~MARIApoznałam męża bardzo młodo, był moim pierwszym kochankiem...czas zmienił nas, a wszystkie rzeczy, które różniły nas od początku teraz tworzą przepaść między nami... starałam się wiele razy by między nami się układało, ale za każdym razem mąż kiedy ja go potrzebowałam odwracał się ode mnie....znajomi w chwilach szczerości mówili że mąż mnie nie docenia, a ja udawałam przed całym światem że wszystko jest między nami ok a to tylko plotki....alkohol, koledzy... a nawet odkryłam kilka jego podrywów...od 4 lat jestem z mężem, bo prawdę mówiąc nie stać mnie na wyprowadzkę.... wtedy pojawił się on, nie myślcie, że za nim zaczęłam się z nim spotykać nie zadawałam sobie pytania czy powinnam... ale nie żałuję ani minuty spędzonej z nim... teraz rozumiem, że każda z nas kobiet zasługuje na szacunek... komplementy... podziw .... mimo że nie będziemy razem to dziękuję mu za te wspaniałe chwile..... i życzę każdej kobiecie podobnych... nie żałuję niczego
Wybacz, kocham innego
Już zapisani byli w urzędzie, gdy ona się zakochała. Ale w innym mężczyźnie. Odwołać ślub, wybrać nową miłość? A może lepiej zachować się odpowiedzialnie, przeczekać w myśl zasady, że każda fascynacja w końcu mija? Kinga i Agnieszka podjęły trudne decyzje. Co o swoim wyborze myślą po latach?
Kinga i Rafał po trzynastu latach związku postanowili wziąć ślub. Tuż po zaręczynach ona spotkała Pawła...
Pamiętam twoją twarz. Stałeś na balkonie blady i patrzyłeś, czy wsiądę do samochodu mężczyzny, który na mnie czekał. Miałeś łzy w oczach. Ja też płakałam. Przez trzynaście lat byłeś mężczyzną mojego życia, całym światem, nie sądziłam, że są jakieś światy poza tobą. „Oszukała wszystkich”. „Upokorzyła, zakpiła z rodziny”. „Nie zdążyła odebrać dowodu z nowym nazwiskiem, rozpakować prezentów ślubnych, tak po prostu zwiała” – gadali sąsiedzi, krewni, sprzedawczynie w sklepie. Gdy szłam ulicą, twoi kuzyni pluli mi pod nogi. W naszym mieście nie mogłam już dłużej żyć.
Rzeczywiście, popełniłam błąd. Nie powinnam była tyle zwlekać, walczyć ze sobą. Nie powinniśmy brać ślubu, bo kochałam jego. Ale ja wciąż miałam nadzieję, że na nowo odnajdę się w naszym poprawnym, letnim życiu. Że znów się w tobie zakocham. Dlatego przygotowywałam wesele na 150 osób i układałam kompozycje z lilii i storczyków. Kochałam cię od balu maturalnego, na którym wyznałeś mi miłość.
Pierwszy chłopak – marzyłam, żebyś był na całe życie. Wspólny wyjazd na studia, pierwsze mieszkanie, twój doktorat. Kochałam cię za bezpieczeństwo, które mi dawałeś. Miałam pewność, że nie będziesz jak mój ojciec, który gdy miałam osiem lat, odszedł do innej. Budziłam się potem w nocy z płaczem, że go nie pamiętam. Dla ciebie inne kobiety były przezroczyste.
To stało się zaraz po powrocie z Rzymu. Polecieliśmy tam świętować moje trzydzieste urodziny. Wciąż narzekałeś, że gorąco, duszno, brudno. Zabrałeś mnie na spacer na plac św. Piotra, żeby opowiadać o związkach Watykanu z nazistami i ich rzekomych powiązaniach z mafią! Nie mogłam tego słuchać! Wieczorem w restauracji zapytałeś, czy za ciebie wyjdę. Wzruszyłeś się, więc i ja byłam wzruszona. Pomyślałam o tym, co mówiła mama: „Gdy się ma trzydzieści lat, coraz rzadziej słyszy się: jeszcze wszystko przed tobą”. Zrozumiałam, że to czas, kiedy należy być dorosłym i spełnionym. „W Polsce wybierzesz sobie pierścionek”, powiedziałeś. Chwilę potem już dzwoniłeś do mamy.
Kilka dni później w pracy poznałam Pawła. Gdyby nie on, może nigdy nie zrozumiałabym, że nasz związek był kompromisem. Żadnych krzyków, płaczów, cichych dni, ale z czasem prawie żadnej namiętności. Jako dwudziestosiedmiolatka zaczęłam przekonywać samą siebie, że „ta” sfera nie jest taka ważna. Gdyby nie on, może nadal myślałabym, że skoro między nami nie jest źle, to znaczy, że jestem szczęśliwa. Że tylko nastolatka potrzebuje czuć dreszcz, gdy chłopak jej dotyka. Ale w relacji z Pawłem nie chodziło o chemię, przypadkowe szukanie dotyku, spojrzenia. Nawet nie o to, że on, dyrektor działu, mówił: „W pracy mogę cię widzieć tylko z okna, więc przychodzę jak głupi ze swoim laptopem i siadam przy parapecie”. Albo: „Przysięgnij mi, że jesteś w szczęśliwym związku, przestanę się za tobą uganiać”.
Nic nie dały powtarzane w myślach: „jestem zaręczona, Paweł mnie nie in-te-re-su-je!”. Nie umiem tego wytłumaczyć, bo wszystko, co powiem, zabrzmi egzaltowanie. Tom Hanks nazwałby to w filmie „powrotem do domu”. Okłamywałam cię. Mówiłam, że jadę z przyjaciółką na weekend, jechałam do jego domu w Karkonoszach. Potrafiliśmy siedzieć do rana, pić herbatę z rumem, gadać albo nic nie mówić. Być ze sobą. Tego nie potrafiłam z tobą. Pamiętam, jak za pierwszym razem Paweł odprowadzał mnie na dworzec. Nagle przyniósł tulipany, nie wiem skąd, bo kwiaciarnia była zamknięta. Myślę, że odkupił je od kogoś, kto szedł z kwiatami. Był opiekuńczy. Słuchał. Namówił na studia podyplomowe, a we mnie wstąpiła energia. To niczyja wina, że z nami było inaczej.
„Jesteście razem, od kiedy was znamy. Dzięki wam uwierzyliśmy, że miłość jest możliwa”, mówiły moje przyjaciółki. I dodawały: „Powinniście zostać razem, jeśli nie dla siebie, to dla nas wszystkich”. Cytowały psychologów: „zdrada nie ratuje związku, ale pogłębia kryzys”. Wszyscy myśleli, że moje uczucie do Pawła to kaprys, odurzenie, w które wpadamy, a potem dziwimy się: „co ja w nim widziałam?”. Mama wtórowała: „Zawsze na początku jest super, nie wiesz?!”. Tyle że z tobą na początku nigdy nie było tak jak z nim. Ty byłeś wyborem, który podjęłam jako dziewiętnastolatka, nie wiedzieliśmy wtedy zbyt wiele o życiu. Chciałam się leczyć z Pawła, poszłam do psychologa, mówił o nas: „Dobry związek to taki, w którym namiętność stopniowo przekształca się w więź i tworzy się własny intymny świat. Czy pani i narzeczonemu się to udało?”. Zaprzeczyłam. Miałam ci powiedzieć, zabrać rzeczy i tego samego dnia się wyprowadzić.
Zachorowałeś. Guz uda. W szpitalu powiedzieli, że być może złośliwy. Biegłam do kościoła Dominikanek klęczeć przed obrazem Matki Boskiej i prosić ją o zdrowie dla ciebie. Mama mówiła: „To znak, że masz się opamiętać!”. Tego dnia zadzwoniłam do Pawła. Mówiłam jak w transie, że to była pomyłka, że tym romansem chciałam ratować związek, że go nie kocham. Wysyłał maile, dzwonił, zmieniłam numer. Nie widywałam go w pracy, wzięłam urlop, całymi dniami siedziałam przy twoim łóżku. Prosiłam świętych z rozdawanych w szpitalu obrazków o przebaczenie.
Naprawdę cię kochałam. Jak brata, przyjaciela, bliską osobę. Od koleżanki dowiedziałam się, że Paweł złożył wymówienie z pracy, wyjechał. Poczułam ulgę. Wyzdrowiałeś. I zacząłeś mnie drażnić. Nie mogłam znieść twojego mędrkowania, zapachu starych książek, którym przesiąkły twoje marynarki. Nie mogłam już patrzeć, jak wycierasz nos w chusteczkę z monogramem, poprawiasz rozwichrzone włosy. „Przesuńmy datę ślubu, chcę mieć więcej czasu”, mówiłam. Przestraszyłeś się i zacząłeś zmieniać.
Artykuł pochodzi z kategorii: Prawdziwe historie
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (105)
-
17.03 (14:54)Leniwa puszczawica. Zamiast wziąć sie do roboty, zarobić na siebie i wyprowadzić sie od nikochanego męża, siedzi taka pokraka na jego utrzymaniu i jeszcze daje na boku. mężowi też pewnie dajesz dupci za talerzyk zupci. Pokrako zamiast żerowac na mężu, rodzicach, teściach, weż wreszcie odpowiedzialność za swoje życie i zaróv na siebie samodzielnie.
~MARIApoznałam męża bardzo młodo, był moim pierwszym kochankiem...czas zmienił nas, a wszystkie rzeczy, które różniły nas od początku teraz tworzą przepaść między nami... starałam się wiele razy by między nami się układało, ale za każdym razem mąż kiedy ja go potrzebowałam odwracał się ode mnie....znajomi w chwilach szczerości mówili że mąż mnie nie docenia, a ja udawałam przed całym światem że wszystko jest między nami ok a to tylko plotki....alkohol, koledzy... a nawet odkryłam kilka jego podrywów...od 4 lat jestem z mężem, bo prawdę mówiąc nie stać mnie na wyprowadzkę.... wtedy pojawił się on, nie myślcie, że za nim zaczęłam się z nim spotykać nie zadawałam sobie pytania czy powinnam... ale nie żałuję ani minuty spędzonej z nim... teraz rozumiem, że każda z nas kobiet zasługuje na szacunek... komplementy... podziw .... mimo że nie będziemy razem to dziękuję mu za te wspaniałe chwile..... i życzę każdej kobiecie podobnych... nie żałuję niczego -
17.03 (14:50)Zostaw go w spokoju. Marcin zasługuje na normalną, kochającą kobietę a nie taką szmatę szukającą przygód jak ty.
~kateNiedawno, bo 6 miesięcy temu również byłam w takiej sytuacji. Byłam w związku z facetem - Marcinem, którego myślałam że nie kochałam. W moim życiu pojawił się drugi, całkiem inny facet _ Adam, który był przeciwieństwem poprzednika. Miłość od pierwszego wejrzenia itp. Rozstałam się z Marcinem. Były łzy z mojej strony i jego. Mimo, że sprawiłam mu taki ból zachował się jak dżentelmen (mówię o wspólnym majątku). Z Adamem na początku było wspaniale, jednak z upływem czasu coraz więcej się kłócimy, nie mogę na niego liczyć. Coraz więcej myślę o Marcinie. Był wobec mnie opiekuńczy, zawsze mogłam na niego liczyć. Wiem, że nasz związek rozpadł się wyłącznie z mojej winy. Tak chciałabym cofnąć czas... Wiem, że Marcin nadal na mnie czeka lecz boję się, że znów go zranię, nie docenię jego ciepła i dobroci. Poradźcie..... -
-
17.03 (14:01)100% racji !
Każdy mężczyzna powinien przeczytać twój wpis!!
~SamiecAlfaNie wiem czy zauwazyliscie wspolne cechy obu rogaczy. To oni nosili rogi a nie ich kobiety. Kobieta to stworzenie dzialajace bardzo emocjonalnie i bez zastanowienia. Poczuje "milosc zycia" i fruuuu leci sobie do innego. Jak kobieta czuje sie zbyt bezpiecznie to sie jej nudzi. Jak czuje ze wszystko w facecie zdobyla to sie jej nudzi. Jak niczego jej nie brakuje to sie jej nudzi. Jak zyje zbyt dobrze to sie jej nudzi.
Prawdziwy samiec alfa nie biega za kobietami. Nie usluguje im, nie rozpieszcza. Facet MUSI rozgladac sie za innymi chcac utrzymac obecna kobiete. Nie mozna byc nudnym i mdlym pantoflem. Nie mozna byc pewnym swojej kobiety nigdy. To wojna a ona w kazdej chwili - najczesciej najmniej oczekiwanej - potrafi sprzymierzyc sie z wrogiem i zadac cios w plecy. "Dalbym sobie za nia reke uciac. I wiesz co? I bym (..) nie mial reki" - cytat z "Chlopaki nie placza".
No i w koncu - nie mozna widziec w jednej kobiecie calego swiata, bo jak odejdzie, odejdzie caly swiat. Ale jak w kazdej kobiecie bedzie sie dostrzegac cos pieknego, nie tylko w swojej - wowczas po jej odejciu bedzie mozna jej nawet podziekowac.
To pisalem ja - Samiec Alfa. Gejzer testosteronu i puchacz przez "r".
Ps: Na koniec cytat ze Slums Attack: "kazda kobieta to judasz". -
05.10.2011 (09:06)Ludzie kierują się dwiema zasadami w życiu : szczęścia i przyjemności. W związkach partnerskich a później w małżeństwie na początku jesteśmy zaślepieni zasadą przyjemności, która tak jak każde uczucie w końcu przemija. Zasada szczęścia jest bardzo trudna w realizacji - polega na odpowiedzialności względem innych ludzi i można ją odnieść do wielu relacji (np. w pracy). Człowiek jest istotą, która nie żyje tylko dla siebie ale w toku nabycia mądrości życiowej żyje również dla innych. Chrześcijaństwo bardzo trafnie uczy że związek małżeński, potem przyszłe na świat dzieci - to taki wspólny krzyż, który musimy dźwigać aby bardziej uczyć się świata duchowego jako tego, który jedynie jest prawdziwy, wieczny i niezmienny. Koleje losu pokazują nam jednak jak trudno jest być razem w związku i dlatego popełniamy błędy, które mogą nam jawić się jako coś "dobrego" - dopiero po latach gdy zaczynamy widzieć konsekwencje swoich czynów i jaki miały one wpływ na nasze i innych życie -możemy wyciągnąć wnioski czy warto było stosować zasadę opartą na własnej egoistycznej przyjemności, uleganiu chwilowym zmiennym uczuciom. Zasada szczęścia opiera się płytkiemu myśleniu idąc dalej prowadzi nas wspólnie do poznania głębi obecnej w każdym z nas. Od naszej postawy zależy nasz związek i nasze w nim szczęście lub mój związek, moja przyjemność i moje uczucie które jawi mi się jako prawdziwe, by za kilka lub kilkanaście lat znów zmienić partnera gdy wypali się to co uważało się za niezmienne... Tak więc normalne są wzloty i bardzo bolesne upadki co nie znaczy aby poddawać się podążając tylko za własną przyjemnością. Życzę wszystkim powodzenia gdyż sam krocze tą trudną drogą!
-
20.09.2011 (20:28)Ja niestety uwierzyłam w jak się okazało chwilowe zauroczenie. Miałam dobrego partnera dla którego byłam wszystkim. Liczyłam się tylko ja i nasze wspólne plany. Zawrócił mi w głowie inny facet - przebojowy, uśmiechnięty. I zawierzyłam w chwilowe uczucie. Tamten mężczyzna walczył o mnie, jeszcze rok po rozstaniu mogłam do niego wrócić. Ale ja nadal byłam zachwycona nową miłością. Jak się okazało facet którego obdarzyłam uczuciem okazał się samolubnym zerem. Nie mogę sobie darować, że dla takiego kogoś zostawiłam naprawdę wartościowego człowieka. Chciałam wrócić ale on już układa sobie życie z nową kobietą i mimo że powiedział jak byłam i jestem dla niego ważna powrotu już nie będzie.
Dziewczyny zastanówcie się 100 razy nim popełnicie taki błąd.













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli