Oświadczyny po polsku
Agnieszka i Damian studiowali na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Znali się przez całe studia, ale tylko z widzenia. - Zawsze mi się podobał - przyznaje Agnieszka. - Był taki wysoki i przystojny, ale nie miałam okazji bliżej go poznać - mówi. Dopiero podczas pisania pracy magisterskiej on zaczął podrywać ją w uczelnianej bibliotece. Raz niby zagadnął o jakąś książkę, innym razem zaciągnął na ławkę pogadać... Zaręczyli się po półtora roku związku.
- O mały włos, a nie doszłoby do oświadczyn wtedy, kiedy on sobie to zaplanował - mówi Agnieszka. - Mieliśmy jechać na weekend do jego rodziców, ale ja się rozchorowałam. On jednak pobiegł do apteki, wykupił dla mnie mnóstwo lekarstw i jakoś stanęłam na nogi do soboty. W sumie to poczułam się aż tak dobrze, że przed wyjazdem ułożyłam włosy na wałkach, choć nigdy nie przykładam do tego wagi - wspomina.
Wymarzonym miejscem na oświadczyny Damiana miała być Góra Świętej Anny. To tam jeździł na rowerze jako młody chłopiec, tam też zabierał wielokrotnie Agnieszkę, gdy odwiedzała jego rodzinne strony.
- Powiedział, że chce iść na górę, ale ja nie miałam kompletnie na to ochoty. Ciągle marudziłam, a to, że boli mnie głowa, a to, że nogi, a to, że jestem już głodna…. Ale w końcu poszłam. Odwiedziliśmy tamtejszy klasztor, pomodliliśmy się chwilę, później dopiero dowiedziałam się, że on się modlił w intencji naszego przyszłego małżeństwa.
- Gdy myślałam, że już możemy wracać, Damian uparł się, że musimy iść jeszcze na taras widokowy. Ja dalej byłam zgryźliwa, nawet drwiłam, że widoki nie takie, że ten las to nie las. I wtedy to zrobił. Wyjął pudełeczko. Najpierw nie chciało się otworzyć. Gdy zapytał, czy zostanę jego żoną, rozpłakałam się - wspomina Agnieszka. Pierścionek z białego złota został zrobiony na zamówienie, a umieszczone na nim brylanty przypominają spadające gwiazdy...
Na parę czekała już rodzina Damiana, w tym przyszły teść, pan Bogusław, który nie mógł się doczekać, kiedy będzie mógł zrobić zdjęcia upamiętniające tę chwilę. Już wcześniej chciał wysłać na Górę Św. Anny kogoś z aparatem, ale Damian protestował - przecież wtedy na pewno by się domyśliła, co się stanie.
Dziecko w drodze, zaręczyny w pośpiechu
Emilia i Krzysztof stanęli na ślubnym kobiercu jako para z ośmioletnim stażem. Na czwartym roku studiów okazało się, że wkrótce będą rodzicami. - Nowina była dla nas szczęśliwa i w pewnym sensie przyspieszyła decyzję, która i tak zostałaby podjęta zaraz po skończeniu studiów. Doszliśmy do wniosku, że chcemy wziąć ślub, zanim maleństwo pojawi się na świecie - opowiada para.
Dzień później była już ustalona data ślubu, zamówiona orkiestra, sala i kucharki. Przygotowania do uroczystości, która miała się odbyć za dwa miesiące, były tak absorbujące i intensywne, że o zaręczynach… zapomnieli.
- Segregowaliśmy zaproszenia, kiedy nagle babcia powiedziała, że bez pierścionka to nie można gości na wesele zapraszać. "Co, chcecie się zaręczyć po ślubie?"- spytała. - Przez trzy dni Krzysiek z kolegami głowili się, jak mnie tym pierścionkiem zaskoczyć - mówi Emilia. - Ale jak zaskoczyć pierścionkiem zaręczynowym kobietę, która już zna datę ślubu? - dodaje.
- Wiadomo było, że jak zabiorę ją gdzieś wieczorem, to od razu będzie wiedziała, co stanie się za chwilę. Nieważne, że wymyśliłbym coś oryginalnego, jak nie byłoby elementu zaskoczenia, na który ona zawsze czekała - opowiada Krzysztof. - Doszedłem do wniosku, że na pewno spodziewa się oświadczyn podczas romantycznego wieczoru, więc zrobię to z samego rana. Bezcenna okazała się pomoc przyjaciół. Kumpel pojechał ze mną wybrać odpowiedni pierścionek, a przyjaciółki Emilki miały konspiracyjnie wpuścić mnie rano do mieszkania.
- Otworzyłam oczy i zobaczyłam morze kwiatów na łóżku. Takim filmowym gestem zasypał mnie czerwonymi, żółtymi i pomarańczowymi różami, po czym położył się koło mnie i otworzył pudełeczko z pierścionkiem. Zapytał, czy zostanę jego żoną. Byłam bardzo wzruszona i chociaż wyda się to mało wiarygodne, ogromnie zaskoczona. Nawet przez moment wydawało mi się, że to tylko sen - śmieje się Emilia.
- Z pudełeczka wypadł taki certyfikat z zaświadczeniem, że to, co mam na palcu, to brylant. Pamiętam, że zrobiło mi się go bardzo żal, że musiał wydać na pierścionek kwotę, która dla studentów jest przecież zabójcza - dodaje młoda żona.
- Później była aromatyczna kawa z mlekiem, łosoś i jajka na twardo z majonezem. Zapamiętam je do końca życia, bo było to pierwsze i ostatnie śniadanie, które mój mąż zrobił z własnej woli - żartuje Emilia.
Zakończenie
Aneta i Michał są 6 lat po ślubie. Mają 3,5- rocznego synka Michała juniora, a wiosną spodziewają się drugiego dziecka.
Gosia i Michał mają dwuletni staż małżeński. Nadal towarzyszy im spaniel Mangha.
Ania i Leszek pobierają się za półtora roku. Po oryginalnych zaręczynach chcą jednak bardzo zwyczajnego i skromnego ślubu.
Joanna i Marcin wzięli ślub w lipcu tego roku. Wprowadzili się do nowego mieszkania i kupili psa - buldoga francuskiego o imieniu Pedro.
Agnieszka i Damian pracują i mieszkają we Wrocławiu. Na razie osobno. Pobiorą się 29 września przyszłego roku.
Emila i Krzysztof są trzy lata po ślubie. Przyczyna ślubu - Staś - ma już 2 latka. W grudniu na świat przyjdzie ich drugie dziecko - tym razem dziewczynka.
Karolina Siudeja, Styl.pl
Artykuł pochodzi z kategorii: Reportaże
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (172)
-
01.12.2011 (00:24)z tym pierscionkiem to niezły idiotyzm, bo jak ktos zarabia mało to wyda pół pensji czyli 700złtych czyli grosze a jak ktoś zarabia 50tyś to ma z czego odłozyć, wtedy to zaden wydatek 25tyś, w dodatku w złoto i klejnoty warto inwestować w niepewnych czasach
-
30.11.2011 (15:31)warto jeszcze przytoczyć ślub po polsku-czyli jak w filmie "wesele" Smarżowskiego- pięknie pokazana polska rzeczywistość
-
-
27.11.2011 (23:58)~Roccona 100 kobiet 1 lub 2 madre spotkałem,czyli takie ktore sie nadaja za zone,ładnych to jest wszedzie mnóstwo,i takie tylko sie do łózka nadaja i kąpnąć w tyłek,wiekszośc dziewczyn i kobiet to baranie głowy bo kobiety kochaja kase,polki są ładne ale za granicą tak samo dają jak wejdzie z kimkolwiek.A to bardzo ciekawe bo ja nikomu nie daje ani nie zamierzam dawać!
Wolę poczekać do prawdziwego odlotu, a ten tylko jeden mężczyzna
może mi go dać;) A dla byle czego szkoda zachodu:)
-
27.11.2011 (23:48)~Roccona 100 kobiet 1 lub 2 madre spotkałem,czyli takie ktore sie nadaja za zone,ładnych to jest wszedzie mnóstwo,i takie tylko sie do łózka nadaja i kąpnąć w tyłek,wiekszośc dziewczyn i kobiet to baranie głowy bo kobiety kochaja kase,polki są ładne ale za granicą tak samo dają jak wejdzie z kimkolwiek.To dlatego ciebie boli, bo tobie nie dają :D
-
27.11.2011 (23:24)Wcale nie chcę nikomu rozbijać rodziny!
Jestem teraz w Londynie więc trzymam
się od niego i od jego rodziny z daleka!!!














Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli