Sen o słoniu
Najlepszy moment w życiu - miała wszystko: miłość, dom, pieniądze. I nagle diagnoza: nowotwór. Ida Karpińska, wizażystka, stylistka, przywitała chorobę... śmiechem. Ona nie może mieć raka, ktoś po prostu pomylił kartki z wynikami badań. To żart? Siedem dni zbierała siły do walki. W końcu postanowiła: trzeba żyć dla miłości.
Grudzień 2006. Ida szykuje się do wyjazdu na święta do rodzinnego Gdańska. Dzwoni telefon. – Mama. Jest bardzo skrupulatna, w kalendarzu zapisuje „przypominajki” dotyczące również mnie i młodszej siostry. Powiedziała: „Masz zaległą cytologię, zrób czym prędzej”. Jęknęłam: „Mamo, nie przed Bożym Narodzeniem!”. Ale nalegała, więc poszłam do lekarza – wspomina Ida.
Akurat wybierała gwiazdkowy prezent dla męża, kiedy zadzwonił telefon z gabinetu: powinna przyjechać jak najszybciej. – Pomyślałam, że chcą przed nowym rokiem zrobić porządek na biurkach i pozbyć się wyników. Nie miałam złych przeczuć – opowiada.
Od lat leczy się u tej samej pani ginekolog. Każda wizyta zaczynała się od plotek. Ale nie tym razem. – Lekarka powiedziała poważnie: „Pani Ido, mamy problem. Podejrzewam u pani raka macicy”. Jak zareagowałam? Opadłam na krzesło, a potem zaczęłam się nerwowo śmiać. Tłumaczyłam: mnie to nie dotyczy, to pomyłka. Przecież regularnie robię profilaktyczne badania, nie mam żadnych objawów! – mówi Ida.
Żeby potwierdzić błąd, poszła do innego lekarza, ginekologa-onkologa, który pobrał jej wycinek. I wysłała pierwsze wyniki do Szwecji – tam jej szwagierka jest ordynatorem w dużym szpitalu. – Po świętach miałam dwie takie same odpowiedzi: nowotwór. Załamałam się.
Dajcie mi dziewięć miesięcy
Tydzień w łóżku. Nie jadła, nie rozmawiała, wstawała tylko do toalety. – Miałam 34 lata, udane małżeństwo, szykowałam się do zajścia w ciążę. Jak to mogło tak nagle runąć?! – zastanawia się Ida. Mąż chodził dookoła łóżka. – Był bezradny, czasem widziałam, że płakał, nie wiedział, jak mnie wyrwać z apatii. A ja chyba musiałam spaść na samo dno, żeby się odbić. Żyłam jak w mydlanej bańce, gdzieś w swoim środku. Oswajałam słowo „śmierć”, potem szukałam nadziei – jakiegoś haka, na którym mogę się zawiesić: mam rodzinę, plany, powinnam zebrać siły. I na zmianę wyłam, że los jest niesprawiedliwy, nie chcę cierpieć.
W końcu zrozumiałam, że jeśli jutro rano znowu nie wstanę na śniadanie, przegram. Powiedziałam sobie: Basta! Jednak to ja będę decydować, czy żyję, czy umieram. I usiadłam do internetu. Szukałam najlepszego lekarza, rozpytywałam. Wkrótce miałam wyznaczony termin operacji na luty, za miesiąc. U doktora Grzegorza Panka w Centrum Onkologii. Chciałam jak najszybciej pozbyć się raka – opowiada.
Okazało się, że nowotwór jest rozległy. – Rozwijał się prawdopodobnie kilkanaście lat, niezauważony, bo ulokowany w miejscu, gdzie nie dociera szczoteczka podczas badania cytologicznego. Uchwycono go w ostatnim momencie, jeszcze trochę i przerzutów byłoby zbyt dużo... – opowiada Ida. Przed operacją rozmowa o następstwach.
– I najgorsza wiadomość: nie będę miała dziecka. Jeszcze chciałam walczyć. Zaproponowałam lekarzowi i mężowi: może zajdę teraz w ciążę, szybko urodzę, to tylko dziewięć miesięcy. Nie było złudzeń. – Usłyszałam, że to niemożliwe, bo burza hormonów mogłaby przyspieszyć rozwój nowotworu, a to zabiłoby mnie i dziecko... – mówi Ida.
Tuż przed operacją skupia się na szczegółach: lekarz jest leworęczny, odwrotnie układają mu instrumenty. Ida prosi o ładną bliznę, żartuje. Byle odwrócić uwagę od złych myśli. – Trzymałam się słów męża. Kiedy okazało się, że nie będziemy mieć dzieci, przytulił mnie mocno i powiedział: „To nieważne. Ty musisz wyzdrowieć, bo nie umiałbym bez ciebie żyć”. Pamiętam, że podczas operacji śniły mi się słonie biegające w wysokiej trawie...
Światełko od mamy
Po operacji przy Idzie czuwa najbliższa rodzina. – Mama przyjechała z Gdańska, na długo. W pracy powiedziała: „Albo dacie mi urlop, albo się zwalniam”. Urlopu nie dostała, rzuciła więc pracę. Tym, którzy stukali się w głowę, mówiła: „Jestem matką, muszę ratować dziecko”. Skakała nade mną. Udawała, że musi zmienić pościel, choć łóżko było sterylne – żebym tylko się ruszała, chodziła. Uczyła się z gazet dowcipów, bo musiałam się dużo śmiać, by rozruszać mięśnie brzucha. Byłam w fatalnym stanie – obolała, przygnębiona, miałam dwa utrudniające życie cewniki, bo zrobiono mi przeszczep moczowodów – wspomina Ida.
Pamięta ważną rozmowę z mamą. – Wciąż wracała myśl o zaprzepaszczonym macierzyństwie. A ona usiadła naprzeciwko, wzięła mnie za ręce i powiedziała: „Kochanie, a może wszystko w twoim życiu dzieje się po coś? Może gdzieś na świecie czeka samotne dziecko, dla którego mogłabyś być mamą?...”. Myśl o adopcji od tej chwili stała się moim światełkiem. Z czasem – planem do wykonania, kiedy rozprawię się ostatecznie z chorobą – opowiada Ida.
Przez następne miesiące regularnie jeździ na chemioterapię i radioterapię. – Siedem miesięcy w cyklu: chemia, naświetlania, chemia, wolny weekend. Stałam się żółta, przezroczysta, miałam opuchnięte żyły, wypadła mi część włosów. Mąż zwalniał się z pracy, żeby wozić mnie do szpitala w tę i z powrotem. Dziś wiem, ile musiał znosić. Wtedy bywałam złośliwa, nieprzyjemna – po prostu zmęczona sytuacją. Wpadałam w paranoję. Przed ostatnią dawką chemii usłyszałam, że nie mogą mi jej zaaplikować: okazało się, że organizm był zbyt wycieńczony.
Pomyślałam: Chryste, położyli na mnie krzyżyk, mój stan jest beznadziejny. Jak oszalała biegałam po szpitalu, szukając lekarki. Zażądałam: Muszę natychmiast wiedzieć, ile procent szans mi pani daje! A ona wolno odpowiedziała: „Sto procent, wyjdzie pani z tego”. Powoli zaczynałam wierzyć, że wyzdrowieję. Mama gotowała mi siemię lniane, którego nienawidziłam, a musiałam jeść, żeby chronić jelita atakowane naświetlaniami. W nocy zatykała drzwi kuchni wilgotnymi ręcznikami, żebym nie czuła zapachu, siemię mieszała z kisielem albo galaretką. Znowu stałam się dzieckiem. Mogłam liczyć głównie na rodzinę.
Wielu znajomych przestało dzwonić. Wtedy było mi przykro, dziś próbuję tłumaczyć ludzi, którzy odwracają się od chorego: Nie wiedzą, jak z nim rozmawiać. A wcale nie trzeba mówić. Naprawdę wystarczy być. Przyjść, napić się kawy, pogadać o ostatnim odcinku "Tańca z gwiazdami".
Artykuł pochodzi z kategorii: W świecie kobiet
-
Wasze komentarze
Polecamy
Reklama
Wasze komentarze (76)
-
27.07.2011 (23:30)Gratuluje ... świetny, budujący artykuł ! A dodatkowo o stresowych zawodach proponuję wywiad z realizatorką dźwięku w radiu podczas emisji programu na żywo ..... toooo jest też "jazda bez trzymanki" !
-
27.06.2011 (22:05)Pani Ido,
po tym, co Pani przeszła, życzę poogody ducha.
Każde doświedzcenie, które jest NAM pisane ma jakiś cel.
I niech Pani ( z mężam ) nie każe zbyt długo czeka na Siebie/ Was.
...miej czas na miłość - jest pokarmem duszy...
-
-
27.06.2011 (14:33)
-
19.06.2011 (17:39)
-
18.06.2011 (15:41)~damian.p
No to napisz konkretnie tak jak kolega Darko Cię prosił. Banałami sypiesz bez potwierdzenia i jak przeglądam to forum od kilku godzin spamujesz jakimiś cud-wynalazkami. Żałosne.~Zenek[quote user=~darko]
Co? Ludzie tu piszą o śmiertelnych chorobach, a ty startujesz z jakimiś breniami.. Kosmos? Akademia Długowieczności? Zlot Harmoni Kosmosu? Weź się popukaj w głowę bo to niesmaczne. Jeśli przedstawisz jakieś dowody naukowe, badania potwierdzone przez jakieś poważne "niekosmiczne" instytucje to Ci przyznam rację i przeproszę. Na razie traktuję to jak głupi żart, bo ja też mogę powiedzieć że mi w kiblu leci uzdrawiająca woda.
Hej Darko - co ty człowieku z Koziej Wólki jesteś? To wszystko juz dawno jest udowodnione naukowo, tyle tylko, że ty nie do tej szkoły chodziłes pewnie! A Zlot w Sobótce organizowany jest corocznie od wielu lat i to przez ludzi którym do pięt nie dorosłeś! Taki malutki jesteś w tym wielkim świecie człowieku! Pewnie nie masz czasu na pogłębianie wiedzy!Przepraszam ale chyba nie można podawać żadnych linków ani namiarów, więc nic z tego nie będzie na tym forum. Wpisując w google hasła Harmonia Kosmosu, Akademia Długowieczności, woda redox, pamięć wody czy lekarstwo na raka- można dotrzeć do tematów o które zahaczyłem w poście - ale to oczywiście tylko częściowo wiąże się z tematem tego forum (na pierwszy rzut oka).













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli