Skoro FB i NK są takie żałosne, to dobrze że spadłeś, bo takie były dzięki takim właśnie "wykształciuchom" - a teraz odetchnęły przynajmniej trochę. Co do tych par: pierwsza spotykana na randkowym rynku, aczkowiek to rzadki ptak - bo wymaga kultury obcowania ze sobą; o drugiej mam odrębne zdanie dzięki ostatniej tragedii i ciężko z tym polemizować; natomiast trzecia parka, a raczej czworokącik wygląda w skrócie tak: "partnerka partnera ma partnerkę innego partnera, no to siup!"~SijaI dobrze zrobiłeś,że zlikwidowałeś facebook,ponieważten akurat portal społecznościowy jak i NK są po prostu żałosne.~meWlasnie zlikwidowalem konto na facebook, mialem setke znajomych a ani jednego przyjaciela, wiec po co ta kretynska zabawa?Nie zgodzę się z Tobą,że dzięki wykształciuchom FB i NK takie były.To dzięki prostakom , snobom i osobom samotnym takie były,bo osoby samotne zrobiły z tego portal randkowy:)Totalne badziewie dla pustaków!!!
Więcej niż miłość
To oni leczą złamane serca, mówią prawdę prosto w oczy i bez namysłu jadą z nami na koniec świata. Zawsze gotowi podać pomocną dłoń, kiedy trzeba, usuwają się w cień. Prawdziwi przyjaciele na śmierć i życie.
Ja prowadzę! - mówi Filip Niedenthal, dziennikarz, redaktor naczelny magazynu "Podróże", a jego przyjaciółka, projektantka mody Ania Kuczyńska bez żalu oddaje kluczyki. Choć sama lubi jeździć samochodem, woli, żeby prowadził Filip, nawet jeśli razem wybierają się gdzieś jej autem.
Jest to przejaw zaufania do przyjaciela, ale też jej filozofii życiowej, według której role kobiet i mężczyzn zostały tak rozpisane i nie ma sensu z tym walczyć. Podczas jazdy zadaniem Ani jest zagadywanie kierowcy, żeby nie zasnął.
- Ja w ogóle mało mówię, a gdy prowadzę samochód, to już prawie wcale, bo skupiam się na drodze - śmieje się Filip. - A Ania mówi i mówi... Aż w końcu wściekła, że nie ma z mojej strony żadnej reakcji, rzuca: "Żyjemy w świecie ciszy? Tak?".
Podróże są ważnym elementem przyjaźni Filipa i Ani, ale ich pierwsze spotkanie nie odbyło się gdzieś w egzotycznym kraju, tylko w centrum Warszawy. Kuczyńska była młodą projektantką świeżo po studiach w Rzymie. Niedenthal pracował w dziale mody popularnego dwutygodnika i przeprowadzał z nią wywiad. Przy okazji odkryli, że są sąsiadami. Ani spodobał się ten szarmancki, dobrze wychowany chłopak z niesamowitymi pomysłami i brytyjskim, autoironicznym poczuciem humoru.
- Od razu polubiłem serdeczność Ani - przypomina sobie Filip. - I sarkazm. Ona zawsze potrafi rzucić inteligentną ripostę czy łagodnie... złośliwy docinek. Oboje zajmowali się modą. Ania projektowała stroje, a Filip o nich pisał. Mieli sporo pomysłów, więc postanowili połączyć siły.
- Znaleźliśmy lukę na rynku i wraz z jeszcze jednym kolegą założyliśmy agencję, która miała organizować w Polsce sesje zdjęciowe dla zagranicznych pism - wspomina Filip. - Spotykaliśmy się u informatyka, który miał nam zrobić stronę internetową. Kupowaliśmy lody, piliśmy piwo, czasem wino i godzinami gadaliśmy. Bawiliśmy się świetnie, ale ze wspólnej pracy nic nie wyszło.
Parę lat później podjęli jeszcze jedną próbę połączenia przyjaźni z pracą. Ania zaproponowała, żeby dziennikarz poprowadził jej firmę. Wkrótce pojechali razem do Włoch, żeby wybrać materiały na kreacje do najnowszej kolekcji Kuczyńskiej. - Było wspaniale - mówi Ania. - Przejechaliśmy przez Mediolan, Rzym, Toskanię... Bardzo chciałam pokazać Filipowi moje ulubione miejsca w Italii, a przede wszystkim plażę, na której umarł Caravaggio. Zjedliśmy tam kolację. To chyba był najprzyjemniejszy moment całej... - A pamiętasz tego zimnego tuńczyka na ziemniaczanym purée w restauracji w Rzymie? - przerywa jej Filip i przez dłuższą chwilę chichoczą jak para nastolatków.
- Zawodowo ta podróż była katastrofą - Filip poważnieje. - Wróciłem z belą materiału na obicie kanapy. Ania nie miała nic. - Wolimy się wspólnie bawić, niż pracować - przyznaje Kuczyńska. - Nie potrafimy się mobilizować. Mamy też różne charaktery. - Ania żyje w swoim rytmie - mówi Filip. - Choć jesteśmy już gdzieś dwie godziny spóźnieni, to ona zawsze znajdzie czas na wypicie kawy, papieroska... Zero stresu. Mnie w tym czasie już dawno trafia szlag. Nienawidzę się spóźniać.
Rozstali się więc zawodowo, ale ich przyjaźń tylko na tym zyskała. Filip lubi wpadać do Ani wieczorem na kolację i bardzo chwali kulinarne zdolności przyjaciółki, która potrafi z niczego wyczarować wykwintny posiłek. Choć do swojego mieszkania ma dwa kroki, często kolacje przeciągają się do późna i zostaje u Ani na noc.
Projektantka śmieje się, że Filip zachowuje się u niej z dużą swobodą. Zna kod do domofonu, potrafi jej przypomnieć hasło do poczty elektronicznej. Często można go u niej zastać, jak siedzi przy komputerze, przegląda wiadomości, odpoczywa. Narzeczony Kuczyńskiej przyzwyczaił się do tego i - jak twierdzi - polubił dodatkowego lokatora.
- Nie byłabym z kimś, kto nie toleruje moich przyjaciół - kwituje krótko Ania i z uśmiechem wspomina imprezę u niej w domu, po której obudziła się obok Filipa (nie zauważyła, że zasnął na jej łóżku), a jej narzeczony dyskretnie przeniósł się na kanapę. Mógł spać spokojnie, bo Ania i Filip nigdy nie byli parą, choć projektantka swoje relacje z dziennikarzem określa już jako jedną z form miłości. Tak samo silne jest tu współodczuwanie i wzajemna sympatia.
Kuczyńska nie ukrywa, że wobec przyjaciela bywa zaborcza. - W zeszłym roku Ania miała pokaz w Łodzi, na który nie mogłem pojechać - opowiada Filip. - Następnego dnia była awantura, że nawet do niej nie zadzwoniłem, chociażby po to, by zapytać, jak było. Oczywiście miała rację.
Kuczyńska i Niedenthal mogą się pokłócić, ale szanują się, polegają na opinii przyjaciela. Ania nie waha się krytykować Filipa, gdy zdarzy mu się kiepsko ubrać, lecz dzwoni do niego, by zapytać, o której godzinie powinna urządzić pokaz mody, żeby dopisali dziennikarze i gwiazdy. Ufa jego radom. Nie zawsze jednak udaje im się nawzajem odgadnąć swoje ukryte marzenia.
- Wiem, że Filip jest fanem gier planszowych - mówi Ania. - To hobby, w którym ja raczej nie uczestniczę, ale on to kocha.Więc kupiłam mu na urodziny piękne domino,które natychmiast zgubił. - Domino? - Filip patrzy na Anię ze zdumieniem. - Przepraszam, ale z mojej imprezy urodzinowej niewiele pamiętam. Za to doskonale sobie przypominam śliczną żółtą bransoletkę, którą kupiłem z myślą o tobie. Moim zdaniem świetnie pasowałaby do twojego stylu. Cóż, chyba nigdy jej nie założyłaś. Prezent nietrafiony...
Wchodzimy do kawiarni. Ania zamawia espresso macchiato, Filip małe piwo. Kto będzie płacił rachunek? - Staramy się płacić na przemian, ale pieniądze nie są w naszych relacjach problemem - mówi Filip. - Liczy się przyjaźń.
Sergiusz Pinkwart
Artykuł pochodzi z kategorii: Prawdziwe historie
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Z przykrością dotarło do mnie, że jednak nie... więcej
Reklama
Wasze komentarze (14)
-
10.07.2011 (20:54)~Bardzostaryagent
Skoro FB i NK są takie żałosne, to dobrze że spadłeś, bo takie były dzięki takim właśnie "wykształciuchom" - a teraz odetchnęły przynajmniej trochę. Co do tych par: pierwsza spotykana na randkowym rynku, aczkowiek to rzadki ptak - bo wymaga kultury obcowania ze sobą; o drugiej mam odrębne zdanie dzięki ostatniej tragedii i ciężko z tym polemizować; natomiast trzecia parka, a raczej czworokącik wygląda w skrócie tak: "partnerka partnera ma partnerkę innego partnera, no to siup!"~SijaI dobrze zrobiłeś,że zlikwidowałeś facebook,ponieważten akurat portal społecznościowy jak i NK są po prostu żałosne.~meWlasnie zlikwidowalem konto na facebook, mialem setke znajomych a ani jednego przyjaciela, wiec po co ta kretynska zabawa?Nie zgodzę się z Tobą,że dzięki wykształciuchom FB i NK takie były.To dzięki prostakom , snobom i osobom samotnym takie były,bo osoby samotne zrobiły z tego portal randkowy:)Totalne badziewie dla pustaków!!!
-
10.07.2011 (20:48)~Ci_Ja_Jej
A mnie to wszystko.. NK i 'fejs to ściema. Przyjaźń to jest to. Nie siedźcie godzinami przed monitorami. Wyjdźcie do ludzi, do kina, na pizzę. Real to w ogóle inna sprawa. Lepsza!
I już.. na piwo!!
Niech Was ujrzą Panowie w czarnych garniturkach. ;))~BardzostaryagentSkoro FB i NK są takie żałosne, to dobrze że spadłeś, bo takie były dzięki takim właśnie "wykształciuchom" - a teraz odetchnęły przynajmniej trochę. Co do tych par: pierwsza spotykana na randkowym rynku, aczkowiek to rzadki ptak - bo wymaga kultury obcowania ze sobą; o drugiej mam odrębne zdanie dzięki ostatniej tragedii i ciężko z tym polemizować; natomiast trzecia parka, a raczej czworokącik wygląda w skrócie tak: "partnerka partnera ma partnerkę innego partnera, no to siup!"~SijaI dobrze zrobiłeś,że zlikwidowałeś facebook,ponieważten akurat portal społecznościowy jak i NK są po prostu żałosne.~meWlasnie zlikwidowalem konto na facebook, mialem setke znajomych a ani jednego przyjaciela, wiec po co ta kretynska zabawa?I o to właśnie chodzi./
-
-
10.07.2011 (20:18)~BardzostaryagentSkoro FB i NK są takie żałosne, to dobrze że spadłeś, bo takie były dzięki takim właśnie "wykształciuchom" - a teraz odetchnęły przynajmniej trochę. Co do tych par: pierwsza spotykana na randkowym rynku, aczkowiek to rzadki ptak - bo wymaga kultury obcowania ze sobą; o drugiej mam odrębne zdanie dzięki ostatniej tragedii i ciężko z tym polemizować; natomiast trzecia parka, a raczej czworokącik wygląda w skrócie tak: "partnerka partnera ma partnerkę innego partnera, no to siup!"~SijaI dobrze zrobiłeś,że zlikwidowałeś facebook,ponieważten akurat portal społecznościowy jak i NK są po prostu żałosne.~meWlasnie zlikwidowalem konto na facebook, mialem setke znajomych a ani jednego przyjaciela, wiec po co ta kretynska zabawa?
A mnie to wszystko.. NK i 'fejs to ściema. Przyjaźń to jest to. Nie siedźcie godzinami przed monitorami. Wyjdźcie do ludzi, do kina, na pizzę. Real to w ogóle inna sprawa. Lepsza!
I już.. na piwo!!
Niech Was ujrzą Panowie w czarnych garniturkach. ;)) -
10.07.2011 (18:13)~SijaI dobrze zrobiłeś,że zlikwidowałeś facebook,ponieważten akurat portal społecznościowy jak i NK są po prostu żałosne.~meWlasnie zlikwidowalem konto na facebook, mialem setke znajomych a ani jednego przyjaciela, wiec po co ta kretynska zabawa?
Skoro FB i NK są takie żałosne, to dobrze że spadłeś, bo takie były dzięki takim właśnie "wykształciuchom" - a teraz odetchnęły przynajmniej trochę. Co do tych par: pierwsza spotykana na randkowym rynku, aczkowiek to rzadki ptak - bo wymaga kultury obcowania ze sobą; o drugiej mam odrębne zdanie dzięki ostatniej tragedii i ciężko z tym polemizować; natomiast trzecia parka, a raczej czworokącik wygląda w skrócie tak: "partnerka partnera ma partnerkę innego partnera, no to siup!" -
10.07.2011 (17:28)














Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli