Przejdź na stronę główną Interia.pl

Pigułka nieszczęścia

Grażyna pierwszy raz wzięła kokainę, żeby jeszcze wydajniej pracować. Renacie leki psychotropowe miały pomóc przebrnąć przez rozwód. Paulina brała amfetaminę, gdy zawiodły diety, a ona szybko musiała schudnąć. Każda z nich myślała: wszystko pod kontrolą, nie jestem narkomanką. Dziś znów walczą. Z nałogiem. I o to, by odzyskać dawne życie.

Grażyna, 35 lat, była na wysokim stanowisku w londyńskim City. Tam zaczęła brać niewielkie ilości kokainy.

Reklama

Córka spała, mąż też. Grażyna siedziała w kuchni i znów to czuła. Jakby coś chodziło jej pod skórą twarzy, szyi, dłoni. Pasożyty? Postanowiła się ich pozbyć. Wycisnąć, wykręcić - jak kleszcze. Paznokciami, a potem pęsetą.

Mąż znalazł ją w łazience podrapaną. "Brałaś! Skąd znowu to miałaś?!". - W prywatnej klinice odwykowej, do której mnie zawiózł, lekarz przekonywał, że mam omamy czuciowe typowe dla kokainistów. Nie chciałam słuchać, że jestem uzależniona. Nie zgodziłam się na leczenie. "Narkoman to wrak człowieka wstrzykujący w żyłę kompot - mówiłam - nie ja. Więcej nie wezmę - obiecywałam mężowi. - OK, będziesz mnie sprawdzał" - zgodziłam się. Ale było coraz gorzej.

Panna z dobrego domu

Lata 90. Impreza u znajomych. Pierwsza z lękiem wypalona marihuana. Żadnego odlotu, tylko krótka błogość. - Uciekałam ze spotkań, na których koleżanki zasypiały na siedząco w sukienkach z wypalonymi od skrętów dziurami. Moje przyjaciółki buntowały się w ten sposób przeciwko mieszczańskim wartościom rodziców. Ja nie musiałam się buntować, bo tata i mama byli lekarzami, idealnym małżeństwem, a mnie wychowali na idealną córeczkę, wpoili wartości, wysoko ustawili poprzeczkę. Na studia wyjechałam do Berlina, potem dostałam się na Oksford. Nie paliłam, nie piłam. Wino? Tylko w weekend dwa kieliszki. Nie chodziłam do klubów, wolałam kino.

Impreza sylwestrowa u przyjaciół w Warszawie, tu poznaje przyszłego męża. Brunet, ichtiolog, z pasją opowiadał o pracy. Grażyna się zakochuje, po studiach wraca do Polski. Biorą ślub, wprowadzają się do dwudziestoośmiometrowego mieszkania na Żoliborzu. Ona pracuje dla firm finansowych jako wolny strzelec. Gdy zachodzi w ciążę, okazuje się, że dziecko jest zagrożone, więc lekarz każe leżeć. Utrzymują się z pensji Szymona, dwóch tysięcy netto. - Miałam dyplom Oksfordu i marzenia: zjeść kilogram pomidorów malinowych. Mieć szafkę na buty i krem do twarzy. Telefon z Anglii od koleżanki ze studiów. "Mam wakat w banku".

Godziny rozmów z mężem. - "To nasza szansa. - Ale co ja będę robił w Londynie? Jeśli ci tam nie wyjdzie, nie będziemy mieli do czego wrócić". Miesiąc później z kilkumiesięcznym dzieckiem lądują na Heathrow. Grażyna zaczyna pracę w korporacji finansowej w londyńskim City, po roku awansuje na szefa departamentu. Mieszkają w wynajętym trzypokojowym mieszkaniu w Soho. Na pierwsze od lat wakacje jadą na Goa, na plażę Palolem, znaną z ulubionego filmu Szymona "Tożsamość Bourne'a".

Kokaina obok Diora

Grażyna pierwszego cracka, odmianę kokainy, wypala w skręcie z marihuaną na imprezie u znajomych. - Wzięłam eksperymentalnie, dla kurażu. Tyle się o tym mówiło. W Londynie brali prawie wszyscy. Ładni, bogaci, weseli. Mówiło się: "kokaina jest glamour". Koleżanki nosiły ją w kosmetyczkach, obok szminek Diora - opowiada. - Miałabym się bać, że się uzależnię? Byłam silna, wreszcie zadowolona z siebie! Uzależniają się ludzie nieszczęśliwi, słabi, tak myślałam. Pięć miesięcy później upadł pierwszy bank w City. Zaczął się kryzys. Szef powiedział: "Oczekuję nowej strategii rozwoju". Któregoś dnia w pracy usnęłam przy biurku. W nocy dziecko miało gorączkę, a ja kończyłam projekt. Koleżanka zaczęła mnie budzić: "Co ty wyprawiasz? Idą tu z centrali".

Kolega poprosił, żebym poszła z nim do kuchni i dyskretnie wsunął coś do kieszeni. Szepnął: "Od kokainy się nie uzależnisz, jest za droga". Rok później, by ją zdobyć, kradłam pieniądze ze skarbonki córki. Już nie było tak jak za pierwszym razem, po cracku. Wtedy mówiła: "Było miło, ale o co tyle hałasu".

Teraz? - Na pstryknięcie palcami stałam się kimś innym, kim zawsze chciałam być. Osobą permanentnie szczęśliwą, bez złych doświadczeń, wspomnień, które nas kształtują. Całe życie do takiego spełnienia dążymy, robimy kariery, bierzemy ślub, mamy dzieci, chcemy osiągnąć pełnię, tyle że wciąż nie czujemy, o co nam chodzi. Takiego stanu nie daje alkohol. Po kokainie to miałam. Krótko. Haj trwa najwyżej 30 minut. Koniec działania jest bolesny, wracasz do lęków. Znów byłam Polką, która dostała pracę po znajomości.

Posady tracili Anglicy, nierzadki widok w City: ludzie opuszczają biurowiec z jednym kartonem w rękach. My nie mieliśmy zbyt wielu oszczędności, mąż nie pracował, nie miał tu szans, uczył się angielskiego. Lubiłam krótki moment, kiedy niczego się nie bałam, dlatego brałam coraz więcej. - "Co ty robisz, jest trzecia w nocy? - zapytał Szymon, widząc, jak żona kroi warzywa. - Robię sałatkę na jutro". Rozszerzone źrenice, nerwowe ruchy. - "Grażyna, ty coś bierzesz! - Przestań, jeden red bull z wódką", powiedziała, licząc, że z nią porozmawia, zapewni: wszystko będzie OK, nawet jeśli wrócą do Polski. Ale on westchnął i poszedł spać.

- W moim podkręconym świecie było dobrze, w realnym coraz gorzej. Zaczynałam od stu miligramów dziennie, szybko doszłam do grama. Tygodniowo na kokainę wydawałam 300 funtów. Mąż pytał, co się dzieje z pieniędzmi, mówiłam, że chodzę do spa, żeby się zregenerować, i pomagam siostrze opłacić studia. Czasem łapał mnie za ramiona: "Co ty gadasz?! Chuchnij!". Mówiłam szybko, nielogicznie. Po jakimś czasie przestałam odróżniać smaki, wszystko wydawało się słone.

Walka ze sobą

Samolot z Heathrow ląduje w Warszawie. Miesiąc wcześniej w banku Grażyny redukcje. 30 osób, w tym ona, traci pracę. Szymon nie chce, by żona szukała nowego zajęcia w Londynie. - "Musisz uciec od tego syfu, od dragów - mówi. - Będę pracował w Polsce przy projektach unijnych, jakoś to będzie. - Skąd wiesz, że biorę? - Grażyna, ciebie z nami nie ma. Inaczej reagujesz, jesteś obojętna albo zajęta pustym gadaniem. - Dlaczego mi nie pomogłeś? - Byłem bezradny".

Pierwsze tygodnie w Polsce - domowe kąpiele w wannie z aromatycznymi olejkami. Szymon w internecie przeczytał, że pomagają w domowym detoksie. Tabletki nasenne przepisane przez znajomego lekarza. Grażyna bierze je, żeby przespać kokainowy głód. Nie sięga po narkotyki przez trzy miesiące. Dostaje pracę w warszawskim oddziale międzynarodowego banku. Któregoś wieczoru koleżanka podjeżdża po nią taksówką, razem wybierają się na firmową imprezę. Tamta mówi podekscytowana, nerwowo gestykuluje. Grażyna pyta cicho: "W Polsce też bierzecie? - Chcesz?" - słyszy w odpowiedzi.

- Z odstawieniem narkotyków jest jak z dietą. Wiesz, że nie możesz, ale wciąż masz ochotę - opowiada Grażyna. - I czasem pozwalasz sobie na mały grzech. Byłam dumna: nie wciągałam od przylotu do Warszawy, jestem silna. Przede mną impreza z dyrektorami, podwładnymi, byłam nowa. Mój mąż powiedziałby: "wystarczyłby drink na odwagę", ale ja potrzebowałam czegoś innego, co daje kokaina: bystrości umysłu, szybkości myślenia. Tego wieczoru wzięłam kilka razy. O czwartej nad ranem wsiadałam do taksówki z kolegą z firmy, zgodziłam się "jechać do niego", opamiętałam się, gdy usłyszałam telefon od męża.

Rano brzydziłam się sobą. Zadzwoniłam do przyjaciółki: "przyjedź i mi pomóż". Płakałam, mówiłam, że straciłam kontrolę nad życiem. Ona tylko słuchała, przerażona. Powiedziała, że wpadnie po pracy i się nie zjawiła. Zadzwoniła za to do Szymona. W domu awantura. Mąż zachowywał się tak, jakbym sięgając po narkotyki, robiła mu na złość. Myślał, że wystarczy krzyknąć, zaszantażować rozwodem i będzie dobrze. Tolerujemy ludzi, którzy robią coś głupiego po alkoholu albo w samotności wypijają butelki wina. Dlaczego więc ktoś, kto bierze kokainę, staje się drugim gatunkiem?

Przyjaciółka, której się zwierzyłam, odebrała mój telefon raz. Powiedziała: "zadzwoń, jak wyzdrowiejesz". Córka słyszała awanturę z mężem. Zapytała: "Czy ty jesteś zła? - Skąd pytanie? - Pani w przedszkolu powiedziała, że narkotyki biorą źli ludzie". Próbowałam się ograniczać. Do świąt Bożego Narodzenia z rodziną męża. Żeby znieść ich gierki, zamykałam się i wciągałam. Przed sylwestrem czułam pod skórą robaki. Mąż odwiózł mnie na terapię, z której zrezygnowałam.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje