Przejdź na stronę główną Interia.pl

Będziesz moją panią

Kiełkuje powoli, całymi latami. Szkolna albo studencka miłość. On i ona rozstają się, tracą kontakt, czasem mają swoje rodziny, dzieci. A ich dawna fascynacja dojrzewa. Natalia późno zrozumiała, że mężczyzną jej życia jest chłopak, który kiedyś, zakochany po uszy, pomagał w matmie. Monika odzyskała byłego narzeczonego, który po rozpadzie małżeństwa wreszcie jej powiedział „kocham”. Jeśli więc on mówi: „Kiedyś będziemy razem”, nie wzruszaj ramionami. Nigdy nie wiadomo.

"Kiedyś się z tobą ożenię", wyznaje Jacek. "Zwariowałeś! Nie kocham cię. To tylko przyjaźń", odpowiada Natalia. Jest rok 1998. On ma lat 20, ona 19. Od tamtego dnia minęło 15 lat. Są małżeństwem, mają trzy córki, ale wciąż, tak jak dzisiaj, chodzą na randki.

Reklama

Do stolika podchodzi kelner. Podaje kolację. Jedzenie z talerza Jacka znika powoli. Jeden kęs, drugi, trzeci. Kiedyś Natalię do szaleństwa doprowadzał ten sposób jedzenia. Dziś się uśmiecha. Najwyżej nie zdążą do kina. Ważne, że dziewczynki zostały z nianią, a oni mają swój czas. Patrzy na męża. "Miłość nie jest uczuciem, lecz aktem woli", przeczytała kiedyś. - Niewysoki, krępy, z długimi rękami. W szarych spodniach i kraciastej koszuli. Tak go pamiętam z liceum - wspomina Natalia. - Zeszytów nie nosił w plecaku, tylko w teczce. Chodził do o rok wyższej klasy, a ja kochałam się w jego kumplu, najprzystojniejszym chłopaku w szkole. "Piękny i Bestia", mówiłyśmy o nich z przyjaciółką i obserwowałyśmy na przerwach. Tyle że Piękny nie zwracał na mnie uwagi.

Zima 1996 roku. Kiermasz w szkole. Natalia pomaga przy stoisku z ozdobami świątecznymi. "Zrobiłaś chociaż którąś sama?", słyszy żartobliwy głos. Obok niej staje przyjaciel Pięknego. "Szukam czegoś dla babci", mówi. Natalia rozgląda się. Niestety, przyszedł sam. "A jaka jest twoja babcia? Ciepła czy raczej surowa", dopytuje. W końcu wybierają ręcznie robioną bombkę. Natalia zawija ją w papier. "Jacek", przedstawia się on. "Słyszałam, że udzielasz korepetycji z matmy, wpadłbyś w sobotę, mam klasówkę?", wypala Natalia.

Po latach on wyzna: "Tego dnia się zakochałem. "Pięknie tu", kilka dni po kiermaszu Jacek rozgląda się po dużym domu na wrocławskim Zaciszu. Mamę Natalii całuje w rękę. Ona zaprasza na obiad. Przy stole Jacek bawi rodziców rozmową. "Wspaniały chłopiec. Tak dobrze wychowany", mówi mama po jego wyjściu. "To tylko kolega. Przyszedł pomóc mi w matmie", mówi naburmuszona Natalia. Ale tamtego dnia nie rozwiązali nawet jednego zadania. Rozmawiali o Gombrowiczu i wyborach samorządowych. No i oczywiście o Mateuszu, czyli Pięknym. "Bardzo mi się podoba", wyznała ona. "Tobie też?", zaśmiał się Jacek. Wychodząc, rzucił: "Nie zrobiliśmy tej matmy, może wpadnę jutro?".

Natalia: - Ułożony, spokojny, świetnie się uczył. Moje przeciwieństwo, bo od zawsze byłam królową chaosu. W towarzystwie Jacka czułam się bezpiecznie. Zaprzyjaźniliśmy się. I to on dawał mi więcej. Nie umiałam rozwiązać zadań z matematyki? Tłumaczył przez telefon. Zapomniałam wypożyczyć lektury? Jechał do biblioteki. Pasjami graliśmy w scrabble’a. W szkole raczej udawaliśmy, że się nie znamy. Tylko "Cześć", "Cześć". Wstydziłam się tej znajomości. Ja, atrakcyjna dziewczyna, i on, Bestia? Ale liczyłam, że poznam Mateusza. Jacek się jednak nie palił, by mi w tym pomóc. Mówił: "Mat często zmienia dziewczyny, za wrażliwa jesteś dla niego".

Mieszkanie w wieżowcu. Z mnóstwem książek. Jacek organizuje urodziny. Zaprosił ludzi z klasy i Natalię. Stoi sama w kuchni, gdy podchodzi piękny Mateusz. "Co tam? Nudzisz się z nami? Ciekawe dlaczego twój chłopak tak mało o tobie mówi?", zagaduje. Pierwszy raz od miesięcy obdarza ją dłuższym spojrzeniem. "To nie mój chłopak!", Natalia się oburza i nie może uwierzyć we własne szczęście. On tuż przed jej wyjściem wyznaje "Nie wiedziałem, że jesteś taka fajna". Prosi: "Zostawisz numer?".

- Kolejne tygodnie żyłam jak na skrzydłach. - opowiada Natalia. - Pierwsza randka, pocałunek. Kwiaty i teksty angielskich piosenek, które Mateusz zapisywał na kartkach i dawał mi z dedykacją. Jacek zszedł na dalszy plan. "Gdyby dzwonił, powiedz, że wyszłam. Nie mam dla niego czasu. Jest nudny", mówiłam mamie. I opowiadałam, jak na imieniny dał mi skrzynkę znalezioną na strychu, z przyklejoną w środku żabką. Nie to co Mateusz, romantyk. Tylko że pół roku później ten wspaniały Mateusz mnie zostawił.

"Zejdziesz do mnie, proszę". W niedzielny wieczór Natalia stoi zapłakana pod blokiem Jacka. "Dobrze, zaraz", wzdycha on do domofonu. "Mówiłem ci", tłumaczy później. Spacerują nad Odrą, on wyciąga chusteczkę, próbuje zetrzeć z jej twarzy łzy. "On się w tobie kocha", wyrokuje Beata, przyjaciółka. "Niech spada", burczy Natalia i czuje wstyd. Nie powinna tak mówić o przyjacielu. Nie odzywała się do niego wiele tygodni. Ale wystarczyło, by wykonała jeden ruch i on jest, by ją wspierać. Natalia: - Znów widywaliśmy się kilka razy w tygodniu. Zwykle Jacek przychodził do mnie. Białe kubki z herbatą, ciasteczka, świeczka - rekwizyty naszych spotkań. Czy wtedy uwierzyłam przyjaciółce? Nie zastanawiałam się. Miałam złamane serce. Ale przestałam wstydzić się znajomości z Jackiem.

Mijały miesiące. On zdał na ekonomię, ona przygotowywała się do matury. Wciąż byli nierozłączni. To jemu pierwszemu opowiedziała, że jej rodzice się rozwodzą. To on poszedł z nią na uniwersytet dowiedzieć się, czy zdała na socjologię. I pocieszał, gdy okazało się, że nie dostała dostatecznej liczby punktów. Fizyczność? - Tylko raz, niedługo po moich nieudanych egzaminach - opowiada Natalia. Początek lipca, pociąg relacji Warszawa-Hel. O świcie, we Władysławowie, na Natalię i Beatę czeka Jacek. Mieszka na polu namiotowym, pływa na desce. Jest instruktorem. "Są jacyś przystojni surferzy?", dopytuje przyjaciółka. "Ja nie wchodzę w grę?", pyta Jacek. Dziewczyny parskają śmiechem.

Ale wieczorem Natalia się nie śmieje. Na plaży dochodzi do wniosku, że Jacek nie ma już za długich rąk. Ma za to fajne ciało i świetnie pływa. Potem jest mnóstwo alkoholu, impreza surferów trwa do rana. W środku nocy wymykają się we dwójkę na plażę. "Raz, dwa, trzy", liczą z Jackiem spadające gwiazdy. "Chciałabym się zakochać", mówi ona. I całuje pierwsza. Budzi się z bólem głowy i wyrzutami sumienia. "Kiedyś się z tobą ożenię", wyznaje dwa dni później Jacek, żegnając ją na dworcu. "To była tylko jedna noc. Nic z tego nie będzie", Natalia unika jego wzroku. Oboje wiedzą, że długo się nie zobaczą.

Ona nie dostała się na studia i wyjeżdża do Szkocji pracować jako opiekunka i uczyć się angielskiego. W Edynburgu na początku dużo o nim myśli. "Uczę się całymi dniami, wieczorami zmywam w pobliskiej restauracji. Jest zimno i ciemno. Chcę wracać", pisze do niego w listach. "We Wrocławiu też zimno. Też dużo się uczę, ale to lubię. Uważam, że powinnaś próbować jeszcze raz zdać na studia. Studenckie życie jest fajne", odpisuje on. Korespondują przez pół roku.

Ale z czasem ich drogi się rozchodzą - tak myśli ona. Nie chce czytać o znajomych, którzy studiują. Zazdrości im. "Nie wrócę. Nie widzę dla siebie miejsca w Polsce, pojadę do Australii", pisze w jednym z ostatnich listów. "Tęsknię", odpowiada Jacek. Ale Natalia poznaje chłopaka, potem drugiego, trzeciego... Kolejny rozdział w jej życiu - Sydney. Jednak zanim wyjedzie, wpada do Polski. Dzwoni do Jacka: "Jest na wakacjach w Stanach, będzie pod koniec września. Podam ci maila", mówi jego tata. Natalia nie pisze. Od znajomych dowiaduje się, że Jacek jest zakochany. - Przez kilka dni nie mogłam spać. Może się pomyliłam? Może niepotrzebnie szukam, a to on jest "tym facetem", myślałam. Nie wiedziała, że jego dziewczyna jest tylko plastrem na miłość do niej. I że on codziennie o niej myśli. Ogląda zdjęcia, czyta listy. Wierzy, że Natalia wróci do kraju.

"Zorganizujemy imprezę na twoją cześć!", decydują przyjaciółki, gdy Natalia po trzech latach przyjeżdża z Australii do Polski. Obdzwaniają dawnych znajomych. Knajpa w centrum miasta. Przy barze kłębi się tłum. "Bosko wyglądasz", komplementują ją goście. Nagle wzrok Natalii pada na niewysokiego blondyna, który stoi gdzieś z tyłu. Patrzy na nią zmrużonymi oczami. " Jacek? Ale się zmieniłeś", Natalia nie potrafi ukryć zdziwienia. Widzi przystojnego faceta. "Ty też wyglądasz nieźle", uśmiecha się on. - Usiedliśmy w kącie - opowiada Natalia. - Gadaliśmy pół nocy. I pierwszy raz w życiu to ja słuchałam jego. "Masz kogoś? - spytałam. - Teraz nie, żadna dziewczyna mi nie pasuje. A ty? - Nie mam", skłamałam, choć zostawiłam w Sydney narzeczonego. Miesiąc później napisałam do Jacoba: "Zostaję w Polsce".

Podwarszawskie Łomianki. Dom jest nieduży, ale funkcjonalny. Na górze cztery sypialnie, na dole salon z kuchnią i gabinet do pracy. Natalia parzy herbatę, kroi ciasto marchewkowe. "Mąż je uwielbia", uśmiecha się. I dodaje: - Nie wiem, jak mogłam przez lata nie zauważyć tak fajnego faceta obok. A może musiałam dorosnąć? Przeżyć kolejne zawody miłosne, wszystko przewartościować? Nasz związek dziś? Właściwie bez kryzysów. Uzupełniamy się. Ja wciąż królowa chaosu znalazłam przy nim równowagę, on mówi, że dzięki mnie odkrywa emocje. Patrząc na rozpadające się pary, wiem, w czym problem. Zaczynają od namiętności i pasji. My mieliśmy najpierw przyjaźń, a po latach miłość. I tak jest lepiej.

Historię Moniki i Rafała przeczytasz na następnej stronie.

Dowiedz się więcej na temat: historia miłosna | związek | wyczekana miłość | we dwoje | miłośc

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje