Cisza na receptę
Nie wyobrażasz sobie dnia bez laptopa? Wpadasz w panikę, gdy zapomnisz komórki? Marzysz, by przez godzinę nic nie robić, posłuchać własnych myśli albo uciec daleko, gdzie twoje problemy wydadzą się odległe. Wiec może do... pustelni? Dziennikarka Twojego STYLU Agnieszka Litorowicz-Siegert spędziła tydzień w klasztorze Kamedułów. Opisuje, jak trudno znaleźć się sam na sam ze sobą i jaki to kłopot mieć nagle dużo czasu.
Kilka kilometrów za Staszowem szosa prowadzi do ściany lasu. Tu trzeba skręcić w prawo. Klasztor widać z daleka. Dookoła nie ma innych zabudowań. Wysiadam z samochodu i od razu TO czuję. Coś intrygującego. Po chwili uświadamiam sobie: cisza. Odruchowo się jej poddaję. Jakoś mi głupio, że moja walizka na kółkach terkoce na bruku.
Staję przed furtą. Pod stopami mam mozaikę z kamienia z napisem: „Memento mori”. I czarny kamedulski krzyż. Obok bramy stara tablica: „Pod karą ekskomuniki kobietom wstęp wzbroniony”. Co ja tu robię? Może zawrócić? Mam tyle spraw: tekst do skończenia, synom trzeba kupić książki do gimnazjum, córka zaczyna dni adaptacyjne w przedszkolu, mąż na pewno zapomni zanieść kota do weterynarza... OK, nie stchórzę – otwieram wielkie drzwi.
Dziedziniec tonie w słońcu, w centrum stary kościół. Wokół niego pierścień niskich budynków, w tle cmentarz. Pięknie. Jest jakiś człowiek – nie mnich, gość w dżinsach i T-shircie. Mówię wesoło: „Dzień dobry, gdzie...”, a on przykłada palec do ust: „Ciii...”. Dopiero teraz zauważam tabliczkę: „Prosimy zachować ciszę”. No pięknie. Rzucam okiem, furta jeszcze się nie domknęła. Ale już przepadłam, w moją stronę idzie uśmiechnięty ksiądz: „Pani Agnieszka? Zapraszam!”.
Uciekło mi osiem lat...
Iwona, 38 lat, warszawianka. Uczy angielskiego w prywatnej szkole, pierwszy raz w Rytwianach. Rozmawiamy w podcieniach, miejscu z łukowym sklepieniem tuż za furtą. Dwie ławki pod ścianami, kot Wojtek wyleguje się na chłodnej posadzce. Iwona: – Wiesz, kiedy kończą się moje dobre wspomnienia? Jakoś osiem lat temu. Wcześniej były imprezy, podróże, marzenia o szczęśliwym związku, dwójce dzieci, mieszkaniu urządzonym na biało... Potem zaczęłam intensywnie pracować. Miałam pieniądze, ale już nie miałam czasu.
Barwny film się urywa: zajęcia, prywatne lekcje, dojazdy z Białołęki na Natolin na drugim końcu miasta, dzień po dniu identyczny scenariusz. Uciekło mi osiem lat. Faceci pojawiali się i odchodzili, nie mam dzieci. Zrozumiałam niedawno, że biegnę jak wariatka i wszystko przegapiam. Zostaje mi tylko ambicja, pokazać, że jestem lepsza od innych. Wracam do pustego domu i nie mam z kim otworzyć szampana, żeby uczcić kolejny sukces. Nie chcę tak. Muszę wyhamować, zmienić kurs, ale w którą stronę? Nie wiem.
Po to tu przyjechałam. Przynajmniej nie snuję się bez sensu po sklepach – tam uciekałam od życia... Co tak cicho Pierwszy wieczór – makabra. Zgodnie z zasadami oddałam do sejfu laptop, mój ukochany, biały, z jabłuszkiem i niedokończonymi tekstami. No cóż, szlaban. Komórkę przemyciłam. „I tak nie zadziała, nie ma zasięgu”, usłyszałam. Akurat, w dzisiejszym świecie nie ma miejsc, gdzie by nie było choć jednej kreseczki pola. I ja tę kreseczkę znajdę. Pokoje dla gości mieszczą się w głównym skrzydle. Są proste, wygodne i czyste. Moja „celka”: łóżko, szafa, stół i dwa krzesła. Nie ma telewizora ani radia, nie wolno tu słuchać muzyki. Na ścianie krzyż i wizerunek Matki Boskiej. Woda mineralna do picia, do poczytania historia klasztoru.
Po kolacji wracam do siebie, jest... dziewiętnasta. Nie mogę pisać, ale książki są dozwolone. Nic z tego – cisza zamiast pomagać w skupieniu, przeszkadza. Kręcę się po pokoiku, poszłabym na spacer, ale odstraszają komary. Kąpiel? OK. Czyli już nie wyjdę, bo mam mokre włosy. Minęło zaledwie 40 minut. Mam masę czasu, zawsze o tym marzyłam, a teraz nie wiem, co z nim zrobić. Kładę się do łóżka. Jest tak cicho, że słyszę bicie własnego serca. Po pięciu minutach zasypiam jak kamień.
Samotni na życzenie
Kościół pochodzi z XVII wieku. Dawniej wzdłuż ścian ciągnęły się stalle mnichów oddzielone balustradą. Potem wstawiono ławki – dla mężczyzn, bo kobiety mogły wejść tu tylko trzy razy w roku: w dzień Zwiastowania i Wniebowzięcia Maryi, a także w Świętego Romualda, patrona kamedułów. Nie modliły się jednak w nawie głównej, tylko w bocznej kaplicy. Stara ławka skrzypi, siadam delikatnie. Za plecami mam kolorowy witraż, przez który promienie słońca malują barwne refleksy na ścianach. W fioletowej smudze widzę księdza Wiesława – wysoki, energiczny, dyrektor ośrodka w Rytwianach. Jesteśmy umówieni na rozmowę.
Zanim wyjdziemy pospacerować, ksiądz pokazuje dziwne pomieszczenie na piętrze kościoła, niby-klatka obudowana jasnym drewnem. Dowiaduję się, że jeszcze niedawno mieszkała tam... pustelnica. Trzy i pół roku! Dopiero tej wiosny wyprowadziła się w rodzinne strony. Ponad trzy lata?! Po co ludzie uciekają w samotność? – Potrzebują odreagowania, zapomnienia – mówi ksiądz Wiesław Kowalewski. – Tu znajdują ciszę i czas. Jeśli ktoś ma potrzebę izolacji, może cieszyć się samotnością. Nikt go nie pyta o wiarę. Jeśli tak ma być, ona odżywa sama. Widziałem tu ludzi, którzy na początku drwili z błogosławieństwa posiłku, a pod koniec pobytu nie zaczynali jeść bez księdza. Ale nic na siłę.
To podstawowa zasada: ma ci być dobrze. Jeśli chcesz, możesz się wygadać. Jest do dyspozycji psycholog, ja i ksiądz Irek, kapelan. Służymy w każdej chwili. Zauważyłem, że wiele osób czeka z wyznaniami, aż zapadanie zmrok. Ciemność jest bezpieczna, rozumiem to.
Modlitwa – obiad – modlitwa
W uśpionej komórce żadnych komunikatów o nieodebranych połączeniach. Po kilku dniach brak informacji z domu jest mniej uciążliwy, choć zastanawiam się, czy chłopcy radzą sobie z książkami i czy przepadła mi obserwowana od tygodnia aukcja na Allegro. Brakuje trochę kontaktu z przyjaciółmi: Monika miała ważną rozmowę o pracę, Zbyszek problemy z wizą do Stanów. Niepokoję się o mamę – sama musi sobie poradzić z wymianą okien. Może pójdę szukać zasięgu?
Tłumaczę sobie: spokojnie, gdyby działo się coś ważnego, znajdą mnie. Świat beze mnie nie zginie. Choć często mam wrażenie, że tak... Chowam komórkę do walizki. Jedno, co mnie irytuje, to brak lustra. Widzę siebie tylko w małym lusterku w łazience. Ale może i lepiej – dżinsy, które wkładam na spacer, ledwo się dopinają. Cóż, doktor Dukan został za furtą, na trzymanie diety nie ma tu szans.
Jestem zdziwiona, że nie wściekam się o ten dodatkowy kilogram czy dwa. Chyba zaczynam traktować siebie z większą sympatią. Na schodach spotykam Iwonę. Idzie na wspólną modlitwę. Tak zawsze o 21 żegna się tu dzień. Chwilę rozmawiamy o tym narzuconym rytmie: pory posiłków, spotkania w kaplicy, zajęcia terapeutyczne. Iwona to polubiła – ktoś ustawia czas za nią, nie musi o niczym decydować. Po prostu budzi się i jest...
Dziwne. Mnie denerwuje harmonogram jak na wczasach. Mijam jeszcze Adama, to ten człowiek, który uciszał mnie przy furcie. Jada w samotności, z nikim nie rozmawia, nie widuję go w ogrodzie. Siedzi w celce cały dzień? A może spaceruje po lesie? Widać każdy ma swój sposób na „reset”. Zastanawiam się, co jest dobre dla mnie. Skoro cisza mnie irytuje, a sztywny plan dnia wcale nie porządkuje, może nie umiem być sama ze sobą przez całą dobę? A co myśli o tym Inga, z którą jestem dziś umówiona?
Artykuł pochodzi z kategorii: Reportaże
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (93)
-
18.10.2011 (15:25)Ciekawe przeżycie moze dla wielu potrzebne ale tylko wtedy gdy wiemy że na nas czeka ktoś-bardzo!
-
12.10.2011 (05:01)
-
-
12.10.2011 (04:48)
-
11.10.2011 (23:40)Równie dobry "wypoczynek dla psychiki" funduje Polskie państwo - areszt wydobywczy w którym Tusk i jego ferajna mnie zamknęli - jeszcze darmo jeść dadzą tak, że schudłem 17 kg w 2 miesiące -
-
11.10.2011 (23:34)zainspirowana tym tekstem zaczełam szukac kamedulskiego klasztoru w Rytwianach w internecie, znalazłam tzw Pustelnie Zlotego Lasu w pokamedulskim klasztorze, czytaj czysta komercje, gdzie za nocleg ze snadaniem w jednoosobowym pokoju kasuje 110 zl, i mozesz sie poddac dowolnej terapii np. terapii odchudzajacej, z tego co wyczytalam na stronie, to bardziej to przypomina osrodek spa, niz klasztor, a ceny jak w hotelu













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli