Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zimny prysznic

Czasem dyngus zdarza się nie tylko w święta... Każdemu z nas życie wylało kiedyś na głowę kubeł zimnej wody. Znanym ludziom trudniej przyznać się do tego, ze dostali kopniaka od losu. Że coś boleśnie zweryfikowało ich wyobrażenia o sobie. Ale oni się odważyli: Jarosław Kret i Omenaa Mensah mówią o chwilach, które pozbawiły ich złudzeń...

Wyzwolona z pośpiechu

Omenaa Mensah, prezenterka pogody i dziennikarka TVN

Reklama

Jako dwudziestoletnia modelka podpisałam kontrakt na pracę w Londynie. Skakałam ze szczęścia. Poszłam na rutynowe badania przed wyjazdem i... lekarz powiedział: „Jest pani w ciąży”. Dziecko? Wspaniale. Ale teraz?! Londyn stał się mrzonką. Zacisnęłam zęby: „Sprawię, że w Poznaniu będę żyć równie atrakcyjnie! Nie boję się wyzwań!”.

Jako studentka trzeciego roku otworzyłam pub na Starówce. Do dziewiątego miesiąca załatwiałam papiery, zamawiałem towar, chodziłam na ćwiczenia, wykłady. Gdy urodziła się Vanessa, nie zwolniłam tempa. Pobudka o piątej, karmienie, uniwersytet, pisanie prac na zaliczenia, praca w pubie. Do drugiej, trzeciej w nocy. Spałam po cztery godziny na dobę. Siedziałam za barem z laptopem i co chwila wysyłałam SMS-y do rodziców: „Jak tam Vanessa?”, „Śpi już?”.

Zimnym prysznicem okazał się wieczór, gdy studenci z mojej grupy urządzili imprezę. Poszłam na nią. Kiedy wróciłam do pubu, zajrzałam do kasy. A tam – kilka groszy. Sobota wieczór? Przecież był tłum? Usiadłam i się rozpłakałam. Moi pracownicy mnie okradli. To był przełom. Dotarło do mnie, że wzięłam na siebie zbyt wiele. Kiedy ostatnio byłam z wózkiem w parku? Mam 24 lata, nie muszę tak pędzić! Moje dziecko potrzebuje spokojnej matki, nie znerwicowanej supermenki. Sprzedałam pub.

Po studiach któregoś dnia przypadkiem trafi łam na casting TVN. I... dziś jest kolorowo jak w Londynie. Mam fajną pracę, jestem samodzielna. Już nie muszę się ścigać.

Indyjski miraż

Jarosław Kret, dziennikarz, fotoreporter, prezenter pogody w TVP

Pierwszy zimny prysznic? Chyba wyjście z matczynego łona. Pewnie, że go nie pamiętam, ale coś z tego zderzenia z rzeczywistością zostało we mnie do dziś. Nadal trudno mi wyskoczyć spod ciepłej kołdry... I najlepiej czuję się w temperaturze powyżej 30 stopni. Dlatego jeżdżę do ciepłych miejsc. I najzimniejszy prysznic przeżyłem właśnie w bardzo gorącym kraju. Zaczęło się romantycznie. Dziesięć lat temu zakochałem się w ślicznej indyjskiej aktorce i śpiewaczce Tannishthy Chatterjee. Dla niej rzuciłem Polskę i zamieszkałem w Delhi.

Jako idealista i romantyk wierzyłem, że miłość pokona każdą przeszkodę. Uczyłem się języka hindi i bengali, celebrowałem hinduskie święta, zostałem nawet zaakceptowany przez jej bramińską rodzinę. Myślałem: „Jestem wykształcony, znam języki, umiem się przystosować. Dam radę”. Po ponad trzech latach okazało się, że wyrosła między nami bariera nie do pokonania – rzeczywistość. Próbowałem zarobić pieniądze w Indiach i dramatycznie mi nie wychodziło.

Chciałem być fotoreporterem, ale agencje korzystały wyłącznie z indyjskich fotografów, fatalnie opłacanych. Próbowałem jeszcze paru innych rzeczy, ale w końcu uświadomiłem sobie, że w Indiach jestem nikim. Mogę sprzedawać ryż na ulicy.

Oboje walczyliśmy jeszcze o związek. Spróbowaliśmy szczęścia w Warszawie. Tannishtha wystąpiła tutaj kilka razy, ale była tylko egzotyczną ciekawostką, więc wróciła do Indii. Do tamtej chwili wierzyłem, że mogę wszystko. Wtedy poczułem się pokonany. Zacząłem dojrzewać do decyzji o rozstaniu. To doświadczenie zmyło ze mnie złudzenia, ale nie ostudziło serca. Wciąż jesteśmy przyjaciółmi. Tyle że ona jest tam, a ja tu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama