Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nie rodzić po ludzku

Plan był inny: pełna rodzina - mąż, dzieci, kiedyś wnuki. Wybrane szkoły, imiona, meble do pokoju. Ale dzieci nie będzie, chociaż Matylda, Marzena i Justyna bardzo chciały je mieć.

Jak z tym żyć? Jak się pogodzić? Muszą znosić pełne troski pytania, dobre rady, niezamierzone złośliwości. I przekonują, że dwie osoby to też rodzina, a kobieta, która nie ma dzieci, zasługuje w życiu na tyle samo, co matka.

Reklama

Marzena z Torunia. 46 lat

Analityk medyczny, jej mąż Marek jest informatykiem. Leczyli się z bezpłodności ponad dziesięć lat, nie zdecydowali na in vitro. Do adopcji nie byli przekonani oboje. Raz Marzena była w ciąży, ale poroniła po czterech tygodniach. Sami wyznaczyli sobie termin zaprzestania prób. Jej czterdziestkę.

Koniec królestwa

Pamięta dobrze ten kalendarz, kartkę z miesiącem swoich urodzin. "Maj": Nowy Jork o świcie, na pierwszym planie człowiek z parasolem. Dzień czterdziestki zaznaczony czerwonym flamastrem. Rano piekła ciasto, w południe była na zakupach, potem prasowała serwetki. Odkorkowała wino, zanim przyszli goście. Była ubrana niezbyt modnie. - Pięć lat temu nie kupowałam ładnych sukienek, nie nosiłam butów na obcasie. Uważałam, że nie jestem pełnowartościową kobietą, że atrakcyjne ciuchy do mnie nie pasują, że mi nie wolno - opowiada Marzena.

Umówili się z Markiem, że po jej czterdziestych urodzinach rezygnują ze starań o dziecko. - Następnego dnia rano kawa jak zwykle, rozmowa, wyjście do pracy, obiad. Nic się nie zmieniło. Ale już było wiadomo, że ja jestem nie-mamą, a Marek nie-tatą. Żadnych złudzeń. Co czułam? Rozpacz - mówi Marzena. - I tylko taka ulga, że już przestaniemy się denerwować, oskarżać, szukać winnych - dodaje. Nieprzyjemne gabinety ginekologów wyłożone białymi kafelkami - koniec. Zażenowanie w łóżku po kolejnym zbliżeniu o określonej porze w pozycji narzuconej przez lekarza - koniec.

Tylko jak tu żyć z tą nową świadomością? Budowali dom dla rodziny. Na górze przygotowali pokoje dla córki i syna. Kiedy przychodzili goście, Marzena zdobywała się na żart: "A tu jest królestwo dzieci", otwierała drzwi, pokazywała pustą przestrzeń. - Marek próbował trzymać tam swoje wędki, mówiłam: ani się waż, jest miejsce na dole. Z roku na rok miałam coraz większe poczucie winy, że pokoje są puste. W końcu musieliśmy zdecydować, czy można tam wstawić komputer i urządzić gabinet. Powiedziałam: dobrze. Jakbym mówiła: przegrałam.

I co ci tak wesoło?

- Prawie cztery kilo, dziesięć punktów w skali Apgar! - słyszy w słuchawce Marzena. Musi pogratulować dziecka bratu. Brat jest młodszy. Urodził mu się syn. Powinna się cieszyć, że została ciocią. - Dwa uczucia: zazdrość i wstyd. Kupiłam ubranko na prezent, rozpakowałam w domu. Pajacyk frotté. Chciałabym, żeby był dla naszego dzidziusia. Gdyby tak suszył się u nas w łazience, jak by to było? Spróbuję. Kiedy wieszałam śpioszki na kaloryferze, wszedł Marek. Co robisz? Zmyśliłam usprawiedliwienie, schowałam się w sypialni. Wsadziłam pięść do ust. Inaczej bym krzyczała. Było mi wstyd, że nie mam dzieci.

Wiedziałam więcej niż mój brat - jak się kąpie, karmi, przewija niemowlaka, wszystkiego nauczyłam się na zapas, znałam nazwy potrzebnych kosmetyków i leków, wiedziałam nawet, kim była Virginia Apgar. A on wiedział? Nie. Ale dziecko ma. Ma je moja koleżanka z pracy, która na dzieci mówi "bachory", i inna, która o trzeciej ciąży powiedziała: kara boska. A ja nie.

To niesprawiedliwe. Przy każdej okazji wysłuchiwałam: a wy kiedy? Zegar ci tyka, postarajcie się, co to za życie bez dzieci? Słysząc to, w pierwszym odruchu chcesz uciekać. Jeśli napiłaś się już trochę wina, odpowiedzieć, żeby poszło w pięty. Ale tego nie robisz. Dlaczego? Bo sama wierzysz, że jesteś gorsza. Zamknij oczy i szybko pomyśl: dorosła kobieta. Co widzisz? Wizerunek składa się z kobiety i dziecka. Bez niego jesteś niekompletna.

Dlatego walczysz, choć słyszysz: szanse są minimalne. Ale przecież są - Marzena opowiada o czterech tygodniach nadziei. - Osiem lat temu. Nie wierzę w to, co widzę dwa paski na teście. Powtarzam próbę. To samo! Szaleję ze szczęścia, dzwonię do Marka: Jestem w ciąży! Rozumiesz?! Jedziemy do szpitala, lekarka mówi: gratuluję! Leżę na patologii. Po kilku dniach mina ginekologa mówi wszystko. Spadam z nieba do piekła. Nie umiem utrzymać ciąży, jestem zerem. Długo tak o sobie myślałam - mówi Marzena.

- W sprawach dzieci odmawiałam sobie prawa głosu, nie wtrącałam się do wychowania bratanka. Nie wytrzymałam tylko raz. Bratowa niemal zmusiła chorą mamę, żeby przyjechała popilnować wnuka. Ona się zgodziła, ja zaprotestowałam: "Mamo, nie możesz być pogotowiem na każde żądanie". I usłyszałam: "Co ty możesz wiedzieć, nie masz dzieci, żyjesz tylko dla siebie. Jesteś egoistką".

Egoistka, zła kobieta, nie powinna zabierać głosu, żartować, tańczyć. Nigdy nie tańczyłam. Kiedy inni zaśmiewali się z dowcipów przy stole, ja się karciłam, że mi wesoło.

Teraz my

Wieczór w ich domu kilka lat temu. Marek czyta "Politykę", Marzena obserwuje go znad swojej książki. - Miałam takie dni, że wydawał mi się obcy, dziwny. Dlaczego nie chce adopcji? Tłumaczył: nie umie pogodzić się z myślą, że dziecko nie miałoby naszych genów, rysów. Rozumiałam, gdy miałam lepszy humor, chandra robiła ze mnie buntowniczkę: a dlaczego on nie pomyśli o moich potrzebach, dlaczego nie chce spróbować? Oceniałam: samolub. Dziś wiem, że go krzywdziłam. Wtedy mało dbałam o jego uczucia, w ogóle o niego - opowiada Marzena.

Uśmiecha się. - Jakieś trzy lata temu Marek kupił mi w prezencie złote kolczyki. Powiedziałam: "Przecież nie mam dziurek w uszach". A on: "To zrób". Wcześniej nie zwracał na to uwagi. Kolczyki chyba komunikowały: bądź dla mnie piękna - mówi Marzena. Przed wejściem do kosmetyczki krótko się waha - uszy przebijają dziewczyny, nie czterdziestolatki. Jest sens? - Po powrocie do domu pierwszy raz odważyłam się pomyśleć: a może jednak mam prawo do życiowych przyjemności? I tak dużo przecierpiałam, choćby dlatego należy mi się szacunek.

To były jeszcze nieśmiałe myśli. Nawet kiedy zapisałam się na aerobik, było mi głupio, że będę robić coś dla siebie - opowiada Marzena. Dziś ma na sobie jasny sweterek, sporo biżuterii. - Ta kobiecość we mnie rosła. Marek kupował perfumy i szeptał do ucha, że jestem ładna. Przestawałam czuć się z tym niezręcznie.

Powtarzałam sobie: "Nie możesz całe życie chodzić z podkulonym ogonem. Los cię znokautował, fakt. Ale teraz już się podnieś. Jest obok ciebie superfacet, jutro jedziesz z nim na rower, w październiku do Chorwacji. Ciesz się". Zobaczyłam, że mój mąż jest przystojny, dowcipny, że oglądają się za nim kobiety. Jakbym odkryła go drugi raz. Już nie jako ojca moich ewentualnych dzieci, ale jako mężczyznę. To było ekscytujące. Jest.

Musi boleć

Przez kuchenne okno Marzena widzi sąsiadkę odśnieżającą podjazd do garażu. Marek otacza żonę ramieniem, żartuje: "Widzisz, ma troje dzieci, a żadne się nie ruszy. A może nasze też by były leniuchami?". - Już stać nas na dystans, nie jest źle - mówi Marzena. - Przestałam być kobietą z defektem. Tym bardziej mnie dotyka, kiedy jednak dostaję sygnał: kategoria druga - Marzena opowiada historię sprzed pół roku. Jej firma ma kłopoty finansowe, plajtuje. Szef ogłasza: zaległe pensje będą wypłacane etapami - najpierw wielodzietni, bezdzietni na końcu. - Byłam wściekła: dlaczego? Czy ja mam ograniczone prawa?

Albo to: w nowej pracy ustalamy plan urlopów. Mnie nikt nie pyta o terminy. Słyszę dobrze znany argument: "Pani nie ma dzieci, może się pani dostosować do tych, co chcą wyjechać w wakacje". To przecież dyskryminacja. Ale mam tupać ze złości? Odpuszczam, choć jest mi przykro. Wczoraj była u mnie sąsiadka. W kuchni pachniały placki ziemniaczane. Wzruszyła ramionami: "Moje dzieci pojechały w góry, zostaliśmy sami z mężem, nie gotuję obiadów. Dla dwóch osób się nie opłaca". To boli jak cholera. Przecież dwoje to też rodzina, prawda? - pyta Marzena. I dodaje ciszej: - Chociaż sama w to uwierzyłam, kiedy jestem na ślubie kogoś znajomego, modlę się gorąco: Boże, tylko daj im dzieci.

Weź udział w dyskusji!

Na następnej stronie - historia Justyny

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje