki na występy popołudniowe i kilka kreacji naprawdę eleganckich – z dużym dekoltem, do butów na wysokich szpilkach.
Teraz stara się o współpracę z Laurą Guidi, może będzie śpiewać w jej wieczorowych sukniach. – Mam stałą fryzjerkę i makijażystkę, ale chcę też być niezależna – zaznacza. Chodzi na pokazy nowoczesnego makijażu do firm kosmetycznych. No i dba o kondycję. – Śpiewak musi być zawsze w formie. Zapisałam się na pilates – tłumaczy. Nie jada lodów, nie pali, nosi szale chroniące gardło.
W dzień występu rano dzwoni do dzieci: „Dzisiaj śpiewam”. A to oznacza: nie spodziewajcie się po mnie obiadu, spaceru, goszczenia. – Muszę się wyciszyć, pochodzić po pustym domu, zadeptać stres. Wyspać, rozśpiewać. Przed występem zawsze trema. Czasami trzy miesiące ćwiczę jeden utwór, a i tak uważam, że trzeba go doszlifować, że jeszcze zasycha mi w gardle – kręci głową.
Zanim wyjdzie na scenę, sprawdza, kto jest na widowni. Nie zawodzi jej fanklub – mąż, syn, teść, córka, wnuk, przyjaciele. Czasem na koncerty przychodzą dawni współpracownicy. – Uczyłam tych młodziaków biznesu. Kiedy słyszą, że teraz śpiewam, nie mogą uwierzyć: „Pani dyrektor, naprawdę?!”. Naprawdę. Czasem zamykam oczy i słyszę siebie w arii Królowej Nocy. Jeszcze ją zaśpiewam.
Agnieszka Litorowicz-Siegert
Twój STYL 10/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: W świecie kobiet
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (45)
-
11.10.2010 (07:47):-)
~ewaJak czytam (...) to mi sie plakac chce...ja polecam, zebys zastanowil sie co piszesz tu - (...) - fuj Dziewczyna w Twoim wieku - to kwiat itd Jestes piekna i napwno odnajdziesz swoja osobe - pomimo tego ze obecnie jestes w dolku - mam corke starsza od Ciebie i wiem ze bedzie wszystko OK - nikt nie jest brzydki - kazdy ma urok w sobie jeden ma na zewnatrz a drugi wewnatrz - ja wole ten drugi...Powodzenia
-
07.10.2010 (00:22)Jak zwykle opowieść o Rockefelerze. Bajki to sobie możecie. Wszystko przypadek. Jasne.
-
-
07.10.2010 (00:11)~bonzoKażda 50-tka powinna mieć 30 letniego kochanka. Kiedyś jakiś psycholog powiedział, że najlepszy związek tworzą 20-o latek z 40-o latką ale co miał dokładnie na myśli - nie wiem..Zgadzam się w 100 procentach!!! Niektóre pięćdziesięciokilkulatki to takie laski że normalnie nogi się same uginają!;)
-
07.10.2010 (00:01)Absolutnie nie zgadam się z ta opinią. skończyłam 50-kę i nie pamietam kiedy byłam u lekarza i kiedy cos mnie bolało. Dbam o siebie na miare mozliwości finansowych i mam 4 letniego wnuka. Najbardziej bawiły mnie sytuacje, gdy byłam brana za mame a nie za babcię. Uwielbiam jeansy. Są podstawą mojej garderoby.Mam dwoje dorosłych dzieci a w związku z tym mniej obowiązków i więcej czasu dla siebie. To naprawde jest czas na realizowanie zamierzeń , na które do tej pory nie było czasu. Nosze nadal rozmiar 38 a w lecie podkoszulki bez rękawów bo zadbałam o to żeby nie mieć "motylków" (motyle: flakowaty biceps plus luźna skóra trzepoczaca się przy kazdym ruchu ręki) i byc może z przodu muzeum a ztyłu liceum ale naprawdę mi to wisi.. bo nie czuję tych ... dziesięciu lat...
-
06.10.2010 (23:39)~MIREKCiekawe.A co z seksem.Nie każdy jest nadal piękny i pełen wigoru.Czym kobiet może zachwycić poza kasą.Większość nie jest tak pociągająca,żeby można było poszaleć.No chyba że ma się na myśli libacje alkoholowe.Wtedy każda jest piękna,zwłaszcza jak dużo potrafi.
Oj, Mireczku..., nie masz racji.Widocznie masz jakies złe doświadczenia.














Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli