Zmienny kierunek jazdy
Dawid Woliński szybko przekonał się, że świat mody bywa zakłamany i nie bez powodu nazywany jest targowiskiem próżności. Kiedy kończył kolejne studia w warszawskiej Szkole Projektowania Ubioru i Kostiumu Filmowego, zaczął tworzyć pierwsze kolekcje. Pracował jako stylista w lifestylowych magazynach. Dużo zarabiał i przyznaje, że na początku dał się uwieść blichtrowi. Fascynowali go wielcy projektanci, latał do Paryża, robił zakupy w drogich butikach, poznawał świat mody. Gdy zrozumiał prawa, jakie rządzą pismami, które kiedyś przeglądał z wielką atencją, przeżył silne rozczarowanie.
- Liczą się układy i pieniądze, a wcale nie chodzi o nowe, fascynujące trendy - mówi Woliński. - Za kulisami toczą się głównie rozmowy o reklamach. Zamiast talentu ważniejsze są tupet i siła przebicia. Można powiedzieć, że moda bywa w jakimś stopniu fałszem i projektant sprzedaje marzenia, ale powinien też zajmować się kreacją i sztuką, a nie biznesem. U Wolińskiego ubierają się gwiazdy kina, dziennikarstwa, zagraniczne sławy: Paris Hilton, Nicole Ritchie czy gwiazda burleski Dita von Teese. Tę ostatnią projektant poznał w Polsce, gdy przyjechała na sesję. Oprowadzał ją po Warszawie, choć Dita wydaje się uosobieniem kreacji, sztuczności, okazała się fantastyczną dziewczyną.
- Dita zjadła pierogi i tony ciasteczek, jest bezpośrednia i szybko się zaprzyjaźniliśmy - opowiada Woliński. - Później zaprosiła mnie do współpracy. Jest profesjonalna, nie kaprysi, sama się maluje do sesji. Byłem świadkiem, gdy pracowała, mając bardzo wysoką gorączkę. Wydaje mi się, że w gazetach i magazynach tworzy się nieprawdziwy obraz gwiazd. To, co widzimy, to tylko opakowanie, postaci wykreowane na potrzebę rynku. Tymczasem gdy się je poznaje, okazuje się, że to normalni ludzie zainteresowani światem, szukający kontaktu z drugim człowiekiem, czasem bardzo samotni.
Znajdziesz ją w sercu
Krytycy zamykają Szymona Hołownię w szufladce "publicysta katolicki", nazywają kaznodzieją w amerykańskim stylu. Często przyjmuje zaproszenia do telewizji, znanych talk-show. Ma naturę wojownika, jeśli on nie pójdzie, zaproszą kogo innego, kto sprzeda swoją prawdę i powie, że katolicy boją się rozmawiać. - Zarzucają mi moralizatorstwo, ale ja tak nie uważam - mówi Hołownia. - Chcę tylko wyjaśniać rzeczy, które mnie interesują, pokazać w prawdziwym świetle. Daleki jestem od tego, aby zmieniać czyjeś postępowanie, wpływać na decyzję o nawróceniu. W Religia.tv Szymon Hołownia prowadzi program "Ludzie na walizkach", w którym rozmawia o bólu, śmierci. Ten pomysł powstał na kanwie jego książki. Sam przekonał się, że cierpienie ma tysiące odcieni, a jednak można starać się zawsze znaleźć w nim nadzieję.
- Rozmawiam z ludźmi, którzy go doświadczyli i mogą coś mądrego powiedzieć - opowiada. - Świat cierpiących potrzebuje też pomocy innych. Trudne rozmowy wskazują, że choroba, ból są składowymi częściami życia. Na co dzień płyniemy z nurtem, ale w momencie gdy zderzamy się z cierpieniem, musimy znaleźć twardy punkt odniesienia, zmienić kierunek jazdy, prędkość. Nie należy go szukać, ale gdy nas dogania, to jedyne co możemy zrobić. Cierpienie wbrew temu, co mówią ludowe mądrości, nie jest wyłączną metodą dojrzewania człowieka. Każdy z nas najprawdopodobniej będzie miał okazję się z nim zmierzyć i dostanie szansę, żeby odkryć kawał prawdy o sobie i świecie. Po takim doświadczeniu optyka zmienia się czasem na zawsze. - Zdarza się, że w sztuce kreujemy prawdę na swój sposób, pokazujemy jej odcienie, ale najważniejszy jest odbiorca. To on ją weryfikuje - mówi Kidawa-Błoński.
- Często może być wyrażona przez metaforę. Artysta tworzy sugestywne obrazy, czasem podkolorowane, wszystko po to, aby przekaz był prawdziwy. - Wydawać się może, że prawda w teatrze to oksymoron - mówi Grzegorz Małecki. - Sztuka w swoim założeniu jest bowiem świadomym tworzeniem nieprawdy. Ale paradoks polega na tym, że w tej wymyślonej formie ważne jest znalezienie takiego sposobu wyrazu, aby widz podczas przedstawienia poczuł i uwierzył, że coś się dzieje rzeczywiście, tu i teraz. On ma sztukę przeżywać, a pewien rodzaj kłamstwa, nad którym pracujemy, powinien w nim wzbudzić prawdziwe emocje. Drażni mnie, że coraz częściej dzisiejszą sztukę rozumieją tylko sami twórcy i przeżywają ją bardziej niż widzowie. To dla mnie fuszerka i oszustwo. Ludzie przychodzą do teatru, kina i tak naprawdę boją się powiedzieć, że król jest nagi. \
Małecki długo pracował nad konstrukcją roli Edka w "Tangu" Mrożka. - Lubię go grać: niejednoznaczny i nie wiadomo, co myśli. Starałem się go uwspółcześnić. Najbardziej kojarzył mi się z parweniuszem, którego wszyscy obrażają, a po nim to spływa. W końcu jednak nadchodzi jego czas i deklaruje: "Teraz wy będziecie słuchać mnie". Budowanie postaci to sprawa intymna. Małeckiemu podoba się stwierdzenie jednej z koleżanek, która nazwała aktorstwo legalną schizofrenią.
- Wchodzenie w rolę to rodzaj kompromisu między sobą a daną postacią - wyjaśnia aktor. - Granie morderców, złodziei, tworzenie złożonych postaci wymaga od nas intensywnej pracy wewnętrznej i jestem przekonany, że często ma wpływ na nasze życie, niejednokrotnie pozwala nam odkryć obszary do tej pory całkowicie nieznane, o jakie siebie nie podejrzewamy. Sztuka z założenia jest tworzeniem fikcji, rodzajem kłamstwa, w które odbiorca ma uwierzyć. To takie szukanie prawdy przez kłamstwo. Prawda sama w sobie jest nudna: czarna lub biała, a kłamstwo zawsze kolorowe. W sztuce inaczej niż w życiu - nieważne, żeby było prawdziwie, ważne, żeby było ciekawie.
Monika Głuska-Bagan
PANI 05/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Reportaże
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Dowiedz się, co los przygotował dla osób spod Twego... więcej
Reklama
Wasze komentarze (17)
-
31.03.2011 (14:15)
-
30.05.2010 (22:32)pomimo to co bylo i nie ma tych kartek i td co npisales to i tak nie ma swobody jest komuna w polsce i rezim jak w rosji
-
-
30.05.2010 (21:15)A to odkrycie!
Jest jeszcze kilka takich dziedzin życia.Z Zawodem Babci klozetowej włacznie -
30.05.2010 (20:34)własnie ja sie nie zgodzę z tym co piszecie....po wizycie w UK stwierdzam że w Polsce właśnie wciąż panuje jakiś minimalny komunizm. Widać to w podejściu sprzedających w niektórych sklepach że z łaską cię obsługują. Już nie wspomnę o univerku na którym jestem. Zapyziałość do granic możliwości....także najpierw kupcie bilet np. na wyspy..pożyjcie chwilę i wróćcie....zapewniam że wasz pogląd na świat ulegnie zmianie. bo dobrze sie ocenia jak się na pupce w jednym miejscu siedzi i nie ma sie porównania.
-
30.05.2010 (18:23)Kolega Wolański TO Największy Narcyz na Świecie, jest tak chłopak zapatrzony w siebie że świata poza własnym ego nie widzi...więc ja się pytam skąd chłopak ten może wiedzieć jaki jest świat??chłopak się nie wygłupiaj tylko czesz grzywę Hehe













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli