Przejdź na stronę główną Interia.pl

Byle do dzwonka

Ma być autorytetem. Ale zamiast „Pani psor” słyszy od ucznia: „Wpisz mi jedynkę, to cię zabije”. Zamiast uczyć, walczy o godność. Boi się, że nastolatki wybiją szyby w jej mieszkaniu albo podpala auto. Prawie co drugi nauczyciel przyznaje, że dotknęła go uczniowska agresja. Bronić się, też stosując przemoc? Zmienić zawód? Negocjować? O tym, czy da się jeszcze wychowywać cudze dzieci i jakie koszty trzeba ponieść, mówią nauczycielki w gimnazjum, Jadwiga i Magda.

Heil Hitler! - Klasa wybucha śmiechem, kiedy czternastolatek wykonuje przed wychowawczynią gest nazistowskiego pozdrowienia. Lekcja WF w innej szkole: - Zbiórka! Raz, dwa... - nauczycielka pokrzykuje na uczniów.

Reklama

Na "trzy" chłopcy pokazują jej penisy. Kobieta z płaczem wybiega z sali. Matematyczka do gimnazjalistki: - "Podciągnij spodnie, bo stringi ci widać. - A co zazdrościsz mi, macioro?". Negocjacje przed końcem roku w technikum. Fizyczka: - "Nie zasługujesz na promocję. - Wpisz mi pałę, to cię zabiję, ty ku...". Nauczycielka milczy bo nie chce, żeby jak jej koleżance ktoś podpalił opony w samochodzie.

Takie sceny wydarzają się niemal codziennie w polskich szkołach. W podstawówkach i gimnazjach, często walczących w rankingach na najlepsze placówki. Niełatwo znaleźć kobiety, które otwarcie opowiedzą o wojnie z uczniami. Odmówiła informatyczka, która pozwała do sądu uczniów, tłumacząc, że jest wyczerpana psychicznie, bo rodzice dzieci rozpętali jatkę w mediach.

Inna nauczycielka nie zgodziła się na kontakt, chce zapomnieć o sprawie. Podobnie kolejne.

W MEN i kuratoriach trudno o dane na temat prześladowanych pedagogów. Nasze bohaterki zgodziły się porozmawiać, pod warunkiem, że zmienimy ich dane, przedmiot i szkołę, w której uczą. Z Magdą kontaktowałam się mailowo. Nie dała mi nawet telefonu. Opowiedziała o uczniach i ich rodzicach, którzy prześladowali ją przez rok. Poddała się. Zmieniła szkołę. Jadwiga nie dała się zastraszyć uczniowi, który razem z klasą chciał udowodnić, że nie nadaje się na nauczycielkę.

Jadwiga: Marzyłam, żeby być polonistką. Uczę od 21 lat, mam nagrody z kuratorium. Moi uczniowie to olimpijczycy. I co z tego - myślałam niedawno. Chcę "kształtować" nastolatków, ale to oni chcą wychowywać nas, nauczycieli.

Magda: Mam 30 lat. Czy lubię swoją pracę? Wszystko mi jedno. Pod koniec roku przemykałam się przed dzwonkiem do pokoju nauczycielskiego. Zimne spocone dłonie przestawały drżeć po dwóch persenach. Pięć lat temu z dyplomem geografii trafiłam do gimnazjum. Miałam wizję: stworzę klasę podróżniczą, zorganizuję plenery fotograficzne. Uczyłam fajne dzieciaki. Zdarzył się pyskacz albo oszust, który kłamał, że nie ściąga. Małe wykroczenia - dawałam sobie radę. Do czasu.

Jadwiga: Prowadzę klasę, w której pół roku temu lekcje wyglądały tak: 10 minut uciszania. 15 minut sprawdzania obecności, bo trwał kabaret. Byłam bezradna, gdy prosiłam: "Zinterpretujmy fragment fraszki Kochanowskiego: "...niech tę rozkosz z tobą czuję". Rechot. Drugoroczny uczeń: "Znaczy autor chce pić bronxa, palić skręty i się bzykać". Kurczę, co ze mną nie tak? Jestem dyplomowanym, doświadczonym nauczycielem. Nie potrafię zapanować nad gówniarzami. Kiedyś mnie szanowali.

Magda: Dwa lata temu stworzono klasę o profilu sportowym. Bruno, kapitan drużyny piłkarskiej, sam zgłosił się na przewodniczącego klasy. A potem w dwa miesiące ją sterroryzował. Nakryłam go w szatni, gdy namawiał koleżanki na papierosy. "Słaba jesteś, jak nie zapalisz". Uciekł przede mną ze słowami: "Cicho, łajzo". Zbagatelizowałam. Wkrótce klasa zaczęła robić ze mnie pośmiewisko. Zaczęło się niewinnie. Brak "dzień dobry", uczniowie na korytarzu uciekali wzrokiem. Lekcja. "Otwórzcie podręczniki". Prawie nikt się nie ruszył: "Zapomniałem, zapomniałam".

Na wycieczce w autokarze kilka osób zatykało nos, przechodząc obok mnie: "Ale coś tu śmierdzi". A potem dostałam mail z nieznanego adresu z linkiem do strony. Zamarłam, kiedy czytałam kilkadziesiąt wpisów. Wszystkie na temat Pasztetowej. Szybko zorientowałam się, że to o mnie.

Komentowano moje grube łydki, tyłek: "Jest taka tłusta, że jak staje na wadze, to jej wyskakuje numer telefonu". Wyszydzano także moją mamę: "Chyba ma wszawicę, skoro jest łysa. Jeszcze nas Pasztetowa zarazi". Popłakałam się, bo brak włosów to efekt chemioterapii. Najbardziej obraźliwe wpisy pochodziły od Brunona i on miał tam najwięcej "lajków". Dyrygował całą klasą. Był bogiem.

Jadwiga: O tym drugorocznym Krystianie mówili "Eminem". Klasowy gangster w koszulce z napisem "Samowolka". Przeniesiony z innego gimnazjum za nagany. Wyrzucono go, czyli znaleziono miejsce w innej szkole, bo według prawa nie można wysłać ucznia w niebyt. Na początku semestru na mojej pupie wylądował samolot z papieru z wiadomością: "U ciebie całe ciało jest takie owłosione czy tylko nozdrza?"

Zagroziłam: "Jeśli nikt z uczniów się nie przyzna, cała klasa dostaje ujemne 30 punktów z zachowania". On śmiał się pod nosem. Kartoteka u pedagoga szkolnego wyjaśniła problemy. Wychowany przez babcię, mama wyjechała do Chicago. Ojca brak. "Nie ma prawdziwego domu, nikt się nim nie interesował, nie chwalił", rozmawiałyśmy z koleżanką. Agresją zaznacza swoją obecność.

Podnieca go łamanie zasad. Pisanie SMS-ów na lekcji? Udało się. Wulgarne żarty? Przeszło. Szturchanie? Nikt się nie skarży. - Następnym razem włożą mi na głowę kubeł na śmieci? - zastanawiałam się. Bałam się Krystiana i klasy.

-----------

Jadwiga pamięta reportaż telewizyjny o przemocy w szkole. Na zdjęciach matematyczka z wrocławskiego liceum leży na sali OIOM-u w szpitalu. Liczne opatrunki, podłączona do kroplówki. Uczeń zaatakował ją siekierą, straciła palce u rąk. Sąd skazał go na kilka lat więzienia. Mimo że nieletni, za taki czyn odpowiadał przed sądem jak dorosły. W reportażu - dziś już mężczyzna - przyznaje, że nie czuje skruchy.

Jadwiga pamięta też słowa innego nauczyciela z tego programu, któremu przy aplauzie klasy jeden z chłopaków wkładał kosz na śmieci na głowę. Wcześniej znosił upokarzające żarty ze strony dziewcząt. "Szedłem do pracy w szkole, a nie w więziennictwie. Wychodząc, oglądam się za siebie, czy ktoś za mną nie idzie".

Jadwiga: Bezradność - to czułam najczęściej. Eminem i jego pupilki - grupa wypacykowanych dziewczyn, chłopaki w czapkach z liściem marihuany - ryczeli ze śmiechu przez połowę zajęć. Lider i jego świta. Oni chcieli decydować, jak ma wyglądać lekcja. Przykład: "Proszę o ciszę. - Nie widzi pani, że rozmawiam. - Załatw to na przerwie. - Nie mogę, to zbyt ważne".

Najpierw się wycofywałam. Po wydarzeniu z papierowym samolotem każda lekcja w klasie Eminema powodowała stres. I migreny. W domu byłam nie do zniesienia "Ściszcie ten telewizor! Nie pasuje ci obiad, bez łaski!", warczałam na syna i męża. Stałam się płaczliwa. Lepiej czułam się w weekendy, po powrocie do szkoły objawy wracały.

Czytaj dalej na następnej stronie.

Dowiedz się więcej na temat: szkoła | nauczyciele | wychowanie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama