Przejdź na stronę główną Interia.pl

Inni niż myślisz

Zenek ze "Złotopolskich", Rysio z "Klanu", Wąski z "Kilera". Kto ich nie zna? Kreacje te zapadły w pamięć milionom widzów. Ale czy pozwalały przekonać się o wszechstronnym talencie aktorów?

Naprawdę, to już ostatni artykuł, w którym promuję Ryśka z "Klanu" - śmieje się Piotr Cyrwus. - Gram go od trzynastu lat i niedługo trafię do księgi rekordów.

Reklama

Aktor przyznaje, że nie ogląda seriali, bo brakuje mu czasu. Kiedyś zaproszono go na casting. Myślał, że do jakiegoś filmu fabularnego. - Tego dnia akurat odbierałem w Warszawie samochód, który ukradziono mojej żonie - wspomina. - Ręce miałem brudne od smaru, nie zdołałem ich domyć. Stanąłem więc przed kamerą, ukrywając dłonie, coś tam powiedziałem i wróciłem do domu.

Byłem przekonany, że żadnej roli nie dostanę. A tu telefon, żebym przyjechał, bo będę grał Ryszarda Lubicza w serialu "Klan". I że szukają już nawet dla mnie żony.

W tym czasie Cyrwus był już znanym aktorem Starego Teatru w Krakowie. Laureatem nagrody dla najlepszego aktora roku 1990 (za rolę Walusia w "Do piachu" Tadeusza Różewicza w reżyserii Kazimierza Kutza). Postanowił połączyć życie teatralne z telewizyjnym. Grał dwadzieścia przedstawień w miesiącu. A potem jechał na dziesięć dni zdjęciowych do Warszawy. Jednocześnie występował też u Andrzeja Wajdy i u Grzegorza Jarzyny.

- Nie wiem, jak to robiłem. Pewnie kosztem życia rodzinnego. Z tamtego czasu pamiętam zarwane noce i nieustanne podróże pociągiem na trasie Warszawa - Kraków - opowiada. Po roku serial osiągnął rekordową oglądalność. Dwanaście milionów widzów znało aktora jako sympatycznego taksówkarza Rysia z "Klanu". Coraz częściej zdarzało się, że ktoś podchodził na ulicy. Niektórzy dziwili się: "O, jaki wysoki i przystojny. W telewizji wydaje się pan znacznie niższy i grubszy".

- Na szczęście rzadko namawiano mnie do wspólnego picia - śmieje się aktor. - Rysio ma opinię porządnego faceta. W Polsce A może wydawać się nudnym, nieżyciowym safandułą. W Polsce B i C jest wzorem do naśladowania. To prawda, że nie umie robić interesów, ale kocha żonę, dba o dzieci, jest uczciwy.

Prywatnie Piotr Cyrwus nie przypomina Ryszarda Lubicza, który tylko wodę na herbatę umie nastawić. Sam świetnie gotuje, lubi zapraszać gości. Nie dziwi się, że publiczność utożsamia go czasem z rolą, uważa, że to normalne. Gorzej, gdy robią to reżyserzy. Nie traci jednak nadziei, że jeszcze dostanie propozycje zagrania ciekawych postaci w filmach. Taką możliwość otrzymał niedawno w serialu "Siostry" w reżyserii Wojciecha Nowaka. Jego bohater Zdzisio nie umie przystosować się do zmian, jakie zaszły wokoło, często zagląda do kieliszka. To jeden z outsiderów współczesnego życia.

Piotr Cyrwus widział wielu takich Zdzisiów, choć w swoim domu miał inne wzory. Wychował się na wsi na Podhalu. Jego ojciec był kuśnierzem, w czasach komuny musiał zabiegać o klientów. Wszczepił synowi przekonanie, że mając wolny zawód, trzeba samemu organizować sobie pracę. W latach 80., podczas studiów aktorskich, Piotr wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Wkrótce dostał telegram od dziekana ze szkoły teatralnej. "Wracaj. Dyplom z Łomnickim. Stop".

Na miejscu okazało się, że Tadeusz Łomnicki Łomnicki nie przyjedzie i dyplomu nie będzie. Parę miesięcy później nad studentami zlitował się Krystian Lupa. Po latach Piotr Cyrwus cieszy się, że w jego ślady poszła córka, dziś jest studentką pierwszego roku Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. - Teatr mnie nie rozpieszczał - mówi aktor. - Przeważnie proponowano mi role bohaterów z ludu, utożsamiając mnie z moim pochodzeniem. Nigdy się z tym nie pogodził i dlatego sam zaczął produkować i reżyserować spektakle, w których występuje, m.in.: "Tango" i "Emigrantów" Sławomira Mrożka, monodram "Zapiski oficera Armii Czerwonej" na podstawie książki Sergiusza Piaseckiego, za który dostał nagrodę dla najlepszego aktora na festiwalu teatralnym w Toruniu, "Ławeczkę" Aleksandra Gelmana.

Na scenie wciela się w różnych bohaterów, zaskakuje. - Kiedyś ekipa z "Klanu" poszła na przedstawienie, w którym grałem - wspomina. - "To ty?" - dziwili się. Innym razem do teatru wybrała się moja mama z teściową. Nie poznały mnie i do końca czekały, kiedy ten Piotrek pojawi się na scenie. Obecnie można go oglądać na deskach teatru Komedia w Warszawie w przedstawieniu "39 Steps". - Razem z Robertem Rozmusem wcielamy się tam w kilkadziesiąt postaci - śmieje się Cyrwus. - Czegoś takiego jeszcze w Polsce nie było. Zapraszam wszystkich, którzy widzą we mnie aktora tylko jednej roli.

Magda Rozmarynowska

Więcej przeczytasz w najnowszej PANI!

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje