Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wynajęłam detektywa

Zdrada, oszustwo, kłamstwo. Fakt czy tylko podejrzenie? Jak to sprawdzić? Są sytuacje, w których kobieta czuje się bezbronna. Ale może mieć sojusznika – to detektyw. On będzie śledzić męża, podsłuchiwać pracowników. Ostre metody? Tak, ale konieczne, bo w obronie własnej, mówią kobiety, które zgłosiły się po pomoc do agencji detektywistycznej.

Nie daj się, mamo

Julia, żona Jarka, mama Michasia. I córka Doroty. Wynajęła detektywa, by zdobyć dowody przeciw ojcu. Zdaniem wielu osób w rodzinie powinna pójść za to do piekła.

Reklama

Julia dowiedziała się pierwsza. Zadzwoniła ciotka: „To jednak prawda. Widziano ich razem na imprezie. Całowali się”. – Fala gorąca, wściekłość – wspomina Julia. Gdy trochę ochłonęła, zebrała myśli: „Powiedzieć mamie? A może zobaczyć tę dziwkę ojca na własne oczy. Tę panią”, poprawia się. Julia ma 25 lat, jest farmaceutką. Wstyd jej za niewybredne słowa, za nerwy. Ale puszczają, nic nie poradzi.

Dzień później. Butik w niedużym mieście S. Ojciec Julii prowadzi tu firmę kurierską. Tylko 20 minut samochodem od Koszalina, a jednak już inne środowisko. Bezpieczniej. Julka znajduje sklep wskazany przez „życzliwych”. Przy szklanej ladzie brunetka w okularach. Ona? – Wiedziałam, że jest wyższa od mamy i że ma długie włosy. Wszystko pasowało. Co czułam? Zażenowanie. Że ją szpieguję. Jakby to ona była ofiarą – opowiada Julia.

W sklepie udaje, że ogląda sukienki. Modli się, by brunetka nie podeszła z propozycją pomocy. – Rejestrowałam: jest trochę szczuplejsza niż mama, ale ma grubsze łydki. Pomalowane paznokcie, mama maluje rzadko. Więcej pierścionków. I nagle... Kobieta sięgnęła po coś na wysoką półkę. Rękaw swetra odsłonił przegub. Bransoletka ze srebrnych kul.

– Pamiętam ją – Julka bierze oddech. – Kilka lat temu widziałam tę bransoletkę w szufladzie biurka taty. To było zaraz potem, jak umarła babcia. Ojciec był wtedy miły dla mamy, krótki czas ocieplenia. Pomyślałam: kupił prezent, super. Czemu później nie zainteresowałam się, że bransoletka nie trafiła do mamy? Nie wiem. Przegapiłam. Teraz zrozumiałam: prezent był dla kochanki. Wyszłam ze sklepu, gryząc szalik. Inaczej rozryczałabym się na głos. Postanowiłam: nie daruję!

Ostra gra

Zanim postanowi, co dalej, puszcza ulubioną płytę Ani Dąbrowskiej, siada w fotelu, zamyka oczy. – Szukałam wspomnienia, które by mnie powstrzymało: jakiś obrazek z dzieciństwa, miła chwila w ramionach taty, prezent, nauka pływania. Nic nie znalazłam – wspomina. Telefon do agencji Detektyw 007 odszukała w internecie. – Czy się wahałam? Będziesz zgorszona, gdy powiem, że nie? – pyta.

I opowiada: – Mama się poświęciła dla mnie i brata, dla domu. Ojciec dobrze zarabiał. Ona nie musiała pracować, zresztą ile wyciąga nauczycielka plastyki? Tata się szczycił, że to dzięki niemu rodzinę stać na wszystko, a żona chodzi w prawdziwym futrze – mówi Julia. Dwa razy widziała, jak ojciec uderzył mamę. – Raz za piasek z kuwety kota na dywanie, drugi raz za to, że róże w ogrodzie nie przetrwały mrozów, bo źle je owinęła słomą. A mama była pokorna.

Przed jego powrotem z pracy na kolanach myła podłogę, codziennie kupowała mu trzy ulubione gazety i układała jedna na drugiej tak, by równiutko wystawały tytuły. Nie miała dość siły, żeby się zbuntować – mówi Julia. Ona sama? – Kiedy mama dostała od ojca za „bałagan” w domu, miałam sześć lat. Zapłakana prosiłam o pomoc sąsiadów. Nikt nie otworzył drzwi. Kopnęłam kota, bo to była jego wina. Bezsilny żal zapamiętałam na zawsze. I wstyd, kiedy w liceum na lekcji wychowawczej słyszałam: „Julia, tylko twoje czesne jeszcze nie wpłynęło, dlaczego?”.

Ojciec nie płacił, kiedy pokłócił się z mamą. Chciał mnie upokorzyć, bo trzymałam jej stronę – wspomina. Jarek, jej mąż, pracuje w spółce z teściem. – Tata przy ludziach drwił, że jego zięć jest pantoflarzem. Bo Jarek każdą decyzję uzgadnia ze mną. Związek partnerski? Ojciec uważał, że to nonsens. Omotał mamę. Gnębił ją psychicznie przez miesiąc, a przez następny udawał skruchę: przywoził perfumy i torebki, fundował wycieczki do Grecji, na Maltę.

Sam zostawał w domu, bo interesy. Dobrze się kamuflował. Nigdy nie znikał na noce. Myślę, że bał się rozwodu. Czyli podziału majątku – twierdzi Julia. Przed wizytą w agencji rozmawia z Jarkiem. Mąż bierze ją za rękę. – Mógł się sprzeciwić: załatwmy to inaczej, ojciec się zemści, co z naszą spółką? A powiedział: jestem z tobą. Była sobota, w agencji miałam spotkanie w poniedziałek. Dwa dni na zmianę decyzji. Nie spałam snem sprawiedliwego. Grzebałam w zdjęciach, znalazłam jedno, na którym ojciec trzyma mnie za rękę, po Komunii. Postanowiłam dać mu ostatnią szansę. Zadzwoniłam: „Chodź ze mną na spacer”. Zdziwił się, po co. Powiedziałam: – „Wiem. – O dwunastej” – rzucił. Miał w głosie strach i złość.

Mamy go

Park przy koszalińskim amfiteatrze. Przystojny pięćdziesięciolatek w sztruksowej marynarce i dżinsach końcem buta pedantycznie gasi niedopałek papierosa. Podnosi głowę, patrzy córce w oczy i mówi: „Nieprawda. Dyrdymały wyssane z palca”. – Nawet nie wyjął rąk z kieszeni. Był bezczelny i pewny siebie. Aż zwątpiłam: może faktycznie to pomówienia? – Julia wspomina konfrontację z ojcem. – To nie był wyreżyserowany ruch, ale zrobił dobrze sprawie. Powiedziałam na pożegnanie: „Ja cię nie wydam, załatw to z mamą sam. Jeśli masz odrobinę honoru”. Myślę, że to uśpiło jego czujność.

Kilka dni później. Julia ma umowę z detektywami: żadnych informacji z ich strony do zakończenia obserwacji. Ona ma powiadamiać o wszystkim, co robi ojciec. Pije dziennie po pięć red bulli, nerwy zajada czekoladą. – Potrzebowałam dodatkowej energii. Bo chwilami miałam dość, chciałam wszystko odkręcić. A musiałam współpracować – tłumaczy. – Wiedziałam, że ojciec wybiera się na weekend na Mazury, kupił łódź, organizował wypady, niby z kolegami. Detektywi mieli go śledzić.

Obserwowali go także po pracy. W sumie – blisko tydzień. Dziś wiem, że mieli dowody już po dwóch dniach, ale wtedy nie zdradzali się z niczym. To miało sens. Do agencji przyszłam w emocjach. Czuli, że stać mnie na wszystko. A chodziło o dyskrecję. Kupiłam nawet kartę telefoniczną, żeby zadzwonić do tej kobiety albo przynajmniej wysłać SMS, że wpadli, że ma zostawić ojca w spokoju. Może bym jej groziła, nie mam pojęcia. Lepiej, że żyłam w niepewności. Chociaż to bolało, bardzo – opowiada Julia.

W sobotę są urodziny Michasia, jej trzyletniego syna. Ojciec nie dzwoni z życzeniami. Babcia wręcza wielkie pudło lego w imieniu swoim i dziadka. Julia płacze całą noc. Rano telefon z agencji: „Proszę przyjechać, mamy nagrania”.

Długi film o miłości

– Nagle wszystko zaczyna ci się składać. Od lat wakacje bez ojca, jego cotygodniowe sobotnie wyjazdy „w teren”, zniknięcia na kilka godzin z pracy, dziwne uwagi i wymowne spojrzenia, których mama zdawała się nie dostrzegać. A ludzie wiedzieli, podobno romans trwał wiele lat... – Julia zawiesza głos.

Płyty z zapisem z kamery, zdjęcia, drobiazgowe sprawozdanie z tygodnia obserwacji – wszystko może posłużyć za dowód przed sądem. Przy tak szczegółowych zeznaniach detektyw nie musi być na sali rozpraw osobiście. Jeśli dojdzie do sprawy rozwodowej. – Najgorszy moment: nacisnąć guzik „play” w odtwarzaczu – mówi Julia. W agencji dziewczyna zajmująca się jej sprawą pyta spokojnie: „Mam włączyć?”.

– Obejrzałam początek i poprosiłam o zatrzymanie nagrania. A to był bardzo długi film. Ojciec nie był nad jeziorem z kolegami... – Julia opowiada zmienionym głosem. Co ukłuło najmocniej? – Gdy zobaczyłam, z jaką czułością i troską tata tuli tę kobietę, podaje jej swoją kurtkę, herbatę, jak na rękach przenosi ją z jachtu na ląd. Z mamą nigdy tak nie postępował. Ona mogła liczyć najwyżej na łaskę nieczepiania się. Tamta zgarniała pulę miłości.

Zdecydowałam się pokazać film mamie. Od razu. Gdybym się wtedy zawahała, ona do dziś żyłaby w nieświadomości. Pewnie bym zakopała „twarde dowody” i grała przedstawienie, że wszystko jest OK. Trochę mnie to przerosło. Wieczór. W domu Julia i jej mama. Jasnowłosa pięćdziesięciolatka bez słowa pali papierosa za papierosem. Przed nią plik fotografii.

– Mama milczała bardzo długo. Nie płakała. To było aż dziwne. Oglądała zdjęcia w przerażającym skupieniu, do niektórych wracała kilkakrotnie, inne odrzucała na podłogę. Nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać – opowiada Julia. I o tym, co było dalej: – Na godzinę zamknęła się w łazience. Siedziałam pod drzwiami, nasłuchując. Odkręcanie szamponu, spada mydło, stukają słoiki z kremem. Mama wyszła, kucnęła przy mnie i powiedziała: „Wiesz, czego żałuję? Że dopiero teraz się dowiedziałam. Straciłam masę czasu”.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje