Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wiemy już, czego unikać

Przyjęli siebie z dobrodziejstwem inwentarza - dawnymi nawykami, przyzwyczajeniami, wadami. I - oczywiście - dziećmi z poprzednich małżeństw. Mają świadomość swoich ograniczeń i potencjałów. Dzięki temu wiedzą, jak omijać niebezpieczne zakręty. Anita Kruszewska-Grabowska i Andrzej Grabowski.

Anita:

Mimo że Andrzej jest ode mnie starszy o 18 lat, od razu zauważyłam, że mam z nim o wiele więcej tematów do rozmowy niż ze swoimi rówieśnikami. Urzekło mnie, jakim jest fajnym facetem i dobrym człowiekiem. W pierwszej chwili sprawia wrażenie obcesowego, ale nigdy nie przejdzie obojętnie obok kogoś, komu dzieje się krzywda, nie potrafi odmówić, kiedy ktoś prosi go o przysługę. Można wręcz powiedzieć, że mimo swojego dojrzałego wieku jest trochę naiwny i - niestety - czasami ludzie to wykorzystują.

Reklama

Spotkaliśmy się kilka lat temu na planie jednego z seriali. Jestem charakteryzatorką, malowałam aktorów do zdjęć, wśród nich był Andrzej. Zaintrygował mnie, miał opinię samotnika, ale okazało się, że potrafi otworzyć się w rozmowie. Uczucie między nami nie pojawiło się od razu, ale nawet gdy już staliśmy się sobie bliscy, nie afiszowaliśmy się. Wtedy oboje byliśmy w innych związkach. Zarówno moje, jak i jego małżeństwo od dawna się nie układało, jednak miałam sporo wątpliwości. Wchodzenie w rolę tej trzeciej nigdy nie jest ani proste, ani przyjemne. Dlatego ten pierwszy okres znajomości był dość burzliwy. W kółko schodziliśmy się i rozchodziliśmy. Dopiero gdy sprawy formalnie zostały załatwione, postanowiliśmy, że spróbujemy być razem.

Na początek chcieliśmy powiadomić o tej decyzji dzieci. Starsza córka Andrzeja, Zuzia, miała wtedy 23 lata, młodsza Kasia - 16, tyle samo co Magda, moja starsza córka. Najmłodsza była moja 9-letnia Kasia. Wpadliśmy na pomysł, że wybierzemy się z nimi na wakacje. Andrzej i ja jechaliśmy oficjalnie jako znajomi, dziewczyny, oczywiście, domyślały się, co się święci, ale mimo to wcale nie było nam łatwo powiedzieć im o naszym związku. A przecież właśnie na ich opinii najbardziej nam zależało. Całe szczęście, że wszystko dobrze się ułożyło, głównie dzięki mądrości Zuzi. Reszta rodziny Andrzeja zaakceptowała mnie od razu, podobnie jak moi rodzice - Andrzeja. Po wakacjach zamieszkaliśmy razem. Staraliśmy się, aby to w jak najmniejszym stopniu wpłynęło na życie moich córek. W domu nic się nie zmieniło, poza odmalowaniem ścian i wyrzuceniem komputera z sypialni.

Kiedy się związaliśmy, byliśmy dorosłymi ludźmi z ukształtowanymi charakterami. Oboje jesteśmy dość trudnymi partnerami. Decyzja, żeby być razem, oznaczała, że akceptujemy siebie w całości, ze swoimi przyzwyczajeniami i wadami. Andrzej jest otwarty, kiedy coś mu przeszkadza, od razu o tym mówi. Ja, przeciwnie, tłumię emocje, ale jeśli już wybucham, to jak prawdziwy wulkan. Uważam jednak, że trochę adrenaliny w związku nie zaszkodzi, bo kiedy jest zbyt dobrze, to zaczyna wkradać się nuda.

Nie przepadam za gotowaniem i zajmuję się tym w ostateczności, za to Andrzej wręcz to uwielbia. Lubi robić zakupy i wychodzi mu to świetnie, ma swoje ulubione sklepy z wędlinami, serami, rybami. Śmieję się, że jest naszą "mamusią kurką". Rano przygotowuje dla wszystkich śniadanie, kiedy moje córki wracają ze szkoły, dopytuje się, jak im minął dzień, czy zjadły obiad. Jest bardzo opiekuńczy. Dla Kasi i Magdy stara się być przyjacielem, a nie ojcem. I bardzo dobrze. Od wychowywania jestem ja i ich tata, z którym córki mają bardzo dobry kontakt.

Andrzej jest pracoholikiem, postanowiłam go trochę odciążyć i dlatego zajęłam się pilnowaniem jego spraw zawodowych. Prowadzę jego kalendarz, pilnuję terminów, pomagam mu w podejmowaniu decyzji. Czasem różnimy się w postrzeganiu niektórych projektów, jednak zazwyczaj mamy podobne zdania. Niedawno odradziłam mu udział w reklamie, wysłuchał moich argumentów i odmówił.

Cieszę się, że ma do mnie zaufanie, mimo swojego ogromnego doświadczenia. W miarę możliwości, bo przecież nadal pracuję, staram się, żebyśmy spędzali ze sobą jak najwięcej czasu. Andrzej występuje w różnych miejscach w Polsce, przemierzamy razem wiele kilometrów i zawsze są to dla mnie miłe wyjazdy. Dzięki Andrzejowi mam ten komfort, że nie muszę przyjmować każdej propozycji zawodowej, teraz zazwyczaj rezygnuję już z filmów kręconych poza Warszawą, wolę ten czas spędzić z rodziną, w domu. Lubimy ze sobą być. Otwieramy z Andrzejem butelkę dobrego wina, oglądamy filmy.

Na co dzień nie czuję różnicy wieku między nami, chyba jednak przy Andrzeju troszkę spoważniałam. W obecności jego znajomych wydaje mi się, że nie wypada się wygłupiać, a jestem trochę szalona. Większość spotkań towarzyskich organizujemy na działce pod Grodziskiem Mazowieckim. Tam powstaje nasz dom, moim zdaniem zdecydowanie za duży, ale to spełnienie marzeń Andrzeja. Chce, żebyśmy w przyszłości tam zamieszkali, chociaż prawdę mówiąc, ja nie bardzo chciałabym się wynosić z miasta, rozumiem jednak, że on po pracy potrzebuje się wyciszyć. Ale kiedy wyciągam go do kina, na imprezy, idzie ze mną, żeby sprawić mi przyjemność. Za to zawsze chętnie jeździ do Krakowa, w dalszym ciągu to jego ukochane miasto, tam mieszka jego młodsza córka, ma wielu przyjaciół, nadal gra w Teatrze Słowackiego.

Andrzej jest też bardzo związany z podkrakowską Alwernią, z której pochodzi. Uwielbia o niej opowiadać, a ja lubię go słuchać, bo robi to ciekawie. Choć niektóre historie słyszałam już wiele razy, na przykład o tym, jak w dzieciństwie chował się w krzakach i straszył przechodniów, udając dzika.

Rok temu, 13 czerwca, wzięliśmy ślub w Puławach, moim rodzinnym mieście. Decyzję podjęliśmy wspólnie, nie było specjalnych oświadczyn, zresztą Andrzej nie jest zbyt romantyczny, o co czasem mam do niego pretensję. Złoszczę się, kiedy zapomina o urodzinach, rocznicach. Być może świętowanie różnych uroczystości niewiele znaczy, ale przecież tak bardzo cieszy. Dlatego jeśli mogłabym w nim coś zmienić, to właściwie tylko to.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje