Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nadwrażliwi - część II

To niesamowite, że nadwrażliwcy często okazują się silni w ekstremalnych sytuacjach.

Dziecko w wózku

Reklama

To, co w twórczości jest atutem, w codziennym życiu przeszkadza. W poniedziałkowe popołudnie Maria Pakulnis dzwoni, by przełożyć wywiad, na który byłyśmy umówione. Kilka razy przeprasza, tłumaczy, dlaczego musi zostać dłużej na planie. Jeszcze tego samego wieczoru wysyła SMS

z propozycją kolejnego terminu, upewnia się, czy wiem, gdzie jest miejsce, w którym się mamy spotkać. - Całe życie przejmuję się innymi - tłumaczy później.

Wciąż na przykład pamięta twarz niespełna rocznego dziecka, które matka uderzyła w twarz na środku ulicy. Aktorka akurat tamtędy przechodziła. Pakulnis oczywiście zrobiła tej kobiecie awanturę,

groziła wezwaniem policji, ale czy to coś pomogło?

Anna Serafińska długo nie decydowała się na dziecko, tak przerażał ją świat, w którym przyszłoby mu żyć. Nadwrażliwcom trudno budować intymne relacje, bo często potrzebują bezwarunkowej akceptacji. Każde słowo może zostać zrozumiane opacznie, zwykła odmowa staje się dramatem. Przyjaciółka nie zadzwoniła z życzeniami urodzinowymi? To powód, by snuć wizje końca przyjaźni albo znów poczuć się odrzuconą.

- Dlatego ważne jest otaczanie się właściwymi ludźmi - uważa Maria Pakulnis. - Takimi, którzy nie

oceniają. Pakulnis nie ma przyjaciółek wśród aktorek, ale wszystkie bliskie jej osoby pracują twórczo. Jedna projektuje ogrody, druga maluje, trzecia szyje ubrania. - Uwielbiam te rozmowy o wszystkim, tę delikatność i gotowość, by rozkładać świat na czynniki pierwsze. Najzabawniejsze jest to, że kiedyś przypadkiem okazało się, że wszystkie jesteśmy spod znaku Ryb (delikatne, uczuciowe, poświęcające się, z intuicją) i Raka (sentymentalne, zmysłowe, uczuciowe).

Pani w okienku

Nadwrażliwcy dostają napadów histerii z powodów zupełnie dla innych niezrozumiałych. Czasem nie potrafią poradzić sobie w pozornie normalnych sytuacjach.

"Ma pani ten dokument?", znudzonym głosem pyta urzędniczka. "No tak, mam, gdzieś mam", Anna Serafińska nerwowo szuka papierka w przepastnej torbie. Zalewa ją zimny pot, serce staje w gardle. Nie znosi tych codziennych sytuacji. Najchętniej nigdy nie chodziłaby do banku, na pocztę, do urzędu skarbowego. Rachunki, przelewy, cała ta rzeczywistość, na którą tak trudno znaleźć miejsce, gdy wszystko, co ważne, dzieje się na poziomie emocji.

Pani w okienku przewraca oczami, Anna Serafińska trzęsie się w środku. Czy ktoś to zrozumie? Pojmie, że można dostać napadu paniki w całkiem banalnej sytuacji i chcieć wtedy uciec.

Marietę Żukowską przerasta dbanie o codzienne sprawy, jest roztrzepana, ciągle wszystko gubi, zostawia, niczego nie potrafi odłożyć na miejsce.

Chaos zewnętrzny potęguje wrodzony niepokój. Drobiazg urasta do rangi problemu. - Wyobrażasz sobie, że mogłabym być z kimś podobnym do mnie? - pyta Marieta retorycznie. - Jestem tak bardzo rozdygotana, że potrzebuję obok osoby choć trochę kontrolującej emocje.

Kawa i k siążka

Maria Pakulnis mówi, że zmieniła ją śmierć męża: - Paradoksalnie odnalazłam w sobie ogromną siłę, To niesamowite, że nadwrażliwcy często okazują się silni w ekstremalnych sytuacjach. Poza tym w pewnym momencie człowiek pyta: "Czy mam prawo obarczać innych sobą, przekazywać im nerwowe wibracje?". To właśnie moment, w którym zaczyna się nad sobą pracować.

Nadwrażliwiec wie, że lęk albo poczucie chaosu przychodzą, nie wiadomo skąd. Maria Pakulnis jedzie samochodem i nagle czuje, że nadchodzi ten dziwny stan. Pojawia się tysiąc myśli, dławienie w gardle: "Czy dam radę przetrwać kolejny dzień?". Zapanować wtedy nad sobą to nie lada sztuka.

- Przestałam pławić się w swojej emocjonalności - mówi Maria Pakulnis. - Już nie leżę godzinami w łóżku z powodu wydumanego problemu. Staram się czymś zająć, robię to, co sprawia mi przyjemność. Parzę kawę i wychodzę do ogrodu, sięgam po ulubioną książkę.

Marieta Żukowska: - Zaczęłam kontrolować swoje wybuchy złości. Gdy czuję, że nadciąga burza, zaczynam liczyć albo staram się gdzieś wyjść. A depresja? Ból? Płacz? Zaprzyjaźniam się z tym stanem, już od niego nie uciekam.

Koncert pod oknem

Marię Pakulnis długo bolało, gdy słyszała o sobie "histeryczka". Dziś potrafi docenić to, jaka jest, a opiniami innych się nie przejmuje. - Ludzie są różni- uśmiecha się.

Kazimierz Kaczor uczy się nie wstydzić łez, delikatności. Potrafi płakać na filmach, powiedzieć, jak cierpiał, gdy usypiał z żoną ukochanego psa. - Nie byłbym człowiekiem, gdybym nie przeżywał świata całym sobą. Dzięki wrażliwości był romantyczny w kontaktach z kobietami, potrafił mówić o uczuciach. Kiedyś późnym wieczorem stanął pod oknem dziewczyny, zagrał na skrzypcach jej ukochaną melodię "Petite Fleur". - Gdy skończyłem, ludzie mieszkający obok, którzy zaciekawieni wyjrzeli z okien, zaczęli klaskać. A ja uciekłem - wspomina.

Marieta Żukowska: - Kiedyś zazdrościłam innym spokoju, powściągliwości, jednowymiarowego widzenia świata. A potem widziałam, jak tym porcelanowym lalkom wali się życie i jak nie potrafią sobie z tym poradzić. Po co więc budować kruchy spokój?

Katarzyna Troszczyńska

Przeczytaj pierwszą część materiału

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje