W rytmie serca
Gdzie można znaleźć serce? W dawnych piosenkach – mówi Anna Dereszowska. W kontaktach z niepełnosprawnymi – przekonuje Anna Dymna. – W klatce piersiowej – stwierdza kardiochirurg, profesor Andrzej Bochenek.
Anna Dymna:
Wiele ważnych spraw nam umyka, dlatego że życie przyspieszyło. Nie potrafimy się komunikować, choć mamy tyle możliwości. Ludzie oddalają się od siebie pomimo Internetu, komórek i faksu. Coraz trudniej o zaufanie. A przecież nasze serca tak bardzo potrzebują drugiego człowieka.
Marzą, żebyśmy potrafili się czasem zatrzymać, popatrzeć komuś w oczy, uśmiechnąć się, uścisnąć rękę. Wiem to od moich podopiecznych. Oni pokazują mi, co naprawdę jest w życiu ważne. Nie umieją udawać, kalkulować. Ograniczeni umysłowo, wszystkiego dotykają sercem. Mają rozwiniętą intuicję i inteligencję emocjonalną. Gdy chcą coś powiedzieć - mówią, gdy chcą się przytulić - przytulają się. Wiele się od nich uczę.
W Radwanowicach z moimi podopiecznymi czuję się naprawdę szczęśliwa. Lubią mnie za to, że po prostu z nimi jestem. Sercu nie sprzyja pośpiech, a my zmuszamy je, żeby pracowało na za szybkich obrotach. Widzę to po sobie: biegam jak szalona - próby w teatrze, zajęcia ze studentami, salony poezji, program "Spotkajmy się", no i fundacja "Mimo wszystko", wyjazdy, rozmowy, spotkania. A w domu remont, dziś ugotuję pracownikom pomidorową, żeby im się milej pracowało, i jeszcze kota trzeba zawieźć do weterynarza.
Mam swoje sposoby, by uspokajać zmęczone "dymne serce". Nauczyłam się zatrzymywać w tym pędzie. Robię przetwory domowe, nalewki, lepię aniołki z masy solnej. Udało mi się stworzyć 33 salony poezji w kraju i za granicą. Od dziesięciu lat w niedzielne przedpołudnia przychodzą ludzie (wstęp wolny) i słuchają liryki. Aktorzy czytają, muzycy grają, czas staje w miejscu.
Poezja jest znakomitą terapią dla serca, powinna być zalecana przez lekarzy. Przybywają tłumy i udaje się na chwilę wyciszyć emocje, posłuchać słów, które leczą, a nie ranią. Rozmawiamy o sercu, o miłości, to będę mówić o tym, co kocham.
Gdy byłam młodą, zgrabną, pełną wdzięku amantką, zdrową i silną, nie zastanawiałam się nad tym, czy jestem szczęśliwa. Potem los zaczął mnie doświadczać. Śmiercią bliskich, wypadkami samochodowymi, pożarem domu, w którym straciłam wszystko. Nie, nie wszystko (Anna Dymna otwiera małą czarną torebkę i wyjmuje kamień). Na pogorzelisku szukałam tylko tego i znalazłam. Zwykły kamień z Wisły, dostałam go od pierwszego męża Wieśka Dymnego (aktor, poeta, współtwórca Piwnicy pod Baranami, zmarł w 1978 r. - przyp. red.), nigdy się z nim nie rozstaję...
Wiesio wiele mnie nauczył, ukształtował, do tej pory jak coś robię, to myślę, co on by powiedział. Szekspir pisał, że miłość jest wieczna i mocniejsza od śmierci, coś w tym chyba jest. Miłości uczyłam się od wielu ludzi i nadal się uczę. Najważniejsza jest miłość do życia. To przekazali mi rodzice i choć odeszli, nadal są dla mnie największymi autorytetami.
Miałam szczęście, że byłam tak wychowana. Pokazali mi, jak kochać ludzi, zwierzęta, rośliny, zachwycać się wszystkim wokoło. Mama nikogo nie zostawiła bez pomocy. Szła ulicą, zobaczyła, że pijak leży koło śmietnika, nie mówiła, że śmierdzi, tylko pytała, czy nie trzeba pomóc, bo to człowiek. Pomaganie jest dla mnie oczywiste tak jak oddychanie. Zwykły odruch. Przykre, że jak człowiek robi coś dobrego, to albo wydaje się to bardzo podejrzane, albo od razu traktuje się go jak anioła czy Matkę Boską, a przecież to najnormalniejsza rzecz pod słońcem.
Czasem ludzie zadają mi pytanie, dlaczego pomagam. Nie potrafię odpowiedzieć. Za to wiem, że nie przeżyłam ani jednego dnia bez miłości. Tak, żebym nie czuła się kochana i sama nie kochała. Myślę, że umrę szczęśliwa. Nie popadam w zgorzknienie, nie boleję nad tym, co straciłam, tylko rozglądam się i widzę mnóstwo powodów do radości: słońce świeci, pogłaszczę kota, zobaczę błysk w czyichś oczach.
Lekiem na serce jest też pasja. Uważam się za szczęśliwą osobę, bo kocham swój zawód, choć jest niewdzięczny, czasem okrutny. Stojąc na scenie, wciąż zdaję egzamin. Starzeję się publicznie, wystawiam na pokaz swoje przemijanie. Ale gdy gram, moje serce może zapomnieć choć na chwilę o wszystkich problemach czy tragediach, których codziennie dotykam.
Moją miłością są też ludzie, z którymi pracowałam, reżyserzy: Wajda, Swinarski, Grzegorzewski, Jarocki, Hoffman. Gdybym ich nie spotkała, to nie byłabym taka, jaka jestem. I oczywiście moi koledzy. To są, bez przesady, najbliżsi mi ludzie, nie wyliczę wszystkich.
Debiutowałam u boku Jurka Bińczyckiego, którego kochałam. Był moim ojcem, mężem, kochankiem, bratem... mówię o rolach, oczywiście, bo sporo razem graliśmy. Ludziom czasem to się mieszało. Raz usłyszałam rozmowę dwóch pań: "Patrz, to Dymna, kochanka tego Bińczyckiego". "Jaka kochanka?! Przecież ona jest jego córką". Z Jurkiem się przyjaźniliśmy, uwielbiałam z nim rozmawiać, na przykład o roślinach, ale potrafiliśmy też godzinami siedzieć i milczeć. Pamiętam, jak powiedział: "Ania, zasadziłem u siebie w ogrodzie coś takiego, co muchy je. Nazwałem go Azorek". Rosiczkę sobie sprawił. Oboje interesowaliśmy się przyrodą, na planie filmowym wstawaliśmy o piątej rano i przed zdjęciami szliśmy na grzyby.
Myślę, że te wszystkie miłości w życiu gdzieś się łączą i potęgują. Jesteśmy dzięki nim silniejsi i mamy czym dzielić się z innymi.
Artykuł pochodzi z kategorii: Reportaże
-
Wasze komentarze
Polecamy
Reklama
Wasze komentarze (63)
-
23.03 (22:35)
-
23.03 (22:34)~teklaHipokryzja , hienstwo , upodobanie do rzadzenia ,oto cechy tej niby cudownej kobiety .No tak z ekstremum do ekstremum od meza alkocholika , do dyurektora teatru Slowackiego w Krakowie granie na scenie slowaka albo sterego .Kumoterstwo z Dyrektorem Starego daje mozliwosci poszalenia a jak sie jest dyrektorowa to na deskach Slowaka sie chasa .Domek w Rzasce ? za co za przechlane pieniadze z Dymnym i spalil na wlasnym materacu w domu bo pet mu wypadl kiedu usnal uwalony ? i zmanierowana mina ,gesty na starym kleparzu w krakowie podczas kupowania marchwi POKAZOWKA...jestem dymna patrzcie na mnie , to ja gwiazda ... OTO CALA pani DYMNA!!! Ta kobieta nie ma grosz szacunku dla siebie i dla ludzi .Droga Teklo skontaktuj sie pilnie z dobrym weterynarzem i popros zeby ci wycial ten zmijny jad bo sie sama nim udusisz. Musisz byc bardzo podlym czlowiekiem zeby takie podlosci wypisywac. Psychiatra tez ci sie przyda. Lecz sie dziecinko lecz bo tyle w tobie nienawisci i podlosci, ze az starch czytac twoje wypociny.
-
-
23.03 (22:30)~teklaHipokryzja , hienstwo , upodobanie do rzadzenia ,oto cechy tej niby cudownej kobiety .No tak z ekstremum do ekstremum od meza alkocholika , do dyurektora teatru Slowackiego w Krakowie granie na scenie slowaka albo sterego .Kumoterstwo z Dyrektorem Starego daje mozliwosci poszalenia a jak sie jest dyrektorowa to na deskach Slowaka sie chasa .Domek w Rzasce ? za co za przechlane pieniadze z Dymnym i spalil na wlasnym materacu w domu bo pet mu wypadl kiedu usnal uwalony ? i zmanierowana mina ,gesty na starym kleparzu w krakowie podczas kupowania marchwi POKAZOWKA...jestem dymna patrzcie na mnie , to ja gwiazda ... OTO CALA pani DYMNA!!! Ta kobieta nie ma grosz szacunku dla siebie i dla ludzi .
-
21.03 (23:00)Mam ogromny szacunek do Pani Anny Dymnej.
Jest świetną aktorką i wspaniałym człowiekiem.
Marzę od dawna o spotkaniu z nią .Choć nigdy jej nie spotkałam ,wiem że jest moją bratnią duszą.Kieruję się podobnymi wartościami jak Ona,choć to takie nie modne...Starzeć trzeba się z godnością .Pani Ania to potrafi.
Pozdrawiam Ją serdecznie i życzę dużo zdrowia. -
21.03 (18:13)Moze pani Anna wcale nie chce byc szczupla i zakladac innych ubran?! Moze udawanie amantki w wieku 40 lat lub wiecej jestvzwyczajnie smieszne. Jestem szczupla, mam 37 lat, jestem zadbana kobieta ale wszyzstkie te celebrytki i wzorujace sie na nich "zwykle" kobiety sa zalosne. Jakie wartosci wnosza do naszego zycia diety, botox i ciagla pogon za mlodoscia?! Nie mozna udawac majac 55 lat ze jest sie na tym samym etapie zycia co 30 latka. Waga, rozmiar czy zmarszczki badz ubrania nie maja tu nic do rzeczy! Pani Aniu! Duzo zdrowia i tak trzymac!











Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli