Przejdź na stronę główną Interia.pl

Słucham innych, robię swoje

Przyzwyczaili się już do tego, że budzą skrajne emocje. Nie próbują więc nikomu się przypodobać. Żyją według zasady: niech cię nie lubią, niech cię szanują.

Złagodniałem

Marcin Kydryński, dziennikarz muzyczny

Reklama

Krążą o nim legendy, że jest obcesowy i bezkompromisowy, że potrafi być nieprzyjemny, arogancki i że ma absolutnie w nosie, co myślą o nim inni.

Głos w słuchawce brzmi ciepło i przyjemnie. Kydryński grzecznie przeprasza, teraz nie może rozmawiać, je właśnie obiad, prosi o telefon za pół godziny. Serdeczny, dżentelmeński. Podobnie zachowuje się podczas spotkania. Nie wygląda na nieprzyjaznego. Ponoć w jednej z redakcji zrobił graficzce publiczną awanturę za to, że źle złożyła jego materiał o archeologii w Sudanie. Innym razem rzucał przedmiotami w radiową realizatorkę za błędy techniczne w jego programie. Niedawno spotkał się z jedną z redaktorek. Poprosiła, żeby zmienił swój tekst. Odpowiedział, że ten tekst, jego zdaniem, jest doskonały jak kompozycja Mozarta i nie wymaga żadnych poprawek. - Te dwie sytuacje różnią się jednak od siebie - uśmiecha się. - Kierowałem się przestrogą z Peer Gynta: "Letnich wyplują usta pana". Wolałem zaryzykować śmieszność, niż chodzić na kompromisy.

Kiedy prawie dwadzieścia lat temu robił swój pierwszy wywiad z amerykańskim saksofonistą jazzowym Branfordem Marsalisem, był wtedy na samym początku swojej zawodowej drogi, do głowy by mu nie przyszło, że tak bardzo zmieni się jego życie, zrobi tyle wspaniałych rzeczy. Założy własną firmę producencką, będzie znanym radiowcem, podróżnikiem, fotografem, a jego utwory muzyczne wykonają najwięksi mistrzowie: właśnie Branford Marsalis, Pat Metheny. - Mówiono, że to porywanie się z motyką na słońce, że takie projekty na pewno nie wyjdą. Nawet ja w to chwilami wątpiłem. Ale walczyłem. Należę do osób, które nie przyjmują "nie" za odpowiedź. Muszę być kilka razy wyrzucony oknem, żeby się poddać. Choć najchętniej i najskuteczniej walczę o innych, a nie o siebie.

Zawsze stał trochę z boku, nawet w czasach przed ślubem, gdy dużo bywał, prawdziwych przyjaciół miał najwyżej kilkoro. Nie lubił tłumów, nie miał w sobie potrzeby wspólnoty. Nie szukał zrozumienia u innych. Podążał swoją drogą. Dziś czasem ma wyrzuty sumienia z powodu własnego egoizmu. - Miałem dwadzieścia parę lat, gdy powiedziałem rodzicom: "Teraz będę wędrował po świecie".

Najpierw wyjechałem w podróż z Kairu do Kapsztadu, miesiącami nie dawałem znaku życia. Co ci moi rodzice musieli przeżywać? Ale zaakceptowali ten wybór, podobnie jak inne moje dziwne pomysły. Zawsze mnie ogromnie wspierali.

Dziesięć lat spędził właściwie poza Polską, wracał tylko na chwilę, nagrywał audycje na kolejne miesiące i znów wyjeżdżał. Ludzie go za to podziwiali. Ktoś mu kiedyś powiedział: "Twoje życie jest moim marzeniem". - To był czas wolności od wszystkiego, bezkompromisowości, może nawet pychy - opowiada. Z tamtego okresu pamięta tylko jedną krytykę, którą się przejął. Pracował wtedy w piśmie "Obserwator", tam publikował swoje recenzje muzyczne. Któregoś dnia zadzwonił do niego Ludwik Erhardt, znana postać, autorytet w dziedzinie muzyki. - Myślałem, że chce mi zaproponować posadę albo chociaż pochwalić moją twórczość, a on chciał mnie po prostu solidnie opieprzyć. To były jego słowa, świetnie pamiętam: "solidnie opieprzyć". Przeczytał jakiś mój artykuł i uznał, że to stek bzdur, dowód kompletnego braku profesjonalizmu. Miał oczywiście rację. Spotkaliśmy się na kawie w Bristolu. Byłem zdruzgotany i ogromnie wdzięczny za te słowa, za czas, jaki mi poświęcił.

Dziś Marcin Kydryński złagodniał. Z rozbawieniem wspomina pracę nad płytą "Siesta 4", autorską składanką ze światowych utworów muzycznych, jaką prezentuje w radiowej Trójce. - Chciałem, żeby na okładce był łabędź na śniegu, którego sfotografowałem przed laty. Na co moja graficzka powiedziała, że ona nie widzi w tym zdjęciu nic specjalnego, a kilka innych osób dodało, że ludzie pragną egzotyki.

Odpowiedziałem, że skoro chcą egzotyki, to niech ją dostaną. Pięć lat temu zmieniłbym współpracowników, ale łabędzia zostawił - przyznaje Kydryński. - Teraz stałem się bardziej spolegliwy, spokojny. Całe moje życie składa się z wątpliwości. Zaczynam zawsze od siebie. Jestem w tej chwili jednym wielkim znakiem zapytania. Liczę się ze zdaniem innych i potrzebuję ich akceptacji.

Co go zmieniło? - Oddziałuje na nas tak wiele czynników, z powodu których się zmieniamy, że nie potrafię wymienić tylko jednego. - mówi. - Mam rodzinę, jestem odpowiedzialny nie tylko za siebie. Mija czas. Już wiem, że w życiu nie ma mowy o absolutnej niezależności, bo wszyscy jesteśmy powiązani ze sobą w skomplikowany sposób. Niezależność to dzisiaj mit, puste przechwałki. Poza tym mogę teraz mówić, że jestem wolny od dyktatury proletariatu, ale kto wie, czy za rok albo dwa nie będę prosił o pracę w telewizyjnym show, bo inaczej ani ja, ani moi bliscy nie będziemy mieli szansy przetrwać.

Od kilkunastu lat nie ma w domu telewizora, rzadko czyta gazety. Nie bywa na bankietach, w klubach. Stoi z boku, lubi samotność. W wiejskim domu ćwiczy na saksofonie, żeby nikomu nie wadzić. W jednym pozostał taki sam - kompletnie nie obchodzi go, co ktoś mówi o jego prywatności. Bawią go plotki. Zdumiewa, ale już nie irytuje łatwość, z jaką nieznani mu ludzie oceniają i ferują wyroki.

Jedną z niewielu osób, z której zdaniem w sprawach prywatnych się liczy, jest żona Ania Jopek. - Podczas ostatnich wakacji, które od lat spędzamy w tym samym miejscu, powiedziała: "Marcin, jesteś nieznośny. Nikt nie może z tobą wytrzymać, zatruwasz wszystkim czas". Jak zawsze nie podniosła głosu nawet o ton, ale pomyślałem,że jeśli to mówi, ma rację i od tamtej pory uważnie wystawiam czułki, zależy mi na tym, żeby inni czuli się dobrze w moim towarzystwie. Kolejny dowód, że czasy pozornej niezależności minęły bezpowrotnie.To dla mnie dziś wartość najcenniejsza, ale i największa próba.

Katarzyna Troszczyńska

Przeczytaj drugą część artykułu

Przeczytaj trzecią część artykułu

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje