Przejdź na stronę główną Interia.pl

O mnie jest ta piosenka

Usłyszeli pierwsze dźwięki i poczuli, jakby strzelił w nich piorun. „To przecież jest o mnie!”, pomyślało każde z nich. I w słowach piosenki przejrzało się jak w lustrze.

Gdy aktor Arkadiusz Jakubik usłyszał, jak Jim Morrison śpiewa "Love Her Madly", pomyślał, że ta piosenka to jego życiowe motto. Podobnie jak bohater tekstu jeśli kocha, to do szaleństwa - swoją żonę, aktorstwo, muzykę.

Reklama

Katarzyna Figura, aktorka, zawsze czuła związek emocjonalny z Kaliną Jędrusik, polską gwiazdą lat 60., bo tak samo jak ona została zaszufladkowana jako symbol seksu i niewiele osób chciało dostrzec jej talent. W utworze "Patrzę na ciebie", który Jędrusik śpiewała w Kabarecie Starszych Panów, odnalazła własną wizję aktorstwa i swojego rodzaju romansu prowadzonego z widzem.

Natalia Klimas, aktorka, odkryła muzykę Joni Mitchell, gdy po maturze wyjechała do Stanów Zjednoczonych. W trudnych momentach słuchała piosenki "Both Sides Now", która traktuje o tym, że czas pozwala spojrzeć na różne wydarzenia z nowej perspektywy.

Patricia Kazadi, prezenterka telewizyjna i piosenkarka, rozpłakała się, kiedy po raz pierwszy usłyszała w MTV "Uninvited" Alanis Morissette. Pomyślała, że ona też nie może znaleźć swojego miejsca na świecie. Czuje się nieproszonym gościem...

Gdy dzwonię do Pawła Małaszyńskiego i czekam na połączenie, słyszę w tle "Hurt" Nine Inch Nails. Aktor uważa, że całe nasze życie kręci się wokół bólu. Wszyscy twierdzą zgodnie - są piosenki, które mogłyby być kartką wyrwaną z pamiętnika. 

Niebezpieczny romans

Patrzę na ciebie, zielonym światłem oczu. Znaczę ja ciebie, byś oczy moje odczuł Patrzę na ciebie, byś spojrzał i zobaczył Zrozumiał, co to znaczy, tak patrzeć na ciebie. ("Patrzę na ciebie" Kaliny Jędrusik)

Kiedy pojawiam się na próbie monodramu "Kalina", na scenie stoi Katarzyna Figura i śpiewa "Patrzę na ciebie", swój ulubiony utwór z repertuaru Kabaretu Starszych Panów, który wykonywała Jędrusik.

- To piosenka miłosna, lecz dla mnie opowiada o relacji, flircie aktorki z widzem. W tych słowach zawiera się cała moja wizja aktorstwa. Kiedy wychodzę na scenę, zwracam się do anonimowego człowieka, całkowicie się przed nim otwieram i nawiązuję szczególną więź. Oddaję się w stu procentach - mówi Katarzyna Figura. I dodaje: - Gdy śpiewam "Patrzę na ciebie, już tylko ciebie widzę, patrzę na ciebie, nie, wcale się nie wstydzę...", jest to swojego rodzaju zaproszenie, które może zostać zrozumiane zbyt dosłownie i przez to okazać się niebezpieczne. Widz może poczuć, że ma prawo wiedzieć o mnie więcej, wejść w relację nie tylko na gruncie moich aktorskich kreacji, ale też ze mną jako osobą prywatną. Choć czasem płacę wysoką cenę, nie potrafię inaczej.

Myślę, że Kalina też nie potrafiła. Chociaż nie jest przebrana w swój kostium, czyli obcisłą sukienkę z głębokim dekoltem oraz brązową perukę, tylko ma na sobie legginsy i luźną koszulę, to i tak przypomina Kalinę. Podczas rozmowy gestykuluje, moduluje głos, co chwila chowa twarz w dłoniach i stwierdza, że słania się na nogach ze zmęczenia. Zachowuje się, jakby wciąż była na scenie.

Jędrusik też nigdy nie wychodziła z roli. Na ekranie wykreowała wizerunek hedonistycznej kusicielki i trzymała się go również w życiu. Do dziś krążą legendy o jej otwartym małżeństwie z pisarzem Stanisławem Dygatem, licznych romansach i piciu szampana na śniadanie. Kalina miała na siebie pomysł i konsekwentnie go realizowała, nawet po tym, jak Gomułka nałożył na nią sześcioletni zakaz występowania w telewizji za eksponowanie cielesności.

- Jędrusik wybiegała przed swoją epokę. I nie tylko jako artystka, lecz także jako kobieta. Miała odwagę żyć na własnych zasadach, wbrew socjalistycznej pseudomoralności, walczyć o swoją wolność. Gdy była już napiętnowana za to, że emanuje czy wręcz epatuje seksem, i musiała wystąpić ubrana od stóp do głów, włożyła czarną suknię. Z przodu wyglądała skromnie, lecz gdy zakończyła koncert, ukłoniła się i odwróciła... Widzom ukazały się jej nagie plecy, dekolt sięgający pośladków. To była obrona własnego "ja". Tak jakby Kalina chciała powiedzieć: jestem zmysłowa i mam do tego prawo, nikt nie będzie mi mówił, że powinnam być inna. Chodziło o prawo do własnych przekonań, prawo do wolności, a nie o chęć wywołania skandalu, choć takie intencje jej przypisywano - opowiada Figura.

- Ja zresztą też jestem wielokrotnie tak oceniana, oskarżana, że wywołuję kontrowersje, aby zwrócić na siebie uwagę. Nie zamierzam wchodzić w polemikę z takimi uwłaczającymi opiniami. Tylko na scenie mogę powiedzieć za Kaliną: "Jestem, jaka jestem, i zapraszam was do mojego świata". 

O ile do Jędrusik wizerunek seksbomby przylgnął na dobre, o tyle Figurze udało się "wyskoczyć" z tej szuflady. Długo dostawała role skrojone pod swoją fizyczność i grała głupiutkie biuściaste blondynki, ale dziesięć lat temu rola w "Żurku" Ryszarda Brylskiego dała jej szansę na przełamanie stereotypu. Aktorka zagrała tam zniszczoną, brzydką kobietę zmagającą się z życiem na polskiej prowincji. Trzy lata później w filmie "Summer Love" (Letnia miłość) Piotra Uklańskiego ogoliła na ekranie głowę. Dzisiaj nikt nie ma wątpliwości: w niej jest nie tylko seks, ale i wielki talent.

Siedem grzechów głównych

Koncentruję się na bólu. Jedynej prawdziwej rzeczy. Igła drąży ranę. Stare, dobrze znane żądło. ("Hurt" Nine Inch Nails)

Kiedy w kwietniu 2003 r. Johnny Cash zaśpiewał głębokim, zniszczonym przez narkotyki i alkohol głosem: "Zadałem sobie samemu ból, żeby sprawdzić, czy wciąż potrafię czuć", wrażenie było piorunujące. Pięć miesięcy później zmarł. Jego wykonanie piosenki "Hurt" jest najbardziej znaną wersją utworu. Jednak oryginał napisał osiem lat wcześniej Trent Reznor, lider zespołu Nine Inch Nails, który gra industrialnego rocka. Paweł Małaszyński miał wtedy 19 lat. I chociaż wcześniej nie lubił połączenia ciężkiego gitarowego grania z elektroniką, to był pod ogromnym wrażeniem, gdy po raz pierwszy zobaczył mroczne teledyski tej grupy.

Kiedy wchodzę na umówioną z nim rozmowę za kulisy sceny w warszawskim teatrze Kwadrat, od razu wyciąga telefon i mówi, że koniecznie muszę obejrzeć nagranie Nine Inch Nails. Na ekranie widzę rozkładającego się lisa, któremu z oczu wychodzą robaki. - Ich wszystkie teledyski są jak dzieła sztuki. Gdy oglądałem je po raz pierwszy, to był szok. Obrazoburcze, antychrześcijańskie, pełne wulgarnej erotyki, a z drugiej strony piękne, bo ta mroczna strona jest gdzieś w każdym z nas. Wizualizują wszystkie moje największe koszmary życiowe i największe miłości. A "Hurt" opowiada o mnie - mówi Małaszyński. 

Czemu jeden z najpopularniejszych w Polsce aktorów, szczęśliwy mąż i ojciec utożsamia się z piosenką o cierpieniu? - Nie jestem masochistą, ale uważam, że ból jest jednym z najbardziej autentycznych uczuć. Jeśli go odczuwasz, to znaczy, że żyjesz. Tak naprawdę całe nasze życie jest nim przepełnione, nawet jeśli nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Bo można kochać do bólu i być szczęśliwym do bólu - tłumaczy.

Aktor najczęściej słucha "Hurt", gdy jest mu źle. Nie ucieka wtedy od trudnych myśli, bo uważa, że przyjrzenie się im bywa oczyszczające. - Tylko jak zejdziesz na samo dno, możesz się od niego odbić - twierdzi. Piosenka Trenta Reznora to też pewnego rodzaju testament, podsumowanie dotychczasowego życia. "Czym się stałem?", pyta wokalista. - Taki rachunek sumienia zrobiłem sobie dziesięć lat po skończeniu szkoły teatralnej. Podsumowałem, jakie cele udało mi się zrealizować, a jakich nie, podliczyłem, ile mam ran ciętych, a ile kłutych, ilu przyjaciół zyskałem, a ilu straciłem, ile razy płakałem, a ile razy się cieszyłem - opowiada aktor.

Co mu z tego podsumowania wyszło? - Jestem szczęśliwy, chociaż wiem, że nie jest to jeszcze koniec drogi. Zarówno w aktorstwie, jak i w muzyce są wciąż pewne szczyty, na które chciałbym się wdrapać. Ale jeśli to się nie uda, trudno. Najważniejsze, żebym się nie stoczył z tej góry, na której jestem. 

Wentyl bezpieczeństwa

Nie wolno ci. Jesteś nieproszony. Dziecko pozbawione szczęścia. ("Uninvited" Alanis Morissette)
Miałam 11 lat, było sobotnie popołudnie, kiedy włączyłam MTV, a tam właśnie kończył się koncert Alanis Morissette. Wykonywała piosenkę "Uninvited". Usłyszałam pierwsze dźwięki, skrzypce oraz kontrabas, i byłam niczym zahipnotyzowana. A gdy Alanis zaczęła śpiewać, z moich oczu popłynęły łzy. Nie kilka kropelek, tylko cały wodospad. Coś się we mnie odblokowało - mówi Patricia Kazadi.

- Tytuł tej piosenki po polsku oznacza "nieproszona", a ja często czułam się nierozumiana. Wtedy poczułam, że nie jestem w tym osamotniona. Była druga połowa lat 90., na scenie królowały przesłodzone girlsbandy w stylu Spice Girls, a radio grało pierwsze hity Britney Spears. Rockowa Morissette śpiewająca szczere piosenki nie wpisywała się w obowiązujące trendy. Kazadi też miała wrażenie, że nie pasuje do otaczającej ją rzeczywistości. W podstawówce czuła się dojrzalsza od swoich rówieśników i nie znajdywała z nimi wspólnych tematów do rozmowy. Gdy była nieco starsza, koledzy z klasy traktowali ją jak dziwadło, bo słuchała mrocznej muzyki, miała irokeza, nosiła glany.

Dzień, w którym usłyszała "Uninvited", był przełomem. Zrozumiała, że chce swoje życie związać z muzyką, usiadła przy fortepianie i napisała pierwszą "dorosłą" piosenkę. Najpierw jeździła na różne konkursy i festiwale, ale nie odniosła większego sukcesu.

Sześć lat temu nagrała płytę "Insomnia", na którą wydała wszystkie pieniądze zarobione w serialu "Egzamin z życia", i rozesłała ją do wytwórni. Nikt się nie odezwał. Zrobiła potem tatuaż na prawej stopie "Uninvited... »Insomnia «". - Kiedy nie masz jakiegokolwiek wsparcia od najbliższego otoczenia i nie otrzymujesz pozytywnej reakcji zwrotnej, że to, co robisz, jest wartościowe, trudno zachować wiarę w siebie. Moi rodzice nie wierzyli, że mogę coś osiągnąć w show-biznesie - mówi Kazadi.

Nagrana dwa lata później, w 2009 r., płyta "Tiger Lily" również nie znalazła wydawcy. - Całe swoje życie poświęciłam dążeniu do realizacji marzeń związanych z muzyką oraz pracy i nie znajdowałam czasu na nic innego: znajomych czy budowanie relacji z bliskimi. Pewnego dnia obudziłam się w pustym pokoju hotelowym i zrozumiałam, że czuję się samotna. Ludzie wokół byli radośni, a ja miałam na twarzy uśmiech tylko na potrzeby zawodowe. To, że nie spełniałam się muzycznie, sprawiało, że byłam nieszczęśliwa - wspomina. - Jednak wiedziałam, że nie mogę się poddać, bo kumulują się we mnie różne emocje, dla których muszę znaleźć ujście. Jedni ludzie uciekają w sport, inni w używki, a ja w muzykę. Ona jest całym moim życiem, moją terapią - tłumaczy.

W końcu udało się jej odnieść sukces: w maju tego roku ukazał się pierwszy oficjalny album Kazadi "Trip". - W promującym go singlu "Przerywam sen" śpiewam o tym, że kompletnie zmieniam swoje życie. Budzę się z koszmaru i uczę być szczęśliwa na nowo - mówi Patricia. Czy teraz czuje się ze swoją muzyką "proszona"? - Powolutku - odpowiada. - Reakcje na płytę ze strony moich fanów upewniły mnie, że wszystko, co robię, ma sens. A droga, którą przeszłam, żeby być w tym miejscu, nie była łatwa. Najpierw słyszałam, że moja muzyka jest zbyt trudna, potem, że byłoby mi łatwiej, gdybym miała znaną buzię. Ale po 10 latach w branży telewizyjnej moja "buźka" wcale nie jest atutem, bo niektórzy myślą: grała w serialach, prowadziła programy, a teraz coś jej odbiło i zabrała się do śpiewania. Muszę zbudować swoją pozycję na rynku muzycznym od początku.

Czytaj dalej na następnej stronie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje