dziecko,ja bym nie umiała żyć z myślą,że mam dziecko dzieki in vitro,ale kosztem innych moich dzieci,które sama wysłałam na śmierć,albo mrożonki
Dzieci kosmosu
W Polsce co piąta para ma problem z poczęciem. Co dziesiąta nie wie, na czym polega in vitro. A to, co nieznane, wzbudza lęk. Czy jest się czego bać?
Tamtą chwilę Irena Kowalewska widzi jak na zwolnionym filmie. Pielęgniarka podchodzi do kontuaru. W ręku trzyma kartkę z wynikami badań. Idzie wolno, stanowczo zbyt wolno, to trwa wieczność. Irena z całych sił ściska puszkę z colą. Próbuje wypatrzeć, co jest na papierze. I nagle widzi plus. Udało się, jest w ciąży!
Do domu wraca piechotą. Ulicę nagle zalało słońce, a Irena dostrzega, co dzieje się wokoło.
– Przedtem miałam klapki na oczach. Przed sobą jedyny cel: urodzić dziecko. Jakbym wsiadła do ekspresu, który zatrzymywał się tylko na stacjach z kolejnymi badaniami. Każdą miesiączkę witałam płaczem.
Tę kartkę z plusem sprzed dwunastu lat wciąż przechowuje w teczce. A w niej zapis walki o Małgosię i Anię. Pożółkła kartka z kalendarza: 6 maja 1996 roku, data pierwszego transferu, czyli umieszczenia czterech zapłodnionych komórek w macicy. 12-letnia Małgosia i 9-letnia Ania przyszły na świat dzięki metodzie in vitro.
Dla Ireny i setek ludzi, którzy zostali rodzicami w ten sposób, niezrozumiałe są spory wokół tego tematu. Czym różnią się ich dzieci od poczętych w naturalny sposób? Niczym, oprócz tego, że ich narodziny poprzedziły miesiące wysiłków, i że 36 pierwszych godzin spędziły poza organizmem matki. Pielęgniarki śmieją się, że już na zdjęciach USG w brzuchach mam wyglądają modelowo. Takie są kształtne. Matki na długo przed zajściem w ciążę zdrowo się odżywiają, długo śpią, unikają stresów, przyjmują lekarstwa. Dyscyplina potem procentuje.
Idealna kandydatka na mamę
Iza Kochaniak wyszła za mąż w wieku 24 lat. Temat dziecka w jej małżeństwie długo nie istniał. – Byliśmy zajęci pracą, lubiliśmy się bawić, podróżować po świecie.
Jej mąż, bankowiec, wyjechał na kontrakt do Londynu. Ona pojechała za nim. W Anglii skończyła studia podyplomowe. Po kilku latach wrócili do Polski. Kiedy Iza skończyła 33 lata, zorientowała się, że wśród znajomych są ostatnimi bezdzietnymi. – Zaczęliśmy starania o dziecko. Na luzie, nie podejrzewając, że możemy mieć jakikolwiek problem.
Ale martwić się zaczęła już po kilku miesiącach. – To, co wydawało się kwestią naszej decyzji, okazało się zależne od czynników, na które nie mieliśmy wpływu. Inaczej zaczęłam traktować swoje problemy hormonalne, guzek na tarczycy. Z przerażeniem czytałam, że noszenie telefonów komórkowych w kieszeni może mieć negatywny wpływ na płodność mężczyzny. Zaczęłam analizować: oboje prowadzimy siedzący tryb życia, przegrzewamy organizmy. No i wszędzie ta trująca chemia. Grunt zaczął mi się palić pod nogami!
Zdecydowali się na inseminację: bezpośrednie podanie nasienia do macicy. Przechodzili przez to trzykrotnie i trzy razy się nie udało. – Po ostatniej porażce coś mnie chwyciło za gardło. Po wyjściu z przychodni zadzwoniłam do Jarka z płaczem. Po raz pierwszy przemknęło mi przez głowę, że nigdy nie będę matką. Została ostatnia deska ratunku – zapłodnienie pozaustrojowe.
Irena Kowalewska najpierw leczyła się u ginekologa, który zapisał jej pigułkę hormonalną (mąż, ojciec dorodnej córki z pierwszego małżeństwa, był „poza podejrzeniem”). – Zaszłam w ciążę, ale okazało się, że jajowody mam drożne dla plemników, lecz niedrożne dla embrionów. Jeden z nich centymetr przed końcem jajowodu utknął. Za drugim razem sytuacja się powtórzyła.
- Po dwóch ciążach pozamacicznych usłyszałam wyrok: bezpłodność. To był dla mnie koniec świata. Rozpacz nie do opisania. I wtedy dowiedziałam się, że w Warszawie jest klinika Novum, która zajmuje się takimi przypadkami jak mój. Na pierwszej wizycie doktor Lewandowski powiedział: „Pani Ireno, jest pani idealnym materiałem na matkę. Pani nie ma tylko dwóch jajowodów”. Do końca życia nie zapomnę tych słów. Natychmiast ustawiły mnie do pionu.
– O in vitro myśli się na końcu – mówi Małgorzata Rozenek, prawniczka, mama 3,5-letniego Stasia, wkrótce Tadzia. – Najpierw biega się po lekarzach, bierze rozmaite leki. Tak płynie cenny czas. Mam trzy koleżanki, którym zapisywano pigułki uniemożliwiające zajście w ciążę w ich przypadku.
Ona na szczęście wcześnie poczuła, że chce mieć dziecko. Była na nie gotowa tuż po ślubie, siedem lat temu. – Po upływie roku nie miałam wątpliwości, że powinnam natychmiast pójść do Novum. Oboje z mężem od nowa przeszliśmy serię badań. Nie zdecydowałam się tylko na bolesne sprawdzenie drożności jajowodów. Uznałam, że jeśli pozostałe wyniki okażą się OK, to i tak będzie wiadomo, gdzie tkwi źródło problemu. I tak się stało. Modliłam się, by „wina” leżała po mojej stronie. Bałam się, że w innym przypadku Jacka zadręczą wyrzuty sumienia. A tak mogłam mu powiedzieć: „Wziąłeś wybrakowaną babę, to teraz płać za to, co inni mają za darmo”.
Niepłodność: wyrok czy nadzieja? - zobacz film:
Cud dwóch kresek
Żadna z par zawdzięczających bycie rodzicami in vitro nie może słuchać spokojnie dyskusji podważających etykę tej metody. – To bzdury, że marnujemy zarodki, że walają się po laboratorium – denerwuje się Małgorzata Rozenek. – Czy ludzie zdają sobie sprawę, ile znaczy dla rodziców jeden embrion? Czasem nawet po stymulacji hormonalnej kobieta jest w stanie wyprodukować zaledwie trzy komórki jajowe. Lekarze traktują je z pietyzmem jak najcenniejszy skarb.
Irena Kowalewska: – Gdzieś usłyszałam, że lekarze te komórki selekcjonują. Ręce opadają. Nikt niczego nie wyrzuca, żadna para nie pozwoliłaby sobie na coś takiego.
Małgorzata Rozenek szła na pierwszy transfer długim korytarzem. Na jego ścianach wiszą zdjęcia dzieci, które przyszły na świat w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego w Novum.
Niepłodność to nie tylko problem kobiet - zobacz film:
Artykuł pochodzi z kategorii: W świecie kobiet
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (273)
-
10.03.2010 (11:56)napisze krótko sama miałam marne szanse na poczęcie,ale udało się,po długim oczekwianiu,nie jestem przeciw,że poza organizmem matki dochodzi do zapłodnienia,ale jestem przeciw,ze zarodki czyt dzieci będzie ich np 5 dobrych decyduje sie na 2,3 reszte zamraża i tu jest czarno na białym tu wybieracie jedno dziecko kosztem innych dzieci nawet jak mozna zamrozic siebie zamrozcie na pare lat co zobaczymy jak bedziecie sie czuć chyba,ze dla kogos embrion,zarodek to nie czlowiek tylko nie wim co,ale co urodzicie czlowieka
dziecko,ja bym nie umiała żyć z myślą,że mam dziecko dzieki in vitro,ale kosztem innych moich dzieci,które sama wysłałam na śmierć,albo mrożonki -
25.02.2010 (19:50)Anonim...A wszystkim, którzy walczą o to co w życiu najważniejsze (o własne szczęście, rodzinę i dzieci) życzę dużo szczęścia, wytrwałości i jak najmniejszego kontaktu z takimi EGOISTAMI jak ty><br>
<br>zapętliłaś się: egoistom (czyli zapatrzonym w siebie niedoszłym rodzicom, ktorzy w imię realizacji własnych marzeń będą przeć po trupach - tutaj niestety w pełnym tego słowa znaczeniu - do celu) życzysz jak najmniejszego kontaktu z egoistami - musieliby przestac patrzeć w lustro.
-
-
25.02.2010 (19:36)Anonim...anka a co ty możesz wiedziec o tym.jak możesz mówić że to dzieci jak z fabryki,najpierw się zastanów co czują ludzie którzy nie mogą mieć dziecka spłodzonego normlanie a później się wypowiadaj na ten temat
Co będą czuć ludzie gdy takie dziecko z fabryki dorośnie pozna prawdę (poprzez testy DNA czy nawet czytając takie historyczne fora), poczuje się gorszym wpadnie w depresję i zacznie strzelać jak to jest teraz modne w tych tzw bardzo rozwiniętych krajach. Ludzie mają depresję z bardzo błahych powodów a co dopiero jak ktoś się dowie że powstał w szklance. -
25.02.2010 (19:31)edziaPo przeczytaniu wszystkich postów mam pytanie do osób które tak bardzo polecają NAPROTECHNOLOGIE czy Wy w ogóle wiecie co to jest i czym się zajmuje???czy tylko z artykułów wyczytanych a to na forach lub w gazecie???ponieważ gdyby to była tak skuteczna metoda walki z niepłodnością to każda para mająca i borykająca się z tak wielkim problemem jakim jest niepłodność już dawno by siedziała w gabinetach NAPRO. ale niestety nie jest to prawdą ,że każdego tam wyleczą ;( oni prowadzą zwykły monitoring cyklu szukają przyczyn dlaczego tak jest i jeżeli to jest możliwe jeżeli w ogóle jest możliwe leczenie skutków ...i teraz mam następne pytanie do osoby która napisała że in-vitro nie wyleczy i dalej zostaje problem nie rozwiązany gdzie jest przyczyna niepłodności ,dobrze to może mi ktoś mądrzejszy ode mnie podpowie co w takim przypadku jak PCOS to jest choroba nie do wyleczenia z nią się już dziewczynki rodzą i tak jak mi jeden ginekolog powiedział taka jest pani uroda :/ a co do pigułek anty.to proszę niech się naprawdę nie wypowiadają na ten temat osoby które nic nie wiedza na temat zaburzeń hormonalnych a szczególnie jak nie mają pojęcia co to jest PCOS bo w takich przypadkach najczęściej jest stosowana terapia hormonalna pigułkami anty. i w cale nie są przepisywane żeby zabezpieczyć się przed ewentualna ciążą !!!Dlaczego i po co się stosuje taka metodę możecie dowiedzieć się na innych forach ;) A wiem o czym pisze bo mnie z mężem ten temat dotyczy a zaznaczę,że mieszkam we Włoszech a nasi lekarze polscy przylatuje właśnie tutaj na sympozja i wykłady związane właśnie z NAPRO. i znam osobiście jednego lekarza który zajmuje się ta tematyka właśnie i powiem szczerze,że byliśmy bardzo rozczarowana i zawiedzeni z mężem po kilku wizytach u niego ponieważ nic nowego nam nie powiedział i nie zalecił czego byśmy już nie wiedzieli i nie zrobili wcześniej :( więc temat się skończył
A odnośnie inseminacji jedna z dziewczyn pisała,że w ogóle nie zdecyduje się na to ????a dlaczego???przecież IUI jest procesem naturalnym !!!!
Jak nie wiesz co to jest NAPROTECHNOLOGIA to już tłumacze jest to podejście do człowieka aby mu pomóc. Invitro to jest taka sama technologia jak hodowanie przemysłowe świń, kaczek czy innych zwierząt bo taką zachciankę ma farmer, bo jego ego dąży do podniesienia kapitału więc rozmnaża i tuczy zwierzęta na siłę i nawet nie jest egoistą w przeciwieństwie do ludzi którzy po trupach zaspokajają swoje ego metodą invitro. -
25.02.2010 (19:25)Anonim...<SPAN class=user>MamaDwójkiI nie pisz proszę o standardach ŚWIATOWYCH, bo nie wiem kogo chcesz oszukać. Polska jako jeden z nielicznych krajów koło takich jak np. Rumunia nie finansuje choćby jednej procedury in vitro. <br>[/quote]i dlatego wszyscy expolscy uciekinierzy do 'lepszego świata' przyjeżdżają leczyć się w Polsce, bo tu wciąż mają więcej i lepiej i łatwiej. Ty kobieto chyba na orbicie zyjesz. Akurat to ze u nas nie sponsoruje sie zachciewaki in vitro polska słuzba zdrowia dostaje ode mnie dodatkowy plus.<BR><BR>potwornie mała jesteś jeśli twoim zdaniem ludzie z zawałami, cukrzycami (masz na myśli również kilkuletnie dzieci -prawda? one na pewno najbardziej sa sobie winne, że je dopadła dożywotnia choroba)... dowiedz się że otyłośc nie zawsze jest efektem obżarstwa, choryby stawów nie zawsze sa efektem zaniedbań, nadciśnienie również. Obyś nie musiała nigdy doświadczać tych chorób i żeby ci nigdy nikt nie powiedział, że dla pani brakło pieniędzy na leczenie jakaś niedoszła pseudomamuśka po raz szesnasty próbuje zaciążyć i nie przyjmuje do wiadomości że nie wszystko w zyciu się ma - niektóre marzenia się po prostu nigdy nie spełniają. Dorosły to zrozumie, zaś mały dzieciak będzie się rzucał i szarpał, bo mu lizaka nie dali a przyzwyczaił sie miec wszystko na tupniecie.<BR>[/quote]
Trudno napiszę to, jesteś po prostu głupia, nie rozumiem czy jest in vitro, nie masz pojęcia i co gorsza nie chcesz nic więcej się dowiedzieć. Taki ludz się omija z daleka, co nieulezalni w swojej głupocie














Wasze artykuły
Koń jako blogerka
Kilka dni temu powstał blog o modzie gdzie w rolę blogerki modowej wciela się kobieta koń. Czy będzie to kolejny hit szafiarskiej blogosfery? A może dzięki xoxokon nasze szafiarki przejrzą się w lustrze? więcej
Przemoc
Kobieca władza