Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jak zdobyć księżniczkę?

Piękne, inteligentne, z dobrych domów. Jeżdzą po świecie, świetnie znają języki. Co muszą zrobić mężczyźni, żeby nie tylko je zdobyć, ale i zatrzymać przy sobie?

Marynia Thun, 26-letnia córka Róży z domu Woźniakowskiej i Franza von Thuna, niemieckiego księcia, właśnie wróciła z Wellington w Nowej Zelandii, gdzie studiuje kryminalistykę. Rozemocjonowana, z pasją opowiada o tamtejszym wymiarze sprawiedliwości. Delikatny makijaż, włosy upięte do tyłu. Ubrana w dżinsy i zwykły sweter (od razu przypominam przypominam sobie, co kiedyś powiedziała jej mama, która również ma arystokratyczne pochodzenie: „Koszulki z logo Lacoste? Moje dzieci wstydziłyby się je włożyć. W ich środowisku to nietakt, wiedzą, ile kosztują”).

Reklama

Trudno nie zauważyć, że jest z bardzo dobrego domu. Nienaganne maniery, bardzo serdeczna, ciepła, o innych mówi tylko dobrze. Gdy pytam o to, jakiego mężczyzny szuka, odpowiada trochę zdziwiona: – Takiego, z którym będziemy się prawdziwie kochać i szanować. Inteligentnego, wykształconego, oczytanego i uczciwego. Gdy żartuję, że ma duże wymagania, odpowiada po prostu: – Tak? Ale ja obracam się wśród takich właśnie mężczyzn.

Piękne i dalekie

20-letnia Marcelina Sowa od kilku lat robi karierę w świecie wielkiej mody. Jest ucieleśnieniem marzeń miliona dziewczyn w jej wieku. Obraca się wśród najbardziej znanych projektantów. Jest twarzą kosmetyków Diora i perfum Yves Saint Laurenta. To jej zdjęcia można podziwiać w najsłynniejszych modowych magazynach, takich jak np. „Vogue”.

Kariera Marceliny rozwinęła się błyskawicznie. Jako czternastolatka wygrała konkurs organizowany przez magazyn „Dziewczyna”. Zaraz potem dostała propozycję współpracy z agencji Model Plus. – Kilka tygodni później zostałam już wysłana na zdjęcia do Tokio – wspomina Marcelina. Japończycy po prostu oszaleli na punkcie jej nietypowej urody. Choć Marcelina z impetem wkroczyła w modowy świat, zawsze trzymała się na uboczu.

– Do osiemnastego roku życia na zdjęcia jeździłam z mamą. Mężczyźni? Nigdy nie interesował jej blichtr. – Inne modelki opowiadały o tym, gdzie w Tokio bywały, z kim imprezowały. Ja pracowałam od rana do nocy, wracałam do hotelu i jadłam z mamą kolację. Tak jest do dziś. Marcelina nawet wśród znajomych nie lubi mówić, że jest modelką. – Nie wiem dlaczego, ale to działa jak afrodyzjak. Tak jakby bycie z ładną dziewczyną dodawało mężczyźnie prestiżu. A mnie nie interesuje ktoś, kogo fascynuje jedynie moja uroda.

Z 24-letnią Olgą Frycz spotykam się w modnej Regeneracji na warszawskim Mokotowie, gdzie często można zobaczyć najbardziej znane postacie polskiego show-biznesu. Olga jest niewysoka, bardzo szczupła, włosy ma upięte w luźny kucyk. Jest śliczna i – choć dziś bez makijażu – tak zwraca uwagę siedzących obok mężczyzn.

– Wiesz, ja w ogóle nie czuję się żadną księżniczką – mówi. – Płynie we mnie góralska, a nie błękitna krew. Tylko że dla niej naturalne jest środowisko, w którym dorastała. W jej domu bywali najwięksi artyści związani m.in. ze Starym Teatrem w Krakowie. Olga jest jedną z bardziej obiecujących aktorek młodego pokolenia. Wielbiciele serialu „Dom nad rozlewiskiem” znają ją jako Marysię, córkę Małgosi (Joanna Brodzik). Na dużych ekranach można ją zobaczyć w filmie „Wszystko, co kocham” Jacka Borcucha, a niedługo w „Maratonie tańca” Magdaleny Łazarkiewicz. Na początku sprawia wrażenie zdystansowanej, chłodnej. Nie dziwię się, gdy mówi, że czasem słyszy od mężczyzn, że się jej boją.

Podobnie jest z Oriną Krajewską, 22-letnią córką aktorki Małgorzaty Braunek i Andrzeja Krajewskiego, tłumacza języka szwedzkiego. Orina ma oryginalną, zjawiskową urodę i ciepły głos. Roztacza wokół siebie niesamowitą aurę. Niedawno wróciła z Londynu, gdzie skończyła szkołę aktorską. Zdążyła zagrać epizod w „Domu nad rozlewiskiem”, teraz razem z przyjaciółmi przygotowuje spektakl „Pasożyty” w reżyserii Tomka Gawrona – o ile projektowi zostanie przyznane dofinansowanie, premiera odbędzie się w marcu.

– W związku szukam wolności i niezależności. Nie mogłabym być z kimś, kto w jakiś sposób próbuje mnie ograniczyć. Gdy Orina Krajewska opowiada o małżeństwie mamy i ojca, od razu podkreśla: – Dzięki nim wierzę, że można być ze sobą bardzo blisko, a jednocześnie dawać sobie dużo przestrzeni. Tata jest domatorem. Poważny, zdyscyplinowany. Mama dużo się śmieje, lubi wychodzić z domu. Choć są różni, nie ograniczają się nawzajem. „Jesteś już?”, Andrzej Krajewski wita w progu żonę, która zdyszana właśnie wróciła z próby w teatrze. „Chodź, coś ci pokażę” , mówi i prowadzi ją przed komputer. Czyta jej kolejne rozdziały tłumaczonej książki, konsultuje każde zdanie. To wyjątkowe, chciałabym, żeby w przyszłości też ktoś tak bardzo liczył się z moją opinią – opowiada Orina.

Katarzyna Troszczyńska

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze (32)

Dodaj komentarz Sortuj

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje