Strefa taty
Magda i Robert, czterdziestolatkowie. Humanistka i inżynier z Krakowa. Mają czternastoletniego syna, który uczy się w liceum społecznym.
Nie moja planeta
– Mag, jutro bilans, pamiętasz? Odwołałaś korepetycje, czy ja mam wrócić wcześniej z pracy? – pyta Robert znad śniadania. Magda szuka w pamięci: bilans, jaki bilans?! – Lekarka prosiła, żeby ktoś z nas był koniecznie, nie może badać dziecka bez obecności rodzica... – Robert połyka kanapkę. Magda olśniona: – Bilans czternastolatka w przychodni! Jak to możliwe, że wyleciało mi z głowy! – strofuje się. Blefuje, że odwołała korepetycje, zrobi to dziś. Robert już ma wychodzić, kiedy w drzwiach kuchni staje zaspany Alek.
– Po południu jadę do śródmieścia. Chciałeś kupić conversy, zabierzesz się? A może ja ci kupię? Numer czterdzieści dwa, skóra, nie zamsz, tak? Zadzwoń, jak się zdecydujesz – rzuca i już go nie ma. – Ma multiorientację – śmieje się Magda. Robert nie jest ojcem od święta i za to Magda go kocha.
Przepis ojca
Mąka, olej, jajka, cukier, marchewki. – Marchewki? Jesteś pewien? – powątpiewa Alek. Robert podsuwa mu pod nos kartkę z przepisem. – To jest ultrafajne marchewkowe ciasto receptury babci Szwagroszczakowej. Kapujesz? Nie może się nie udać – tłumaczy. – A kto to jest ta babcia? – pyta Alek. Robert wzrusza ramionami: – Pojęcia nie mam. Przepis jest od wujka Ryśka, on to robił ostatnio z twoim kuzynem i się udało. To my też możemy, prawda? Proszę bardzo, ty skrobiesz marchewy – dyryguje Robert. – Wcześniej nigdy nie gotował – opowiada Magda. – Rozumiałam: chce udowodnić Ryśkowi, swojemu bratu, że nie jest gorszy. Ale że wkręcił w to Alka? On nie znosi gotowania, włożenie pizzy do mikrofalówki to szczyt jego możliwości – mówi. Ciasto nie wyszło.
– Czarny placek na wysokość centymetra. Śmialiśmy się wszyscy. Myślałam: oto finał ich wspólnego gotowania. Myliłam się. Robert się zawziął. A Alek z nim! Kurczak w miodzie – jeszcze porażka, ale już zapiekanka z makaronem – prawie dobrze. Przy gołąbkach oddałam im honor, rewelacja. I moja myśl: cholera, ja nie potrafiłam zachęcić Alka, a Robertowi się udało. Czułam ukłucie igiełki. Co to było? Może obawa, że zajęli w duecie kawałek przestrzeni, gdzie rządziłam tylko ja? Z drugiej strony – ekstra. Przynajmniej raz w tygodniu kolację robią chłopcy – podsumowuje Magda. I dodaje: – Wczoraj były racuchy. Przy smażeniu Alek oparzył się tłuszczem. Lekko. Ale w nocy widziałam, jak Robert wszedł do jego pokoju i ukradkiem obejrzał dłoń syna. To było ładne.
Nie dzwoń do nas
– Woda zamarzła w rurach – Robert patrzy na Alka. Mają jechać na narty we dwóch. Pod Krynicę, do domu przyjaciół, którego pilnują sąsiedzi. Właśnie dzwonili, awaria. – Uruchomienie ogrzewania zajmie wam więcej czasu niż jazda na nartach – mówi Magda. Alek dokłada jeszcze jeden sweter do plecaka. – Chyba nie zrezygnujemy, tato? Jedźmy – prosi Alek. Pakują ostatnie rzeczy. Po pięciu godzinach są na miejscu. – Postanowiłam: skoro to ich wyprawa, będę dzwonić najrzadziej, jak się da. Ale nie mogłam wytrzymać: czy jest bardzo zimno, czy dadzą radę uruchomić piec, czy zrobili sobie coś ciepłego do picia. W końcu usłyszałam od Roberta: zrelaksuj się, nalej sobie wina, przecież sobie poradzimy.
Na pewno? Przecież Alek ma alergię, która nasila się przy przeziębieniu. Tylko ja umiem rozpoznać pierwsze objawy. Chyba tylko ja. Może zadzwonię znowu? – biłam się z myślami. Oczywiście wszystko poszło dobrze – nie marzli, wyjeździli się za wszystkie czasy. Ja? Drugiego wieczoru zaprosiłam dwie przyjaciółki, ugotowałyśmy paellę, gadałyśmy do nocy. Było miło. Opcja „mama ma wolne” nawet mi się spodobała – śmieje się Magda.
Kilka dni temu, sobota, ósma rano. Robert budzi Alka. – Stary, do roboty, dziś twoja kolej mycia samochodu, za godzinę musi być czysty, potrzebuję go. Alek naciąga kołdrę na głowę. – Leser, śpioch, maruda – żartuje Robert i ciągnie syna za nogę. Na razie odpuszcza, idzie do kuchni na kawę. – Dałbyś mu spokój – mruczy Magda. – Jest zimno, mży. – Nie rozpieszczaj go. Trzeba kochać i wymagać – śmieje się Robert. – To wiosenny deszczyk. Przecież nie wygonię go na zawieruchę. Czy ja nie wiem, że mu się zaraz alergia odezwie?
Agnieszka Litorowicz-Siegert
Twój STYL 06/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Reportaże
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Zajadam truskawki sobie:))))) Pycha... Zadzwoniłam do... więcej
Reklama
Wasze komentarze (29)
-
12.06.2010 (06:58)Wielka szkoda , że to nie pan rodził, tylko poszedł sobie popatrzeć jak to się odbywa. Te porody rodzinne to jakaś masakra odmałpowana oczywiscie od amerykanów.
-
12.06.2010 (00:16)Dobrze, ze sie nie poddajesz...
Widac od razu, ze potrzebujesz sie wygadac o swoich problemach.
Niby chlodno i oschle opisujesz sytuacje, wrecz z perspektywy trzeciej osoby.
Przykro mi. Walcz, do zwyciestwa. -
-
11.06.2010 (22:25)~starzecModel ojca sprzed 30. lat: wzór męskości mający swój świat, na wejście do którego trzeba zasłużyć. Wiedza-twardość-jaja. Szacunek ze strony dzieci. Model ojca obecnie: osobnik udający drugą mamusię, rozpieszczający swoje dzieci, zabiegający o to, by być dla nich "partnerem do rozmowy". Ignorancja-nijakość-bezjajeczność. Zero szacunku ze strony dzieci - co akurat nie dziwi.
-
11.06.2010 (20:46)Syn ma miec miejsce w rodzinie .. pomagac mamie .. zatrzymac w domu na razie moze go ojciec ale musi sie porozumiec z synem niestety to wyzwanie dla ojca musi zaczac z nim grac uczyc go myslec by byc dla syna autorytem czeba wiedziec co robi na kompie ..gdy powiesz ze masz takie umiejetnosci jak on to moze da ci zastepstwo na grze ktora on uwaza za swoja i tam poznasz tego co twoj syn doswiadcza pamietaj ze gry sa wyznacznikiem dla mlodych psycholodzy odpadaja gra internetowa jest wazniejsza niz jedzenie i spanie ojciec musi tam byc z dzieckiem gdzie sa jego mażenia to wlasnie jest bajka na dobranoc nie zadne misie pysie i takie tam dzieci sa doroslejsze niz myslimy :)
-
11.06.2010 (20:36)dziecko bez madrego rodzica jest akazane na wlasne wybory dzieci nazlezy konsekwie uczyc konseksekcji nalezy tez ich uczyc wyborow i objasniac samo to ze jas czy malgosia maja wszystko nie wystarczy .. wypadek w sklepie dziecko za wszelke chce miec zabawke .. mam w domu wiele .. dziecko bedzie nekac .. prosty sposob wystawic przed sklep ..nie ch nie czuje ze ma wladze placzem oczywiscie monitorujemy dziecko ale niech zostanie samo ..zapewne uspokoi sie i samo poszuka rodzica ,, zalosne jest krzyczenie i nadmiar rozmowy z dziecmi nie nalezy tez dzieci traktowac jak doroslych dorosli ktorzy tak traktuja maja dorosle dzieci nic wiecej a dzieckiem psychicznym moze byc nawet 60 latek













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli