Dalej niż moja Matka
Kiedy masz pięć lat, patrzysz na nią jak na obraz. Ma czerwone usta, buty na obcasie, jest doskonała. Kiedy masz lat piętnaście - czar pryska. Dostrzegasz, że nie jest ideałem, mówisz: chcę żyć inaczej. Być inną kobietą, niż ona. Masz 20, 30 lat i nagle stwierdzasz, że matka nie powiedziała ci najważniejszych rzeczy. Musisz sama do tego dojść. Dojrzeć. Jak Karola, Marta i Julia.
Co to znaczy "być kobietą"? I kto nas tego uczy? Przede wszystkim matka. Ale wiele trzydziestolatek ma wrażenie, że matki pozostawiły je samym sobie. W Dzienniku Bridget Jones główna bohaterka prawie w ogóle nie rozmawia z matką - nie mają wspólnych tematów. W serialu Usta, usta jedna z dziewczyn żyła w konflikcie ze swoją od wielu lat. W Seksie w wielkim mieście matka nie pojawiła się ani razu. Czy to zwyczajna wojna pokoleń? A może po prostu świat tak bardzo się zmienił, że mamy zostały daleko w tyle za córkami?
Nasze bohaterki, Karola, Marta i Julia, szukają własnej drogi do kobiecości. Obok tej, jaką wybrałyby dla nich ich matki.
Opowieść o białej sukience
Mam na imię Karola. Mam trzydzieści dziewięć lat. Bardzo kocham moją matkę. Kryśka - czasem mówię do niej po imieniu - i ojciec to jest zupełnie inny świat. Oboje zostali mentalnie w PRL-u. W tamtej Polsce czuli się u siebie, mieli sukcesy, talon na samochód, wyjeżdżali za granicę. W tej dzisiejszej nie chcą się odnaleźć. Szanuję ich za to. Są konsekwentni. Ale to oddala ich od tego, czym ja żyję. Kiedy oblałam ustną maturę, byli przerażeni. Co to ze mną będzie, czy poradzę sobie w życiu?
To był początek lat 90., tyle się działo! W miesiąc można było zrobić wielką karierę - i ja taką karierę zrobiłam, przez głupi przypadek zresztą. Zatrudniłam się w banku, miałam być asystentką jakiegoś dyrektora, który od pierwszego dnia swojej pracy poszedł na zwolnienie. Z nudów zaczęłam chodzić po innych departamentach, ktoś się zorientował, że świetnie znam angielski. Pół roku później, po poprawkowym egzaminie, już z maturą, miałam stanowisko kierownicze, służbowy samochód, cały dział pod sobą i zarabiałam dziewięć tysięcy na rękę. Matka była dumna, zachwycona. Czasami coś jej opowiadałam, może z nadzieją, że mi poradzi. Jak mam się zachować wobec dyrektora, który traktuje mnie lekceważąco? Co zrobić, gdy jeden z pracowników donosi na innego?
Nie rozumiałyśmy się. Ja swoje, ona swoje. Czyli: uśmiechaj się, bądź miła. Nie możesz być taka uparta, rób tak, żeby cię ludzie lubili. Dlaczego masz nieuprasowaną spódnicę? Dlaczego z nikim się nie spotykasz? Lata lecą, czasu nie zatrzymasz. Ostatnio dostaliśmy zaproszenie na wesele kuzynki. Matka znowu zaczęła: że szkoda, że ja tak sama i sama, że gdybym sobie życie ułożyła... Wkurzyło mnie to. Pokłóciłyśmy się. Mówię jej: "Słuchaj, mnie jest wszystko jedno. Czy ty uważasz, że ja od piętnastu lat nie miałam seksu? Czy też sądzisz może, że ja od piętnastu lat nie mam nikogo, bo ci nikogo nie przedstawiłam? Albo że jestem lesbijką. Nie mów mi takich rzeczy. Mam ci przedstawiać kochanków, którzy są dziesięć lat młodsi ode mnie?". Ona na to: "A wiesz, mogłabyś". Obrażona. No mogłabym, ale nie bardzo wiem po co? Bardzo wcześnie zdałam sobie sprawę z tego, że pomiędzy tym, czego ona dla mnie chce i jak ona sobie mnie wyobraża, a tym, jaka ja naprawdę jestem i chcę być - jest przepaść. Ona chce, żebym była damą. A ja chcę być zdobywać świat.
Miałam może jedenaście lat, Krzysiek, mój brat, sześć. Warszawski Ursynów dopiero się budował. Chodziliśmy w niedzielę na spacer. To był taki rytuał. Tę niedzielę zapamiętałam szczególnie: matka zmusiła mnie, żebym włożyła białą spódnicę. Nie cierpiałam kiecek. Lubiłam się ruszać, czuć swobodnie. Ona natomiast uważała, że dziewczynka musi ładnie wyglądać, mieć warkocze i kokardki. No i dobra. Niechętnie, ale włożyłam tę spódnicę. Idziemy sobie przez osiedle, a tu nowy plac zabaw! Więc oboje z Krzyśkiem pobiegliśmy, zaczęliśmy szaleć na huśtawkach. Potem na zjeżdżalni. On siada i już jest na dole! A ja, pamiętam to jak na zwolnionym filmie, kucam, białe falbanki dotykają zapiaszczonego podestu i w tym momencie słyszę wrzask matki: "Stop! - No jak to stop? A Krzysiek? - Ale ty masz białą spódnicę. I nie możesz zjechać".
Wszystkie moje przyjaciółki opowiadają o swoich relacjach z matkami dokładnie to samo. Miotamy się. Chyba dlatego powstają te setki poradników: jak uwieść mężczyznę, jak zatrzymać mężczyznę, jak zadowolić mężczyznę, jak porzucić mężczyznę, jak być kobietą sukcesu, jak być kobietą spełnioną... Czytamy to, bo nasze matki nie mają nam nic do powiedzenia w tym zakresie. Co Kryśka mi mówiła w tym kontekście? Że jestem za gruba. W domyśle: jak będę taka gruba, to nikt mnie nie będzie chciał. Oraz że mam wredny charakter. W domyśle: jak będę miała taki charakter, to... I tak dalej.
Nauczyłam się nie wprowadzać jej w moje życie. Nie mówię o moich partnerach, bo po pierwszym, z którym się rozstałam - rozpaczała. Ale jeszcze bardziej, jak rzucałam pracę w banku. "No jak to, odchodzisz? Ale przecież to jest stabilna posada, etat, wysoka pensja? - Ja nie chcę stabilnej posady, nie chcę etatu, będę artystką: będę malować i wydawać płyty. - Dziecko, dorośnij, z czego ty będziesz żyła?". Załamałam się wtedy. Tak liczyłam, że mnie wesprze. Dopiero kilka lat temu przestałam się na nią wściekać, że jest taka, jaka jest. Zaczęłam wyjaśniać jej mój świat. Pyta: "Jak to jest, że ty nigdy nie masz na nic czasu?". Tłumaczę jej: "Mama, pracuję, teraz trzeba się w pełni angażować". Ona pracowała, jasne - w Peweksie. Od 8 do 16. Wychodziła zresztą godzinę wcześniej, a między 13 a 15 też jej nie było, bo stała w kolejce po parówki. Czasami, w ramach eksperymentu poruszam w rozmowie z nią jakiś temat z mojego życia, jak tych kochanków dziesięć lat młodszych, i patrzę, jak reaguje.
Ostatnio pracowałam przy organizacji wielkiego festiwalu. Trzy miesiące wyjęte z życiorysu, nie dojadałam, nie dosypiałam. Schudłam, a normalnie mam trochę ciałka. Odwiedzam rodziców, a matka: "Świetnie wyglądasz!". OK... Po półtora miesiąca, jak wróciłam już do swojej wagi, znowu wpadam do nich, a Kryśka od wejścia mówi: „Karolciu, chyba nie chcesz zaprzepaścić tego, co osiągnęłaś? Przed ślubem Alinki?”. Zagotowałam się: „Po trzech miesiącach tyrania w deszczu i palącym słońcu tyle masz mi do powiedzenia? A gdybym ja powiedziała, że ci piersi wiszą i masz fioletowo pod oczami, byłoby ci miło?”. Przez całe lata myślałam: ona jest skostniała. Zdziwiło mnie, że Kryśka potrafi się wycofać: „No nie, faktycznie, przesadziłam”. Choć zaraz dodaje: „Ale paznokcie zapuścisz?”. Zapuszczę, żeby było jej miło.
Artykuł pochodzi z kategorii: W świecie kobiet
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (70)
-
03.12.2011 (09:33)
-
03.12.2011 (09:31)Będą dzieci w swoim czasie, kochane i pielęgnowane. Starsze panie wymagają jedynie szacunku. Ostatnie dwa zdania świetnie odzwierciedlają moją mame , która jest toksyczna. Ja mam córkę. Urodziłam w 34 roku życia. Daję jej przestrzeń. Sama przechodzi krawężniki, sika w nocnik, śpiewa i robi fikołki
-
-
03.12.2011 (09:22)Będą w swoim czasie i będą bardzo kochane i pielęgnowane. Nie od dziś wiadomo że dzieci w Polsce traktowane są jak druga kategoria człowieka, a starsze panie oczekują wyłącznie szacunku, bo jak się za dużo mówi to już nie dobrze...!
-
03.12.2011 (09:18)...jak uwieśc mężczyznę, jak to jak tamto. jestem w związku ale do holery nie skupiajmy się na tych facetach wyłącznie...! Matki nie potrafią wspierać, nie liczę na to. Kazdy ma swój czas.
-
17.11.2011 (10:46)Kurcze Beato jak ja Ciebie rozumiem! mma to samo, jestem z dobrego domu, mam 30 lat i dopiero teraz mase rzeczy zrozumialam i nagle jak jestem na zakrecie zaczelam obwiniac rodzicow o pewne postawy, ktorych wczesniej nie widzialam, czasem juz nie wiem, czy to bardziej moja wina czy ich ze jestem taka a nie inna, to dlugi temat niestety nie na tych pare znakow tutaj:(
pozdrawiam














Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli