Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ja Cię kocham, a Ty grasz

Czy można wyobrazić sobie, co przeżywa żona siatkarza, kiedy ten staje na zagrywce i ma piłkę meczową z pojedynku z Rosją? Ogromny stres! Swój, jego, całej drużyny... A potem z tych nerwów nic nie pamięta. I jak tu spokojnie kibicować?

Początek października. Przenikliwe zimno, pada deszcz. Na warszawskim dworcu podróżujący przemykają przygarbieni, owinięci w szarobure płaszcze i kurtki. Aleksandra Gruszka (żona byłego kapitana polskiej drużyny siatkarzy) i Joanna Woicka (żona Pawła, rozgrywającego) wyróżniają się na tle otoczenia.

Reklama

Wysiadają z pociągu, który przyjechał do Bydgoszczy, gdzie ich mężowie trenują na co dzień. Ubrane w krótkie sukienki,legginsy, modne kozaki. Choć obie są w ciąży i wstały o czwartej rano, nie widać po nich śladu zmęczenia. Roześmiane, pełne energii. - W razie czego macie tutaj jakiegoś dobrego ginekologa albo położną? Przecież jestem już w dziewiątym miesiącu - żartuje Joanna Woicka.

Poczuć się jak gwiazda

Gdy jedziemy samochodem, komórka Aleksandry wibruje nieustannie. Dzwonią głównie dziennikarze. Tak jest od września, kiedy polska drużyna zdobyła mistrzostwo Europy. Wszystkich mistrzów dziennikarze proszą o wywiady, ale szczególną popularnością cieszą się Piotr Gruszka i Paweł Zagumny (jego żona nie dotarła na zdjęcia, bo razem z mężem wyjechała do Aten). Zarówno Piotr, jak i Paweł uważani są za najbardziej doświadczonych zawodników. Piotr Gruszka został uznany za najlepszego siatkarza turnieju w Turcji. - I choć Piotrek lubi, gdy dużo się wokół niego dzieje, w pewnym momencie oddał mi swoją komórkę i powiedział: "Odbieraj sama, bo ja już po prostu nie mogę" - opowiada Aleksandra. Joanna Woicka dodaje: - Teraz dopiero wiemy, co muszą znosić gwiazdy. A pomyśleć, że jeszcze niedawno mój mąż był zupełnie anonimowy. A teraz, podobnie jak reszta mistrzów Europy, dostał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski za wybitne osiągnięcia sportowe. Ciągle oswajam się z tą sytuacją. Tata zagrywa - Dobra dziewczyny, teraz musicie zagrać superentuzjazm i radość - dopinguje żony siatkarzy już na sesji Zuza Krajewska, fotografka. - Podnosicie ręce i krzyczycie: "Gol!", jakbyście cieszyły się z bramki. - Moja droga, jaki "gol"? - z udawaną przyganą patrzy na nią Karolina Gacek, żona Piotra.

- Jeśli już, to piłka i kolejny punkt. - Właśnie - dodaje Marta Plińska, żona Daniela Plińskiego, nazywanego "najprzystojniejszym i najlepszym środkowym na świecie". Ale zaraz potem Marta i Karolina przyznają, że zanim poznały swoich mężczyzn, niewiele wiedziały o siatkówce. Rekreacyjnie grały Asia Woicka i Justyna Ruciak (żona Michała, przyjmującego, który w reprezentacji Polski debiutował w 2004 roku). Teraz wszystkie żony siatkarzy doskonale orientują się w zasadach gry, oglądają każdy mecz i bardzo go przeżywają. Kibicują nie tylko one, również ich dzieci. "Mamo, mamo, mówią, że Pliński zagrywa", trzyletnia Julka,córka Marty Plińskiej, rzuca zabawki i z napięciem wpatruje się w ekran.

- Gdy słyszy hymn Polski, jest przekonana, że zaraz zobaczy tatę - opowiada Plińska. - Kiedyś siatkówka to była dla mnie czarna magia, a teraz jeśli sędzia przyzna źle punkt, to się tym emocjonuję, bo znam zasady - dodaje Karolina Gacek. Jako jedyna oglądała mistrzostwa Europy w Turcji na żywo. Dwa tygodnie przed finałem odwoziła Piotrka na lotnisko do Warszawy. "Czuję, że wygracie, kupię bilet i przylecę", powiedziała. "Nie zapeszaj", stwierdził Piotr. "Będzie dobrze", powtórzyła twardo. Tego samego dnia zamówiła bilety. W piątek wieczorem, tuż przed półfinałem, przyleciała do Izmiru. Męża zobaczyła dopiero następnego dnia, już na hali. Trybuny były pełne Polaków. - Nie zapomnę tych emocji do końca życia - wspomina. Rodziny pozostałych zawodników oglądały mistrzostwa przed telewizorem. Aleksandra Gruszka zastanawiała się, czy jechać do Turcji. Gdy lekarz w końcu zgodził się na wyjazd, okazało się, że nie ma już biletów na żaden lot. - Przygotowałam więc uroczystą kolację, zaprosiłam siostrę, rodziców. Wszyscy ubraliśmy się w biało-czerwone koszulki, nawet Marysia założyła swoją z napisem "Marysia Gruszka". Nerwy były takie, że przez cały wieczór nikt nie tknął jedzenia. Najpierw z napięcia, potem z radości.

Natomiast Marta Plińska większość meczów oglądała sama. - Ale czy uwierzysz, że nie potrafię podać ci żadnego szczegółu? Nie pamiętam żadnej piłki, żadnego zagrania. Tylko totalny stres, a potem ulga. - Pierwszym setem nigdy się nie przejmuję, bo dla mnie to dopiero rozgrzewka, ale od drugiego ponoszą mnie emocje. W finale obgryzłam wszystkie paznokcie - opowiada Justyna Ruciak. "Jedziemy z tobą po Piotrka na lotnisko", stwierdził teść Oli Gruszki. "Tato, może wcale z nim nie porozmawiacie, nie będzie kiedy", tłumaczyła Aleksandra. "Co ty mówisz, to prawie tak jakbym jechał na spotkanie z papieżem. Nie muszę go dotknąć. Ważne, by go zobaczyć".

Ola rozmawiała z mężem dopiero na placu Defilad, gdzie kibice uroczyście powitali drużynę. Spodziewała się tego. Wie, jak wygląda życie żony zawodnika, bo są razem kilkanaście lat. Gdy ostatnio dziennikarze pytają ją: "Jaki on jest?", zawsze odpowiada: "Dla mnie to po prostu Piotrek". Poznali się, gdy oboje byli jeszcze w liceum. Już wtedy jego pasją była siatkówka. Grał w klubie AZS Częstochowa, a po maturze dostał propozycję z włoskiego klubu. Wyjechali razem i od tego czasu oboje żyją na walizkach. We Włoszech mieszkali w Padwie, na Sardynii, w Trieście. Byli tam w sumie cztery lata. Potem przenieśli się do Francji, do Tourcoing. Powrócili na trzy lata do Polski, później pojawiła się propozycja z Turcji. Tak naprawdę dopiero w zeszłym roku wrócili do kraju. - Rezygnacja z siebie to był mój świadomy wybór - mówi Ola.

- Wcześniej marzyłam, żeby studiować medycynę, psychologię. Ale nie dostałam się na studia. Może więc to los nam pomógł? Gdy mieszkali za granicą, Aleksandra raz w miesiącu przyjeżdżała na zajęcia na uczelnię w Częstochowie, niedawno skończyła wydział poradnictwa zawodowego i pośrednictwa pracy. - Gdy Piotrek trenował, ja się uczyłam. Potem zaszłam w ciążę. Dla Aleksandry to naturalne, że na razie rezygnuje z własnych planów, marzeń. Życie zawodnika to ciągłe podróże, każda zmiana klubu jest równoznaczna z przeprowadzką. Jeśli związek ma być szczęśliwy, partnerka musi się temu podporządkować. - Zresztą wiesz, ile fajnych rzeczy przeżyłam, ile zobaczyłam? - pyta. - Wszystko dzięki pracy Piotrka. Na przykład w Turcji mieliśmy mieszkanie w centrum miasta, w dzielnicy Alsancak. Na przepiękny deptak nad morze szliśmy pięć minut, a z okien widzieliśmy zarówno góry, jak i zatokę. A dziecko? Marysia jest podobna do nas, uwielbia podróżować. W Turcji chodziła do przedszkola, dzięki temu nauczyła się podstaw tureckiego, podobnie jak ja. Do tej pory wspomina tamte koleżanki i kolegów oraz swoją nauczycielkę z przedszkola. Teraz wróciliśmy do Polski, Piotrek gra w Bydgoszczy, ma podpisany kontrakt na dwa lata, ale nie wiadomo, co będzie dalej.

Katarzyna Troszczyńska

Przeczytaj drugą część

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje