Przepis na randkę
Miłość łamie nie tylko serca, ale też wszystkie zasady. Zanim rozkwitnie, dwoje ludzi musi się spotkać i poznać. Co zrobić, żeby randka zakończyła się sukcesem?
Teraz, gdy siedzimy sam na sam, powoli ulegam jego czarowi. Zastanawiam się, co zadziałało bardziej: nieśmiały uśmiech, bezpośredni styl bycia, a może chłopięcy urok? W końcu debiutował na scenie łódzkiego Teatru im. Jaracza w "Romeo i Julii" Szekspira (reż. W. Zawodziński).
- W miłości trzeba słuchać intuicji, ona podpowie, czy jest między ludźmi chemia - mówi. - Ale należy pamiętać, że mężczyźni myślą stosunkowo prosto, a kobiety często kombinują. Kiedyś, na studiach, jedna z koleżanek poprosiła, żebym poszedł z nią na dyskotekę. Okazało się, że chciała w ten sposób wywrzeć wrażenie na swoim mężczyźnie. Dałem się w to, niestety, wkręcić. Facet tam był i się wkurzył... - Sambor uśmiecha się łobuzersko i przyznaje, że uwodzenie jest sztuką, którą warto zgłębiać, i nie wstyd jest prosić o rady starsze rodzeństwo.
Jego siostra Dobrochna podpowiadała mu, jak ma się ubrać na spotkania z dziewczynami. Brat Marcin był wyrocznią w kwestii muzycznej. Dzięki temu odnosił towarzyskie sukcesy. - Szkolne randki to fajny czas. Z większości mam pozytywne wspomnienia. Z każdym zauroczeniem świat stawał się piękniejszy. Gdy w młodości się zakochujemy, wszystko jest pierwsze, cudowne, niesamowite. Pewnego razu spodobała mi się dziewczyna. To było na prywatce, na której graliśmy w butelkę. Gdy zakręciłem, butelka wskazała na tę dziewczynę. Kiedy ją całowałem, z nerwów ugryzłem ją w wargę.
Wspomina, że to za jego licealnych czasów, we wczesnych latach 90., przywędrowały do nas z USA walentynki. Zakochani pisali do siebie kartki. Można było wyrazić swoje sympatie, nie podpisując się, i rzucać znaczące spojrzenia. Raz zdarzyło mu się wysłać walentynkę nie do tej dziewczyny, do której chciał. Sporo czasu minęło, zanim to jakoś delikatnie odkręcił.
Był kochliwy, na jednej kartce się nie kończyło. Sam też je dostawał - któregoś roku aż dwadzieścia! Dawne randki, te sprzed epoki walentynek, wspomina z sentymentem Edward Dwurnik, wybitny malarz i grafik, jedna z najbardziej rozpoznawalnych osobowości polskiej sztuki współczesnej. - Miałem czternaście lat i chodziłem z dziewczyną w śnieżny wieczór po ulicy w Józefowie. Prószył śnieg, a ja przytulałem się do jej chłodnego policzka. Pamiętam ten dotyk i delikatność. Było niewinnie...
Artysta nigdy nie narzekał na brak powodzenia. Zawsze dbał o wygląd. W czasach PRL-u kupował szykowne koszule w kolorze ceglastym przy Dworcu Wschodnim w Warszawie. Gdy jeździł do liceum plastycznego, zakochane koleżanki oddawały mu w pociągu kanapki. W tamtych czasach w każdej wolnej chwili gnał do Muzeum Narodowego, gdzie wpatrywał się w obraz Henryka Rodakowskiego przedstawiający Leonię Blühdorn ("Portret pasierbicy artysty" z 1871 r.). Ciemne włosy i zmysłowe usta stały się dla niego wzorcem kobiecości. Później odkrył, że warto być artystą.
- Ówcześni profesorowie wybierali wychowanki pod kątem talentu i atrakcyjności - wspomina. - Poszedłem do pracowni profesora Jerzego Jarnuszkiewicza popatrzeć na dziewczyny i poznałem Ją - wspaniałą rzeźbiarkę Teresę Gierzyńską. Została moją żoną.
Artysta przygładza swoje sięgające ramion włosy i mogłabym przysiąc, że jego oczy błyszczą za szkłami okularów. - Chyba powieliłem rodzinny schemat, bo ojciec też wyszukał sobie żonę. Pracował przed wojną w drukarni w Warszawie i z kolegą udali się w niedzielę do Radzymina, bo usłyszeli, że tam są piękne dziewczyny. Stali w kapeluszach przed kościołem i wyłuskiwali z tłumu piękności. Tak ją wypatrzył. Dziadkowie, właściciele sadu i gospodarstwa, długo nie godzili się na ślub córki z moim tatą, ale w końcu go zaakceptowali. Myślę, że ta przedwojenna tradycja już dawno zaginęła. Wtedy to były podrywy, romantyczne, kulturalne, ale takie czułe...
- Znam randkowe opowieści rodziców, a nawet babci. To były piękne czasy - mówi Joanna Przetakiewicz, właścicielka marki modowej La Mania, matka trzech synów i życiowa partnerka najbogatszego Polaka Jana Kulczyka. - Lubię przeglądać albumy ze zdjęciami i wspominać romantyczny klimat. Mój ojciec starał się o mamę dwa lata. Kiedy widział, że pada deszcz, a ona szła na zajęcia na uczelnię, czekał na nią pod jej domem z parasolem.
- Podobają mi się dawne maniery, wysyłanie kwiatów, listów. Przecież nie trzeba pisać siedmiu stron, wystarczy mała kartka ze słowami miłości. Technologia nie musi zabijać klimatu, można z niej korzystać i nadal pozostać romantycznym. Ostatnio kupiła swojemu synowi śmieszny gadżet, coś w rodzaju małego ekranu, na który można nagrać kilka zdań i zostawić w domu najbliższej osobie. Dała mu to pod choinkę i poradziła, aby nagrywał filmowe wiadomości dla swojej dziewczyny, gdy wyjeżdża.
- Historie randkowe rodziców zawsze przechodzą do rodzinnej legendy - rozpromienia się Małgorzata Socha. - Mój tata był pilotem wojskowym, a mamę poznał zimą w Zakopanem, na dansingu. Tu wersje rodziców zaczynają się różnić. Mama pamięta, że bez entuzjazmu zgodziła się zatańczyć z łysiejącym kapitanem. Tata jest przekonany, że musiał wyzwolić ją z objęć nudnych adoratorów. Zanim się pobrali, minęło pięć lat, bo mama nie była do końca przekonana, czy spotkała miłość swojego życia. Tata podbił jej serce cierpliwością.
Artykuł pochodzi z kategorii: Reportaże
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (13)
-
21.02 (15:44)lubię Sambora Czarnotę ponieważ gra w moim ulubionym serialu M jak miłość chwilowo nie występuję i że pięknie śpiewa udowodnił to w programie szansa na sukces gdzie śpiewał kolędę lulajże jezuniu
-
19.02 (00:58)~rudy 102Może nie jestem przystojny jak Janek i nie jestem tak silny jak gustlik ale za to mam lufe jak rudyTak trzymaj :)
-
-
19.02 (00:50)Poznałam kiedyś faceta przez portal randkowy. Niewiarygodne, ale jak na pierwszym spotkaniu w kawiarni musnął moją dłoń ... Dużo młodszy ode mnie,
po 2 sexrandkach zerwałam, bo za bardzo za nim tęskniłam, a nie mogliśmy być razem. Zostały miłe wspomnienia. -
18.02 (20:02)Może nie jestem przystojny jak Janek i nie jestem tak silny jak gustlik ale za to mam lufe jak rudy
-
18.02 (19:06)no nie zle prochy łykać he he zle z tobą kolego....sztuka to bez tego zrobić dobrze kobiecie a nie łykać procha i zajechać laskę po takiej akcji to napewno nie zadzwoni iż łazić nie będzie w stanie :) a jak juz chcesz prochy wez sobie kamagara-100 bo noend zaraz nie zadziała na ciebie he he














Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli