Przejdź na stronę główną Interia.pl

Co z tego, że lato odeszło - część II

W 2005 roku dostała nagrodę na festiwalu w Gdyni. Nie odebrała jej, bo w tym czasie prowadziła medytacje. Wybrałam dzisiejsze życie - tłumaczy. - I choć ludzie stukali się w głowę, nigdy tego nie żałowałam.

Mój chłopak

Reklama

Mężczyzn było wielu. Z ostatnim mężem - Andrzejem - aktorka jest od 35 lat. W młodości byłam permanentnie zakochana - przyznaje. Szukała miłości i jednocześnie przed nią uciekała: "Po co komu stabilizacja", mówiła partnerom. Choć nie każdemu. Po raz pierwszy wychodzi za mąż po maturze. Żeby wejść w dorosłość, wyprowadzić się z domu. Niechętnie wraca do tych czasów, wyznając jedynie: błędnie wierzyłam, że to miłość na całe życie. Podobnie myśli, zakochując się w Andrzeju Żuławskim. Dla niego zmienia się, nagina, wciąż próbuje zasłużyć na miłość, akceptację. Kolejne rozczarowanie i rozstanie.

Aż wreszcie zjawia się Andrzej Krajewski. - Człowiek spoza środowiska - opowiada przyjaciółka Halina Golanko. - Wiadomo było niewiele: że tłumaczy literaturę skandynawską, że studiował filozofię w Warszawie i Sztokholmie, gdzie wyjechał w 1963 roku. Że jest hipisem, który kolorową furgonetką jeździ na Wschód - do Afganistanu, Pakistanu, Indii. I że Małgosia jest nieprzytomna z miłości - wspomina Halina. Wśród znajomych krąży anegdota: 30 lat temu Małgorzata opowiada przyjaciołom o Andrzeju: "On ma w sobie taką duchowość, jest przystojny. I te błękitne oczy". A to przecież nieprawda. Ma brązowe. Tylko na drewniakach, które włożył na spotkanie, namalowane były wielkie niebieskie oczy. I one zapadają w pamięć Małgosi. Dziś już nie jest zakochana. - I dobrze - twierdzi. - Zakochanie to stan iluzji, idealizowania. Znam wady męża. Nie jestem zakochana, tylko kocham. Wciąż łapię się na tym, że myślę o nim: mój chłopak. Kiedy zaczynaliśmy być razem, powtarzaliśmy: "Być może nasze drogi się rozejdą". Teraz trudno mi sobie wyobrazić, że nie będziemy razem. Mąż - jak mój ojciec - jest silny i charyzmatyczny. To pierwszy mężczyzna, który mnie nie zmienia, bo nie jestem "wystarczająco dobra". Dla Małgorzaty to ważne. Miała poczucie, że przez pierwsze trzydzieści lat życia wszyscy chcieli ją zmieniać.

Ja kontra okruchy

Niemra! Gestapówka! - dzieci w podstawówce dokuczały Małgorzacie, bo była protestantką, bo miała niemiecko brzmiące nazwisko. - Znowu była "nie taka". Matka, gorliwa ewangeliczka, prowadząc swoją małą wojnę religijną, zabrania córce chodzić na religię. Małgosia po kryjomu wymyka się na katechezę, żeby dzieci jej nie dokuczały. Gdy dorasta, zaczyna się buntować. Ojciec ruga ją za spóźnienie, za strój, za kłamstwo. Władysław Braunek, przed wojną rotmistrz 15. Pułku Ułanów, krótko trzyma córkę. - Ale to dzięki niemu zostałam aktorką - mówi Małgorzata. Gdyby nie wybrał kariery wojskowej, na pewno byłby dyrektorem teatru. Swoje marzenia spełniał jeszcze w oflagu, gdzie wystawiał spektakle, potem wspierał moje "popisy". Najgłośniej klaskał na konkursach recytatorskich, pomagał urządzać domowe spektakle, mawiał: "Kitku, jesteś świetna", gdy paradowałam po domu na obcasach, w kapeluszu i wpychałam pod bluzkę skarpetki, które udawały biust - przebierałam się za mamę albo za Sophię Loren.

Tata nie doczekał mojego debiutu, zmarł na zawał, gdy miałam 16 lat. Szkoda, lubił we mnie tę komediantkę. Mama - nie od początku. Była redaktorką w wydawnictwie i marzyła, żebym została lekarzem. "Mnie przez wojnę się nie udało", mawiała. Kochała mnie, jestem pewna, ale jako osoba zasadnicza i powściągliwa nigdy tego nie okazywała. Pamiętam, jak domagałam się jej uwagi. Taka scena: wracam do domu. "Mamo, chcę ci coś ważnego powiedzieć", zaczynam. Siadamy przy stole, nagle w środku zdania w stylu "chyba się zakochałam" mama schyla się i oburzona podnosi okruch z wykładziny. "No popatrz, znowu brudno!". "Paproch nie może być ważniejszy ode mnie!", krzyczę ja. W takich chwilach czułam się odrzucona. Ale rodzice wybrali taki model wychowania - opowiada Małgorzata. - Nakazy i zakazy. Mama z góry mówiła "nie". Jednocześnie kilka lat temu odchodząc, uczyniła najpiękniejsze wyznanie, zwracając się do pastora: "Proszę podziękować Małgosi za miłość, którą okazuje mi całe życie". Na pewno mimo swego zasadniczego charakteru pogodziła się w końcu z moimi wyborami - aktorstwem, buddyzmem, decyzjami miłosnymi. Zaakceptowała mnie też jako matkę. Inną niż ona.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje