Serce bije dalej
Mirka: Mąż nie chciał brać wątroby do nieba
Siemianowice Śląskie pod Katowicami. Sześć lat temu Mirka oglądała z mężem i córkami telewizyjny reportaż o transplantacjach w warszawskim Szpitalu Dzieciątka Jezus. Nazajutrz przy obiedzie młodsza córka zapytała: "Mamo, oddałabyś moją wątrobę, gdyby mi się coś stało?". - Zaczynaliśmy właśnie drugie danie. Powiedziałam córce, że oddałabym. Bez wątroby kochałabym ją tak samo - wspomina Mirka. - Mąż włączył się do rozmowy: "Pamiętajcie, dziewczyny, jak coś mi się stanie, też oddajcie, co się da! Po co mi te klamoty po śmierci?" - opowiada Mirka. Ta scena stanęła jej przed oczami dwa lata później. Lekarz zapytał ją i córek: "Czy może pani mąż, czy może wasz tato rozmawiał z wami o tym, czy w razie śmierci chciałby..." .
Kilka dni wcześniej. 26 lipca 2007. Godzina 14.10 - o tej porze Andrzej wracał z pracy w kopalni. - Czasem niepokoiłam się, podchodziłam do okna. Tego dnia byłam spokojna - wspomina Mirka. Chwilę później pod oknem dzieci sąsiadów krzyczały, że Andrzej miał wypadek. Wybiegła z domu. Pogotowie już ruszało. "Jestem żoną, mogę jechać z wami?", prosiła sanitariuszy. Odmówili. - Wtedy jeszcze Andrzej był przytomny, rozmawiał z nimi. Gdy dotarłam do szpitala, już nie. Nie zdążyłam się pożegnać - wspomina. Nazajutrz usłyszała od lekarza: "Doszło do tego, czego najbardziej się obawialiśmy. Do śmierci mózgu".
Była ze mną teściowa, córka. Lekarz uścisnął nam dłonie, usiadł przy nas. Było jakoś rodzinnie, nieoficjalnie - wspomina Mirka. Usłyszała, że lekarze zrobili wszystko, ale że czasem natury nie da się oszukać. "Mąż oddycha, widziałyśmy", powiedziała. Anestezjolog pokazał zdjęcia tomograficzne, tłumaczył, czym jest śmierć mózgu. - Taka dziwna, bo przecież chory oddycha, jego serce bije. Trudno byłoby mi uwierzyć, gdyby nie to, że ufałam tym lekarzom - mówi Mirka. - Poprzedniego wieczoru, gdy wychodziłam ze szpitala, lekarka dyżurna powiedziała, że mogę dzwonić o każdej porze. Wydzwaniałam co dwie godziny całą noc. Zawsze ktoś odbierał telefon, wiedziałam, co dzieje się z mężem - wspomina. A potem była ta rozmowa, podczas której lekarz zapytał, jaki jej mąż miał pogląd w sprawie oddawania organów, "czy może kiedyś coś o tym wspominał?".
Mirka w milczeniu zerknęła na teściową. "To mój syn, ale twój mąż. Decyduj", usłyszała. - "Może panie chcą pobyć same. Porozmawiać. Wyjdę - zaproponował lekarz. - Nie trzeba, doktorze. Mąż by się zgodził" - szepnęła Mirka. - Pamiętałam tę rozmowę przy obiedzie. I ufałam temu lekarzowi, że zrobił wszystko, co było możliwe. A jednak nazajutrz w szpitalu, gdy nikt nie wiedział, wbiła mężowi igłę pod paznokieć, dotknęła palcem oka. Miała nadzieję, że na twarzy pojawi się grymas. Ale się nie pojawił. W noc poprzedzającą pobranie narządów Mirka czuwała z córkami przy mężu. Aż pielęgniarka dała znak, że czas się pożegnać. Mirka zobaczyła, jak córki całują ojca w stopy, szepczą: "Tato, nie odchodź".
Dzień przed pogrzebem Mirka w szpitalu odszukała lekarza, z którym rozmawiała. "Czy te osoby, które dostały narządy po moim mężu, żyją? Czy przeszczepy się udały?", zapytała. - Szukałam potwierdzenia, że to, co zrobiłam, miało sens - opowiada. "Tak, ale za wcześnie, by coś mówić. Odezwę się za jakiś czas. Dziękuję za to, co pani zrobiła", usłyszała. Gdy zamawiała przez internet mszę za spokój duszy Andrzeja, trafiła na wirtualną skrzynkę modlitewną. I post: "Dziękuję za modlitwy za Piotra, który ciężko zatruł się grzybami. Miał już przeszczep wątroby! Gosia". - Sprawdziłam datę. To dzień, w którym pobrano narządy Andrzeja - wspomina. Pisze maila do Gosi: "Proszę nie mówić Piotrowi o mnie. Chcę tylko wiedzieć, czy mój mąż był dawcą?". Podaje daty, grupę krwi, wiek. "Tak, to Pani mąż. Piotr żyje. Dziękuję Pani". - Do rozpaczy po śmierci Andrzeja dołączyła ulga - wspomina Mirka.
Dzień przed pogrzebem zalogowała się na konto męża na Naszej-klasie. Dopisała datę śmierci. "Andrzej był dobrym człowiekiem za życia. I nawet po śmierci podzielił się sobą", mówił ksiądz na pogrzebie. Nazajutrz plotki: "Ile Mirka dostała za wątrobę męża?". - Stałam na przystanku, za plecami ludzie szeptali, zerkali na mnie - wspomina. Córka usłyszała w szkole: "Sprzedałyście ojca?! Stąd macie kasę na iPoda i nowe dżinsy". Nie mogłam pojąć, skąd to okrucieństwo. Tłumaczyłam sobie, że się naczytali w internecie o handlu organami. Trudno było to znieść, ale nie wątpiłam, że dobrze zrobiłam - wspomina. - Pocieszałam córkę: "Nie przejmuj się tym, co gadają". Nie zauważyłam, że jest w głębokiej depresji - opowiada Mirka.
Córka trafiła do psychologa, Mirka chodziła na cmentarz. Nad grobem męża groziła: "Jak umrę, chowaj się za najgrubsze drzewo w raju! Jak mogłeś mnie z tym wszystkim zostawić?". Po kilku miesiącach terapii córka Mirki wyszła z depresji. Postanowiła zorganizować w szkole spotkanie o transplantacjach. Dziś nosi bransoletkę: "Nie zabieraj narządów do nieba". Jest dumna, że jej tata uratował komuś życie. Do Mirki odezwał się anestezjolog, który opiekował się po wypadku jej mężem. Usłyszała: - "Już mogę pani powiedzieć. Nerki pani męża dostały dwie kobiety, jedna z nich to 18-latka. A wątrobę... - Wątrobę dostał Piotr - przerwała Mirka. - Jest pani lepsza, niż Sherlock Holmes" - usłyszała, gdy wyjaśniła, skąd wie.
Lekarz namówił ją na zjazd osób po przeszczepach. - Zobaczyłam, z jaką wdzięcznością ci ludzie mówili o zmarłych, dzięki którym żyją. Opowiadali, jak każdego dnia chcą zrobić coś dobrego dla innych - wspomina Mirka. Na jednym z forów internetowych napisała do niej dziewczyna, która szukała chłopaka żyjącego z sercem jej brata: "Mama chce się przytulić do jego serca". - "Niech mama przytuli się do twojego serduszka - odpisałam. - Bije tym samym rytmem. A tego chłopca nie szukaj. Daj mu żyć". - wspomina Mirka. - Ja też nie szukam mężczyzny, który dostał wątrobę po mężu. Nie chcę dopatrywać się śladów Andrzeja w tamtym człowieku. Choć co dzień myślę o tych ludziach, którzy żyją dzięki mojemu mężowi. Czy są zdrowi, szczęśliwi?
Agnieszka Sztyler
Twój Styl, nr 6/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Reportaże
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
dziękuję za wczorajsze komentarze..., póki co dziwnie... więcej
Reklama
Wasze komentarze (40)
-
13.07.2010 (09:02)Czytając ten artykuł łzy same spływały mi po policzkach BARDZO WZRUSZAJĄCE WSPOMNIENIA. Życzę wszystkim dużo zdrowia i tego, abyśmy nauczyli się cieszyć z życia kiedy jeszcze możemy żyć.
-
12.07.2010 (16:12)Jeśli taki lekarz już setny raz widzi czyjąś śmierć, to dla niego to już norma... ale nie dla bliskich którzy opłakują śmierć. Dlaczego pacjentom czy bliskiej rodzinie oferuje się pomoc psychologa, a nie lekarzom którym brak taktu i szacunku dla rodziny zmarłego (bo współczucie to chyba za dużo). Uważam że to wina lekarzy, są niedouczeniu, brak im taktu i znajomości psychologi. przecież wystarczyło by kilka dobrych słów i ktoś by miał to serce i jeszcze inne narządy.. ale czy to w interesie lekarza?? lekarz powinien mieć powołanie a nie zawód...
-
-
29.06.2010 (15:24)
-
22.06.2010 (09:18)Ogromnie się wzruszyłam.Piękny reportaż! Ja już dawno podpisałam broszurkę z orzeczeniem woli o moich narządach i wiem,że gdyby coś nie daj Boże się stało,moje kawałki trafiłyby do kogoś kto by ich potrzebował.Ale jeśli chodzi o bliskie mi osoby,nie wiem jak postąpiłabym ze swoim Mężem,a tym bardziej Synkiem.Wydaje mi się,że nie pozwoliłabym ich ciąć i zabierać serca czy inne narządy.W chwili,gdy się kogoś traci,nie wie się niczego,nie jest się w stanie podjąć odpowiedniej decyzji.Dopiero potem człowiek zastanawia się czy dobrze zrobił odmawiając czy godząc się na przeszczep.Rozpłakałam się czytając ten reportaż i jeszcze mocniej kocham życie,niż przed przeczytaniem go.Pozdrawiam bohaterki :)
-
22.06.2010 (09:06)niestety kościół katolicki zajęty jest zakazem in vitro niż propagowaniem takiej wspaniałej idei, nie mówiąc już o honorowym krwiodawstwie. Ale w tym interesu nie ma aby ludzi zastraszać piekłem













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli