Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ja Cię kocham, a Ty grasz - część II

- Poznałam Michała na imprezie w Olsztynie - wspomina Justyna Ruciak. - Studiowałam matematykę na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, myślałam, że będę uczyć w szkole.

On grał w AZS Olsztyn. Przed ślubem byłam pewna, że on ma w klubie stabilną pozycję, miał podpisany kontrakt na kolejne trzy lata, ale nie poukładało się. Michał dostał propozycję z Kędzierzyna. Nasz synek Rafał miał trzy dni, gdy okazało się, że musimy się przeprowadzić.

Reklama

Z dnia na dzień zostawiłam rodzinę, znajomych, przyjaciół. Zamieszkałam w obcym mieście, wiedząc, że będę kompletnie sama, bo mój mąż będzie głównie trenował. I co? I dałam radę. Dziś nasze dziecko ma półtora roku, a ja przyzwyczaiłam się do nowej rzeczywistości. Czy żałuję? Jeśli decydujesz się na życie z zawodnikiem, płacisz za to cenę. - Kim jestem? - odpowiada pytaniem na pytanie Marta Plińska? - Przede wszystkim żoną Daniela. Daję mu pewność, że niezależnie, gdzie będzie grał, ja z nim pojadę. Przypominam sobie, co napisał na swojej stronie internetowej jej mąż: "Moim najlepszym przyjacielem jest Marta". Marta skończyła w Olsztynie ochronę środowiska. Była świetną studentką. Czasem myśli: "Chcę w końcu zrobić coś dla siebie". Lubi fotografować, ich trzyletnia córka Julka chodzi do przedszkola, więc teoretycznie mogłaby wrócić do pracy. - Ale jak? - zastanawia się głośno. - Przy naszym trybie życie to praktycznie niemożliwe. Jesteśmy już ponad dwa lata w Bełchatowie, potem jedziemy do Pucka. Decyzja o pracy byłaby równoznaczna z życiem osobno, a tego ani ja, ani Daniel nie chcemy. - Na razie się nie poddaję - uśmiecha się Karolina Gacek. - Mąż teraz trenuje w Bełchatowie, a ja zostałam w Częstochowie. Jestem więc nietypową żoną siatkarza. Pracuję w dużej firmie finansowej na odpowiedzialnym stanowisku. To Piotrek codziennie dojeżdża 70 kilometrów na treningi do Bełchatowa, a wieczorem wraca do domu. Ale wiem, że gdyby dostał propozycję z innego klubu, rzuciłabym wszystko i pojechałabym z nim. Dlaczego? Po prostu z miłości.

Dwa i pół roku temu zobaczyłam go w kawiarni u przyjaciółki. Uczucie spadło na nas jak grom z jasnego nieba. Szybko się pobraliśmy. Dziś wychodzę z założenia: mogę nie mieć nic, dopóki mam jego. Poza tym wiem, że co by się nie działo, zawsze jakoś sobie poradzimy. Sama sobie sterem Ceną za finansową stabilizację i sukces mężów jest często ich samotność. - Właściwie sama przeżyłam drugą część ciąży, przeprowadzkę z Częstochowy do Bydgoszczy - mówi Joanna Woicka. - Z drugiej strony tak jest tylko przez cztery miesiące w roku - od maja, gdy zaczynają się zgrupowania w Spale i ci powołani do kadry tam trenują. W ciągu sezonu chłopcy grają w swoich klubach, jeden, dwa treningi dziennie. Mecze odbywają się raz na dwa tygodnie. Nie jest źle, choć nie jest to praca od-do, która umożliwia normalne życie. Inna sprawa, że z codziennymi sprawami muszą radzić sobie same.

Mężczyzna ma przede wszystkim grać, wszystkim innym zajmuje się jego kobieta. Gotowanie, sprzątanie, rachunki, organizacja dnia. Karolina Gacek właśnie urządza mieszkanie: to ona ustala wszystko z ekipą remontową, wybiera kolor i rodzaj płytek, decyduje, jaki będzie parkiet i gdzie będzie stała kanapa czy szafa. - Piotrek nie może mieć żadnych obciążeń, musi skupić się tylko na sobie. Najtrudniejszy jest czas przed meczem. - Piotrek jest wtedy absolutnie skupiony, ma zaplanowany cały dzień. Rano rozruch, potem obiad i wyjazd na mecz - opowiada Aleksandra Gruszka - Daniel dwa tygodnie przed wyjazdem na mistrzostwa właściwie w ogóle się nie odzywał - wspomina Marta Plińska. - Kiedyś pomyślałabym: "O Boże, coś zrobiłam", teraz wiem, że to jego reakcja na stres. Zresztą Daniel znany jest ze swojej emocjonalności, nawet podczas gry dużo bardziej żywiołowo niż reszta chłopaków okazuje rozdrażnienie czy złość.

Karolina Gacek kilka razy odstąpiła od zasady "zostawić w spokoju". Sama ma stresującą pracę, poniosły ją nerwy. "Czy ten kubek musi tu stać?", zapytała zadziornie. "A ty musisz się czepiać?", odburknął on i sprzeczka gotowa. - Najśmieszniejsze, że on po kłótni ze mną gra z ogromną energią - uśmiecha się Karolina. - Kiedyś nawet zażartowaliśmy, że chyba muszę go specjalnie prowokować przed meczem, bo jest wtedy dużo skuteczniejszy. Przyzwyczaiły się, że ludzie często uważają, że tak jak ich mężowie stanowią zespół, tak one tworzą grupę przyjaciółek. - To tak jakby wymagać, żeby każdy człowiek przyjaźnił się ze wszystkimi z pracy, a w wolnym czasie spotykał się jeszcze z nimi i ich całymi rodzinami - twierdzi Karolina Gacek. - A ludzie chcą od siebie odpocząć. Poza tym nie można chyba mówić o wielkiej przyjaźni chłopaków z kadry, bo na co dzień trenują w innych miastach. My z Piotrem mamy więcej znajomych spoza środowiska siatkarskiego. - Dwa lata temu przyjechaliśmy z Pucka do Bełchatowa, gdzie mąż podpisał kontrakt. Staram się organizować czas z żonami innych mieszkających tu siatkarzy, mamy dzieci w podobnym wieku. Dzięki temu nie czuję się taka samotna - mówi Marta Plińska.

Prawdą jest, że choć żony siatkarzy mają różne charaktery czy temperamenty, to zbliża ich podobna sytuacja życiowa, wspólne problemy. Mają prawie tyle samo lat, dzieci, więc to zrozumiałe, że o tematy do rozmowy nietrudno. - Jestem żoną Piotrka dwa lata, dopiero poznaję środowisko - uśmiecha się Joanna Woicka. - Fajnie, że mam koło siebie Olę Gruszkę.

On jest tylko mój!

Wszystkie zdają sobie sprawę, jak dużo wielbicielek mają ich mężowie. Joanna Woicka przyznaje, że na początku była bardzo zazdrosna o fanki. Do szaleństwa doprowadzało ją, gdy podchodziły w supermarkecie, na parkingu, ulicy. Prosiły o autograf, gratulowały udanego meczu. "Czy one nie mogą cię zostawić?!", denerwowała się. "To tylko fanki", tłumaczył Paweł. Czekała na niego po meczu, a jego otaczała grupka roześmianych dziewcząt, które zapraszały go na kawę, wino. Dopiero z czasem zrozumiała to, co często powtarza Ola Gruszka: "Faceta nie upilnujesz". - Pocieszam się, że Paweł akurat nie jest bożyszczem dziewczyn. Niewysoki, cichy - mówi Joanna. Ola Gruszka dodaje: - Piotrek powtarza, że mężczyzna, który ma tak stresującą pracę, na inne wyskoki po prostu nie ma już czasu ani siły.

Podobnie uważa Daniel Pliński, który często powtarza: "Najważniejsze jest, że ciągle jesteśmy razem z Martą. Ta niestabilna praca sprawia, że w życiu prywatnym potrzebuje się spokoju". O Danielu Plińskim krążą w sieci takie wierszyki: "Czy na hali, czy na plaży o nim każda fanka marzy", "Czy ma włosy blond, czy bure, wszystkie panny za nim sznurem". - Dopóki piszą tak w Internecie, to mi nie przeszkadza - uśmiecha się Marta Plińska.

Daniel Pliński pisze na swojej stronie internetowej, że chciałby w przyszłości wybudować dla całej swojej rodziny dom w Pucku. - Może za 10 lat? - zastanawia się Marta. - Teraz Daniel jest u szczytu kariery, nie myślimy co dalej. Bo ta praca jest nieprzewidywalna. - Największym naszym marzeniem jest powrót do Olsztyna - mówi Justyna Ruciak. - Stamtąd pochodzę, tam się poznaliśmy, tam urodziło się nasze dziecko. - Założymy wspólną firmę, wyjedziemy - uśmiecha się Karolina Gacek. - Ale teraz najważniejsze są dla nas marzenia o dziecku.

- Kariera zawodnika zwykle kończy się około 35. roku życia - twierdzi Ola Gruszka. - Piotrek ma teraz 32, ale czuje się na siłach pograć jeszcze parę lat. Śmieje się, że potem to ja będę go utrzymywała. Planów mamy mnóstwo. Ale wiesz co? Przekonałam się, że wszystkie plany ?i tak zawsze biorą w łeb, a życie toczy się własnym torem.

Katarzyna Troszczyńska

Przeczytaj pierwszą część

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje