Przejdź na stronę główną Interia.pl

Pół żartem, pół serio

Żartują ze wszystkiego. Z nadwagi, problemów z facetami, zakupów, kryzysów finansowych. Z tego, że są blondynkami lub brunetkami. Te dowcipy układają się w stand up comedy, amerykański sposób uprawiania kabaretu. Tylko artysta, mikrofon i publiczność... Katarzyna Pakosińska, Katarzyna Kwiatkowska, Hanna Śleszyńska to mistrzynie gatunku.

Mundial 2006. Hanna Śleszyńska, jej młodszy syn Kuba i narzeczony Jacek siedzą przed telewizorem. Zaczyna się druga połowa meczu. Jacek sprawdza Hanię: "Komu kibicujesz? - A kto gra?", Śleszyńska uśmiecha się bezradnie.

Reklama

W specjalistkę od futbolu zmienia się na scenie. W programie HBO "Na stojaka" błyszczy w monologu "Pomundialowo". Zaczyna niepewnie: "Dotarłam do przerażających danych. Mówię o emigracji. Co minutę wyjeżdża stąd student, co pięć lat profesor wyższej uczelni, a tylko co 20 lat polski piłkarz". Pierwsze parsknięcie. A potem wszyscy widzowie wybuchają śmiechem. Wśród nich Jacek, którego Hania zaprosiła na widownię.

- Jestem sama, uwaga publiczności skupiona jest wyłącznie na mnie - mówi Śleszyńska. Tylko artysta, mikrofon, publiczność. I tyle. Zero scenografii, oprawy muzycznej, całej tej otoczki. To cechy rozpoznawcze stand up comedy, kabaretu popularnego w Stanach Zjednoczonych. Doskonały gatunek dla początkujących, bo na imprezach pod hasłem "open mike" (otwarty mikrofon) każdy może wyjść na scenę i powiedzieć, co go boli, irytuje, śmieszy. I trudna sztuka dla zaawansowanych, bo jak żadna inna pokazuje słabości artysty.

Październik 2003 roku. Katarzyna Pakosińska w siódmym miesiącu ciąży. Po raz pierwszy staje przed widownią bez kolegów z Kabaretu Moralnego Niepokoju. - Czułam podwójny(!) stres, bo nie dość, że występowałam samodzielnie, to jeszcze wyglądałam jak duża różowa świnka. Bałam się, że z tremy zemdleję i że trzeba będzie mnie cucić - mówi aktorka.

Listopad 2008. Kasia Kwiatkowska debiutuje w "Na stojaka" w HBO. Jest zaskoczona, gdy słyszy: "Byłaś świetna, to kabaret dla ciebie". Wcześniej niewiele wiedziała o standing comedians. Kiedy wraca do domu, łączy się z internetem. Na YouTube szuka najlepszych kawałków. - Oniemiałam - wspomina. - Dobrze, że wcześniej tego nie widziałam! Carrey i Goldberg to asy stand up comedy. Podobnie jak Steve Martin, David Letterman, Robin Williams, Rowan Atkinson, Adam Sandler.

Telefon do przyjaciółki

Kwiecień, siedem lat temu. "Wiecie, jakie są blondynki... Blondynka wszystko wypaple, a ja nie jestem taka łatwa. Utrzymam każdy sekret. Jak kamień w wodę. Przecież włosy mam ciemne", zaczyna swój monolog Hanna Śleszyńska. Publiczność rozbawiona czeka, co dalej. Hania gra tajemniczą brunetkę, która ma narzeczonego w GROM-ie. "Oj, nie mogę wymienić nazwiska, ale męża będę miała super! To szycha... Wiecie, że ma taki sam numer jak kierunkowy do Iraku? O matko, nie powinnam!", sypie ku uciesze widzów.

- Stand up to kreacja - mówi aktorka. - Gram kobiety głupsze od siebie. Bywam ciotką, babą w chustce, prowincjuszką. Chowam się za bohaterką. Naiwnej, słodkiej idiotce ludzie więcej wybaczą. Lubią ją, bo daje im miłe poczucie wyższości.

Kasia Pakosińska w swoich monologach często wciela się w gadatliwą przyjaciółkę. "Halo, Alina" to skecz, który stał się jej znakiem rozpoznawczym: z wyimaginowaną koleżanką rozmawia o facetach, ciuchach, kosmetykach... "Halo, Alina" rozrósł się do wielu wątków. - Ostatnio zatrzymała mnie policja za przekroczenie prędkości. Kiedy więc w monologu pada "Na żółtym depnęłam, na czerwonym przeleciałam i dopiero niebieskie migające mnie zatrzymało", to wiem, o czym mówię - opowiada Kasia. - Ale igranie z prywatnością na scenie może być groźne. Bywam identyfikowana z postacią w stu procentach. Część widzów jest przekonana, że mój mąż ma na imię Mieczysław i naprawdę zdawał 94 razy egzamin na prawo jazdy.

Dla Kasi Kwiatkowskiej debiutancki tekst napisał Bartosz Wierzbięta, autor kultowych tekstów do polskiej wersji Shreka. Jej bohaterka powstała po burzy mózgów: Kasia, Bartek, Maria Czubaszek i Konrad Sztuka, reżyser programów "Na stojaka", spotkali się we czwórkę. Bartek wymyślił, że stworzą tekst o dziewczynie, którą rzucił chłopak, bo wydawała mu się nieciekawa. Nieszczęsna kobieta usiłuje udowodnić, że partner nie miał racji. Zaczyna zbierać znaczki, postanawia zostać intelektualistką ("Przeczytam nawet Sienkiewicza", deklaruje). - Zaproponowałam też lekcje boksu, bo sama się tym wtedy fascynowałam - mówi Kwiatkowska.

Jej komediowa bohaterka idzie do terapeuty. Kasia jako nastolatka miała podobne doświadczenie. Nosiła glany i dżinsy pomalowane farbami olejnymi. Nauczyciele wysłali ją do szkolnego pedagoga. "Masz kompleksy. Chcesz wzbudzić zainteresowanie ciuchami, bo niczym więcej nie możesz", psycholożka katowała ją kategorycznymi twierdzeniami przez dwadzieścia minut. - Jak można powiedzieć coś takiego nastolatce? - pyta Kasia.

Dziś mówi na scenie: "Koleżanki zrzuciły się na wizytę u terapeuty i on mi bardzo pomógł. Wytłumaczył, dlaczego mężczyźni mnie porzucają. Bo jestem nudna i nijaka! Jaka byłam mu wdzięczna za to odkrycie! On na to, że należy się 1000 złotych. - Ale przecież koleżanki już zapłaciły - tłumaczę. - Nie - mówi psycholog - to premia za przełom w terapii".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje