Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nadwrażliwi

Dostrzegają znaki, gesty, słowa, na które przeciętny człowiek nie zwraca uwagi. Przeżywają stany wielkiego uniesienia albo absolutnej rozpaczy. I jak mało kto rozumieją świat.

Marieta Żukowska, aktorka, słuchała ostatnio piosenek Kasi Nosowskiej. Gdy usłyszała słowa: "Nadwrażliwość to mój wróg, przerost duszy nad rozumem", pomyślała, że jeszcze kilka lat temu całkowicie zgodziłaby się z tym zdaniem. Dziś już nie do końca.

Reklama

- Nadwrażliwość stała się moim przyjacielem. Bo dzięki niej jestem aktorką - mówi. - Przed naszym spotkaniem zastanawiałam się, czym tak naprawdę jest nadwrażliwość. Pomyślałam, że to wieczny dygot tutaj - pokazuje na serce. - Nie znam stanów pośrednich. Albo szaleję ze szczęścia, albo spadam na dno rozpaczy. Jakby mój świat składał się tylko z emocji. Ale dla mnie to piękne - czuć i widzieć więcej.

Siedzimy w kawiarni w centrum miasta, miejscu, przez które przewija się tłum ludzi. Wpadają tu na kawę i pędzą dalej do swoich zajęć. Marieta jest inna, wyróżnia ją nie tylko uroda i styl ubierania, ale też sposób, w jaki mówi, gestykuluje, buduje zdania, opowiada o życiu, pracy. W tej delikatności, widocznej na pierwszy rzut oka, jest podobna do Marii Pakulnis, o której jej mąż, nieżyjący już Krzysztof Zaleski, mówił: "Gdy na nią patrzę, widzę małą dziewczynkę i to się od lat nie zmienia".

Pracować trzeba przeponą!

Nadwrażliwość nie zawsze objawia się tak samo. - Czasem ukrywa się ją głęboko, jakby była największą słabością - mówi Anna Serafińska, wokalistka jazzowa. W jednej z sal Akademii Teatralnej w Warszawie prowadzi zajęcia ze śpiewu. Zza drzwi słychać jej ostre i konkretne wskazówki: "Musisz pracować przeponą, rozumiesz? To nie jest jakaś rzewna kołysanka, czekam na dźwięk z trzewi!", pokrzykuje. Kilka minut później szybkim krokiem przemierza korytarze Akademii. "Dzień dobry, pani profesor", kłaniają się studenci. W czapce z daszkiem i zabawnych okularach wygląda na osobę przebojową i radosną. Trudno uwierzyć, że tworzy tak nastrojową, często smutną muzykę. - Nie dajmy się zwieść pozorom - żartuje. - Im bardziej cierpię, tym więcej się uśmiecham. Ale denerwuję się najdrobniejszymi błędami, każda porażka urasta do rangi dramatu. Kilka razy dziennie dostaję napadu nieuzasadnionego lęku. Widzisz, nadwrażliwcy czasem się kamuflują - stwierdza.

O Kazimierzu Kaczorze ci, którzy go dobrze znają, mówią: "Bardzo emocjonalny człowiek". On sam broni się przed tą etykietką. - Mam głośno przyznać, że jestem wrażliwcem? Nigdy. Proszę zrozumieć, jestem z pokolenia "chłopaki nie płaczą". Młodzież tamtych powojennych lat żyła według zasad, które wpajali im rodzice. Najważniejsza była miłość do ojczyzny, gotowość do poświęceń w jej obronie. Naturalne było, że mężczyzna powinien walczyć, być twardy, nie okazywać publicznie uczuć. Popłakać się? Nie do pomyślenia. Jeśli już, to w zupełnej samotności.

Kładłam się w przylaszczkach

Wrażliwość często wynika z trudnego dzieciństwa. Maria Pakulnis przez lata niechętnie opowiadała o rodzinnym domu, gdzie nie było miłości, ciepła, poczucia bezpieczeństwa. Bolesne wspomnienia powracały często w snach.

Ośmioletnia Marysia wraca ze szkoły, w mieszkaniu jak zawsze pusto. Od sąsiadki dowiaduje się, że matkę zabrali do szpitala, a ojciec po prostu gdzieś sobie poszedł. - Gdy z dzieciństwa pamięta się głównie strach i lęk, trudno być człowiekiem poukładanym. To w przyrodzie szukałam spokoju, uwielbiałam wsiąść na rower i pojechać do lasu. Kładłam się na łące w białych przylaszczkach, patrzyłam w niebo i marzyłam.

Rodzice Anny Serafińskiej rozwiedli się, gdy miała 13 lat. Wcześniej pamięta tylko szarpaninę i nieprzewidywalność, przed którą uciekała w muzykę, pisanie wierszy. - W szkole też czułam się nierozumiana. Na wszystko reagowałam zbyt silnie. Bezpieczna czułam się tylko w swoim pokoju. Zapalałam świeczki, siadałam na parapecie i godzinami patrzyłam przed siebie.

Gdy Marieta skończyła 13 lat, zaczęła uczyć się w szkole muzycznej w Bielsku-Białej, daleko od domu. Mieszkała w internacie prowadzonym przez siostry zakonne. Wspomina ogromną samotność, przyspieszone dojrzewanie, dyscyplinę i próbę chronienia siebie przez ucieczkę w marzenia.

- Te doświadczenia były dla mnie bardzo trudne. Ale ma też dobre wspomnienia, te z wcześniejszego okresu. Siedziała przy stole w kuchni i kolorowymi kredkami rysowała dziewczynkę z dwoma kucykami. "Namaluj jej jedną kokardę w kropki, a drugą w kratkę", radziła mama. "Ale jak to?", dziwiła się Marieta. "Właśnie tak, świat nie musi być poukładany", odpowiadała mama. - Moi rodzice byli i są absolutnie nielogiczni - uśmiecha sie Marieta. - Tata pochodzi ze Wschodu, a nie bez powodu o ludziach z tamtych stron mówi się, że mają "przepastne dusze", są rozedrgani. Jak kochają, to całym sercem, jak nienawidzą, to z całej duszy.

Od najmłodszych lat grała na skrzypcach, podobnie jak Anna Serafińska i Kazimierz Kaczor. Chociaż wszyscy nie znosili żmudnych ćwiczeń, dziś zgodnie przyznają: muzyka klasyczna jest tajemniczym ogrodem, pełnym najpiękniejszych rzeczy. Tego nie zrozumie nikt, kto nie ma dostępu do tego świata.

- Żeby wykrzesać dźwięk, potrzeba lat - twierdzi Anna Serafińska. - Skrzypce to romantyczny instrument. Trudno pozostać niewrażliwym na świat, gdy się na nim gra.

Dusza jasna, dusza ciemna

- Wiesz, że czuję twoją aurę? - uśmiecha się Marieta Żukowska. Gdy to mówi, przypominam sobie definicję artysty: "Dostrzega przeróżne znaki, gesty, słowa, na które przeciętny człowiek nie zwraca uwagi". - Zawsze dostawałam trudne, skomplikowane role - mówi Marieta. - Chociażby Teresa z filmu "Nieruchomy poruszyciel" Łukasza Barczyka. Ofiara gwałtu, która w jakiś przedziwny sposób kocha swojego oprawcę. Pamiętam, jak rozkładałam ją na czynniki piewsze. Dużo myślałam, jak zagram scenę, gdy policjantki pytają moją bohaterkę: "Czy nie ubierała się pani zbyt wyzywająco?". Wykombinowałam, że spojrzę na nie spokojnie, bo wiem, że takiego pytania nigdy nie zadałaby osoba wrażliwa.

Znalazłam sobie idealny zawód, by dać upust temu, co we mnie siedzi. Dzięki nadwrażliwości umiem się otworzyć na drugiego człowieka, wniknąć w jego emocje, zobaczyć jego wielowymiarowość. Im jesteś wrażliwszy, tym masz więcej empatii, która pozwala zrozumieć najdziwniejsze zachowania. Bez tego nie można być dobrym aktorem.

Maria Pakulnis nieustannie analizuje swoją duszę i wie, że czasem jest ona ciemna, czasem jasna; że każdy bywa wspaniały i podły zarazem.

- Siła nadwrażliwca polega na samoświadomości. Być może dlatego często grywałam zimne, bezwzględne kobiety, tak przecież pozornie niezgodne z moim charakterem.

Dla Anny Serafińskiej śpiewanie jest największym szczęściem. - Dzięki temu moja energia znajduje ujście. Gdyby nie muzyka, trafiłabym chyba do szpitala psychiatrycznego. Pomyśl, pracowałabym w biurze, codziennie przyjmowałabym interesantów. Musiałabym być miła, odpowiadać "tak", "nie". Gdzie znalazłabym miejsce na swoją neurotyczność?

Cztery lata temu życie Serafińskiej znalazło się w totalnej rozsypce. Powoli rozpadało się jej małżeństwo, a ona nie potrafiła powiedzieć sobie: "OK, nie wyszło". Nie umiała przeżyć rozpaczy, pogodzić się ze stratą i iść dalej. Uciekała przed sobą. Zajęcia w szkole, próby, wyjazdy, koncerty. Ciągle w biegu. Potem budziła się w środku nocy, nie mogła spać. Ale to był dla niej bardzo dobry czas zawodowo. Zdobyła główną nagrodę i nagrodę publiczności na Światowym Konkursie Wokalistów Jazzowych w Montreux. Po koncertach podchodzili do niej fani, gratulowali, mówili, że "kompletnie ich rozwaliła". - Ja nie śpiewałam - wspomina dzisiaj. - Ja wykrzykiwałam swój ból.

Wtedy też nagrała płytę z piosenkami Agnieszki Osieckiej. Czy potrafiłaby wniknąć w duszę neurotycznej poetki, gdyby sama nie miała w sobie takich emocji?

Do nadwrażliwości artysty ostrożniej podchodzi Kazimierz Kaczor. - Trzeba umieć korzystać ze swojej emocjonalności, ale nie można się jej poddawać. Powinno się ją kontrolować. I nauczyć się żyć w stresie, bo tak naprawdę aktorstwo wymaga wielkiej odporności psychicznej. Każda rola jest wyzwaniem, ciągle jesteśmy krytykowani, oceniani. Ci, którzy ulegają swojej nadwrażliwości, przegrywają, wpadają w nałogi, depresje.

Katarzyna Troszczyńska

Przeczytaj drugą część materiału

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje