Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jestem jedną z was

Marieta Żukowska

Aktorka łódzkiego Teatru im. Stefana Jaracza. Popularność zdobyła m.in. dzięki filmowi „Nieruchomy poruszyciel” Łukasza Barczyka oraz serialom „Majka” i „Londyńczycy”. W tym roku skończy 29 lat.

Reklama

Kojarzy mi się z lekkością. Była dzwoneczkiem, kobietą, która dawała innym radość. Często o niej myślę i staram się zrozumieć, bo w Marilyn jest takie pęknięcie. Z jednej strony ogromna pokora, ciągła potrzeba rozwoju. To dlatego u szczytu sławy poszła uczyć się zawodu w Actors Studio. Choć na ulicy faceci się za nią oglądali, wszyscy ją rozpoznawali, to ona siadała na wykładach skromnie w ostatnim rzędzie.

Z drugiej strony w kontaktach z mężczyznami automatycznie wchodziła w rolę maskotki, pragnęła ich uszczęśliwiać, to dawało jej ukojenie. Czytała nałogowo książki, dyskutowała z intelektualistami, ale gdy wyszła na estradę w Madison Square Garden, żeby zaśpiewać "Happy Birthday" prezydentowi Johnowi F. Kennedy'emu, znów grała ociekającą seksapilem blondyneczkę. Ta kipiąca seksualność była jej atutem, ale i przekleństwem.

Widziałam zdjęcia przedstawiające mieszkanie Marilyn. Było puste, bezosobowe, jakby żyła gdzieś w przelocie, nigdzie nie osiadając, nie wiedząc, kim tak naprawdę jest. Ja tak nie potrafię. Potrzebuję stabilizacji, domu, gdzie zapuszczam korzenie i mocno się trzymam. Inaczej aktorstwo by mnie zniszczyło. Wiem, że muszę się pilnować, żeby zostawić postać, którą gram, na planie filmowym. Nie być nią w życiu prywatnym, w kontaktach z bliskimi. Do tego niezbędna jest umiejętność wytyczania granic, której nieustannie się uczę.

Podobnie jak Marilyn mam w sobie potrzebę silnych bodźców, tyle że nie uciekam w alkohol i narkotyki. Uprawiam lekkoatletykę i wyjeżdżam na ekstremalne wyprawy do egzotycznych krajów. Myślę, że m.in. dzięki Marilyn zrozumiałam, że to co przez chwilę przynosi ukojenie, na dłuższą metę niszczy.

Magdalena Mielcarz

Rocznik 1978. Modelka i aktorka. Zadebiutowała jako Ligia w "Quo vadis?" Jerzego Kawalerowicza. Swój warsztat aktorski szlifowała w Nowym Jorku. Mama półtorarocznej Mai.

O Marilyn krąży pewna anegdota, jak to kiedyś rano otworzyła drzwi listonoszowi. Widząc ją bez makijażu, pomyślał, że to pokojówka, i poprosił, by "oddała list pani do rąk własnych". To dużo mówi o tym, jaką chciał widzieć Marilyn świat. Mężczyźni kochali się w niej na zabój, ale kochali aktorkę. Nikt nie chciał jej takiej, jaka była naprawdę, nikt nie chciał Marilyn z problemami, zakompleksionej i płaczącej. To chyba dlatego trudno jej było zbudować związek. Kiedy "pryskały zmysły", pryskali i mężczyźni.

Próbowała bezskutecznie walczyć z tym wizerunkiem. Rozumiem to, kiedyś też miałam taki okres w życiu, gdy chodziłam na castingi w wyciągniętym swetrze i starałam się wyglądać jak najgorzej, by udowodnić sobie, że dostaję rolę dlatego, iż jestem dobrą aktorką, a nie dlatego, że uważają mnie za ładną dziewczynę. Reżyserzy dzwonili do mojej agentki i pytali, czy mam jakieś problemy.

Nowe podejście do życia zawdzięczam szkole aktorskiej. Marilyn też przerwała karierę i poszła studiować do Actors Studio. Jak wiele aktorek, które zaczynały jako modelki, miała potrzebę odcięcia się od wizerunku słodkiej blondynki. Chciała zdobyć wykształcenie i umiejętności, które pozwolą jej zagrać wielkie role. Dlaczego więc po skończeniu szkoły przyjęła rolę uroczej blondynki w "Pół żartem, pół serio" Billy'ego Wildera?

Może dlatego, że szkoła aktorska uczy przede wszystkim szacunku do pracy. Marilyn już wiedziała, że potrafi zagrać wszystko, ale wybrała tę komedię, bo scenariusz dawał jej szansę na świetną kreację. Jeśli zazdroszczę jej czegoś, to Arthura Millera.

Zawsze miałam słabość do pisarzy, a on był do tego zabójczo przystojny. Kiedyś w Nowym Jorku wybrałam się do koleżanki. Mieszkała w wieżowcu z długimi korytarzami. Zadzwoniłam do drzwi i... otworzył mi Arthur Miller. Dzięki temu, że pomyliłam piętro, mogłam zamienić z nim kilka słów. Miał w sobie smutek i łagodność. Potem jeszcze długo biło mi szybciej serce.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje