Przejdź na stronę główną Interia.pl

O wiek cię nie pytam - część III

Najważniejsze, że przy różnicy pokoleń nie liczy się różnica płci.

Przedtem czegoś nam brakowało

Maria Czubaszek, pisarka , satyryk, autorka tek stów piosenek, i Artur Andrus, 37 lat, dziennikarz, artysta kabaretowy, konferansjer.

Reklama

Ostatnio Maria Czubaszek jeździła przez tydzień po Polsce. Kiedy wróciła do Warszawy natychmiast zadzwoniła do Artura Andrusa: "Podróże bez ciebie to nie to samo!". Bo kiedy wozi ją Artur, o nic nie musi się martwić. On potrafi się nią świetnie zaopiekować. Nie pamiętają, kiedy się poznali. Wiedzą tylko, że w radiu, wiele lat temu. Maria Czubaszek: - Z nieśmiałością odnoszę się do ludzi sporo ode mnie młodszych. Bo albo traktują mnie z przesadnym szacunkiem, albo dziwią się, że ktoś tak długo żyje. Artur nosi okulary, więc musiał zobaczyć, jaka jest między nami różnica wieku, ale nie przeprowadza mnie przez jezdnię, chyba że jest duży ruch i sama się go ucapię. Nie sadza mnie siłą na kanapie, nie mówi do mnie głośniej. Nigdy nie powiedział o mnie "stara, ale jara", choć palę. Normalny, dobrze wychowany facet z poczuciem humoru.

Dla Andrusa wiek w przyjaźni nie ma znaczenia. Nigdy nie spytał Marii Czubaszek, ile właściwie ma lat. Ważniejsze było, że potrafiła rozbawić go do łez. Na przykład patrząc na załogę wioślarską i pytając: "A dlaczego oni siedzą tyłem do kierunku jazdy?". - Marysia znakomicie wychwytuje wszelkie nielogiczności. Dziwi się rzeczom oczywistym. Tylko jak zwróci mi na coś uwagę, to nagle przestaje być to tak oczywiste jak przedtem. Z drugiej strony łatwo ją nabrać. Na przykład, że latem trzeba zmieniać powietrze w oponach. Na letnie. Mąż Wojtek Karolak wmówił jej kiedyś, że istnieje banknot siedemnastozłotowy. Święcie w to uwierzyła. No bo czemu miałby nie istnieć?

Czubaszek mówi, że gdyby ktoś namalował ich postacie i kazał jak w popularnej łamigłówce wskazać różnice, to uzbierałoby się ich zaledwie parę. Ale najważniejsze, że przy różnicy pokoleń nie liczy się różnica płci. - Zawsze wolałam przyjaźnić się z mężczyznami, ale był z tym kłopot. Bo jeśli oni nie widzieli we mnie kobiety, to było mi przykro. A gdy widzieli, bywało to krępujące. W znajomości z Arturem nie ma już tego problemu. Mamy identyczne poczucie humoru, podobne zainteresowania, kochamy psy.

Andrus marzy, by zaszyć się na jakiejś wsi i uciec od tłumu. Czubaszek przeciwnie, uwielbia hałas i miasto. Gdy wchodzi do mieszkania, od razu włącza telewizor. On jest znakomicie zorganizowany, wszystko ma zaplanowane i pod kontrolą. Ona jest bałaganiarą, rzeczywistość często ją przerasta. Gubi się w urzędach, nie potrafi gotować, marna z niej gospodyni domowa. Śmieje się, że wolałaby umawiać się u Artura, bo ma dom wysprzątany na błysk, a u niej wszędzie plączą się kable od instrumentów Karolaka. - Ale niedawno mnie zaskoczyła - mówi Andrus. - Podczas ciężkiej choroby swojej mamy okazała się najczulszą opiekunką, pokazała, ile ma siły, jak radzi sobie w najtrudniejszych sytuacjach. Jestem pewien, że nie potrafiłaby zadbać tak o siebie.

Dlatego bywa, że ją w tym wyręcza. Ostatnio znad morza przywiózł jej ulubione ryby, a akurat miała pusto w lodówce. Kiedy traci płynność finansową, pożycza jej pieniądze. I choć ona najczęściej oddaje z opóźnieniem, wie, że zawsze może na niego liczyć. Chciałby zdobyć dla niej gadżety z wizerunkiem Woody'ego Allena, w którym ona od dawna się kocha. - Gdyby mogła, wszystko miałaby w Alleny: kołdrę, skarpetki, piżamę.

Kiedy rozpaczała po śmierci ukochanej suki Niki, uznał, że najlepszym lekarstwem będzie inny pies. - Razem z koleżanką z radia namówiłem człowieka ze schroniska, żeby do niej zadzwonił i opowiedział o niezbyt urodziwym kundlu, któremu trzeba znaleźć dom. Na szczęście szczeniak okazał się na tyle brzydki, że Marysia uznała, że Nika nie byłaby zazdrosna. Pies (nazwany Supronem, bo lubi gromadzić sobie zapasy) trafił do Karolaków, ale ponieważ to ja go do nich przywiozłem, też jestem jego panem.

Supron, gdy słyszy głos Andrusa na automatycznej sekretarce, patrzy tęsknym wzrokiem. A gdy go widzi, dostaje bzika. Ponieważ Maria Czubaszek wierzy, że psy wyczuwają dobrych ludzi, twierdzi, że jest to najlepszy dowód na to, że Artur jest wspaniałym człowiekiem. - Przynajmniej ja u niego żadnej wady nie odkryłam. Chętnie byśmy go z Karolakiem adoptowali. Nie po to, żeby nas utrzymywał, tylko po to, żebyśmy się mogli nim chwalić.

- Mam wady - dodaje Andrus. - Ale to bez znaczenia, bo Marysia jest tolerancyjna. Nawet najładniejsze opakowanie jej nie zniechęca. Na przykład rozumie ludzi, którzy nie palą. Ja, choć w życiu nie paliłem, akceptuję, że ona bez palenia żyć nie umie. Ba, nawet nie wyobrażam jej sobie bez papierosa.

Maria Czubaszek nie pamięta już, jak to było, kiedy nie znała Andrusa. - Ale przez kilkadziesiąt lat czegoś mi brakowało. Dziś wiem, że to na pewno chodziło o Artura.

Maria Barcz

Przeczytaj pierwszą część artykułu

Przeczytaj drugą część artykułu

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje