Gra o siebie
Dom gry
– W ósmej klasie podstawówki ograłam w karty taksówkarza. Na pieniądze – wspomina Ilona, 46-latka. Sportowa sylwetka, ładna twarz bez makijażu. – Wygraną pokazałam w domu. Normalna matka zrobiłaby awanturę. Moja była zadowolona. W rodzinie oceniało się ludzi po tym, ile mają. Wszyscy grali w pokera, na stole często stał alkohol. Rodzice byli wykształceni, inteligentni, ale uzależnieni. Grać w karty nauczył mnie wujek. Kantować też. Rodzice się nie sprzeciwiali. Bawiło ich, że byłam w tym dobra. Jeszcze jako nastolatka odwiedziłam kilka „domów gry” w Poznaniu. Spotykałam się w nich z różnymi ludźmi, niekoniecznie „porządnymi”. A przecież byłam bardzo młoda...
Po maturze Ilona dostała się na AWF, na drugim roku rzuciła studia. Weszła w świat, w którym obraca się naprawdę dużymi pieniędzmi. Wygrywała po trzydzieści, pięćdziesiąt tysięcy w jeden wieczór. I tyle samo przegrywała następnego dnia. Pożyczała, żeby spłacić długi. Oddawała, gdy miała dobrą passę. Starała się pracować, zwłaszcza po tym, gdy jedenaście lat temu urodził się jej syn i została samotną matką. Zarabiała jako laborantka, sekretarka, sprzedawczyni. Ale w porównaniu z emocjami przy karcianym stole wszystko wydawało się jej nużące. Zmieniała zawód dwanaście razy.
Dam ci wszystko
Ilona w sklepie z zabawkami. Duże pudło klocków lego, zdalnie sterowany samochód, piłkarzyki. Kiedy Franek był starszy: konsola PlayStation, odtwarzacz, najlepsze spodnie, plecak. – Prezentami rekompensowałam mu swoją nieobecność – opowiada Ilona. – Gdy znikałam, małym opiekował się mój ojciec. Kłamałam, że wrócę za kwadrans, zamykałam drzwi i zapominałam o dziecku. Nawet gdy spędzałam jakiś czas w domu, myślałam już o kolejnej grze. Rodzina? Była po to, by pożyczać pieniądze. Młodszy brat nie protestował – sam grał, wiedział, co znaczy „kasa potrzebna na już”. Gracz raz jest na wozie, raz pod. Jednej nocy wygrałam tyle, że mogłam nazajutrz kupić sobie dobry samochód. Tydzień później musiałam go sprzedać za pół ceny. Bywały okresy, że nie miałam na szkolną wycieczkę syna.
Ale w końcu znowu pojawiała się gotówka i „zadośćuczynienie” – kolejne upominki. Dla mnie – markowe ciuchy. Ubranie miało komunikować światu: jestem w porządku, wszystko u mnie OK. W domu posprzątane, w pracy nie opuszczam ani dnia, świetnie wyglądam. Więc o co chodzi? Poker to tylko hobby. Gdy wygrywałam, zapraszałam rodzinę na wystawny obiad, organizowałam święta „na bogato”. Przychodzili, jedli, nie pytali o nic. Moi bliscy byli współuzależnieni. Dziś uważam, że też współwinni.
Po co mi to dziecko?
– Najgorszy czas? Gdy musiałam być w domu z Frankiem – Ilona nie upiększa faktów. – Bo to oznaczało zakaz wychodzenia z domu. Na takie okazje wymyśliła „coś na przetrwanie” – totolotek: minimum dwanaście zakładów jednorazowo. I zakłady bukmacherskie – wybierała te, gdzie prawdopodobieństwo wygranej jest najmniejsze. Nie pamięta już, kiedy zaczęła pić.
Wstyd jej tylko, że kiedyś przyszła na zebranie do przedszkola na rauszu. Wezwano ją, bo jej syn miał stany lękowe. Psycholog uznał, że kwalifikuje się do terapii. Zgodziła się od razu. – Kolejna hipokryzja – przyznaje. – Dziecko wysłałam na leczenie, a sama tkwiłam w uzależnieniu. W tym czasie prowadziła własny sklep. Z powodu długów karcianych musiała go sprzedać. Trochę gotówki jej zostało, zaniosła wszystko do mieszkania mamy. Nie chciała mieć przy sobie pieniędzy, żeby nie kusiły.– Pamiętam tę noc – Ilona mówi z trudem. – Zgrałam się strasznie, pojechałam do matki i mówię: „Muszę wziąć forsę”. Zagrodziła mi drogę. A ja spojrzałam na nią z nienawiścią. „To wszystko przez ciebie – pomyślałam wtedy. – Nigdy mnie nie przytulałaś. Potrafiłaś tylko wymagać. To ty wpędziłaś mnie w hazard. Pozwoliłaś dziecku grać w karty z dorosłymi! Zauważałaś mnie tylko wtedy, gdy wygrywałam!”. Odsunęłam matkę siłą i zabrałam plik banknotów. Nie czułam wyrzutów sumienia, tylko satysfakcję, że zaraz będę mogła się odegrać. Potem naszły mnie inne myśli: a jaką ja jestem matką? Co moje dziecko powie mi w chwili szczerości? Franek miał wtedy dziewięć lat, gdy Ilona wpadła w depresję. Wzięła kilka dużych kredytów, które przestała spłacać. Nie czytała już nawet kolejnych listów od windykatorów. Gdy pojawiły się myśli o samobójstwie, zadzwoniła do drugiego brata, tego który nie gra. – Poprosiłam, żeby przyjechał po syna, zajął się nim przez jakiś czas, bo ja już nie daję rady... – mówi. – Obiecałam sobie, że pójdę na leczenie. Pamiętam pakowanie ubrań syna, jego książek. Kiedy Franek wychodził z domu, pękało mi serce. Tego samego dnia pojechałam do Centrum Leczenia Uzależnień.
Gdzie jest moje życie?
Kim się stałam? Kim chcę być? – od tych pytań zaczęła się jej terapia. – Na początku przepełnił mnie potężny wstyd – wyznaje Ilona. – I poczucie klęski. Za to, co ze sobą zrobiłam, co zafundowałam mojemu dziecku. Podjęłam terapię grupową i indywidualną. Na początku ścisły reżim: kilka pierwszych tygodni Ilona spędziła na oddziale, potem na sesje dojeżdżała już z domu. Szybko zaczęła kłamać, że już nie pije i nie gra. Znowu bywała na kartach. – Na koniec terapii dostaliśmy dyplomy – wspomina. – Terapeutka mi pogratulowała, powiedziała: „od początku w ciebie wierzyłam”, a ja poczułam się jak oszustka. Dotarło do mnie, że muszę się zmienić dla siebie, nie dla innych.
Zaczęła chodzić na spotkania Anonimowych Hazardzistów. Nadal widuje się z terapeutką. I nadal spłaca długi. Ze stu tysięcy zostało jej do spłacenia jeszcze czterdzieści. – Zarabiam – mówi. – Mam odpowiedzialne stanowisko w poznańskim hotelu z wyższej półki. Właściciel wie, że jestem na terapii. Zaryzykował. Ilona pracuje u niego od trzech lat, ostatnio awansowała. – Przez ten czas dokonałam więcej niż przez poprzednie trzydzieści lat. Franek obserwuje matkę z mieszanymi uczuciami. Stała się wymagająca, interesują ją jego sprawy, chce wiedzieć, co robi, z kim wychodzi, pyta o oceny w szkole. Raz nawet powiedział: „Wiesz, mamo, chyba już wolałem, gdy grałaś...”. Ale szybko dodał: „Żartowałem”.
Ilona jako wolontariuszka roznosi czasem ulotki o mityngach AH. Zostawia je w salonach gier, kasynach: – Widzę, że w tych miejscach jest coraz więcej kobiet. Czasem zagaduję: „Daj sobie spokój, nigdy nie jest za późno, możesz z tym skończyć. Mnie się udało”. Sama dzisiaj gra tylko w scrabble, rozwiązuje łamigłówki. I ma plan: – Kiedy spłacę ostatnią ratę, zapiszę się na psychologię. Skończę studia. Syn musi mieć wzór do naśladowania. Chcę, by wyrósł na silnego faceta. I żeby wiedział, że ma matkę z charakterem. Czuję, że wreszcie nadrabiam stracony czas.
Agnieszka Litorowicz-Siegert
Artykuł pochodzi z kategorii: W świecie kobiet
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Coś jest w powietrzu, ale wszyscy rodzice dostali... więcej
Reklama
Wasze komentarze (96)
-
02.04.2010 (04:43)Witam ludzie! Mozecie mi pomoc przy wyborze programu do pobierania filmow? Bylabym bardzo wdzieczna. Zwracam sie z prosba o podanie mi konkretnego programu.
-
21.02.2010 (08:51)Tak to Ja udzieliłam tego wywiadu i miałam nadzieję,że będzie on rzetelny,ale skończyło się na nadziei.Ustalona była autoryzacja i owszem artykuł otrzymałam przed drukiem.Poprosiłam o poprawki ponieważ została pomylona chronologia wydarzeń i wprowadzone naddatki,które wogóle nie miały miejsca w moim życiu.Ale widać uczciwość dla niektórych ludzi to pojęcie względne.Miałam obawy przed udzieleniem tego wywiadu i widać były one uzasadnione.Ilona
-
-
19.02.2010 (21:44)Ja bywam w kasynach w AC regularnie i conajmniej raz w roku w Las Vegas. Kasyna w USA sa forma platnej rozrywki, forma dobrego spedzenia czasu, a jesli nie stac cie na rozrywke, to lepiej trzymaj sie z daleka. Ludzie sie po prostu dobrze bawia przy stolach i do tego drinki sa darmowe. Mozesz pojsc na kolacje i wydac kilkaset dolarow albo zjesc cokolwiek a za pieniadze zabawic sie w kasynie. Jak idziesz do kasyna z mysla zarobienia pieniedzy, to kiepsko skonczysz. Podejscie powinnno byc: mam tyle pieniedzy na kasyno i gram az wszystko przegram.
-
19.02.2010 (20:43)powodzenia Stary! Jocker to Szczesliwiec wolnym tlumaczeniu czyli mysle ze Ci si uda!!!
-
19.02.2010 (19:59)Artykuł mocny
Ten kto tego nie przeżył ten nie zrozumie a ten kto stracił w życiu wszystko z trudem to odbuduje ale warto Hazard szczęścia nie daje niszczy tylko człowieka
HAZARDZISTA NA LECZENIU to CZŁOWIEK a NIE ZWIERZE













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli