Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jak wyjść za mąż w dwa miesiące?

Edyta i Szymon: Odwrotna kolejność

Żyli bez ślubu, wzorując się na jego dziadkach, którzy poznali się po wojnie i byli szczęśliwą parą przez 50 lat. Edyta z Szymonem spędziła 12 lat, mieli już dwoje dzieci. I wtedy on podczas ich pobytu w Nowym Jorku ukląkł przed nią na tarasie widokowym Empire State Building i się oświadczył. Ściskali się przy aplauzie kilkudziesięciu osób. Dlaczego Szymon to zrobił, choć nie musiał? Tłumaczył, że "właśnie wtedy dojrzał". Jest decyzja. Po co czekać?

Czas start

Reklama

Edyta: - Pierwsze dowiedziały się dzieci: sześcioletnia Maja i czteroletni Igor. Cieszyły się, choć komentowały, że u nas zawsze wszystko jest odwrotnie niż u innych. Znajomi byli zdziwieni, ale kibicowali. Niektórzy żartowali, że zdradziliśmy porozumienie par, które ślub uważają za zbędną formalność. Czas przygotowań był wspaniały. Wszystko robiliśmy razem. Na co dzień bywa inaczej, choć mamy wolne zawody i często oboje pracujemy w domu, myślami jesteśmy w swoich sprawach.

50 dni do ślubu

Spisujemy na kartce, jakiego wesela na pewno nie chcemy. Odrzucamy wersję w centrum miasta, wolimy, żeby goście mogli wyjść do ogrodu. Nie chcemy przaśnego polskiego jedzenia: ryb w galarecie, jajek faszerowanych, które rozpływają się na stole pod wpływem temperatury. Wiemy, że dobre przygotowanie wszystkiego to podstawa! Ale tego dnia mamy się przede wszystkim dobrze bawić. Zatrudniamy więc wedding plannerki. One namawiają nas na dwór w Konstancinie. Podoba nam się. Poza tym większość "zielonych" miejsc jest już zajęta. Decydujemy się prawie natychmiast.

40 dni do ślubu

Szymon sam przygotował projekt zaproszeń. Na okładce jest nasze zdjęcie, a w środku treść i zastrzeżenie, że prosimy o nieprzynoszenie prezentów.

30 dni do ślubu

Zależy nam, żeby ślub odbył się w ogrodzie obok miejsca wesela. Próbujemy namówić urzędników, żeby udzielili nam ślubu "na świeżym powietrzu", ale wychodzić w plener zabraniają im przepisy. Ciekawe dlaczego? W końcu przypomniałam sobie, że czytałam kiedyś o ślubach humanistycznych. W Polsce organizuje je Stowarzyszenie Racjonalistów. Para sama układa słowa przysięgi, wybiera muzykę, ceremonię prowadzi mężczyzna i kobieta, co ma symbolizować równouprawnienie. Świetnie! Niestety taki ślub nie ma mocy prawnej. Postanawiamy więc, że ślub humanistyczny odbędzie się w ogrodzie przy 150 gościach, a my dwie godziny wcześniej weźmiemy cywilny w urzędzie, w towarzystwie świadków i naszych dzieci.

20 dni do ślubu

Zastanawiam się nad prezentem dla Szymona. Chyba wszystko już sobie daliśmy. Postanawiam nagrać mu płytę, na której zaśpiewam "Dream a Little Dream of Me". Przygotowuję tę niespodziankę w domowym studiu kolegi muzyka. W tym samym czasie, o czym jeszcze wtedy nie wiem, Szymon pracuje nad prezentem dla mnie. Przez agentów namawia ważnych dla nas artystów: Waglewskiego, Groniec, Nowaka, żeby nagrali dla mnie życzenia. Godzą się. Szymon puści je potem z projektora na weselu. Czterdzieści osób wśród gości to dzieci naszych przyjaciół. Z myślą o nich aranżujemy specjalną salę zabaw i zatrudniamy dziecięce animatorki. Atrakcją wieczoru będzie kilkustronicowa gazetka z historią naszej znajomości, zdjęciami gości, informacjami o voucherach na taksówki itp. No i quiz: "Co wiecie o młodej parze?". Nad wszystkim czuwają dziewczyny z agencji organizującej wesela.

Dzień ślubu

Bez wedding plannerek nie dalibyśmy rady. Rano padał deszcz. W ostatniej chwili ratowały ogrodowe dekoracje. Kilka minut później zaświeciło słońce, więc przenosiły wszystko do ogrodu. Do ślubu pojechaliśmy starą Warszawą, samochodem naszego kolegi. Były z nami dzieci. Wiedziałam, że mój ślub będzie wspaniały, że odbywa się w najlepszym momencie. I że nawet jeśli coś pójdzie inaczej, niż planowaliśmy, i tak nic nam nie popsuje tego dnia.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL