Przejdź na stronę główną Interia.pl
Czemu nie ja

Natasza Urbańska

Nikt nie budzi tak skrajnych emocji w polskim show-biznesie jak ona. Jedni podziwiają ją za urodę, talent i pracowitość, inni bezlitośnie krytykują, zarzucając brak artystycznej samodzielności. Jej perfekcyjny wizerunek potrafi irytować. Nam Natasza Urbańska mówi: „Do ideału mi daleko, jestem całkiem normalną dziewczyną!”. Czy można jej wierzyć?

"Tradżedi. Powinna pomyśleć o zmianie zawodu" - stwierdziła Karolina Korwin-Piotrowska. "Odebrać Nataszę Józefowiczowi" - apelował Robert Leszczyński. "To jest chyba coś dla ludzi z wyobraźnią. Jak się zamknie oczy i zatka uszy, można sobie wyobrazić, że ten teledysk jest udany", mówiła Maria Czubaszek. Tomasz Raczek komentował: "Kolejny dowód na to, że brakuje jej instynktu samozachowawczego". A Beata Tadla dodała: "Ta piosenka przyprawia mnie o smutek. Nie wylewam żółci. Boleję".

Reklama

Po tym, jak Natasza Urbańska wrzuciła do sieci teledysk "Rolowanie" promujący jej debiutancki solowy album "One", koledzy z branży nie zostawili na niej suchej nitki. Ale piosenkarka nie od dziś jest etatową dziewczynką do bicia. Była już linczowana za związek z Józefowiczem. Gdy zajęła drugie miejsce w programach "Jak oni śpiewają" oraz "Taniec z gwiazdami", uznano to za porażkę, a za rolę w filmie Jerzego Hoffmana "1920. Bitwa Warszawska" doczekała się antynagrody dla najgorszej aktorki roku. Czemu jest tak nielubiana?

Rolowanie hejtera

Kiedyś, podczas kręcenia telewizyjnego show, od jednej z producentek usłyszała, że jest zbyt idealna. Zawsze pięknie wygląda, dobrze tańczy, nieźle śpiewa, jest utalentowana, zero wpadek na wizji. A to się źle sprzedaje. Może powinna potknąć się lub popłakać, żeby zdobyć sympatię widzów? Ale Urbańska mówi, że nie po to ciężko pracuje, żeby potem nie móc pokazać, na co ją stać.

- Kiedy Natasza idzie do telewizji lub na jakąś imprezę, zawsze przekomarzamy się po drodze, do czego tym razem przyczepią się portale plotkarskie, i robimy zakłady. Nabrała już do tej krytyki dystansu i traktuje zamieszanie wokół siebie z przymrużeniem oka - stwierdza Agata Brodzka-Kostrzewska, która współtworzy z piosenkarką firmę odzieżową Muses.

A mama, Zofia Urbańska, dodaje: - Mój mąż zawsze powtarzał córce: "Jeśli nie masz na coś wpływu, to się tym nie przejmuj". Teraz to jej motto życiowe.

Czy rzeczywiście Nataszy udaje się nie przejmować całą tą falą nienawiści?

- Krytyka jest nieodłączną częścią tego zawodu, ale ma sens tylko wtedy, kiedy jest konstruktywna. A ja mam wrażenie, że jestem mieszana z błotem dla zasady. Dlatego przestałam czytać wiadomości na swój temat w internecie - mówi.

Ale komentarze o "Rolowaniu" i tak do niej dotarły, chociaż w dniu premiery wyjechała z rodziną do Kenii i wyłączyła telefon. Myślała, że ma już dystans, jednak ją zabolały. Szczególnie ostre słowa wypowiedziane przez osoby, które zna i o których myślała, że darzą ją sympatią. Piosenkarka mówi, że dzięki temu może zweryfikować, kto naprawdę dobrze jej życzy, i "oczyścić" otaczające ją środowisko. Kiedy pytam ją, czemu "Rolowanie" spotkało się z tak ostrą krytyką, po chwili zastanowienia odpowiada, że teledysk mógł być szokiem dla ludzi, którzy znali ją z musicali czy programów telewizyjnych, - w nich zawsze jest elegancka, a teraz zobaczyli ją w ostrym wydaniu. Jako klubowiczkę, która bawi się do upadłego i dla której jedyne, co się liczy, to dobra impreza.

- Tylko że ta dziewczyna z teledysku to nie ja, lecz kolejna postać, w którą się wcielam - zaznacza.

- W Nataszy zawsze podobało mi się to, że w ułamku sekundy potrafi się przemienić w kogoś innego. Kiedy ją przebieram w jakiś strój, jest już kimś innym, zanim skończę zapinać guziki. W złotej sukni do ziemi jest majestatyczną damą, a w luźnych spodniach - dziewczyną z sąsiedztwa. Ona wciela się odruchowo i myślę, że nawet nie zdaje sobie z tego sprawy - ocenia Agnieszka Komornicka, jej przyjaciółka i projektantka.

- W Stanach uważa się, że nieważne, jak o tobie mówią, ważne, żeby nie przekręcili twojego nazwiska. Nie spodziewałam się aż takiego zamieszania wokół "Rolowania", ale dzięki niemu więcej osób usłyszało o mojej płycie. Na taką reklamę nie byłoby mnie stać - żartuje Urbańska. Teledysk na YouTube obejrzało niemal trzy tysiące osób, ale czy Natasza widziała liczne parodie klipu krążące po internecie? - Tak, są naprawdę zabawne - przyznaje.

I żeby pokazać, że nie ma zamiaru przejmować się tym całym "hejtingiem", do swojej kolekcji Muses włączyła sukienki z napisem "rolowanie hejtera". - Mam w życiu górki i dołki, różne zakręty, ale powoli idę drogą, którą sobie wyznaczyłam. I mam nadzieję, że tymi małymi krokami zajdę daleko - mówi. Dodaje też, że ma optymistyczną naturę, więc stara się koncentrować na sukcesach. Następnego dnia jedzie do Petersburga, gdzie będzie grała w "Policie". Musical miał tam premierę w grudniu zeszłego roku, doczekał się owacji na stojąco i dostał entuzjastyczne recenzje w prasie.

- To była miła odmiana, bo w Polsce pojawiła się tylko jedna, na dodatek niezbyt pochlebna - podkreśla Urbańska.

Przyznaje też, że wyjazd do Petersburga i granie po rosyjsku były dla niej wyzwaniem. - W pewnym momencie chciałam zrezygnować i schować się gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie - wspomina. - Byłam przekonana, że nie dam sobie rady, bałam się konfrontacji z tamtejszą widownią. Ale zewsząd słyszałam: "Weź się w garść, jeśli tego nie zrobisz, będziesz żałowała". I to była prawda, teraz lecę tam jak na skrzydłach. W Rosji ludzie bardziej szanują artystów. I kochają polskie "aktrisy". Będzie miała okazję wracać tam częściej, bo we wrześniu odbędzie się premiera spektaklu w Moskwie. A potem jeszcze tournée po Niemczech i Japonii.

- Myślę, że mam z Polą Negri sporo wspólnego. Ona też pierwsze kroki stawiała w Polsce jako tancerka, spotkała na swojej drodze zawodowej mistrza, który nadał rozpęd jej karierze, występowała w Niemczech. A potem skradło ją Hollywood i stała się wielką gwiazdą. Ten ostatni etap jest jeszcze przede mną - śmieje się Natasza.

Zostać sikorką

Na początku tego roku na scenie Buffo świętowała swoją artystyczną osiemnastkę. - Pamiętam, jak tu przyszła. Była bardzo nieśmiałą dziewczynką. Pojawiła się u nas zaledwie dwa tygodnie przed premierą "Grosika 2", więc dostała najgorsze kostiumy. Jedną z sukienek, do ziemi, bardzo wąską, nazwała "dżdżownicą", bo ciężko było w czymś takim tańczyć. Ale ona nie marudziła tak jak inne dziewczyny. Miała ugodową naturę i tak jest do dziś. Chciałaby, żeby wszyscy byli zadowoleni, jej interes jest na drugim miejscu - wspomina Agnieszka Komornicka. - Zawsze była ambitna, ale nie pcha się do przodu. Czeka na swoją kolej, aż ktoś ją zauważy i doceni. Jednak taka subtelność nie zawsze w życiu pomaga.

W Buffo Urbańskiej wcale nie było łatwo się przebić. Tańczyła w ostatnim rzędzie, a chciała stać w pierwszym i na dodatek jeszcze śpiewać. Ale jedyną osobą, która mogła łączyć te czynności, był Janusz Józefowicz.

- Usłyszałam od niego: "Śpiewasz najgorzej z sikorek (tak w Buffo nazywa się wokalistki, tancerki to tzw. małpki - red.), ale tańczysz całkiem nieźle. Jeśli będziesz próbowała robić jedno i drugie, zapewne skończy się to tym że zostaniesz średnią tancerką i jeszcze bardziej średnią wokalistką, a wtedy wyrzucę cię z zespołu. A więc, dziewczyno, już lepiej tańcz" - wspomina Urbańska. Ale nie poddała się, stwierdziła: "Skoro on może, to czemu nie ja?". W końcu, po sześciu latach, dostała swoją szansę i zagrała główną rolę w "Metrze".

- To był przypadek, aktorce grającej Ankę głos odmówił posłuszeństwa, więc na próbie Janusz zapytał, czy któraś z nas zna jej kawałki. Jako jedyna podniosłam rękę. Ja, małpka! Myślałam, że wszystkie sikorki zabiją mnie wzrokiem - śmieje się Urbańska. Zagrała sześć spektakli, po czym Józefowicz zabrał jej rolę. Stwierdził, że nie robi wystarczających postępów.

- To był dla mnie potworny cios - przyznaje aktorka. Miała wtedy chwilę zwątpienia, zaczęła zastanawiać się, czy powinna wiązać swoją przyszłość z teatrem. Zdała nawet na studia i poszła na anglistykę, żeby mieć plan B. Ale szybko się otrząsnęła i po raz kolejny stwierdziła, że nie podda się tak łatwo. Dziś podlicza, że zaśpiewała na scenie Buffo ponad 120 muzycznych hitów.

Za ciasny kostium

Jest przyzwyczajona do ciężkiej pracy, bo jako dziecko trenowała gimnastykę artystyczną. Została mistrzynią Warszawy, a w Polsce była trzecia. - Lata ciężkich ćwiczeń, aż na granicy bólu, bardzo ją zahartowały. Nauczyły dyscypliny oraz dały świadomość tego, że jeśli chce się w życiu coś osiągnąć, to trzeba włożyć w to dużo pracy - mówi Zofia Urbańska. Jej córka miała siedem lat, kiedy przyszła ze szkoły i powiedziała, że "jakieś panie z Legii" chcą, żeby została gimnastyczką. Nie wierzyła, dopóki nie dostała od nich oficjalnego listu. Nic dziwnego, bo Natasza, jak sama zresztą przyznaje, nie umiała nawet dobrze skakać na skakance. Ciągle się wywracała. Nauka jazdy na rowerze też zajęła jej dużo czasu. Dlatego kariera sportowa była zaskoczeniem dla całej rodziny.

- Ja całe dnie spędzałam na osiedlowym podwórku, miałam tam mnóstwo przyjaciół, a Natasza dzieliła czas między szkołę i salę gimnastyczną. A że była ambitna, to w obu dziedzinach osiągała świetne wyniki. Nigdy się nie buntowała, że nie ma wolnej chwili, była bardzo zaangażowana w to, co robi. Być może dlatego, że nie znała innego świata, za którym mogłaby tęsknić - mówi Magdalena Kamińska, siostra Nataszy. - To była dla mnie niezła szkoła życia. Wycieńczająca, ale dzięki temu dzisiaj nie boję się wyzwań i porażek. Potknięcia tylko sprawiają, że się podnoszę, otrzepuję i idę dalej, myśląc: "Następnym razem się uda" - stwierdza sama Urbańska.

Dlaczego zatem zrezygnowała z gimnastyki, chociaż wcześniej marzyła o występie na olimpiadzie? - Zaczęłam dojrzewać szybciej niż inne dziewczynki. W wieku 13 lat nabrałam kobiecych kształtów i wstydziłam się występować w kostiumie. Paraliżował mnie wstyd, gdy wychodziłam na matę - opowiada Natasza. - Poza tym uświadomiłam sobie, że nie jestem stworzona do rywalizacji. Uwielbiałam ciężko trenować, ale nie chciałam wiecznie udowadniać, że jestem od kogoś lepsza.

Dowiedz się więcej na temat: Natasza Urbańska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama