Maćku 200 procent racji!!!!!!!!
Nie pobrudź mnie kaszką!
Niezależne, ambitne. Mówiły, że są szczęśliwe bez męża i dzieci. Bo swoboda, bo większa szansa na rozwój i karierę. "Singielka" brzmiało nowocześnie. Do czasu? "Dopiero jako matka poczułam się kobietą", mówią dzisiaj niektóre z nich. A inne? Czy nadal wolność zastępuje tęsknotę za rodziną? Jak radzą sobie w świecie baby boomu, opowiadają Agnieszka, Wiktoria i Małgorzata.
Agnieszka, 36 lat
"Nie ruszaj. Zostaw. Brudne rączki. Nie chcesz umyć? Ojej".
"Co czujesz, kiedy wracasz do Warszawy z Tokio i nikt na ciebie nie czeka na lotnisku?", zapytała mnie moja przyjaciółka Agata, mama bliźniąt. Nie obraziłam się. Nie na nią, której dwupokojowe mieszkanie na Żoliborzu, niegdyś królestwo spotkań młodych artystów, stało się domem dwójki dzieci, męża i codziennie odwiedzającej ich teściowej.
Agata, dziennikarka, od kiedy została matką, może pisać tylko w niedzielę. Swoje miejsce ma w łazience na włączonej pralce, bo tak może zagłuszyć krzyk bliźniaków. Gdy zasugerowała, że moje życie agentki handlowej w krajach Azji Wschodniej jest puste, spojrzałam na jej podkrążone oczy i odpowiedziałam: "Jest, jak jest. Wracam do domu, zmywam makijaż, otwieram wino, loguję się na Facebooku. Wśród moich 347 znajomych, z których wielu nie kojarzę, zawsze znajdzie się z 80, którzy są w sieci. Wkleję zdjęcia zrobione iPhone'em, a oni zaczną pisać, jak mi zazdroszczą. Poczuję się lepiej. - Boże, ty naprawdę wciąż jesteś singielką jak ja lata temu", powiedziała z wyższością w głosie przyjaciółka.
No tak, kiedyś to był nasz wspólny wybór, a teraz ja jestem dziwna. Ale czułam, że jej ulżyło. Między nami, z których część znalazła Pana Właściwego, a część wciąż go szuka lub dała spokój, trwa nieustająca rywalizacja o to, która wygrała i właściwie co.
W roku 2005 było nas pięć. Ja - studentka orientalistyki, zakochana w filmach Kurosawy, Edyta - właścicielka agencji PR, adwokatka Baśka, która uwielbiała zostawiać bez grosza niewiernych mężów klientek, Marzena - kosmetolog, marząca o wielkiej miłości i własnym spa oraz Agata, piękna dziennikarka, którą w dzieciństwie zostawił ojciec, dlatego ona lubiła porzucać mężczyzn. Świat kochał singielki. Te znane, jak serialowa Carrie Bradshaw, uświadomiły nam to, czego nie zdołały Simone de Beauvoir ani Virginia Woolf, że kobieta może być szczęśliwa, nie będąc mężatką.
Ja jednak wierzyłam, że kiedyś założę rodzinę. "W końcu osiągnęłam w życiu bardziej skomplikowane rzeczy", myślałam. Nasz wspólny rytuał z dziewczynami? Sierpniowe wakacje na Helu, kluby w Krakowie, festiwale filmowe. Czytałyśmy Naomi Klein, Stasiuka, Kerouaca. Rozmawiałyśmy o alterglobalizmie, ekofeminizmie. Ja nadal czytam, rozmawiam, one przestały. Nie sądziłam, że wybiorą życie w stadzie i będą nadawać dzieciom imiona: Maurycy, Justyn, Antoni, Ludwika, Bernard, Albina.
Wszystkie się zakochiwałyśmy, na dłużej lub krócej, ale zawsze mężczyzna, który się pojawiał, stawał się kimś, o kim rozmawiałyśmy rano przy kawie, wieczorem przy winie. Dla zakochanej przyjaciółki stawałyśmy się psychologicznym pogotowiem, które doradza, a na życzenie przebija opony w samochodzie albo gwoździem rysuje lakier.
Aż zakochała się Marzena i... przestała plotkować. Czarne dekadenckie sukienki zamieniła na kolorowe tuniki i jedyne, co była w stanie z siebie wydusić to: "jest cudownie, nie chcę zapeszać". Żadnego, jak kiedyś, czytania na głos sms-ów, analizowania, co miał na myśli, stawiając trzy kropki po słowie: "pozdrawiam". Marzena znikała nam z oczu, a kiedy ją widziałyśmy, promieniała. Wiedziałyśmy, że to po raz pierwszy coś poważnego.
Następna była Agata, "on" kupił jej samochód i wolał oglądać sauté, więc przestała malować rzęsy. Ja też się zakochałam w korespondencie zagranicznej telewizji. Nie umiałam z niczego dla niego zrezygnować, więc po pół roku wrócił do byłej.
Kiedy Baśka zaszła w ciążę, prosiła: "Obiecaj, że będziesz mnie często odwiedzać. Boję się dni, kiedy będę siedziała sama w domu z dzieckiem". Rodziła 18 godzin, a ja w korytarzu szpitala razem z jej siostrą zalewałam się łzami. Przyjeżdżałam co dzień. Czytałam książki o komunikacji z niemowlakiem, uczyłam się go nosić tak, by odpowiednio głośno beknął, wychodziłam na spacery, żeby ona w dzień mogła się wyspać. Wynosiłam śmieci, odkurzałam podłogi, bo jej mąż był zapracowany. W tydzień po tym, jak w domu pojawiło się dziecko, wyjechał na dwutygodniową delegację do Nowego Jorku. A potem w kolejne.
Któregoś dnia ze zmęczenia Baśka dostała krwotoku z nosa, zawiozłam ją do rodziców, bo nie mogłam zwolnić się z pracy. Oni zaczęli namawiać ją na rozwód, ja na terapię dla par. Dowiedział się o tym jej mąż, zabrał Baśkę do domu. Od tej pory przyjaciółka dzwoni do mnie sporadycznie.
"Mamy córkę", dostałam sms od narzeczonego Marzeny. Wzięłam wolne. W korytarzu przywitał mnie jej brat: "Marzena chce zostać sama z mężem i dzieckiem, jutro do was wszystkich zadzwoni". Rozumiałam, ale nie dzwoniła przez następne tygodnie. Pisałam do jej brata, co u niej, odpisywał: "wszystko dobrze, oswaja się z macierzyństwem". Myślałam o najgorszym, siedzi w szlafroku, myśli o samobójstwie, a obok w łóżku kwili głodne niemowlę. "Wszyscy kupują jej grzechotki, pajacyki", zgadywałam, więc znalazłam na wyprzedaży portfel Furli. Pojechałam.
Zobaczyłam Marzenę na osiedlu, jak spaceruje z wózkiem w towarzystwie dwóch innych matek i głośno się śmieją. "Dlaczego nawet nie odpiszesz? - zapytałam. - Nie jestem już taka jak ty, macierzyństwo to teraz mój priorytet - powiedziała. - Nowe życie".
Agata urodziła bliźniaki, chciała się często spotykać, ale mówiła: "życie bez dzieci jest puste", "dopiero jako matka czuję się kobietą". Bliźnięta zasypiały, ona wyjmowała ze sterty gazet jakąś sprzed miesiąca. "Kupię ci nową - mówiłam. - Daj spokój, wystarczy cokolwiek". Gdy dzwoniła opowiedzieć o szczepieniach, odbierałam. Kiedy dzwoniłam opowiedzieć o sobie, oddzwaniała po trzech dniach. Bo była zajęta! Miała dzieci! Była Matką!
Artykuł pochodzi z kategorii: W świecie kobiet
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Coś jest w powietrzu, ale wszyscy rodzice dostali... więcej
Reklama
Wasze komentarze (117)
-
09.01 (11:30)~desdemonaMaćku 100 % racji! Świetnie to ująłeś! Najgorsze jednak jest to, iż XIX wieczne, zaściankowe myślenie mają także niektórzy młodzi, o dziwo wykształceni ludzie, dla których nie powielanie schematu ślub, kredyt na mieszkanie, gromadka dzieci = życiowa przegrana!~singiel MaciekAni Gosia ani Ty Kasiu do końca nie zdajecie sobie sprawy co znaczy bycie singlem. "Znowu być"- sorry singlem albo się jest albo nie. Jeśli będąc sama (bo tak się raczej określa osobę, która chce ale nie może z jakiś powodów być z kimś - to do ~lw) odczuwałaś dyskomfort i smutek i miałaś "problemy" to znaczy, że przykro mi ale... nie byłaś singlem. Singiel wcale nie musi robić zawrotnej kariery (tak jak Ally Mc coś tam z amerykańskiego serialu) jeśli człowiek w pojedynkę dobrze się czuje, jeśli samotność go satysfakcjonuje, jeśli uczy się języków, czyta, podróżuje, nie wiem ogląda dobre filmy i jest mu z tym super (tak jak mi) to jest singlem. Ale musi przy tym mieć ostrą awersje do dzieciaków, małżeństwa i w ogóle do tego całego cyrku, a ważne nie boi się samotności to znaczy. Jak ktoś przegapił życie bo siedział w pracy i po 35 roku życia panikuje to się nazywa porażka a nie bycie singlem. Dlatego, że dla singla bycie samym jest czymś najnaj lepszym na świecie!!! Pora zacząć wyjaśniać bo coś czuje, że jeszcze w 19 wieku jesteśmy, a singiel w Polsce stał się synonimem starokawalerstwa, staropanieństwa i w ogóle tych wszystkich wiejskich głupot. Nie ma jednego przepisu na życie, jeden wybiera rodzinę, drugi powołanie, a trzeci żyje sobie sam, ważne żeby być szczęśliwym -uwaga, jak ktoś nie radzi sobie samodzielnie w życiu to niech nie czyta tych wypocin, tylko jak najszybciej szukać drugiej połówki.
Maćku 200 procent racji!!!!!!!! -
28.05.2011 (13:01)~singiel MaciekAni Gosia ani Ty Kasiu do końca nie zdajecie sobie sprawy co znaczy bycie singlem. "Znowu być"- sorry singlem albo się jest albo nie. Jeśli będąc sama (bo tak się raczej określa osobę, która chce ale nie może z jakiś powodów być z kimś - to do ~lw) odczuwałaś dyskomfort i smutek i miałaś "problemy" to znaczy, że przykro mi ale... nie byłaś singlem. Singiel wcale nie musi robić zawrotnej kariery (tak jak Ally Mc coś tam z amerykańskiego serialu) jeśli człowiek w pojedynkę dobrze się czuje, jeśli samotność go satysfakcjonuje, jeśli uczy się języków, czyta, podróżuje, nie wiem ogląda dobre filmy i jest mu z tym super (tak jak mi) to jest singlem. Ale musi przy tym mieć ostrą awersje do dzieciaków, małżeństwa i w ogóle do tego całego cyrku, a ważne nie boi się samotności to znaczy. Jak ktoś przegapił życie bo siedział w pracy i po 35 roku życia panikuje to się nazywa porażka a nie bycie singlem. Dlatego, że dla singla bycie samym jest czymś najnaj lepszym na świecie!!! Pora zacząć wyjaśniać bo coś czuje, że jeszcze w 19 wieku jesteśmy, a singiel w Polsce stał się synonimem starokawalerstwa, staropanieństwa i w ogóle tych wszystkich wiejskich głupot. Nie ma jednego przepisu na życie, jeden wybiera rodzinę, drugi powołanie, a trzeci żyje sobie sam, ważne żeby być szczęśliwym -uwaga, jak ktoś nie radzi sobie samodzielnie w życiu to niech nie czyta tych wypocin, tylko jak najszybciej szukać drugiej połówki.Maćku 100 % racji! Świetnie to ująłeś! Najgorsze jednak jest to, iż XIX wieczne, zaściankowe myślenie mają także niektórzy młodzi, o dziwo wykształceni ludzie, dla których nie powielanie schematu ślub, kredyt na mieszkanie, gromadka dzieci = życiowa przegrana!
-
-
16.05.2011 (00:59)A ja w tym roku skończyłam 25 lat i nigdy nie miałam chłopaka. Czasami się zastanawiam czy to mój świadomy wybór czy bardziej konieczność. Z natury jestem raczej samotniczką, nie przeszkadza mi kiedy jestem przez pewien czas sama, jakoś umiem sobie zorganizować czas, jednak po dłuższym takim byciu sama ze sobą lubię porozmawiać z ludźmi, gdzieś pójść na miasto, pospacerować, pooglądać ciekawy film, pośmiać się. Niekiedy bywa jednak ciężko-tym bardziej teraz w okresie wiosennym kiedy coraz więcej par spacerujących razem, trzymających się za ręce. Chwilami myślę,że już chyba tak zostanie i nic się nie zmieni-tak już przyzwyczaiłam się do mojej samotności że chyba nie umiałabym z kimś być, lubię sobie z kimś porozmawiać, spędzić miło czas jednak na dłuższą metę obecność drugiej osoby mnie irytuję i chcę zostać sama.Poza tym jestem tak nieśmiała i zamknięta w sobie że trudno mi z kimś nawiązać bliższy kontakt.Chyba już pozostanę taką zdziwaczałą samotniczką dla której praca i pasję zostaną jedyną alternatywą dla wypełnienia pustki w swoim życiu:(
-
15.05.2011 (16:32)Po co ten artykuł? Single chcą podleczyć kompleksy? Każdy ma prawo żyć jak chce i po co to uzewnętrznianie i szukanie akceptacji swojego stylu życia? Twoje życie, twoja sprawa, wali mnie to...
-
15.05.2011 (16:05)a ja zawsze chciałam być mamą...
czuję, że coś mnie omija, ale masz rację - On wie lepiej.
Nie wiem, dlaczego boję się zaufać Bogu. Do tej pory - zwłaszcza wśród spraw niezależnych lub nie do końca zależnych ode mnie - wszystko układało się najlepiej - ludzie, których spotykałam, z którymi mieszkałam, praca, mieszkanie;
Masz rację - czas na pracę nad sobą. Muszę się wziąć za siebie i pomyśleć / poszukać tego, co naprawdę chcę robić w życiu, co przyniesie mi prawdziwe szczęście.
Piszę, bo napisałaś o Bogu w swoim życiu - tak normalnie i zwyczajnie.
To cudowne uczucie wiedzieć, że są ludzie tacy jak Ty, którzy traktują Go poważnie i zapraszają do swojego życia, pozwalają Mu się prowadzić.
Powodzenia, Aniu!














Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli