Kryptonim: żona
Przyjaciółka podsuwa inny trop: "Skoro nie sypia z tobą, chodzi na dziwki. Żeby potwierdzić się jako mężczyzna. Przed nimi, w przeciwieństwie do ciebie, nie obawia się porażki". Beata nie wierzy. Ale sprawdza. Śledztwo nie jest trudne. W komputerze odkrywa archiwum czatu - seksualny, prymitywny i wulgarny dialog z wieloma kobietami. Boli. Wieczorem przesyła Mateuszowi maila z fragmentami rozmów. "Czego mi brak?", pyta zrozpaczona. On nie odpowiada, nie odbiera telefonów. W końcu sms: "Porozmawiamy, gdy wrócę".
Kiedy przeprasza, obsypuje komplementami, płacze, Beata ostatni raz wierzy, że się uda. Że ich małżeństwo to nie atrapa. Przecież przysięgali przed Bogiem. To argument, wobec którego oboje są bezbronni. Mateusz: "Bywam impotentem, bałem się przed tobą ośmieszyć. Stąd obce, nic nieznaczące kobiety". Beata chce usłyszeć każde z tych słów. I kolejne: "Kocham cię jak nikogo. Bardzo pragnę dziecka". "Ja też", mówi ona. "Ale jak mam zajść w ciążę, skoro nie sypiamy ze sobą?". "Daj mi jeszcze szansę" błaga Mateusz. "Chcę być ojcem".
Beata: - Dziś wiem, że za wszelką cenę sam chciał uwierzyć, że wszystko z nim jest w porządku. A ja dałam się nabrać. Po rozmowie, która przynosi Beacie tyle nadziei, Mateusz unika seksu przez następne... dwa lata. "Daj spokój. Przecież teraz jedziemy na Zanzibar. Potem znikam na kontrakt w Dubaju. To nie czas na dziecko". Ostatni raz Beata pyta w swoje 40. urodziny: "Może teraz?". Mateusz odwraca wzrok. Beata ma dziś 42 lata. - Już wiem, że nie będę mamą - mówi ze smutkiem.
Pogodzona
Rok temu. Impreza w znanym klubie w Warszawie. Wśród VIP-ów wielu homoseksualistów. Beata szykuje zasadzkę. Pomaga nie byle kto, bo artysta o wyglądzie Ruperta Everetta. Zdeklarowany gej. Zabawa jak w "Niebezpiecznych związkach". "Spróbuj uwieść mojego męża", prosi. "Muszę znać prawdę".
- To było jak czekanie na wynik testu - mówi dziś. - Był pozytywny. Mateusz połknął haczyk. Znajomy nie pozostawiał wątpliwości. "Poszliśmy na całość", napisał w esemesie. Dzień po "teście" Beatę odwiedza przyjaciółka Zosia. Pomaga podjąć decyzję. Separacja? Życie w kłamstwie? Okrutny kompromis? Beata się buntuje: "Nic dla ciebie nie znaczy przysięga w kościele?". "A dla ciebie?". Beata pęka. Przyznaje: - Jestem słaba. Nie umiem żyć sama. "Przecież jesteś sama", prowokuje Zosia.
- Dzwonimy do siebie co dzień. A tak? Nawet telefon zamilknie. Dlaczego mam rezygnować z wyjazdów do St. Moritz, publicznych komplementów, trzymania za rękę, choćby na pokaz. Obok mnie inteligentny, zabawny, troskliwy facet. Może mnie nie kocha. Ale bardzo lubi! Szklanką z mojito Beata wznosi toast: "Za mojego ukochanego... przyjaciela!".
- Wiem, że Mateusz pomoże w każdej sytuacji. Tak się troszczył, kiedy moja bratanica zachorowała na białaczkę - przekonuje Zosię. - Jest ze mnie dumny, wiem, że mnie potrzebuje. A że nie pożąda... I tak wiele dostaję... Skoro nie mam dziecka, będę miała superżycie. Wyjazdy. Kochanków. Dużo kochanków. Wystarczy, że ty będziesz matką Polką, ja zostanę najlepszą ciocią - mówi niby-żartem do przyjaciółki.
Małżeństwo to interes
Beata była przy Zosi w czasie każdego z jej trzech porodów. Razem spędzają wszystkie wakacje. I święta, jeśli Mateusz ma swoje plany. Beata spełnia się jako "mama" przy dzieciach przyjaciółki. - "Mąż i żona" - mówią o sobie żartem. - Ale to "białe małżeństwo". Kolejne w mojej karierze - ironizuje Beata.
Znajomi, rodzina nadal wierzą w siłę miłości Mateusza i Beaty. Albo udają, że wierzą. Beata już wie, że osoby o przeciwnej orientacji seksualnej często tworzą związek, który uchodzi za wzorowy. Oprócz przyjaciółki tylko jedna osoba podaje w wątpliwość ten obraz szczęścia. Teściowa podczas piątej rocznicy ślubu, po kilku kieliszkach wina, wyznaje: "Beatko, nie wiem, jak ci dziękować. Tyle lat czułam, że z Mateuszem jest coś nie tak. Wiesz, on nie zauważał kobiet. Może czekał na ciebie...".
Beata oddycha z ulgą. Nie jest kobietą przegraną. Nawet jeśli to pozór, za którym kryje się drugie życie. Ostatnio na wielkim lustrze w jej łazience pojawił się namalowany szminką akt. "Popatrz, jaka jesteś piękna", napisał Marco. To hiszpański malarz, któremu Beata przygotowuje w Polsce wystawę. Cudowny kochanek. - Przypomniałam sobie to uczucie, kiedy po długiej nocy boli cię całe ciało. I to jest boski ból - rozpromienia się.
A kiedy Marco pyta: "Dlaczego z nim jesteś?", odpowiada żartem: "Nie wiesz, że przeciwieństwa się przyciągają? On jest homo, ja hetero". Prawda jest inna. Odkąd Beata podjęła decyzję, że wybiera kompromis, nie chce już analizować swojego związku. - Wolę mieć homoseksualnego przyjaciela u boku niż heterowroga - mówi. - Związek to także interes. Dawanie i branie. Interpretacja zależy od ciebie. Poza tym... rozglądam się wokół. Nie znam ani jednej prawdziwie szczęśliwej pary. Rozwody, łzy, dramaty, cierpienie. Zawiedzione zaufanie. A my trwamy. I tej wersji się trzymam - dodaje.
Marta Bednarska
Twój STYL 7/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Reportaże
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
dziękuję za wczorajsze komentarze..., póki co dziwnie... więcej
Reklama
Wasze komentarze (38)
-
29.07.2010 (19:40)moja historia jest inna,tzn nie mam meza geya, nie zdradza mnie ,nie ma zadnej kochanki .moj maz kocha rower i tylko rower. 3xw tyg jedzie z innymi milosnikami 2 kolek na rejs .to tylko 2 h. faktycznie to cale popoludnie .po rzyjezdzie idzie do garazu i czysci /piesci/ swoj rower . poslubjajac go wiedzialam ,ze lubi jazde ,nie bylo w tym nic strasznego i dziwnego .zaakceptowalam te hobbi,zaczelam ukladac swoje zycie /czas/wolny .kupilam komputer ,poszlam na kurs i pokochalam to malenkie pudeleczko.ale te nasze "milosci" nie sa miedzy nami .nie wiem w jaki sposob to sie stalo ale wogole z soba nie wspolzyjemy .wpierw jemu nie wychodzilo ,mowil :cierpliwosci ....czekalam ,no nie biernie.robilam wszystko by go podniecic,zainteresowac.bylismy nawet u lekarza , zalecil wiagre.nic z tego nie wyszlo ,poniewaz twierdzil ,ze mu nie potrzebna.zaczely s ie klotnie.....ktore zawsze podsumowywal,ze to moja wina . jeszcze probowalam ......i przestalam . spimy oddzielnie winych pokojach.rano podaje mi kawusie , jedziemy czasami wozem ot tak przed siebie.zyjemy jak bart z siostra . oboje jestesmy po slubie juz 14lat i w wieku dojrzalym.kupilismy mieszkanie ,ktore splacamy /jeszcze rok/ on ma swoje zycie ,rower z ktorym nie mam zamiaru walczyc i soj ekran w tv gdzie leci tylko sport. nie pije , nie zdradza .ja wlasciwie stracilam juz calkowicie chec do seksu ......mialam w zyciu kilka milosci i dobre i zle. maam psa , kompyter , ksiazki , przyjaciol i cudowna rodzine z pierwszego malzenstwa/synów i wnuka/.nie wygladam na swoje lata , mlodzi jeszcze zawiesza oko ....czy mi z tym dobrze z poczatku nie ale teraz tak . mam obok przyjaciela na ktorego moge zawsze liczyc ,ktory mnie slucha,wkurza czasami ..ale jest ,nie jestem sama ,oklamywana , zdradzana .no czasami wybucha klotnia i potem wszystko wraca do normy .Sluzaca nie jestem jakos dzielimy sie obowiazkami ,oplatami . takie "biale" starsze malzenstwo .gdy mam ochote na milosc powracam wspomnieniami do minionych uniesien,uwielbien .bylam kochana bardzo ....a potem zdradzona a potem wdowa. nie ma recepty na milosc..zycie .Albo walczysz i idziesz do przodu nie wiedzac co spotkasz po drodze ...albo popatrzysz na to wszystko tak z boku ...i ...dojdziesz do wniosku : nie warto i nie trzeba nikoga zmieniac ,bo sie nie zmieni kodu niestety. albo zamkniesz drzwi z tamtej strony ...albo zaakceptujesz to co juz znasz.
-
23.07.2010 (02:00)straszna rzeczą jest że kiedy człowiek (w większości wypadków kobieta) wybiera partnera rozum ś p i . . . i wyobraźnia też...
pewnie dlatego tyle rozwodów lub separacji jest ostatnio. Ale jak można trwać w toksycznym związku przez lata? - to niezrozumiałe.
"Osobiscie jestem juz zmeczona tematem Mieszkam w Sydney i przez dziesiec lat nie zdarzylo mi sie pracowac w miejscu gdzie nie bylo by dumnego ze swojej orientacji seksualnej homo albo pieciu..."
to przerażające bo w myśl teorii Darwina takie zachowania powinny być eliminowane z populacji. U człowieka dzieje się inaczej - nasz gatunek zmierza ku nieuchronnej zagładzie.
-
-
21.07.2010 (10:10)każdy ma poniekąd rację, a złotego środka niestety nie ma, bo coś takiego po prostu nie istnieje. Wszystko zależy od człowieka, a każdy jest inny i każdy widzi to swoimi oczyma, jeden jest bardziej tolerancyjny inny mniej. Gej stanie w obronie gejów, lesba w obronie lesby itd. Ilu ludzi tyle komentarzy, więc po co wogóle to komentować ???
Nie lepiej zająć się swoim życiem i rozwiązywaniem swoich problemów niż tracić czas na bzdurne komentowanie artykulików domorosłych pismaków ??
Ludzie zajmijcie się swoim życiem i dajcie żyć innym ich własnym życiem.
Każdy z nas w życiu staje przed różnymi wyborami , ale to są nasze wybory .... najprościej doradzać lub krytykować innych, a wy co ??? Święci ??? -
19.07.2010 (17:37)~zzzzzzzzzzzzzOsobiscie jestem juz zmeczona tematem Mieszkam w Sydney i przez dziesiec lat nie zdarzylo mi sie pracowac w miejscu gdzie nie bylo by dumnego ze swojej orientacji seksualnej homo albo pieciu...
I jeszcze ten gejowskie ostatki ,widziałam zdjęcia z tego cyrku, jakbym tam mieszkała to bym przez te kilka dni starał się z domu nie wychodzić nie cierpię tej gejowskiej nachalności o obnoszenia sie ze swoją innością -zazwyczaj wulgarnego i wprowadzania na mody na bycie homo a przynajmniej na przyjaźnienie sie nimi i popieranie. -
19.07.2010 (06:44)Straszne dranstwo, prawda? Tak oklamywac drugiego czlowieka.... zabrac kobiecie szanse na dziecko..... wiem, ze zdecydowana wiekszosc homoseksualistow urodzila sie homoseksualistami. bardzo chcialabym, zeby wreszcie byli trakotani na rowni z hetero - NIE LEPIEJ, nie gorzej. w tej chwili, w niektorych kregach to bardzo modne byc homo. To, co ci panowie zrobili tym paniom to swinstwo. po prostu. Osobiscie jestem juz zmeczona tematem Mieszkam w Sydney i przez dziesiec lat nie zdarzylo mi sie pracowac w miejscu gdzie nie bylo by dumnego ze swojej orientacji seksualnej homo albo pieciu... Znam homoseksualistow, ktorzy sa wspanialymi ludzmi i nie sadze by kiedykolwiek wykorzystali kogos w tak paskudny sposob. Sa ludzmi i to jak uprawiaja seks to ich sprawa - sami to tez tak traktuja. sa niestety i pasywni agresywni - zdecydowana wiekszosc, ktorzy za punkt honoru uwazaja wywijanie mi przed nosem penisem, ktory nie lubi waginy. na ich facebookowych forum az roi sie od seksistowskich zartow. ich najlepsze przyjaciolki to bardzo nieatrakcyjne kobiety - potwierdzjace ich regule, ze wagina musi wywolywac odruch wymiotny badz tez podobne im pasywnie agresywne panny... tak chcialabym, zeby juz bylo normalnie.. zeby homoseksualizm traktowany byl jak normalne zjawisko - bez potrzeby parad i wspomnianego wywijania penisem . amen pozdrawiam sympatycznych homo i hetero. wszystkiego najlepszego :)duzo milosci i szczescia













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli