Ślub roku w Hiszpanii: bez fajerwerków, ale nie bez sensacji
Na ślubnym kobiercu tym razem nie staje młoda księżniczka. Nie zmienia to jednak faktu, że bohaterką ślubu roku w Hiszpanii jest arystokratka o barwnej przeszłości, mogąca poszczycić się dostateczną liczbą tytułów, by nie musieć klękać nawet przed papieżem.
W środę 5 października 85-letnia księżna Alba, Maria del Rosario Cayetana Alfonsa Francisca Fitz-James Stuart y de Silva, poślubi 61-letniego "człowieka z ludu", Alfonso Dieza Carabantesa. Ceremonia odbędzie się w kaplicy mieszczącej się w jednej z historycznych rezydencji księżnej, XVI-wiecznym Palacio de las Duenas w Sewilli.
Ślub - trzeci w życiu księżnej - będzie cichą ceremonią. Państwo młodzi złożą sobie przysięgę w obecności około trzydziestu członków rodziny i bliskich przyjaciół. Będzie to zupełnie inna uroczystość od tej z 1947 r., okrzykniętej przez "The New York Times" najdroższym ślubem świata. Hiszpańska arystokratka wychodziła wówczas za swojego pierwszego męża, szlachcica Luisa Martineza de Irujo y Artazcoz.
Księżna Alba, w Hiszpanii powszechnie nazywana Cayetaną, poznała swojego obecnego wybranka trzydzieści lat temu. Alfonso był przyjacielem rodziny, później jednak on i księżna stracili kontakt. Spotkali się ponownie przez przypadek, zaledwie trzy lata temu, w jednym z madryckich kin.
Wieści o romansie, który rozwinął się w wyniku tego spotkania, zelektryzowały hiszpańską prasę plotkarską, ale najwyraźniej rozwścieczyły dzieci arystokratki, zaniepokojone faktem, że w książęcym domu Alba pojawił się intruz: urzędnik państwowy nie mogący poszczycić się ani wielkim majątkiem, ani szczególnymi osiągnięciami. Syn księżnej, Cayetano Martinez de Irujo - jeden z sześciorga rodzeństwa - zaapelował nawet do matki, by "wspomniała na swoją historyczną odpowiedzialność", zanim po raz kolejny zdecyduje się zawrzeć związek małżeński.
By położyć kres rodzinnym protestom wobec jej matrymonialnych planów, latem tego roku Cayetana zaprosiła swoje latorośle do jednej z madryckich kancelarii notarialnych, gdzie przedstawiła im plan podziału swojego majątku. Dokument gwarantował każdemu z dzieci przynajmniej jedną posiadłość należącą do domu Alba.
Najstarszy syn księżnej, Carlos Fitz-James Stuart, przejmie ster Fundacji Domu Alba, rozporządzającej m.in. takimi nieruchomościami, jak pałace w Madrycie i Salamance. Odziedziczy również około 50 tytułów. Sam Alfonso Diez Carabantes podpisał oświadczenie, w którym zrzekł się jakichkolwiek roszczeń do rodzinnej fortuny.
Księżna jest uważana za jedną z najbogatszych osób w Hiszpanii. Jej majątek wyceniany jest na ok. 3,5 mld euro, chociaż wartość wielu spośród jej bogactw nie została oszacowana oficjalnie, a ona sama nie może swobodnie decydować o ich sprzedaży.
I tak, dla przykładu, Fundacja Domu Alba sprawuje pieczę nad jedną z największych i najcenniejszych w Hiszpanii kolekcji dzieł sztuki i dokumentów historycznych. Obejmuje ona obrazy pędzla takich artystów, jak Francisco de Goya czy Diego Velazquez; znajduje się w niej również pierwsza mapa obu Ameryk sporządzona przez Krzysztofa Kolumba. Kolekcja ta jest jednak również częścią hiszpańskiego dziedzictwa narodowego, i jako taka nie może zostać spieniężona przez księżnę lub jej spadkobierców bez zgody ministerstwa kultury.
Cayetana - mimo iż jest głową domu Alba, którego korzenie sięgają pięciu wieków wstecz, a także potomkinią Jamesa Fitz-Jamesa, nieślubnego syna angielskiego króla Jakuba II - fascynuje hiszpańskie media nie tyle z racji swojego arystokratycznego pochodzenia, co z powodu swoich miłostek i ekstrawertycznej osobowości, a szczególnie skłonności do publicznego roztrząsania swoich rodzinnych spraw.
Chociaż urodziła się w pałacu Liria, madryckiej siedzibie jej rodu, w której Goya malował portret jej przodka, swoje młode lata spędziła w Londynie, dokąd jej ojciec został wysłany jako ambasador. Było to w czasie drugiej wojny światowej. Do Hiszpanii wróciła po to, by wyjść za mąż. Po śmierci swojego pierwszego małżonka, Cayetana poślubiła jezuitę, który zrzucił habit - Jesusa Aguirre y Ortiz de Zarate. Zmarł on w 2001 r.
"Nie jestem osobą, która pozwala sobą rządzić" - mówiła w wywiadzie dla hiszpańskiego magazynu "Hola". "Mam swoje własne pomysły i staram się je urzeczywistniać." Od czasu tej rozmowy, księżna konsekwentnie odrzuca kolejne prośby o udzielenie wywiadu.
Jej przesadne zamiłowanie do operacji plastycznych, hippisowskich kapeluszy i krzykliwych, kwiecistych sukienek, uczyniły również z Cayetany nie podlegającą żadnym klasyfikacjom swoistą ikonę mody.
Księżna jest absolutną rekordzistką, jeśli chodzi o liczbę posiadanych i uznawanych tytułów, wpisaną do Księgi Rekordów Guinnessa. Wśród jej licznych, niezwykłych przywilejów, znajduje się i ten, który pozwala jej... wjechać konno do katedry w Sewilli.
Podczas ślubnej ceremonii demonstracja przepychu nie jest jednak spodziewana. Jak już wspomniano, odbędzie się ona w rodzinnej kaplicy. Później goście udadzą się na uroczysty lunch.
O ile jednak ustalenia dotyczące dziedziczenia i sam ślub powinny zakończyć spekulacje wokół przyszłości domu Alba, sama księżna nie zachowuje się tak, jakby miała ochotę przekazać pałeczkę innym.
"Tak długo, jak żyję" - powiedziała w rozmowie z "Hola" - "wszystko pozostanie w moich rękach."
Raphael Minder
New York Times / International Herald Tribune
Tłum. Katarzyna Kasińska
Artykuł pochodzi z kategorii: W świecie kobiet
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (117)
-
03.11.2011 (19:55)W tym wieku nie da rady utytuować twarz na delikatniejszą,bo już pewno sztab kosmetyków z zabiegami jest ponad stan.Istnieje za to wspaniały majątek.
-
21.10.2011 (13:39)
-
-
17.10.2011 (19:40)pomijam twarz, ale biust ma w okolicy kolan...dlaczego nie nosi dobrego stanika???
-
16.10.2011 (22:09)Mieszkam w Hiszpanii i musze dodac ze ta baba z tyloma tytulami to zadna ksiezna tylko dukesa Alba i tyle.Slub to posmiewisko,ta stara baba nawet nie potrafi stanac na nogi i jak rozmawia z mediami to posmiewisko nie potrafi wyslowic sie,jej dzieci niechcialy aby doszlo do slubu z przyczyn widomych -majatek.On jej maz obecny wygral na tym,bo niebylo latwo do tego slubu.Jeszcze jedno gdyby sie sprzedalo kilka palacow w tej Hiszapnii skonczylby sie kryzys,My placimy podatki za nie sabie zyje krol krolowa ich dzieci,utrzymanie palacow,ochrona ,itd ,najlepsze szkoly prywatne dla ich potomstwa .
Wiekszosc Hiszpan ma dosc tego.lecz tradycja ..... -
12.10.2011 (07:16)I niech mi jeszcze ktoś powie,że człowiek nie pochodzi od ....małpy!
Morde skuję!












Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli