Przejdź na stronę główną Interia.pl

Poprawka z marzeń

Wreszcie miało być normalnie. Pewna praca, tani kredyt. Dom, podróże. Proste reguły: pracujesz - masz.

Polskich 30- latków nazwano "pokoleniem instant", wszystko dostawali od ręki. Pół roku temu obudzili się ze snu. Bezrobotni, z ratą we frankach po trzy złote. Maria, Natasza i Anna zdają teraz egzamin z ekonomii. Czy wciąż są optymistkami?

Reklama

Maria: uratować wizerunek

- Jestem wykształcona, umiem pracować, takich ludzi rynek potrzebuje - myślałam. Przez 10 lat się sprawdzało. W styczniu przeżyłam szok - opowiada Maria, dziennikarka. - Zostałam bez etatu, bez pieniędzy, za to przyzwyczajona do komfortowego życia. Tylko że był to komfort na kredyt. Musiałam zrezygnować z wizyt u fryzjera, z manikiuru, sama podcinam końcówki włosów i maluję paznokcie. Dzięki temu starcza mi na internet, gazety, bo w moim zawodzie muszę być na bieżąco. Wciąż jednak nie mogę odmówić sobie kawy z mlekiem za 10 złotych w ulubionej kafejce. Spory wydatek, ale daje namiastkę dawnego statusu. Pomaga się nie załamać. Na spotkanie Maria zaprasza mnie do włoskiej knajpy na Kabatach. Zamawia niedrogą sałatkę. W trakcie spotkania kilka razy dzwoni jej telefon. Nie odbiera. To bank. Od czterech miesięcy zalega z ratami za dwupokojowe mieszkanie. Wczoraj dostała pismo z działu windykacji. Maria, 33 lata. Skończyła: kulturoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim i public relations w londyńskim college'u. Rok temu szefowa działu w dużej gazecie. Pensja sześć tysięcy złotych. Dziś: bez etatu, pisze na zlecenia. Zarabia dwa tysiące netto. Rata kredytu za jej mieszkanie po nowym kursie franka - 3100 złotych.

Coś swojego

Lipiec 2008, hiszpańska wyspa Formentera. Maria na plaży spisuje wywiad, który przed urlopem zrobiła z pisarką Zadie Smith. Nie umie oderwać się od pracy. Sprawdza maila - wiadomość od Tomka: "Co u ciebie? U mnie praca, praca: restrukturyzuję departament analiz". Byli parą pół roku, zajęci, spotykali się tylko w soboty. Na wyspie mieli być razem, ale tydzień przed wylotem on stwierdził, że w burzliwym czasie nie może zostawić firmy. Teraz Maria decyduje, że zostawia Tomka. "Prawie się nie widujemy. To nie jest związek", pisze mu w mailu i idzie popływać na desce. Żeby nie płakać, cały urlop będzie pracować. "Nie możesz żyć jak Cyganka - słyszy po powrocie od mamy.

- Na walizkach, bez domu". Maria wynajmuje 28-metrowe mieszkanie. Resztę pensji wydaje na weekendowe wypady po Europie. Ściany wykleja zdjęciami: Maria na Grand Place i przed ratuszem w Brukseli, na plaży i w ogrodach Joana Miró w Barcelonie. "Trwonisz pieniądze, musisz mieć coś swojego", powtarza tata. - Z kupnem mieszkania chciałam poczekać, aż ułożę sobie sprawy osobiste - mówi. - Kiedy ten moment zaczął się oddalać, poszłam do banku. Zdolność kredytową wykorzystała maksymalnie: warszawski Wilanów - 60 metrów, dwa duże pokoje z kominkiem i przeszklonym tarasem. - Czułam, że kupuję szczęście. Rodzice byli ze mnie dumni. Opowiedzieli sąsiadom, jak dobrze sobie radzę.

Nie stać nas na ciebie

Wrzesień 2008. Media alarmują o kryzysie, a na budowie strzelają korki od szampana. Maria z przyjaciółkami świętuje zakup mieszkania. - Słyszałam o krachu bankowym i cieszyłam się, że w ostatniej chwili zdążyłam wziąć kredyt. Banki właśnie zaostrzały wymagania. Miesiąc później nie dostałabym tak dużej kwoty - wyjaśnia. W pracy Maria daje wymówienia dwóm dziennikarzom. "Polecenie prezesa, zaczęły się oszczędności", mówi. - O siebie się nie bałam. Przed urlopem dostałam podwyżkę. "Pismo cię potrzebuje", słyszałam od szefa.

Pod koniec stycznia zmienił zdanie: "Sorry, Maria, mam nóż na gardle, nie stać nas na ciebie. - Mogę pracować za mniej - powiedziałam drżącym głosem. - Obniżanie pensji obniża morale. Nie będziesz już tak wydajna. Przeczekamy kryzys i przyjmę cię znowu" - poklepał mnie po ramieniu. Maria wychodzi z budynku, idzie do parku. Przed oczami obrazek sprzed kilku miesięcy: uśmiechnięta pani w banku podaje jej umowę kredytową. Maria też się śmieje i podpisuje: 590 tysięcy na 36 lat. - W dniu, w którym dostałam wypowiedzenie, nie płakałam. Czułam tylko, że brakuje mi powietrza. Dzwoni do przyjaciółki. Słyszy: "I ty się martwisz? Z twoim nazwiskiem? Umiejętnościami?". W nocy do trzeciej patrzy w sufit. Rozmawia sama ze sobą: "Czym się przejmujesz? Tyle tytułów chciało cię podkupić. Odezwiesz się do nich i będzie po sprawie". Następnego dnia w kilku redakcjach słyszy: "Zobaczymy, co da się zrobić". Bez celu włóczy się po mieście. Kupuje płytę Faith No More, narzutę na sofę, blender. Na koniec... bilet do Hiszpanii. - Potrzebowałam złapać dystans - mówi. - Nie myślałam wtedy o oszczędzaniu. Przez tydzień zwiedza Pireneje, winnice w Andaluzji. Po powrocie znów dzwoni w sprawie pracy. "Nic dla ciebie nie mamy. Fatalna sytuacja, cięcia", odpowiedź jest wszędzie ta sama. Proponują, żeby pisała. - Honorarium? Mniejsze niż przed kryzysem, kilkaset złotych za tekst, który powstaje dwa tygodnie.

Ogólnopolski dziennik zaproponował mi 200 złotych za artykuł na sześć stron. "Do nas pisze się dla prestiżu", tłumaczyli. Brałam, co dawali, i szukałam dalej - wspomina Maria. - W dzień zbierałam materiały, w nocy pisałam, więcej i więcej, żeby mieć 1000 złotych na wynajem kawalerki, 150 na rachunek za komórkę, proszek do prania, krem Nivea. Odkryłam dobry bar mleczny. Obiad za 10 złotych był równie smaczny jak ten w knajpie znanego dziennikarza, gdzie kiedyś płaciłam średnio 40 złotych. Ale nawet jedzenie w tym barze było od święta. Żeby mniej wydawać, przeszłam na dietę. Z 52 kilo doszłam do 43. Rano jajko na miękko, w południe ryż, na kolację sałata z jogurtem. Uczty na 28 metrach. Gdy jeszcze pracowałam i wyjeżdżałam w delegacje, nie czułam ciasnoty. Teraz miałam klaustrofobię. Było coraz gorzej: ruszyła spłata rat. Frank poszedł w górę. Zapłaciłam jedną, kolejnej nie miałam z czego... Napisała podanie o wakacje kredytowe. Odmowa. Umowa tego nie przewiduje. Przy podpisywaniu nie interesowała się takimi detalami. I wtedy telefon od dewelopera: "Zapraszamy po odbiór mieszkania. Koszty notarialne: pięć tysięcy". - Dostałam krwotoku z nosa. Ze strachu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje