brawo Panie Mariuszu
i tak trzymajcie;
powodzenia
Są jak ogień i woda. On - ekspresyjny, głośni mówi, gestykuluje, jest w nieustannym ruchu. Ona woli spokój i ciszę. Oboje lubią się trudzić. Tak w życiu, jak i na scenie.
Mariusza zobaczyłam w tramwaju, jeszcze się wtedy nie znaliśmy, ale od razu zwróciłam na niego uwagę. Charakterystyczny, wyrazisty. Patrzę, wysiada, biegnie gdzieś, macha rękami: "O rany, co za facet? Co on wyprawia?", obserwowałam go rozbawiona.
Gdyby wtedy stanął koło mnie Anioł Stróż i powiedział, że ten mężczyzna będzie dzielił ze mną życie, parsknęłabym śmiechem. Niedługi czas potem spotkaliśmy się w radiu. Nagrywaliśmy audycję poetycką z wierszami Mirona Białoszewskiego. Mariusz przyniósł ze sobą egzemplarz "Hamleta" Szekspira, z którym się nie rozstawał. "No, to już przesada! Jeszcze mu tylko czaszki brakuje do kompletu", pokpiwałam po cichu.
“Gdyby wtedy stanął koło mnie Anioł Stróż i powiedział, że ten mężczyzna będzie dzielił ze mną życie, parsknęłabym śmiechem.”
A on rzeczywiście przygotowywał się do głównej roli w warszawskim Teatrze Dramatycznym. Jego Hamlet z 1992 roku zrobił na mnie wielkie wrażenie. Prywatnie przeżywałam wtedy trudne chwile, byłam po rozstaniu, wyczerpana emocjonalnie i - jestem tego pewna - chciałam być sama.
Tak wyszło, że oboje z Mariuszem znaleźliśmy się w obsadzie sztuki "Ninoczka" w reżyserii Romualda Szejda w warszawskim teatrze Scena Prezentacje. Siłą rzeczy dużo razem przebywaliśmy, ale nasza znajomość długo nie wykraczała poza etap rozmów. Oboje byliśmy poranieni, ostrożni, naznaczeni poprzednimi przeżyciami, nieufni. Zbliżaliśmy się do siebie bardzo powoli, czasem robiąc parę kroków w tył.
Najdziwniejsze, że zanim do czegokolwiek doszło między nami, zrozumiałam, że jest dla mnie bardzo ważny, może najważniejszy w życiu i że... chcę mieć z tym facetem dziecko. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś podobnego, przeciwnie, myślałam, że nie będę mieć dzieci. Byłam zafascynowana i przerażona, jakbym jechała rozpędzonym autem wprost na zderzenie czołowe. Wiedziałam, że muszę zdobyć się na odwagę, chciałam wiedzieć, co on o tym myśli.
“Mariusz jest człowiekiem wielokrotnie złożonym, bywa nieprzewidywalny, wybucha. ”
Napisałam do Mariusza list. Przeczytał i nie skomentował, po prostu mnie zbył. Myślałam, że umrę. Mężczyźni boją się chyba takich wyznań, choć akurat on do bojaźliwych nie należy. Udowadnia to każdego dnia, nigdy nie idzie na łatwiznę. Mój list okazał się jednak przełomem, zbliżyliśmy się jeszcze bardziej, ale przez pierwsze lata nie mieszkaliśmy razem.
To było poszukiwanie bezpiecznych przestrzeni w związku, potrafiliśmy się chować, wycofywać i nie widywać nawet trzy miesiące. Każde z nas chciało mieć swój obszar wolności. W tej szamotaninie łatwo było coś popsuć, przegapić. Równie dobrze dziś moglibyśmy nie być już razem. Jakimś cudem przetrwaliśmy.
Gdybym jednak miała przez to wszystko przejść jeszcze raz, nie dałabym rady. Naprawdę trzeba kogoś mocno kochać, by zgodzić się na taką huśtawkę emocji i festiwal kompromisów. Mariusz jest człowiekiem wielokrotnie złożonym, bywa nieprzewidywalny, wybucha. Nauczyłam się nie wchodzić w ten ogień emocji, bo można się sparzyć. Po prostu czekam, aż płomień się wypali.
Praktykowałam jogę i buddyzm tybetański, żyję w poszanowaniu wolności drugiego człowieka. Do niczego go nie zmuszam, nie naciskam, nie próbuję postawić na swoim. Jesteśmy razem piętnaście lat, mamy dwoje dzieci: Marysia ma dziewięć lat, a Staś trzy i pół roku. Ślubu nie wzięliśmy, dla mnie na tym polega odwaga bycia ze sobą, tak po prostu, bez formalności.
Mariusz widzi to inaczej, nieustannie mi się oświadcza. Dostałam od niego dwa pierścionki zaręczynowe. Często żartujemy na ten temat, wygłupiamy się. Ostatnio ja uklękłam i mówię: "No dobrze, ożeń się już ze mną", więc może kiedyś to jednak nastąpi...
Niebywała energia Mariusza wciąż mnie zadziwia, czasem trochę przytłacza. Jest wysportowany, to maratończyk, biega na długie dystanse, nigdy się nie męczy. Mówi tak głośno, że czasami wydaje mi się, że krzyczy. W moim rodzinnym domu zawsze było bardzo spokojnie, wakacje spędzałam w lesie, dziadek był zielarzem. Godzinami mogłabym przeglądać stare albumy zielarskie. Uzdrawiam, wyciszam, równoważę - taka jest moja rola.
Mariusz okazał się wspaniałym ojcem, ma świetny kontakt z dziećmi. Bawi się z nimi, szaleje. "Ja też chcę mieć takiego tatę", rozpłakał się kiedyś jakiś maluch na placu zabaw. Podczas wakacji w Chorwacji do naszego namiotu ustawiła się kolejka dzieci: niemieckich, włoskich, słowackich. Piszczały zachwycone, bo Mariusz wszystkie po kolei podrzucał do góry. W takich chwilach czuję się szczęśliwa.
Pokonaliśmy wiele przeszkód, a największą byliśmy my sami. Gdy zrozumieliśmy, że wszystko jest kwestią podjęcia decyzji i zgodą na ryzyko, zaczęły się między nami dziać cudowne rzeczy. Oboje występujemy w Teatrze Narodowym, dzielimy wspólną pasję, kibicujemy sobie. Mariusz ma ogromny talent i fenomenalną intuicję. Znakomicie wyczuwa ludzi, ale nikogo nie ocenia, nie krytykuje.
Po latach powiedział mi: "Zobaczyłem twoje krzywe nogi i nie mogłem od nich oderwać wzroku". Zakochać się w prostych nogach to nie sztuka. Bardzo lubię te jego komplementy. Ostatnio, gdy odbierał nagrodę Teatru Telewizji i Polskiego Radia (za rolę: Edypa w słuchowisku "Król Edyp" oraz Jerzego w słuchowisku "Kiedy nie mogę uciec" w Konkursie Słuchowisk Polskiego Radia XI Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej "Dwa Teatry" w Sopocie - przyp. red.), udzielił wywiadu. Na antenie przekonywał, że lubi wysiłek, bo fascynuje go cały ten proces, któremu wtedy podlega. To, co się z nim dzieje, czego się o sobie dowiaduje. Jakby jedynie przez trud można było doświadczyć czegoś nowego.
Zrozumiałam, że nie mówi tylko o pracy. Pod tym względem jesteśmy do siebie podobni, oboje lubimy się trudzić.
-------
Dorota Landowska - aktorka filmowa i teatralna. Ma 42 lata. Od 1999 roku występuje w Teatrze Narodowym w Warszawie. Gra też w Teatrze Na Woli. Ostatnio w "Iluzjach" Iwana Wyrypajewa w reżyserii Agnieszki Glińskiej. Znana z ról filmowych, m.in. "Święty interes" Macieja Wojtyszki, "Daleko od okna" Jana Jakuba Kolskiego oraz seriali "Ratownicy", "Kryminalni". Prywatnie związana z aktorem Mariuszem Bonaszewskim. Mają dwoje dzieci: Marysię (9 lat) i Stasia (3,5 roku).
To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Kibickami zostały dzięki braciom, ojcom albo mężom. więcej
Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli