Przejdź na stronę główną Interia.pl

Postęp oznacza ryzyko

Pytanie, które niweczyło szanse Angel Feng na pracę, zawsze pojawiało się na końcu.

26-letnia absolwentka szkoły biznesu we Francji, mówiąca biegle po chińsku, angielsku, francusku i japońsku, między styczniem a kwietniem odbyła sześć rozmów kwalifikacyjnych w firmach w Pekinie, mając nadzieję na pierwszą pracę w sektorze prywatnym, gdzie płace są najwyższe.

Reklama

- Szef pytał mnie o różne rzeczy związane z moimi kwalifikacjami, po czym mówił: "Widzę, że właśnie wyszłaś za mąż. Kiedy planujesz mieć dziecko?". To było zawsze ostatnie pytanie. Mówiłam, że najwcześniej za pięć lat, ale nikt mi nie wierzył - opowiada pani Feng.

Trzydzieści lat po tym jak Chiny rozpoczęły olśniewające reformy ekonomiczne, wiele się zmieniło w sytuacji kobiet. W odróżnieniu do ich matek, których praca - a często i życie prywatne - było determinowane przez państwo, dzisiejsze kobiety mogą same wybrać drogę. Wiejskie kobiety nie są już przywiązane do swoich gmin, kobiety w mieście nie są przypisane do danej pracy na całe życie i nie muszą dostawać pozwolenia na zamążpójście z miejsca pracy, chociaż wciąż muszą się starać o pozwolenie na urodzenie dziecka.

Jednak wolności towarzyszy ryzyko - kiedy struktury ery socjalizmu upadły, silne tradycje kulturalne, według których mężczyźni są warci więcej niż kobiety, wcześniej "zawieszone" dzięki oficjalnemu poparciu komunistów dla praw kobiet, wróciły ze zdwojoną siłą. W sytuacji ekonomicznej, gdzie jest nadmierna podaż siły roboczej, wielu pracodawców woli nie zatrudniać kobiet, gdyż wiąże się to z dodatkowymi kosztami np. urlopu macierzyńskiego oraz kosztami porodu. Pracodawcy są prawnie zobowiązani do pomocy w pokryciu tych kosztów, więc feministki starają się o system ubezpieczeń porodowych wspieranych przez państwo, by zmniejszyć dyskryminację.

W rezultacie nawet bardzo wykwalifikowane kandydatki jak pani Feng mają problem ze znalezieniem pracy. Do ogromnego kryzysu tożsamości chińskich kobiet dochodzą obawy o radzenie sobie w świecie pełnym rywalizacji.

- Zmagamy się przede wszystkim z dezorientacją, dotyczącą tego, kim jesteśmy i kim powinnyśmy być - mówi Qin Liwen, dziennikarka. - Czy powinnam być 'silną kobietą', która zarabia pieniądze, robi karierę i bogaci się, ale ryzykuje, że nie znajdzie sobie męża i nie będzie miała dziecka? Czy też powinnam być 'lisicą' - kobietą, która wychodzi za mąż za bogatego faceta, jeździ BMW, ale musi tolerować jego kochanki?

Pani Feng znalazła pracę w firmie, która zajmowała się promocją chińskich marek.

- To było straszne miejsce - opowiada. Pracownicy byli zwalniani po kampaniach promocyjnych, by ciąć koszty. Godziny pracy były długie. Koleżanka, która poroniła, musiała wrócić do pracy po trzech dniach. Miesięczne wynagrodzenie pani Feng wynosiło 5000 renminbi, czyli 745 USD, bez żadnych dodatków.

W lipcu odeszła do bezpieczniejszej pracy w "na wpół państwowej" organizacji prowadzonej przez ministerstwo edukacji.

Pensja jest niższa, około 625 USD miesięcznie, ale obiady w ministerialnej kantynie są darmowe, poza tym otrzymuje dodatki jak za czasów socjalizmu, między innymi dodatek mieszkaniowy. Godziny pracy są stałe - od 8.30 do 17.00, pięć dni w tygodniu. Co najważniejsze, jej pracodawca - Chińskie Stowarzyszenie Edukacji na rzecz Międzynarodowej Wymiany - nie sprzeciwia się posiadaniu dzieci przez swoich pracowników i zapewnia pełne wynagrodzenie podczas urlopu macierzyńskiego, trwającego co najmniej 90 dni.

Praca jest "nieco nudna", ale jak wielu innych, podjęła już decyzję. - Sektor państwowy cieszy się popularnością wśród kobiet, ponieważ ich prawa są bardziej respektowane - tłumaczy Feng Yuan, dyrektor Centrum Studiów Kobiecych na uniwersytecie Shantou.

Guo Jainmei, dyrektor Centrum Doradztwa Prawnego dla Kobiet Beijing Zhongze, uważa, że ogólnie rzecz biorąc, kobiety są dzisiaj w lepszej sytuacji niż trzy dekady temu.

- Wiedzą dużo więcej na temat swoich praw - tłumaczy. - Są lepiej wykształcone. Dla tych, które lubią współzawodnictwo, jest teraz mnóstwo możliwości, czy są kobietami biznesu, naukowcami, rolnikami czy nawet przywódcami politycznymi. Naprawdę wiele się zmieniło.

Prawa kobiet są dobrze chronione, przynajmniej na papierze. W 2005 rząd wniósł poprawki do przełomowej ustawy chroniącej prawa i interesy kobiet z 1992 roku, znanej również jako "Kobieca konstytucja", tak by równość płci stała się formalną polityką państwa. Po raz pierwszy również molestowanie seksualne zostało uznane za przestępstwo.

Jednak dyskryminacja ze względu na płeć jest powszechna. Eksperci twierdzą, że jedynie garstka kobiet ma odwagę, by oskarżyć pracodawców o nieuczciwe zasady zatrudniania, zwolnienia spowodowane ciążą lub urlopem macierzyńskim, czy też molestowanie seksualne.

W prawie wciąż są luki. Głównym problem to, według Feng Yuan (niespokrewnionej z Angel Feng), brak definicji dyskryminacji płciowej. Ponadto według prawa kobiety muszą przejść na emeryturę pięć lat wcześniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach, co znacznie zmniejsza ich zarobki i emeryturę.

Według Yang Juhua z uniwersyteckiego Centrum Nauk o Populacji i Rozwoju w Renmin w 2008 roku 67,5% chińskich kobiet powyżej 15. roku życia miało zatrudnienie (przywołując statystyki Banku Światowego). Jest to spadek w porównaniu z najnowszymi danymi rządu chińskiego z 2000 roku, kiedy 71,52% kobiet w wieku 16-54 było zatrudnionych (przy 82,47% mężczyzn w wieku16-59). Pani Yang obliczyła, że kobiety zarabiają 63,5 proc. pensji mężczyzn (również spadek w porównaniu z 64,8 proc. w 2000 roku).

Lecz wciąż jest wiele historii o odniesionym sukcesie, zbudowanym na ciężkiej pracy - i odrobinie szczęścia. Jedna z nich jest o Shi Zaihong.

Urodzona w biednej, rolniczej rodzinie w centralnej prowincji Anhui, pani Shi (obecnie 41-letnia), przyjechała do Pekinu, by pracować jako niania w 1987 roku. Zarabiała 40 RMB miesięcznie.

Dzisiaj, pracując w dziesięciu miejscach sprzątając i opiekując się dziećmi, zarabia 7000 RMB miesięcznie. Razem z mężem, który prowadzi mały biznes (rozwieszanie reklam), kupili mieszkanie pod Pekinem za 500 tys. RMB, co jest niezwykłym dokonaniem jak na pracownika-emigranta z pięcioletnią edukacją.

Oczy pani Shi błyszczą, kiedy opowiada o tym, co już zarobiła, sumach, które znacznie przewyższają wszystko, co mogła zaoszczędzić jej matka w rolnictwie. - Wykorzystałam każdą okazję i zawsze ciężko pracowałam - opowiada. - Moja sytuacja jest dobra. Bardzo dobra.

Pani Shi jest matką 16-letniego syna i 3-letniej córki. Dopiero teraz może się ubiegać o to, by jej dzieci legalnie do niej dołączyły, ponieważ kupno nieruchomości potwierdza to prawo, jak tłumaczy. Do tej pory jej dzieci mieszkały z dziadkami w górskiej wiosce z 300 mieszkańcami. - Opuszczenie własnych dzieci to najtrudniejszy aspekt migracji - mówi.

Liu Yan, 42-latka, pochodzi z całkiem innego środowiska. Córka aktora i śpiewaczki operowej z Syczuanu, południowo-zachodniej prowincji, pracowała jako pierwszy w Chinach prywatny tour operator i obecnie jest odnoszącą sukcesy konsultantką biznesową. Wytworna, z dużym gronem znajomych, specjalizuje się w kojarzeniu partnerów do udanych przedsięwzięć. Jest rozwiedziona, ma 10-letnią córkę.

- Całe życie byłam raczej wolna i prostolinijna - opowiada. - Ale moja rodzina uważa, że to niemądre. Tutaj nie powinno się zachowywać w ten sposób. Niestety efektem tego są małe szanse na powtórne małżeństwo.

- Tradycja powróciła wzmocniona, ale to nie zawsze dobra rzecz - wyjaśnia. - Z chińskimi mężczyznami jest granica, której nie można przekroczyć. Oni mają 'twarz', którą musisz szanować. Zresztą większość z nich nie uważa mnie za kobiecą. Oni lubią młode dziewczyny. Uważają, że kobieta jest piękna, kiedy jest 'słodka'.

W Chinach od dobrze sytuowanych kobiet oczekuje się, że będą tolerować kochanki męża. Konkubinat, wyjęty spod prawa przez komunistów po przejęciu władzy w 1949, znowu się pojawił.

- Większość kobiet zakłada, że wcześniej czy później kogoś znajdą - tłumaczy Liu. - Mężczyźni mają władzę. Kobiety są słabe i mają więcej do stracenia. Ale ja chcę być szczęśliwa. Nie umiałabym zaakceptować takiej niepewnej sytuacji.

Didi Kirsten Tatlow

tłum. Małgorzata Turnau

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje