Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jeszcze będzie normalnie

Jedź w świat, dziewczyno!

Reklama

Agnieszka, niecałe dwa lata po rozwodzie. Co po rozstaniu z mężem zaskoczyło 33-letnią lekarkę z małego miasta?

• Próby swatania jej przez chrzestną z łysiejącym elektrykiem z czwórką dzieci, bo "to dobry człowiek".

• Członkostwo w lokalnym biurze matrymonialnym, gdzie na anonse kobiet odpowiadają głównie więźniowie i byli osadzeni.

• Przypadkowe spotkania z nową żoną eks, zawsze w momencie, kiedy Agnieszka najmniej chciałaby ją spotkać, na przykład w sklepie, do którego wybrała się w dresie i bez makijażu.

● Prawdziwym zaskoczeniem jest też koniec przyjaźni z dwiema kobietami. "Nie dzwoń. Widzę, jak mój mąż na ciebie patrzy".

● I wielkie pudło, które dostaje od kuzynek ze Szwecji, a w nim tarcza ze zdjęciem jej byłego oraz zestaw rzutek. Skorzystała.

Agnieszka: Koleżanka rozwódka z mojego miasta mówi tak: "Nie mam złudzeń, nigdy nie znajdę mężczyzny, jakiego szukam. Jestem za stara i za gruba". Ale ona ma 31 lat, drobną sylwetkę i subtelne rysy jak Audrey Tautou! Co się dzieje z kobietami?

Co w pierwszych kilku miesiącach po rozwodzie działo się ze mną? Niestety, byłam koszmarem. Kobietą, która zamiast ufarbować odrosty, knuje intrygi. Jeździ do kawiarenki internetowej, by z bramki esemesowej na numer nowej kobiety byłego męża wysyłać wiadomości: "Ostatni raz był cudowny. Wpadnę jutro, gdy on pójdzie do pracy. Marek". Słałam w nadziei, że mój eks to przeczyta i ją rzuci. Straszne.

Albo to: szukanie w Google informacji o niej i nerwy, gdy znajduję jej profil na Facebooku. Czy już zamieściła ich wspólne zdjęcia? Nie. Uff. Czytam, informacje. Księgowa, z licencjatem, w rubryce języki: pusto. Pamiętam - odetchnęłam z ulgą. Albo inna scena. Piątkowy wieczór, kilkoro znajomych u mnie. Wypijam dwa kieliszki wina i zaczynam swój popisowy monolog: "Jak mogłam być tak głupia? Kiedy się pobieraliśmy, wiedziałam, że on jest kobieciarzem! Może byłam gotowa uwierzyć, że wszystko będzie ok , żeby tylko poczuć: komuś naprawdę na mnie zależy?".

Jak dochodzi do rozstania z moim mężem? Półtora roku po ślubie wyjeżdżam na tygodniowy urlop z siostrą do Ejlatu, odkładałam na to rok. W środku nocy telefon: "Proszę powiedzieć mężowi, żeby dał spokój mojej żonie!". Reszta dni w Izraelu - koszmar. W głowie układam scenariusz, wyrzucę go! Albo nie! Stanę przed Wojtkiem pewna siebie i powiem: "Masz ostatnią szansę, dziś kończysz tę znajomość". Wybieram wariant numer dwa, ale na słowa: "obiecaj, że nigdy więcej", słyszę: "nie mogę, ona jest w ciąży". Robi mi się słabo. A mnie mówił: "Dziecko? Jeszcze nie chcę być ojcem".

Po dwóch latach małżeństwa on się wyprowadza i zostawia mi dom, który mi ciągle o nas przypomina. Przestawiam meble, maluję ściany i jak głupia biegnę do telefonu, bo może dzwoni mąż. Idiotyczne, ale myślę, że gdyby w tych pierwszych miesiącach padł na kolana, pewnie bym mu wybaczyła. Na szczęście tego nie zrobił.

O rozwodzie nie mówię zbyt wielu osobom. Jest mi wstyd. Co za upokorzenie! Myślę o koleżankach z liceum, które pękały z zazdrości na widok mojej sukni ślubnej sprowadzonej z Londynu, a po ceremonii jedna wyszeptała: "oby teoria o teście dwóch lat w waszym związku nie okazała się prawdziwa". Już widziałam jej zadowoloną minę, gdy dowiaduje się, że zostałam sama.

"Żebym chociaż kogoś miała!", myślę i desperacko szukam faceta. Ci fajni wyjechali stąd na studia i nie wrócili. Ci, którzy zostali, są do niczego albo mają żony. Umawiam się ze starszym o piętnaście lat wdowcem, moim pacjentem. Zaprasza do domu na kolację i podsuwa satynowe kapcie: "Należały do Haliny, kupiłem je, gdy zachorowała, włóż, proszę". Kłamię, że to nie mój rozmiar. Gdy podaje zrazy, które uwielbiała żona, zmyślam, że dzwoniła moja komórka. "Nic nie słyszałem", mówi on, więc przekonuję: "To cichy sygnał. Wzywają mnie do szpitala, muszę lecieć. Pa!".

Co dla dziewczyny w małym mieście jest po rozwodzie najtrudniejsze?

● Brak teatru, w którym Krystyna Janda zagrałaby Shirley Valentine, kobietę, która zostawia męża i zaczyna wszystko od nowa.

● Brak galerii handlowych, w których można przymierzyć modne sukienki i może jakąś kupić na poprawę humoru.

● Mało słów wsparcia od rodziny. Zamiast "dasz radę" lament: "och, Boże, dlaczego cię to spotkało".

● I rzecz, która kuzynkom Agnieszki ze Szwecji nie mieści się w głowie: obsługa pieca na węgiel w domu, który kupili. Kubły z koksem trzeba wnosić z piwnicy na piętro. Agnieszka robi to sama.

Agnieszka: Zanim zdam sobie sprawę, że mąż nie był miłością mojego życia, tylko zauroczeniem, które przerodziło się w przyzwyczajenie i uległo presji naszych matek: "To nie Paryż, Londyn ani nawet Warszawa. Chcecie razem mieszkać, bierzcie ślub", minie rok. Rok, który jest mieszanką płaczu, nocy spędzonych na oglądaniu filmów z Meg Ryan, Tomem Hanksem i Hugh Grantem, nadgodzin w przychodni, większej liczby wizyt domowych.

Potrzebuję pieniędzy, żeby mieć na wyjazdy na terapię do Krakowa. W naszym miasteczku spotykam wyłącznie psycholożki, które bardzo, ale to bardzo mi współczują, co mnie strasznie dołuje. Mama, ciotki wciąż próbują mnie z kimś swatać i nie rozumieją, gdy mówię: "muszę jakiś czas pobyć sama". Gdy tłumaczę: "Muszę zastanowić się, czego chcę, kim jestem", od matki słyszę: "Co ty, dziecko, wygadujesz?!".

Koleżankom, sąsiadom wyjaśniam, że się rozstaliśmy, bo trudno nam było się dogadać. Nie chcę być postrzegana jako kobieta zostawiona dla innej, czyli "ta gorsza, mniej wartościowa". Przez rok udaję. Opowiadam: "uff, jaka wolność, gdy go nie ma", często się śmieję. Maska, dzięki której przestaję taplać się w bólu. Po roku naprawdę jest lepiej. Dzięki terapii, kilku poradnikom z cyklu "jak żyć po rozwodzie" rozumiem, że nie mogę na siłę wypierać wspomnień i karcić się za to, że wciąż czuję żal.

Gdy zaczynam akceptować fakt, że smutek czasem się pojawia, złe emocje przychodzą coraz rzadziej, a ja coraz rzadziej potrzebuję pocieszenia w postaci filmów o miłości. Zamawiam przez internet książki podróżnicze, oglądam dokumenty Davida Attenborough o cudach natury i filmy z Planete Doc Review. Zaczynam się zastanawiać, jak moje doświadczenie można przekuć w coś dobrego.

Wieczór. Sala gimnastyczna w podstawówce, na sali ruch: kilkanaście kobiet zapisuje swoje numery telefonów, gadają. Razem z koleżanką, dyrektorką szkoły, założyłyśmy Salon Kobiet, w którym wymieniamy usługi. Działa to tak: "Ewa pouczy cię angielskiego, jeśli ty godzinę w tygodniu posiedzisz z jej dziećmi. Nie lubisz dzieci, ale robisz świetną dynię w occie i kiszone ogórki? Ewa zamawia kilkanaście słoików. Monika jest księgową, podpowie, jak zapłacić mniejszy podatek w zamian za..." i tak dalej. Moja rola tam? Staram się być antidotum dla "doktora Google". Na warsztatach tłumaczę: "Coś cię boli, coś podejrzewasz? Zamiast radzić się na forach internetowych napisz do mnie, do lekarza". Zostawiam mail, telefon.

Prowadzę też warsztaty, jak zdrowo żyć, choć nie jestem dobrym przykładem, bo od dźwigania węgla coraz bardziej boli mnie kręgosłup - mimo bezrobocia w moim mieście nie znalazłam żadnego mężczyzny, który chciałby dorobić. To znaczy jeden oferował pomoc za darmo i sugerował, że chce czegoś jeszcze. "Kobieta, która żyje bez męża, musi mieć ognisty temperament", mówił, śliniąc mi rękę. To jeden z moich nielicznych wielbicieli.

Paradoksalnie, gdy byłam mężatką, miałam więcej adoratorów niż teraz. Wciąż ktoś udawał chorego, żeby próbować flirtować ze mną w przychodni, po rozwodzie to się skończyło. Jeden pan mi wyjaśnił: "Teraz to strach się do pani uśmiechnąć, bo wolna kobieta zaraz będzie chciała się wiązać". Nic bardziej mylnego. Nie sądzę, żeby w okolicy był ktoś, kto by mnie zainteresował, z kim związek nie byłby kompromisem, na który już sobie nie pozwolę.

Chodzę na szkolenia, kursy, inwestuję w siebie, ale uważam, żeby nie stać się kobietą, która w tym rozwoju osobistym zapomni, jak fajnie jest do kogoś się przytulić. Kuzynki dzwonią: "Odwiedź nas, w Sztokholmie jest wielu świetnych, samotnych facetów, którzy cierpią, bo Szwedki są ekstremalnie wyzwolone". Może więc kupię bilet. Na wiosnę.

Natalia Kuc

Twój STYL 2/2012

Dowiedz się więcej na temat: rozwód | związek | singielka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje