Kobieta na mojej drodze
Czasem myśli: "Dlaczego kobiety są zazdrosne? Czego mogą mi zazdrościć? Przecież nie urody ani spektakularnej kariery, bo jej nie zrobiłam i zawsze miałam raczej pod górę". Małgorzata Niemirska, aktorka, przez telefon mówi: - Na palcach jednej ręki mogę policzyć kobiety dla mnie ważne. Nie mam w sobie potrzeby wspólnoty, bliskości. Przeciwnie, wydaje mi się, że spotykanie się z kobietami to marnowanie czasu. W końcu ja wszystko wiem o ich sprawach, czego mogłabym dowiedzieć się nowego? Szkoda mi czasu na rozmowy, które w żaden sposób nie rozwijają. Uliczka, przy której znajduje się jej dom, jest niewielka, bardzo klimatyczna. Jedno z niewielu miejsc w Warszawie oświetlane latarniami gazowymi.
Małgorzata Niemirska roztacza wokół siebie zapach delikatnych perfum, ubrana elegancko mimo wczesnej pory dnia. Uwagę zwracają jej oczy, niektórzy uważają, że to największy atut aktorki. Jest miła, ale zdystansowana. Przez otwarte drzwi tarasu wpada świeże powietrze, pachnie wiosną. - Słyszy pani, jak ptaki śpiewają? - pyta. - Dokarmiam je zimą, a gdy robi się ciepło, lubię sobie usiąść sama z kawą przy stole i słuchać, jak wszystkie się przekrzykują. Od śmierci jej męża Marka Walczewskiego, znanego aktora, niedługo minie rok. - Teraz dom jest na moim utrzymaniu - tłumaczy. - Na nic nie mam czasu. Gram w Teatrze Dramatycznym, regularnie jeżdżę do Wrocławia, gdzie kręcone są zdjęcia do serialu "Tancerze". Nawet nie wiem, kiedy mogłabym spotykać się z koleżankami. Zresztą, gdy słyszy: "Umówmy się na babską herbatkę", myśli: "Po co? Co może powiedzieć kobieta drugiej kobiecie? Nic. Gdyby tam był chociaż jeden facet, stanowiłby jakiś punkt odniesienia".
- Bo ja po prostu kocham mężczyzn - uśmiecha się. Tak było od dzieciństwa. Choć do rodziny Niemirskiej należało dużo ciekawych, mądrych, silnych kobiet, ona najlepiej czuła się z ukochanymi dziadkami, wujkami, tatą. Była ich ulubienicą. Uwielbiała męskie poczucie humoru, rozmowy, które prowadzili. - Nie lubię kobiecego użalania się nad sobą, wybebeszania duszy. Ani nie potrafię się zwierzać, ani za bardzo nie chcę zwierzeń słuchać. Emocje, które towarzyszą na przykład miłości, są czymś tak intymnym, że nie wyobrażam sobie, jak można się nimi dzielić, a kobiety często to robią. Gdyby jeszcze umiały to, co usłyszą, zatrzymać dla siebie… - dodaje.
Zawsze miała jedną przyjaciółkę, Teresę. Do dziś utrzymują ze sobą kontakt. - W młodości rzadko spotykałyśmy się tylko w gronie koleżanek, nie było "babskich" wypadów do kina czy nad jezioro. Każda z nas miała swojego narzeczonego i z nim chciała spędzać czas. Później, w dorosłym życiu, też najważniejszy był mężczyzna. - Być może nie potrzebowałam bliskości duchowej z drugą kobietą, bo całą przestrzeń prywatną wypełniał Marek. Był nie tylko mężem, kochankiem, ojcem, czasem dzieckiem, ale i najlepszym przyjacielem. Kobiety zawodowo? Z tym też bywało różnie.
Jako osiemnastolatka zagrała Lidkę w "Czterech pancernych…", nie musiała się o tę rolę starać, reżyser sam zauważył ją na korytarzu warszawskiego Liceum im. N. Żmichowskiej, w którym wtedy się uczyła. Później były szkoła, teatr. - To normalne, że młoda aktorka szybko staje się obiektem pożądania kolegów z pracy, starsze koleżanki czują się odsunięte, zazdrosne. To się wyczuwa w każdym słowie, geście. Ja też mam podobne doświadczenia. Najśmieszniejsze, że w ogóle nie interesowały mnie role amantek, chciałam jak najszybciej grać te poważne, do urody nigdy nie przywiązywałam wagi. Przyznaje, że w tym zawodzie łatwo o konflikty. Aktorek jest dużo, szanse na fajne role mają albo te młode, albo bardzo dojrzałe.
- Nie ma scenariuszy dla kobiet w średnim wieku - mówi - więc siłą rzeczy rywalizacja jest duża. Chociażby o rolę Heleny, założycielki szkoły tańca w serialu "Tancerze", ubiegało się kilka znanych aktorek. - Ja staram się po prostu robić swoje. Nigdy nikogo nie podkopuję, nie walczę. To nie leży w mojej naturze. Straciła pracę przez panią X? Trudno, nie wyjaśnia, nie tłumaczy. Wychodzi z założenia, że to X musi z tym żyć, tak czy siak zła energia do niej wróci. Czasem myśli: "Dlaczego kobiety są zazdrosne? Czego mogą mi zazdrościć? Przecież nie urody ani spektakularnej kariery, bo zawsze miałam raczej pod górę - śmieje się. W końcu przychodzi jej coś na myśl.
- Może tego, że ja mam dystans? A może najbardziej zazdroszczą, że miałam szczęśliwe małżeństwo, to się przecież tak rzadko zdarza. Marek miał fascynującą osobowość, był wspaniałym człowiekiem, a wybrał właśnie mnie. W pracy zawodowej też stawiała na mężczyzn, bo byli ciekawsi, nietuzinkowi, potrafili i chcieli odkrywać ją jako aktorkę. Choć - przyznaje - spotkała kilka mądrych, ciekawych kobiet. Na studiach - Ryszardę Hanin, która opiekowała się jej rokiem. Niemirska robiła u niej dyplom. Pamięta przejmującą scenę. Lata 60., króluje moda na mocny makijaż. Studentki od rana upudrowane na ciemny brąz, oczy a la Kleopatra, do włosów przypięte treski. Niemirska też ulega tej modzie. Któregoś dnia Hanin podczas prób siada koło niej i zmywa jej makijaż. - Przygotowywałam się do roli dwunastoletniej dziewczynki. Profesor Hanin w kilka minut, bez słowa, odarła ze mnie ten cały blichtr, zajrzała w moją duszę.
To była dojmująca scena, ona nie prawiła mi żadnych kazań, w ogóle niewiele mówiła. Ale wtedy uświadomiłam sobie, że nie można budować siebie, poczucia własnej wartości na wyglądzie zewnętrznym, bo to jest tak kruche, tak ulotne. Ze współczesnych reżyserek ceni Agnieszkę Glińską. - Wie, czego chce, szybko podejmuje decyzje, czuję się przy niej jak aktorka bezpieczna. I dodaje: - Tyle w sumie nagadałam na te kobiety, a teraz okaże się, że jestem niekonsekwentna, bo chociażby uwielbiam dziewczyny, z którymi gram w "Borysie Godunowie" w reżyserii Mariusza Trelińskiego. Praca bardzo nas zbliżyła, mamy podobne poczucie humoru, doskonale się ze sobą bawimy. No i muszę przyznać: kobiety są niezawodne w sytuacjach dramatycznych. Kiedy umarł Marek, potrzebowałam pomocy w zwykłych, codziennych sytuacjach. Wystarczył jeden telefon do koleżanki. Rzucała wszystko, żeby być ze mną. Nigdy nie usłyszałam: "jutro", "jestem zajęta", "dasz radę sama". Wtedy przekonałam się, że to właśnie kobieta najlepiej zrozumie cierpienie drugiej kobiety.
Katarzyna Troszczyńska
PANI 05/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Reportaże
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Zajadam truskawki sobie:))))) Pycha... Zadzwoniłam do... więcej
Reklama
Wasze komentarze (188)
-
05.06.2010 (01:20)
-
02.06.2010 (05:39)Smieszna jest ta p. Ewa! Gdyby to powiedziala nastolatka no to moze jeszcze ale dorosla juz kobieta - troche smieszne i bardzo naiwne. Ona potrzebuje uslyszec pare komplementow i pracuje nad tym. Przypomina mi powiedzenie "... nienawidz mnie poniewaz jestem piekna!". Co prawda jest akrakcyjna ale nie przesadzajmy. Jesli mam tak w glowce jak to teraz widac no to mogla byc cholernie nieciekawa w zyciu prywatnym. Smieszna piszac jak szalenie sa kobiety zazdrosne o nia. A moze p. Ewo lepiej jak cos o pani ktos co milego sam powie o tak bez pani nacisku. To jest duzo przjemniejsze. To sie wiecej liczy. Ja rowniez mialam nauczycielke ktora mnie nienawidzila w Liceum Ogolnoksztalcacym. Potrafila mi dac kilka razy niesdost. w czasie tylko jednej lekcji. Czesto mi dogadywala ze moje bledy mlodosci nie pozwalaja mi sie dobrze uczyc. Pozniej maz kuzynki ktora mi powiedziala ze jestem typem jego zony ktora wlasnie go zostawila i dlatego on mnie tak strasznie nienawidzi. On naprawde mnie nie znosil. Co do nauczycielki matematyki to byla stara pana a wiec tak naprawde to nie przeszkadzalo mi ze mnie tak nienawidzi. Owszem znalam kilka rowniez bardzo ladnych kobiet ale niektore z nich byly takie tkz. cichodajki a wiec ich powodzenie absolutnie mnie nie draznilo. Dobrze miec rowniez poukladane w glowce to bardzo pomaga, pani Ewo. Bo jak narazie to mnie pani smieszy. A co do tych pan ktore drza o mezow: drogie panie jak maz bedzie chcial dac w dluga to i tak da - i czy tanczyl czy nie tez nie ma znaczenia. Moja rada; czujcie swoja wartosc. Ja to wiem i to sie oplaca.
-
-
02.06.2010 (05:21)~TOMmysle ze p.Ewa ma wysokie aspiracje o sobie.
Ale nalezy do tej grupy kobiet - - litujacych sie nad SOBA.
" O JAKA JESTEM PIEKNA I NIESZCZESLIWA"
Ewo poprostu popracuj nad soba a nieosmieszaj sie!!!!!Chyba miałeś na myśli mniemanie, a nie aspiracje, radzę zajrzeć do słownika zanim zaczniesz krytykować... -
02.06.2010 (05:19)~WacekAch te baby. Jest naprawdę tak, jak głosi stare przysłowie że,z kobietami wielka bieda,lecz bez kobiet żyć się nie da.
Eva jastes lada kobieta ja mialam to somo jak bylam mlodom nie martw sie tym badz dumna ze siebie pozdrawiam Halina. -
02.06.2010 (01:39)













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli