1. jestem zdolna niesłychanie
2. najpiekniejsze mam ubranie
3. moja buzia tryska zdrowiem
4. jak cos powiem to juz powiem
5. spiewam lepiej niz w operze
itd itd
Nie musisz zdobywać Nobla, by zadziwić świat albo olśnić kochaną osobę. Efekt siedzi w szczegółach. Warto mieć chociaż mały talent. Paulina Młynarska, Katarzyna Grochola, Lidia Popiel, Tomasz Sianecki, Marcin Wójcik oraz Cezary Harasimowicz z dumą mówią o tym, co im wychodzi najlepiej.
1. Świetnie umiem parkować tyłem. Nauczyłam się, gdy przez kilka lat mieszkałam w Paryżu. Kiedy mężczyźni w Polsce widzą, że ustawiam się do parkowania, wyskakują z aut i na migi dają mi znaki – przeważnie chodzi o to, że jest za mało miejsca. Często proponuję: zakład, że się zmieszczę. Widzę, że facetom to imponuje!
2. Wyprawiam superprzyjęcia. Wpadam do domu z zakupami o godzinie 17, a o 19.30 przyjmuję kilkunastu gości. Wcześniej zamieniam się w tajfun, który przechodzi przez kuchnię. Szykuję sałaty, mięsa – rostbef robię perfekcyjnie! – i coś z Afryki Północnej. Moja popisowa sałatka: kuskus, mięta, pietruszka, soczewica i rodzynki. Kiedyś zaprosiłam Magdę Gessler. Była zszokowana, bo – jak wyznała – nikt nie ma odwagi. Postawiłam na proste, choć wykwintne dania – dobrą sałatę z winegretem, szynkę parmeńską, dojrzałe melony i truskawki z cukrem pudrem. Przywiązuję wagę do detali. Podaję zmrożoną wódeczkę, a do niej oszronione kieliszki. Jest aperitif, zakąski, deser, wszystko ma odpowiedni rytm. Bo ja te przyjęcia traktuję jako rodzaj kulinarnego przedstawienia.
3. Potrafię farbować włosy i robić balejaż. Mam stałe klientki: córkę Alę, która zgadza się na prawie wszystkie moje propozycje, koleżankę i siebie. Raz po raz farbuję lub dekoloryzuję włosy, robię pasemka. Niedaleko mojego domu jest profesjonalny sklep, wszyscy sprzedawcy mnie tam znają. Kupuję nowinki: farby, rozjaśniacze. Jako dziewczynka uwielbiałam bawić się we fryzjera. To mi widać zostało.
“Wyprawiam superprzyjęcia. Wpadam do domu z zakupami o godzinie 17, a o 19.30 przyjmuję kilkunastu gości.”
4. Od dzieciństwa pewnie czuję się na nartach. Pierwsze wspomnienie: stoję między nartami taty, który tak mnie trzyma, że moje deski nie dotykają ziemi. Wjeżdżamy orczykiem w górę. Potem zjeżdżamy, ja znowu między nartami, trzymając się ojcowskich ud. Musiałam mieć ze dwa, trzy lata. Nadal jeżdżę, najczęściej w Tatrach, bo tutaj mamy dom. Ukochana trasa? Z Kasprowego Wierchu. Niedawno odkryłam też ski-touring. To połączenie wspinaczki, wędrówki na nartach oraz zjazdu. Kiedy wejdę na górę, a potem zjeżdżam sama w puchu, czuję się jak odkrywca.
5. Potrafię wyłowić prawdziwe perełki w second-handach. Razem z moją córką mamy ulubioną trasę zakupową. Tuż za Krakowem zatrzymujemy samochód w niemal wszystkich podhalańskich wioskach aż do Zakopanego. Wśród tandety błyskawicznie wychwytuję oryginalne ciuchy o świetnym kroju i fakturze. Tym sposobem w mojej szafie znalazły się takie zdobycze jak mały, słodki sweterek w stylu lat 60. od Chanel czy oryginalna włoska jedwabna apaszka! Ala dzielnie dotrzymuje mi kroku, wynajdując folkowe sukienki, rockowe kurtki i bluzeczki w stylu hippie. Kochamy ten sport i jesteśmy w nim dobre!
1. Jako specjalistka od prac domowych robię najsmaczniejsze mięsa pod słońcem! Albo z dodatkiem mascarpone, albo w pomarańczach, z bananami, z brzoskwiniami, w samym tymianku albo w sosie miodowo-czosnkowym. Uwaga: wszystko na zasadzie eksperymentu! Receptury wymyślam sama. Nie uznaję gotowców, sosów z proszku, przepisów z kartki. Do tego serwuję ziemniaki purée w różnych kolorach – od zielonkawych z koprem aż po kolorowe z kurkumą, curry i czosnkiem. Goście są zachwyceni.
2. Zawodowo robię porządki. Kiedyś pracowałam w Anglii jako sprzątaczka. Do dziś przechowuję liściki od zachwyconych gospodarzy i pań domu: „Kasia, you are wonderful!”. Dostawałam je tylko dlatego, że np. wyszorowałam oszałamiająco toaletę, która przez dwadzieścia lat nie była porządnie czyszczona.
3. Jestem elastyczna. Stosuję zasadę: nie ma co sprzeciwiać się losowi. Nie upieram się przy swoim. Jeśli trzeba, to w drodze z Warszawy do Szczecina mogę zahaczyć o Zakopane. Dzięki elastyczności potrafię zmienić naprędce zawód, dostosowuję się szybko i bezboleśnie do okoliczności. Byłam i salową, i dziennikarką, i pracownicą biura matrymonialnego. Moja zasada brzmi: lubię to, co muszę, czyli to, co mnie spotyka. Nigdy nie mówię: nigdy.
“Nieźle śpiewam, choć właściwie nie mam tak zwanego głosu. Ale wkładam w śpiewanie wiele energii i zaangażowania.”
4. Potrafię się przyjaźnić. Mam kilku sprawdzonych przyjaciół, tych samych od lat, choć w ciągu ostatnich dwudziestu też ktoś przybył. Jestem wierna, stała i w miłości, i w przyjaźni. Łatwo się przywiązuję. Nie kłamię.
5. Nieźle śpiewam, choć właściwie nie mam tak zwanego głosu. Ale wkładam w śpiewanie wiele energii i zaangażowania. Kiedy mam gorszy nastrój, nucę sobie pod nosem.
Lidia Popiel - fotografka
1. Umiem chodzić, biegać i prowadzić auto w szpilkach. Buty na obcasie to mój kompan na większość okazji: na spacer, zakupy, spotkanie, premierę, konferencję prasową, wyjście do teatru, nawet do pracy. Kiedy robię zdjęcia, to też mi nie przeszkadzają, bo wtedy najczęściej siedzę lub leżę. Wożę pięć par w bagażniku, czuję się w nich komfortowo i kobieco. Do niedawna prowadziłam auto zawsze w szpilkach, dziś częściej rezygnuję. Powód? W jednym bucie wyłamał mi się obcas, wolę nie ryzykować.
2. Jestem mistrzynią wykonywania kilku czynności naraz! Na przykład: jem i maluję się, rozmawiając przez telefon, i jednocześnie piszę tekst. Albo: robię kawę, omawiam najnowszą wystawę, planuję wieczorne zakupy, malując paznokcie. Wiem, to czasami niebezpieczne, ale mnie wychodzi świetnie. Dzięki temu mam poczucie, że wykorzystuję czas maksymalnie.
3. Coraz lepiej idzie mi rozróżnianie ptaków. Kilka lat temu dostałam w prezencie od męża profesjonalną lornetkę, przeznaczoną specjalnie do tego. Siedzę bez ruchu, zachowuję spokój i cierpliwość. Czekam. A wszystko przy stole w domu, przed sobą mam wielkie okna z widokiem na ogród i wodę. Ptaki uwielbiają do nas przylatywać. Odróżniam już wróbla domowego od wróbla mazurka, ale też srokę, kawkę, gawrona, sójkę, szpaka i ziębę.
4. Nieźle radzę sobie z pilatesem. To moja ulubiona dyscyplina sportu, bo nie przepadam za morderczymi treningami na siłowni. Po tych ćwiczeniach czuję się szczęśliwsza, lżejsza. Nieraz żartuję, że mój organizm sam „wybrał” dla siebie odpowiednią formę ruchu. A że pilates sprawia mi frajdę, ćwiczę z zaangażowaniem i przekonaniem.
5. Znam się na urządzaniu wnętrz, potrafię dobrać odpowiednie oświetlenie i kolory do każdego pomieszczenia. Pomagałam w urządzaniu Warszawskiej Szkoły Filmowej, której współzałożycielem jest mój mąż, a której nadaliśmy industrialny klimat loftu. Pilnuję, aby w naszym domu dodatki i meble tworzyły zrównoważoną całość. Mam dar wyszukiwania ciekawych akcesoriów, jak oryginalny świecznik, nakrycia stołowe, dziwne stoliki do kawy. Takie elementy nadają klimat całemu wnętrzu.
To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Kibickami zostały dzięki braciom, ojcom albo mężom. więcej
Dowiedz się, co los przygotował dla osób spod Twego... więcej
Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli